O blogu

Dzień dobry!

Cieszę się, że czytasz blog swojak.info.
Jest to mój dziennik, gdzie notowałem ważne wydarzenia i myśli, którymi chciałem się podzielić z przyjaciółmi. Przez pierwsze cztery lata, raz w tygodniu publikowałem tu nowy wpis.

Blog zrodził się wraz z myślą przeprowadzki ze Szwajcarii do Polski. Wtedy głównym rysem moich zapisków była reemigracja.

Obecnie Szwajcaria pozostaje odległym, dobrym wspomnieniem, a moje życie toczy się tu i teraz. Stąd też aktualizacja tytułu strony, który obecnie brzmi: „swojak.info – notatnik szczęśliwego człowieka”

Zachęcam do lektury i osobistych komentarzy.

Pozdrawiam,

Łukasz Swojak

==== treść powitania z początku roku 2008 ====

Witajcie!
Zaczynam pisać niniejszy blog myśląc o powrocie do Polski po kilku latach życia na Zachodzie.
Chcę uchwycić swoje wrażenia, odczucia i obserwacje nim ogarnie je mrok niedoskonałej pamięci.
Opisuję tu rzeczywiste sytuacje, lecz zmieniam nazwy miejsc i imiona, aby pozwolić moim bliskim cieszyć się prywatnością mimo uwikłania ich w publiczną opowieść o naszej rodzinie.
Przy okazji proszę Was o wyrozumiałość na nieregularność w odpowiadaniu na Wasze pytania i komentarze. Zajmuję się nimi tylko w raz na jakiś czas jak mam wolną chwilę.

Pozdrawiam,
Łukasz Swojak

Kontakt:

  • swoje uwagi i komentarze publikujcie bezpośrednio w blogu, lecz jeśli chcecie nawiązać ze mną kontakt poza blogiem możecie wysłać email na adres swojak{AT}swojak.info
    jak się domyślacie zamiast tego {AT} trzeba wstawić @

Uwaga! Publikując swoje komentarze proszę o respektowanie netykiety:
http://www.netykieta.dlawas.net/
Komentarze łamiące netykietę będą usuwane. Chodzi szczególnie o ten punkt:
Trolling – troll to złośliwy mały stwór (bajkowy)… jeśli nie chcesz być za takiego uznanym, staraj się nie powodować kłótni, nie prowokować, nie obrażać, a z drugiej strony nie daj się prowokować i nie odpowiadaj na prymitywne i niekulturalne zaczepki słowne. 

Sprawy definicyjne:
Temat migracji jest coraz popularniejszy i w niektórych przypadkach dyskusja o problemach reemigrantów schodzi na grunt definiowania pojęć. W sumie zgadzam się z tym, że warto uzgodnić definicje, gdy rozmawiamy o danej sprawie.
W związku z tym poświęcę kilka zdań tytułowi niniejszej strony: „Swojak.info – Polska po emigracji. Blog o reemigracji ze Szwajcarii i jak teraz widzę Polskę.” Piszę o Polsce po emigracji. Co to jest „emigracja”? Słowo pochodzi od łacińskiego „emigrationem” oznaczającego wyprowadzkę z jakiegoś miejsca. Odpowiedniki słowa „emigracja” występują w wielu językach i są powszechnie rozumiane jako opuszczenie swojego kraju w celu zamieszkania w innym kraju. Słownik PWN definiuje emigrację na trzy sposoby 1. „wyjazd z ojczystego kraju do innego państwa w celu osiedlenia się tam”; 2. „stały lub okresowy pobyt w innym państwie„; 3. „ogół emigrantów mieszkających w jakimś kraju”. W przypadku tego blogu chodzi o pierwsze znaczenie. W roku 2000 wraz z całą rodziną opuściliśmy Polskę i osiedliśmy wśród Szwajcarów w alpejskim miasteczku, które stało się naszym jedynym domem. Pewno zostałoby naszym domem na dobre, gdyby nie ubiegłoroczna decyzja o reemigracji. Dochodzimy tu do następnego słowa wymagającego definicji: „reemigracja”. PWN nazywa tak „powrót emigrantów do kraju ojczystego”.
Na koniec komentarz: w polskiej kulturze słowo „emigracja” jest nasycone bagażem ładunku emocjonalnego z czasów, gdy wiele osób opuszczało Polskę w przeświadczeniu, że wyjeżdżają bezpowrotnie zamykając za sobą drogę powrotu. Ich spojrzenie na świat burzy się na myśl, że ktoś wyjechał z kraju, osiadł za granicą, bezpiecznie odwiedza Polskę kiedy chce i nazywa się „emigrantem”. Kochani, świat jest pełen emigrantów także z krajów które nigdy nie doświadczyły komunizmu i zamykania granic.

51 myśli nt. „O blogu

  1. benoit

    ciekawe! ja tez nad tym sie zastanawiam… zazdroszcze serdecznosci sasiadow, we francji juz nie jest tak latwo. pisz, bede czytal z ciekawoscia.

  2. makaron

    Bede sledzil uwaznie. Masz racje, Swojak, ze szybko mozna zapomniec, ale moze lepiej
    zastanowic sie od razu nad ksiazka. Widze, ze masz lekkie pioro. A Twoje przezycia
    z innych krajow? Gdzie sie podzialy?

  3. Swojak Autor wpisu

    makaron,
    książkę może kiedyś napiszę. Póki co, przy takiej masie zajęć, wolę traktować blog jak rodzaj dziennika, gdzie publikuję swoje przemyślenia i obserwacje. Lubię formułę blogu, dzięki temu mam bezpośredni odzew od czytelników.
    Inne kraje? Nawet nie myślałem, żeby to spisywać. Zgadzam się, warto to spisać, bo też pewno umknie w mroku pamięci. Wtedy już tylko dobra hipnoza wydobędzie te obserwacje z mojej głowy.

  4. AS

    Dodalam Twoj blog do zakladek w moim blogu, bo zamierzam regularnie go czytac, pozdrawiam z Amsterdamu:)

  5. Swojak Autor wpisu

    Widzę, że mój blog przyciąga coraz więcej czytelników. Niedawno przekroczył progi domeny swojak.info czytelnik (tzw. „unique visitor”) z numerem 4000!
    Średnio czyta tą stronę ok. 50 osób dziennie.

    Jak ktoś powiedział, w świecie bezpośredniego dostępu do informacji rzez Internet, każdy z nas będzie popularny wśród pięciu osób, dla których będzie pisał i publikował.
    Jest to zmiana w stosunku to telewizji, która była medium dającym szansę pięciominutowej popularności wśród mas ludzkich.

    Wolę Internet od telewizji. W Internecie mamy dwutorowy kontakt. Moi czytelnicy mają do mnie bezpośredni dostęp i mogą wyrazić swoje opinie o przeczytanym tekście.

  6. Swojak Autor wpisu

    Dzięki AS! Cieszę się, że te zapiski znajdują czytelników.

  7. Dorota

    Bardzo ciekawy blog! Tym ciekawszy, ze tez rozwazamy powrot do Polski po ok 10 latach na emigracji. Mimo ze mamy tutaj dobra i ciekawa prace i dosyc wygodnie nam sie zyje, to ciagle czegos brakuje…

    Pozdrawiam ze Sztokholmu! 🙂

  8. Agata

    Swojaku! Bardzo sie ciesze, ze trafilam na Twoj portal i moglam
    zaznajomic sie z Twoimi przemysleniami oraz opiniami. Moim zdaniem
    przyciaga uwage i jest konstruktywny. Pragne rowniez podzielic sie moim
    zdaniem. Pochodze z Lodzi. Polecam tu zakupy (jest o wiele taniej niz w
    W-wie), warto rowniez zobaczyc Manufakture (tu jednak drogo, chyba, ze
    trafi sie na wyprzedaz).
    Polska po emigracji w Szwajcarii i powrot do Warszawy. Kiedys ja
    wracalam z Niemiec do Lodz, a bylo to w 2001r., po prawie dwoch latach,
    pracowalam jako pracownik-gosc. W Niemczech lekarz wchodzil do pokoju, w
    ktorym czekali pacjeci, wyczytywal nazwisko i podawal z usmiechem reke
    na przywitanie. Gdy potem w Polsce dostalam skierowanie od lekarza i
    zapytalam, gdzie mogle sie taraz z nim udac, uslyszam ‚moze pani gdzie
    chce, nawet do Ameryki’. W 2006r moj malutki synek byl przyjmowany przez
    lekarza interniste/pediatre, ktory przyjmowal jednoczesnie dzieci i
    doroslych w tym samym gabinecie, oczywiscie spoza sterty papierow. Jesli
    dziecko bylo przeziebione to antybiotyk, a jesli przyszlam z maluchem
    zapytac, dlaczego nie przybiera na wadze, lub zwazyc go poza
    wyznaczonymi datami szczepien, bylam traktowana jak intruz.
    Po zamknieciu kioskow Ruchu, w niedziele i swieta, bilety komunikacji
    miejskiej w Lodzi mozna kupic u kierowcy i na stacjach benzynowych.
    Jednak najlepiej zapytac domownikow, czy nie maja biletu i wtedy kupic.
    Mozna tez zapytac sie pasazerow w autobusie lub tramwaju, czy mogliby
    odsprzedac bilet. Ale w jednym tramwaju byl i jest automat, teraz (nie
    ze wzgledu na automat) nazywa sie on Pesa.
    W 2001r. przyjechalam z Niemiec do Polscki samochodem (sprowadzonym na
    mienie przesiedlencze), wiec nie zastanawialam sie nad automatami. A gdy
    w 2005r. sprzedalam samochod, jezdzilam glownie darmowymi autobusami,
    jezdzacymi regularnie i dowozacymi klientow do supermarketow.
    I tak oto po siedmiu latach przeprowadzlismy sie do Niemiec, ja, moj maz
    i nasz prawie trzyletni synek.
    Dzieci maja swoje ulubione batoniki, miejsca, przyjaciol. Wyobrazalam
    sobie co przezywaja dzieci rodzcow, ktorzy wracaja do Polski. I serce
    mamy podpowiada mi, zeby je chronic od takich przezyce. Ale Warszawa to
    nie cala Polska.
    Poza tym jestesmy w Uni. A wiec jesli sie tylko ma ochote i troche
    oszczednosci na rozpoczecie zycia w innym panstwie niz w tym, w ktorym
    sie urodzilo, mozna sie poprostu przeniesc, przeprowadzic, osiedlic w
    innym miejscu. Ja przyjechalam do Niemiec, bo tu mi sie podoba, chce tu
    pracowac w swoim zawodzie, nadal sie rozwijac, poszerzac swje
    kwalifikacje. Czy nie satysfakcjonuje roznica miedzy przeniesc sie, a
    wyemigrowac? I jak tu nie byc zadowolonym, ze sie mieszka lub mieszkalo
    w takim kraju, jak Polska. Pozdrawiam, Agata.

  9. Dorota

    Dzieki, Agata, za podzielenie sie swoimi doswiadczeniami. My wlasnie przygotowujemy sie do przeprowadzki ze Szwecji do Polski i moje najwieksze obawy dotycza wlasnie dzieci i tego jak sie zaaklimatyzuja w PL. Jednak mam nadzieje, ze nie jest za pozno i dzieci (3 i 5 lat) przyzwyczaja sie do nowej rzeczywistosci bez wiekszych problemow.
    Pozdrawiam!

  10. Swojak Autor wpisu

    Agato, życzę powodzenia w Twojej niemieckiej przygodzie!
    Doroto, moim zdaniem 3 i 5 lat to dość bezproblemowy wiek na zmianę kraju. Moje córki miały 2 i 5, gdy znaleźliśmy się w Szwajcarii. Ich wyzwania zaczęły się w szkole, bo były obcokrajowcami. Lecz Twoje dzieci będą Polakami w Polsce, więc powinno być łatwiej.

  11. Bea

    Droga Agato,
    jestem reemigrantką – z Niemiec – po piętnastu latach zamieszkiwania w tym kraju. Mam bogate doświadczenie – także z uwagi na wykonywany zawód – służę pomocą (tylko na łamach tego blogu) jeśli takiej możesz potrzebować. Jestem prawnikiem i świetnie orientuję się w sytuacji Polaków w Niemczech – generalnie wiele problemów – jeśli masz dzieci – tym bardzej dotkliwych dla rodziców emigrantów. Rzeczywistość niemiecka nie jest różowa – nawet jeśli tak nam się wydaje po pierwszych latach zamieszkiwania na emigracji. (Niemcy nie są tolerancyjni – szczególnie w małych miasteczkach. Ponadto ich „pragmatyzm” po latach dla mnie stał się nie do zniesienia)
    Z czasem zauważyłam, że nie nadaję się na emigrantkę -nie wyobrażałam sobie starości z „dala od domu”.
    Trzeba wiele samozaparcia żeby zmienić słowiańską duszę – mi się to nie udało – nawet tego nie chciałam. Kiedy pytano mnie w pracy dlaczego nie przyjęłam niemieckiego obywatelstwa – zaczęło do mnie docierać, że nie chcę tam żyć na stałe.

    Teraz zwracam się do tych którzy wrócili z Niemiec – piszcie do mnie.
    Mam „polskie” dzieci – urodzone i wychowane w Niemczech – chcę je w miarę bezboleśnie przenieść do Polski. Jaką szkołę wybrać – prywatną czy publiczną, wyznaniowa czy świecką – mieszkam w dużym ośrodku miejskim, który jednak nie jest Warszawą. Za wszelkie rady będę wdzięczna.

  12. Swojak Autor wpisu

    Bea, Twoje stwierdzenie o „starości z dala od domu” słyszałem też od mojej żony. Zaś sam odczuwałem po prostu, że w Polsce jest moje miejsce. Doraźne sprawy typu liczba autostrad, wzrost Prezydenta czy jakość stadionów nie miały znaczenia, gdy myślałem o reemigracji. Dla mnie nasz kraj to ten z piosenki Obywatela G.C. „Nie pytaj o Polskę”:
    To nie karnawał
    ale tańczyć chcę
    i będę tańczył z nią po dzień

    to nie zabawa
    ale bawię się
    bezsenne noce senne dnie

    to nie kochanka
    ale sypiam z nią
    choć śmieją ze mnie się i drwią

    taka zmęczona
    i pijana wciąż
    dlatego nie

    nie pytaj więcej mnie

    nie pytaj mnie
    dlaczego jestem z nią
    nie pytaj mnie
    dlaczego z inną nie
    nie pytaj mnie
    dlaczego myślę że…
    że nie ma dla mnie innych miejsc

    nie pytaj mnie
    co ciągle widzę w niej
    nie pytaj mnie dlaczego w innej nie
    nie pytaj mnie
    dlaczego ciągle chce
    zasypiać w niej i budzić się

    te brudne dworce
    gdzie spotykam ja
    te tłumy które cicho klną

    ten pijak który mruczy coś przez sen
    że póki my żyjemy ona żyje też

    nie pytaj mnie
    nie pytaj mnie
    co widze w niej

    nie pytaj mnie
    co ciągle widzę w niej
    nie pytaj mnie dlaczego w innej nie
    nie pytaj mnie
    dlaczego ciągle chcę
    zasypiać w niej i budzić się

    nie pytaj mnie
    dlaczego jestem z nią
    nie pytaj mnie
    dlaczego z inną nie
    nie pytaj mnie
    dlaczego myślę że…
    że nie ma dla mnie innych miejsc

  13. bp

    Bea, napisz w jakim wieku masz dzieci, to łatwiej coś doradzić.
    Wybór szkoły jest ważny, bo gdy dziecko się źle czuje, to rodzic nie może skupić się na swoich sprawach.
    Rozejrzyj się wokół, może znakomita szkoła jest w Twojej okolicy i pół miasta tam przywozi dzieci.
    Są świetne szkoły państwowe i bardzo takie sobie. To samo dotyczy prywatnych. Jest wiele szkół prywatnych gdzie rządzą bogaci rodzice, a szkoła by nie stracić wpływów zaniża poziom.
    Plagą szkół jest niejasny system oceniania i ogromna ilość dzieci bierze lekcje dodatkowe w domu, a potem szkoła chwali się znakomitymi wynikami uczniów.

    Koleżanka przywiozła córkę w wieku gimnazjalnym, a ja w liceum.
    Po kilku latach możemy powiedzieć, że eksperyment się chyba powiódł.
    Uniknęłam patologii. Moje dziecko jest świeżo upieczonym studentem, ale lekko nie było. Jemu brakowało tamtego poukładanego systemu, w pierwszym roku często wyjeżdżał do kolegów tak jak córka Swojaka.

    Przy okazji ja też popatrzyłam innym wzrokiem na nasze społeczeństwo tak jakbym znów była w kolejnym innym kraju.

    Motywacja powrotu była taka sama jak u Was, by dorastał wśród swoich, babcia, ciocia, myślałam, że gdy on skończy studia Polska będzie tak jak Hiszpania państwem Unii z ustaloną pozycją i rożne sprawy nie będą go dotyczyć.
    I tak jak Swojak ciągle się do ludzi uśmiechaliśmy. Teraz troszkę mniej, ale to kwestia innych zachowań międzyludzkich.

  14. Bea

    Mam małe problemy ze sobą – dzięki za dobre myśli w moją stronę…
    Jestem tu od kilku miesięcy ale moja rodzina jeszcze pozostaje „tam”. Mam przygotować grunt.
    To o czym piszecie – międzykulturowa komunikacja „niebiznesowa” jest balastem, nie funkcjonuje ….. Słowem – jest mi trudno. Nikt nie zrozumie emigranta – tylko inny jemu podobny…

    Rzeczy drugorzędne są przyczyną tej fali emigracji – moim zdaniem oczywiście.

    Moje dzieci to 8 i 13 lat – starsze dziecko zaczyna już samodzielnie myśleć – będzie ciężko – już to wiem.
    Moi nowi znajomi z pracy polecają głównie szkoły prywatne. Jestem sceptyczna – chyba są głównie nastawione na zysk.
    Moje dziecko chodzi w Niemczech do katolickiego gimnazjum ale to trochę coś innego niż gim. w Polsce. Różnice systemu kształcenia są ogromne i nie chodzi tu wyłącznie o poziom. W polskich szkołach widzę wiele pożytecznych nurtów – jestem po pierwszej rozmowie z nauczycielem gimn. publicznego nieopodal naszego domu.
    Co do mnie – wszystko się układa ale reszta mojej rodziny – szczególnie mój mąż (20 lat emigracji) odczuwa ogromny lęk przed chwilą która i dla niego nadejdzie. Dla jasności – wszyscy chcemy tu wrócić i mieszkać ale on nie wie jak to zrobić.

  15. Swojak Autor wpisu

    Bea, moim zdaniem rady BP są doskonałe. Podobnie jak Ty, rozmawiałem z dyrektorką pobliskiego gimnazjum publicznego. Zrobiła na mnie dobre wrażenie, rozumiała problematykę dziecka reemingrantaa, okazywała wyrozumiałość itd.
    Lecz nie nie mogłem od niej usłyszeć, że ona nie panuje nad sytuacją w szkole. Uczniowie terroryzują nauczycieli (a ci boją się wychodzić na przerwach na korytarz), klną na lekcjach (i nic ich za to nie spotyka), nie czynią tajemnicy z dostępności kokainy.
    Pani Dyrektor faktycznie jest wyrozumiałą i chętną do współpracy z rodzicami nauczycielką, lecz jej szkoła toczy się po równi pochyłej.
    Dlatego teraz zbieram informacje od znajomych na temat szkół, szukam kontaktu z rodzicami i uczniami z tych szkół itd. Zaś informacje od dyrektorów traktuję jako cenne uzupełnienie tego czego o szkole dowiaduję się z innych źródeł.

  16. Monik

    Drogi Swojaku, kochani komentatorzy,

    Czytam ten blog z wielkim zainteresowaniem. Ciesze sie, ze autor zechcial podzielic sie swoimi doswiadczeniami z reszta swiata, ktora boryka sie z podobnymi problemami, cieszy sie podobnymi radosciami.
    Ja i moja rodzina mieszkamy w Niemczech, niedaleko Bremen. Za 2 miesiace wracamy do POlski, do ukochanego Krakowa. Nasze dzieci sa w wieku 8, 6 i 3 latka. Starsze zaliczyly tutaj pierwsze lata nauki
    w szkole podstawowej. Zmiany sie nie boimy, bo z doswiadczenia wiemy , ze nasi milusinnscy maja
    niesamowita latwosc adaptacji do nowych miejsc. Nam rodzicom przychodti to trudniej.
    Do Polski wracamy chetnie, chociaz decyzja o powrocie byla nagla, obydwoje jestesmy inzynierami,
    a recesja finansowa dotarla na wies niemiecka bardzo gwaltownie, pracy szybko zabraklo.
    Niemcy to kraj nietolerancyjny, przezywalismy tu zarowno mile chwile , jak i dramaty.
    Po 2 mies tutaj odwiedzil nas Jugentamdt (organizacja do spraw dzieci). Inaczej, nie byly
    to mile odwiedziny, a zwyczajna rewizja majaca na celu sprawdzenie, w jakich warunkach
    mieszkaja dzieci. Bylo to bardzo upokazajace!!!! Nagle wtargniecie do mieszkania ludzi, ktorzy
    bezpodstawnie sprawdzali nasz dom. Ja przykladna matka Polka tluklam wtedy kotlety butelka po wodzie, bo nie dorobila sie jeszcze innych sprzetow hi hi hi.
    Pomimo iz wracamy do Polski chetnie, w sercu mamy obawe o niepewne jutro,
    o przyszlosc. Rzecza pewna jest, ze sobie poradzimy, ale z pewnoscia bedziemy musieli dac z siebie wiecej, niz tutaj.
    Tutaj zycie jest latwiejsze, wolniejsze. Ludzie nie sa inni, a to, ze sie czesciej usmiechaja, wynika
    z sytuacji w jakiej sie znajduja. Wierze, ze my Polacy tez bedziemy sie kiedys tak usmiechac!!!

  17. Dorota

    Hej Monik!

    My wracamy do PL (tez do Krakowa) po 10 latach w Szwecji. Tez mamy dzieci (corka 5,5 i syn 3,5). Moze masz ochote wymienic doswiadczenia po powrocie – przez maila lub osobiscie jak Ci najbardziej pasuje. Powodzenia z powrotem!

  18. Swojak Autor wpisu

    Monik, witaj w klubie ptaków wracających do gniazda. Faktycznie w Polsce mamy niepewność jutra. U nas tak jest od zawsze. Zaś Niemcy, Amerykanie i Francuzi właśnie zaczynają się uczyć żyć w niepewnym świecie. Coś mi mówi, że dobrze sobie poradzimy, czego Tobie i Twojej rodzinie najserdeczniej życzę!
    Doroto, chyba się zacznę rozglądać za lokum w Krakowie. Widzę, że będzie tam polski centrum Polaków z ciekawą przeszłością i jasną przyszłością 😉

  19. Dorota

    Zapraszam do Krakowa! 🙂

    Swojak i wszyscy inni wracajacy: macie jakies pomysly/rady jak pomoc prawie 6-letniej corce nie zapomniec szwedzkiego po powrocie do PL? Corka chodzila do szwedzkiego przedszkola ponad 4 lata i zna szwedzki bardzo dobrze, tzn. tak jak szwedzkie dzieci w jej wieku. Obawiam sie, ze jak nie bedziemy nic robic, to po prostu zapomni go. Na razie probuje szukac jakis kursow dla dzieci, ale szwedzki to malo popularny jezyk i nie znalazlam jeszcze nic ciekawego. Oczywiscie bedziemy ogladac bajki i filmy po szwedzku, jezdzic od czasu do Szwecji.

  20. Monik

    Droga Dorotko,
    Bedzie nam bardzo milo wymienic sie nr telefonow i spotkac juz w Krakowie.
    602677228 mpelczar@interia.pl, serdecznie zapraszamy do nas!!! Dzieciaki sa w podobnym wieku, wiec powinny znalezc wspolny jezyk!!! Bez watpienia Wasza corka musi miec dalszy kontakt z jezykiem, bo dzieci rownie szybko zapominaja jak i szybko sie ucza! W Krakowie studiuje kilkunastu Szwedow, postaraj sie o korepetycje w formie zabawy, wspolnych spacerow, taka forma nauki jest najlepsza dla dziecka. Chetnie popytam w znajomym srodowisku uczelnianym. Wlasnie sobie przypomnialam, ze znam malzenstwo z 2 corkami 9 i 5, ktorzy takze wrocili do Krakowa ze Szwecji 2 lata temu, mieszkaja na naszym osiedlu w Krakowie.
    Swojaku, nieruchomosc w Krakowie to wciaz dobry interes, nawet, albo tym bardziej jesli nie chcesz tam mieszkac tylko wynajac:)
    Widze, ze nie jestesmy sami i wiele osob ma podobne dylematy w zyciu. Jestesmy szczesciarzami, ktorym dane bylo pomieszkac w innym Kraju, poznac inna kultura, a teraz nie pozostaje nam nic innego jak zaczac delektowac sie urokiem Polski! Serdecznie pozdrawiam!
    Monik

  21. Jarek

    My wrócilimy pól roku temu po 8 latach w Szwajcarii. Mój syn poszedł do 4 klasy i mam wrażenie że bardziej pasuje do szkoły w PL, jest jakoś swobodniej no i nareszcie nikt nie zarzuca że jest zbyt żywym dzieckiem (tutaj są lepsi od niego). Też chcemy aby maluch nie zapomniał języka, chodzi na lekcje niemieckiego z szóstą klasą i dodatkowo wozimy go na lekcje z grupą dzieci reemigrantów. W grupie są także dzieci, które miały kilkuletnią przerwę po powrocie ale po kilku miesiącach one także zaczeły być aktywne na lekcjach. Nasz maluch poszedł do państwowej szkoły i jak na razie nie jest źle ale wciąż daleko do tego co byśmy chcieli. Problem nasz polega na tym że wróciliśmy do nowego miasta, nie naszego rodzinnego i czujemy się znowu jak emigranci ale już w znacznie mniejszym stopniu niż tam. Szukamy właśnie jakiegoś lokum na stałę w Warszawie lub okolicach, żeby wreszcie zakończyć okres walizkowy ale nie jestem pewien czy nie właśnie tej tymczaswości będzie mi brakowało.
    Serdecznie pozdrawiam…

  22. Bea

    Od listopada nie pisałam – wszystko układa się wg planu – dzieci dołączą do mnie po zakończeniu roku szkolnego w niemieckiej szkole. Mąż potrzebuje jeszcze parę miesięcy – praca, mieszkanie, sprawy urzędowe…
    Po kilku miesiącach w Polsce dalej chcę tej przeprowadzki !
    Gratuluję także tym, którym również nie odeszła ochota.
    Żyłam tak długo poza Polską, że ten krok kosztował mnie wile …. Ale jest dobrze – mam dobrą pracę, satysfakcję i nadzieję … Moje dzieci też się cieszą na tą przeprowadzkę, ale to chyba efekt nowości – jeszcze nie zdają sobie sprawy z trudności, które przed nimi.

    Życie na walizkach – to do Jarka – myślę, że tylko powrót do rodzinnego miasta byłby prawdziwym powrotem z emigracji.

    Miałam początkowo problemy z adaptacją – sposób w jaki pracujemy w Polsce jest mi obcy – całe swoje życie zawodowe spędziłam w Niemczech —ratuję się poczuciem humoru i dystansem.

    Jeszcze się pochwalę przed Wami – Kochani – z przyjemnością stwierdzam, że w ocenie polskich nauczycieli moje dzieci mówią bez skazy po polsku – a urodziły się i wychowały w Niemczech. Jestem dumna bo godziny spędzone na mówieniu i czytaniu po polsku dały piękny efekt.
    Pozdrawiam wszystkich

  23. Swojak Autor wpisu

    Doroto, jeśli chodzi o utrwalanie obcego języka przez sześciolatka to chyba najlepiej przez kontakty z rówieśnikami. Jestem przekonany, że każdy etap życia zostawia w nas niezacieralne ślady. Nawet jeśli teraz zaniedbacie podtrzymywanie szwedzkiego to pewno już jako dorosłej osobie coś jej tam w duszy – pod wpływem języka szwedzkiego – zagra.
    Monik, z zakupem w Krakowie na razie poczekam, bo oszczędności, chcę wrzucić w domek pod Warszawą, a potem oszczędzać na uruchomienie swojej firmy. Lecz Kraków pozostaje na liście. Też myślę, że to było wielkie szczęście pomieszkać za granicą.
    Jarku, życzę Ci powodzenia w oswajaniu Warszawy. Myślę, że jak polubisz to miasto to pewno będziesz tu szczęśliwy. Lecz jakbyś się tu męczył to może raczej pomyśl o zamieszkaniu na wsi, w okolicy. Ja wybrałem wieś i jestem zadowolony ze swojej decyzji.
    Bea, dobrze, że napisałaś, dzięki! Czy możesz opublikować kilka zdań o sposobie w jaki pracujemy w Polsce? Ja spędzam czas w środowisku międzynarodowym, więc chętnie posłucham Twoich opowieści, bo sam mam mało do czynienia z polskim stylem pracy.

  24. bea

    Do Łukasza Swojaka
    Nie ma polskiego stylu pracy – tu chyba Cię rozczaruję…
    Nie piszesz jak długo byłeś poza PL – wydaje mi się, że tzw obiektywnego spojrzenia na postać rzeczy nikt
    z Polaków nie ma. Jesteśmy pełni kompleksów, chętnie narzekamy i mamy wiele innych
    takich tam sobie cech. Nie potrafimy chwalić się byle czym jak Niemcy, nie jesteśmy
    zadowoleni z siebie jak Fracuzi ani nawet nie potrafimy bawić się jak Włosi – pociąga nas
    egzotyka, „zagranica”… Wielu myśli, że tam żyją jakieś lepsze istoty.
    Nauczycielka pianina mojej córki powiedzaiała mi kiedyś, że Niemcy biją brawo swoim pociechom już w momencie otwierania klapy od instrumentu ale tylko Polacy i Rosjanie wkładają serce w pracę i to słychać w muzyce (ona pochodziła z Japonii). Myślę , że to”słychać ” nie tylko w muzyce…
    Opowiem jacy są Niemcy w pracy, w swoim kraju – naturalnie.
    Są smutni, drętwi, schematyczni, nieufni – można długo wymieniać. W czasie mojej emigracji przekonałam się, że to
    społeczeństwo jest wypalone swoim rozpasanym konsumpcjonizmem. Niemcy są bardzo
    przewidywalni. Dla współpracowników to wygodna i bezpieczna konstelacja.
    W PL ludzie reagują emocjami – to miłe – pod warunkiem, że panujemy nad własnymi…
    Mam trochę kłopotów z tzw młynem w pracy w PL – ale trzeba się ratować … poczuciem humoru.
    Kiedy wyjeżdżałam z PL – żeby dobrze funkcjonować wystarczyło mieć dobre wykształcenie
    i złapać dobrą pracę. Teraz do sukcesu potrzeba jeszcze dużych umiejętności interpersonalnych
    Naszczęście wykształcenie też jest jeszcze ważne. I to właśnie sprawia, że bardzo zaczynamy przypominać
    społeczeństwa zach.
    Podobnie jak Ty Swojaku pracuję w środowisku międzynarodowym – ale to też Polska przecież
    Podoba mi się tutaj i nie jest to euforia po powrocie – to już minęło.
    Po wielu latach pobytu poza PL wrastamy w tamte społeczeństwa.
    Bardzo trudno jest wrócić.
    Wielu znajomych z Niemiec – Polaków teraz po miesiącach przyznają, że zazdroszczą
    mi odwagi … oni nie wracają ze strachu – chcieliby ale … Jeżeli tak czujecie WRACAJCIE
    jeśli dobrze radzicie sobie poza Polską i tutaj wszystko się ułoży. Pozdrawiam

  25. Swojak Autor wpisu

    Bea, dzięki za tekst. Pytając odnosiłem się do Twojego zdania: „Miałam początkowo problemy z adaptacją – sposób w jaki pracujemy w Polsce jest mi obcy”. Właśnie ten specyficzny sposób w jaki tu pracujemy jest dla mnie intrygujący.
    Moja sytuacja wygląda tak: po studiach przez sześć lat pracowałem w Polsce, potem przez osiem lat w Szwajcarii, a od ubiegłego roku pracuję z Polski: moja szefowa i najbliższy współpracownik są w Szwajcarii, moi podwładni w Azji, a moi klienci, których doglądam przez sporo czasu pracy, są w kilkudziesięciu krajach. Zatem polski styl pracy widzę wycinkowo współpracując z kilkoma tutejszymi informatykami i załatwiając sprawy administracyjne. Lecz mój styl i organizacja pracy niemal zupełnie nie uległy zmianie po powrocie ze Szwajcarii. Stąd wynika mój głód Twoich doświadczeń, bo jak rozumiem Ty byłaś zmuszona porzucić przyjęty przez Ciebie w Niemczech styl pracy.

  26. Aga

    Drogi Swojaku,

    Po pierwsze: gratuluje pomyslu na blog! Sama mam swoje rozne spostrzezenia z emigracji na przerowznych karteluszkach i notesach -nie jestem jeszcze tak zaawansowana technologicznie, zeby blogowac 🙁 – wszystko przede mna 🙂
    Temat jest mi szalenie bliski – my z mezem wracamy do Wa-wy z Wielkiej Brytanii po 6 latach. Jestesmy pelni obaw szczegolnie o dzieciaki ( wiek 5 i 10 lat) – jak sie odnajda w naszej rodzimej rzeczywistosci – wsrod zupelnie innych zasad, oczekiwan i zachowan. Zreszta ja sama jestem dzieckiem przenoszonym w dziecinstwie z roznych krajow i systmow szkolnych a w zwiazku z tym mam pewnie lekka ‚traume’! Najbardziej mi zalezy na tym , zeby dzieci nie stracily tej jakze kruchej pewnosci siebie, nad ktora tak usilnie pracujemy. Tu w angielskim sytemie szkolnym wlasna inicjatywa i kreatywnosc sa mocno cenione – czy aby to nie zostanie zniszczone w naszym sytemie eduk?
    Ciekawa jestem Lukaszu, doswiadczen Twoich dzieci – pierwszy raz jestem tu na tym blogu i nie znalazlam takich informaji. Jak one sie odnalazly? Do jakich szkol i klas trafily? Jak reaguja ogolnie na spoleczenstwo itd itp.
    pozdrawiam!
    Ag

  27. Swojak Autor wpisu

    Cześć Aga,
    Wasze dzieci są w tym samym wieku co nasza M. i nasz S., gdy wracaliśmy ze Szwajcarii. Nim się zbiorę, aby podsumować ten rok oczami moich dzieci, to polecam wpisy w kategorii „Szkoła”: http://blog.swojak.info/?cat=6
    oraz dyskusje z czytelnikami pod wpisami z tej kategorii.
    Ogólnie rzecz ujmując, M. trafiła do czwartej klasy publicznej podstawówki w podwarszawskiej wiosce, a S. do starszaków w prywatnym przedszkolu w tej samej wiosce. M. jest duszą artystyczną, kocha tańczyć i malować. Dla ułatwienia jej relacji w rówieśnikami, na wiosnę rozpoczęła wizyty u psychologa. Umówiliśmy ją, aby wyposażyć M. w metody obrony swojego ja i swojej indywidualności. S. jest niezwykle pogodnym i ciepłym chłopcem – ma doskonałe relacje z dziećmi w przedszkolu.
    Wkrótce mija rok od naszego przyjazdu i widzę, że już chyba nie jesteśmy rodziną reemigrantów tylko polską rodziną z ciekawymi wspomnieniami ze Szwajcarii.

  28. Aga

    Drogi Swojaku,

    Dziekuje za blyskawiczna odpowiedz. Z ogromnym zainteresowaniem i przejeciem przeczytalam Twoje wpisy, a szczegolnie zainteresowalo mnie podsumowanie spostrzezen twoje 13-letniej corki. Musze Ci powiedziec, iz zrobilo na mnie wrazenie , jak bardzo dojzale i swiadomie opisala roznice kulturowe. Ja tez bylam przenoszona z kraju do kraju w wieku 13 lat i powiem szczerze byl to dla mnie prawdziwy koszmar. Przez piersze 6 miesiecy byal w tak wielkim szoku i stresie, ze nie bylabym w stanie obiektywnie ocenic roznic kulturowych. Zreszta ja sie przenosilam w 2 strone z Polski na zachod i wszyscy wokol mi wmawiali, ze jest rewelacyjnie, tylko , ze njakos nie moglam sie przystosowac. pewnie takie sesje z psychologiem, o ktorych wspominales, bylyby mi bardzo pomocne.
    Bardzo trafnie Twoja corka wychwycila roznice( pewnie zreszto elokwetnosc ma po tatusiu). To strasznie smutne, ze juz mlodziez gimnazjalan jest ‚szywna, myslaca negatywnie’ czesto niemoralna i nieumiejaca dyskutowac! Mam nadzieje, ze jednak uda sie moim dzieciakom znales ciekawych i wartosciowych kolegow. My wyszlismy z zalozenia, ze nie bedziemy nawet probowac do szkoly panstwowej, idziemy juz troche utartym szlakiem i poslemy starsza do szkoly prywantnej, gdzie juz kilku pszybyszow z zagranicy sie uczy.
    Napisz wiecej o posumowaniu roku w Polsce i czy Corka starsza wciaz chce wracac?
    pozdrawiam cieplo z upalnej Anglii (dzis bylo ponad 30 stopni!!)
    Ag

  29. Aleksandra

    Witaj, Serdecznie chciała bym Ci podziękować za tego wspaniałego bloga, czytam go dopiero 3 dni 😉 zrzuciłam Sobie tego twojego ebooka na komórkę i czytam, na przystanku, w domu, w autobusie i na przerwach szkolnych naprawdę ciekawie i mądrze piszesz, Dziękuję raz jeszcze i życzę dalszego powodzenia w prowadzeniu bloga.

    Pozdrawiam,
    Aleksandra

  30. Swojak Autor wpisu

    Aleksandro, dziękuję Ci za ciepłe słowa. Miło słyszeć, że moje teksty dostarczają Ci radości.
    Nawet nie wiedziałem, że e-booka można czytać na komórce.
    Serdecznie pozdrawiam, Swojak

  31. Aleksandra

    Swojak można czytać jeżeli owy format komórka odczytuje 😉 ja mam LG Ku990i więc, wczytuje txt, doc, pdf, exele itp 😉

    Raz jeszcze dziękuję za bloga mam nadzieję że przeczytam ebooka, i bloga żeby później być na bieżąco ;D

    Pozdrawiam, i zapraszam do mnie 😉

  32. Gayleen

    Swojaku! Bardzo sie ciesze, ze trafilam na Twoj portal i moglam zaznajomic sie z Twoimi przemysleniami oraz opiniami. Moim zdaniem przyciaga uwage i jest konstruktywny. Pragne rowniez podzielic sie moim zdaniem. Pochodze z Lodzi. Polecam tu zakupy (jest o wiele taniej niz w W-wie), warto rowniez zobaczyc Manufakture (tu jednak drogo, chyba, ze trafi sie na wyprzedaz).
    Polska po emigracji w Szwajcarii i powrot do Warszawy. Kiedys jawracalam z Niemiec do Lodz, a bylo to w 2001r., po prawie dwoch latach, pracowalam jako pracownik-gosc. W Niemczech lekarz wchodzil do pokoju, w ktorym czekali pacjeci, wyczytywal nazwisko i podawal z usmiechem reke na przywitanie. Gdy potem w Polsce dostalam skierowanie od lekarza i zapytalam, gdzie mogle sie teraz z nim udac, uslyszam ‘moze pani gdzie chce, nawet do Ameryki’. W 2006r moj malutki synek byl przyjmowany przez lekarza interniste/pediatre, ktory przyjmowal jednoczesnie dzieci i doroslych w tym samym gabinecie, oczywiscie spoza sterty papierow. Jesli dziecko bylo przeziebione to antybiotyk, a jesli przyszlam z maluchem zapytac, dlaczego nie przybiera na wadze, lub zwazyc go poza wyznaczonymi datami szczepien, bylam traktowana jak intruz.
    Po zamknieciu kioskow Ruchu, w niedziele i swieta, bilety komunikacjimiejskiej w Lodzi mozna kupic u kierowcy i na stacjach benzynowych. Jednak najlepiej zapytac domownikow, czy nie maja biletu i wtedy kupic. Mozna tez zapytac sie pasazerow w autobusie lub tramwaju, czy mogliby odsprzedac bilet. Ale w jednym tramwaju byl i jest automat, teraz (nie ze wzgledu na automat) nazywa sie on Pesa.
    W 2001r. przyjechalam z Niemiec do Polscki samochodem (sprowadzonym namienie przesiedlencze), wiec nie zastanawialam sie nad automatami. A gdy w 2005r. sprzedalam samochod, jezdzilam glownie darmowymi autobusami, jezdzacymi regularnie i dowozacymi klientow do supermarketow.
    I tak oto po siedmiu latach przeprowadzlismy sie do Niemiec, ja, moj maz i nasz prawie trzyletni synek. Dzieci maja swoje ulubione batoniki, miejsca, przyjaciol. Wyobrazalam sobie co przezywaja dzieci rodzcow, ktorzy wracaja do Polski. I serce mamy podpowiada mi, zeby je chronic od takich przezyc.
    Ale Warszawa tonie cala Polska. Poza tym jestesmy w Uni. A wiec jesli sie tylko ma ochote i troche oszczednosci na rozpoczecie zycia w innym panstwie niz w tym, w ktorym sie urodzilo, mozna sie poprostu przeniesc, przeprowadzic, osiedlic w innym miejscu.
    Ja przyjechalam do Niemiec, bo tu mi sie podoba, chce tu pracowac w swoim zawodzie, nadal sie rozwijac, poszerzac swoje kwalifikacje. Czy nie satysfakcjonuje roznica miedzy przeniesc sie, a wyemigrowac?
    I jak tu nie byc zadowolonym, ze sie mieszka lub mieszkalow takim kraju, jak Polska.
    Pozdrawiam, Agata.

    +1

  33. Swojak Autor wpisu

    Agato, dziękuję za Twój komentarz. Słyszę, że przebrnęłaś przez wiele tekstów o moich przenosinach do Polski.
    Zgadzam się z Tobą, że możliwości zmiany miejsca zamieszkania są spore.
    Ja mam szczęście wieść dobre i szczęśliwe życie w Polsce. Wiem, że są wokół ludzie, którym jest tutaj ciężko.
    Z uznaniem patrzę na Twoją odwagę wzięcia spraw w swoje ręce i zrealizowanie swoich marzeń w Niemczech.
    Serdecznie Cię pozdrawiam, Swojak

  34. sylwia

    Swojaku! jestem bardzo szczęśliwa że mogłeś stworzyć ten portal dla nas i gratuluję czytelności.zazdroszczę ludziom podejmowania decyzji.moja historia jest smutna,a mianowicie mój mąż pracuje w Niemczech trzy lata,ja przez ten okres mieszkałam w Polsce z naszym jednym dzieckiem.Mamy w kraju mieszkanie wolno stojące.Ale jak każda kochająca żona nie mogłam znieść samotności.wpadliśmy więc na pomysł że ryzykujemy i wyprowadzam się z dzieckiem do Niemiec.Mój syn z kończył w Polce czwartą klasę i powinien iść do piątej.mieliśmy tutaj jedną koleżankę która mi tu pomogła w załatwieniu szkoły i tu już zaczyna się problem ponieważ mój syn w Polskiej szkole był bardzo dobrym uczniem myślałam że Niemcy to docenią ,i tu się pomyliłam bo przyjeli
    go do najgorszej ze szkół w Niemczech , mieli wytłumaczenie że dziecko nie zna języka.Syn mój w ciągu jednego roku jest najlepszym uczniem w szkole i to z niemieckiego,poszłam z powrotem do jego szkoły czy teraz go mogą przenieś do lepszej szkoły? usłyszałam że zobaczymy za następny rok! drugi problem jest taki że ja nie mogę sobie dać rady ze sobą dostaje tu świra,mój mąż pracuje ciężko więc jak przychodzi z pracy marzy tylko o spaniu i wcale mnie to nie dziwi ,ale ja nie mogę znaleść sobie pracy. Polacy którzy tu mieszkają kupe lat żyją innym życiem imprezy mąż w lewo żona w prawo ja nie mogę na to patrzeć bo ja zostawiłam dom , rodziców ,siostrę żeby być z moim mężem razem. tęsknie okropnie za Polską i za tą ciszą jaką tam miałam wiecie, mało tego chciałam iść do pracy tutaj ale nie mogę iść bo jestem tu rok i nie za bardzo umiem język niemiecki mogę tylko liczyć na Polaków mieszkających tutaj i wiecie co do diabła z nimi nikt nie chce mi pomóc bo twierdzą że poco mi praca jak mój mąż pracuje, pytam się co z naszym narodem się dzieje zazdrosnym,zawistnym i cieszącym się z nie powodzenia czyjegoś jestem w szoku naprawdę.ja chcę wracać do Polski mój mąż nie! !powiedział że za polskie pieniądze nie będzie charować bo tam się nic nie zmieniło i mu tu dobrze. ja mam depresje czuje to, jak z kimś zaczynam rozmawiać zaraz wybucham płaczem.wogóle nie wiem co mam robić tak mi emigracja w kość dała że straciłam nadzieje na lepsze życie.pozdrawiam i życzę innym żeby się głęboko zastanowili nad wyjazdem z Polski.

  35. Pingback: swojak.info » Wracaj, tam właśnie wracaj.

  36. Wojak

    Hm, przeciekawy pomysl z tym portalem. Nie dosc, ze pozwala wymienic sie spojrzeniami, to i – osmiele sie powiedziec – ze jest pewnym ukojeniem dla emigrantow, ze jednak nie jest sie samemu, ze swoimi wahaniami…..
    Ja jestem w Niemczech juz ponad szesc lat. To, ze wroce, jest jasne jak slonce, tylko kiedy bedzie ten wlasciwy moment? I zycie pokomplikowalo sie jeszcze bardziej, bo o to i Obcokrajowiec stanal u mego boku _ Niemiec! Pociesze wiec pewnie wszystkich, ktorzy boja sie powrotu, bo i ja zamierzam wrocic, z NIM! Moje obawy ida w innym kierunku, a jesli on bedzie takim tesknacym emigrantem na Naszych Ziemiach?
    Dla wszystkich, ktorzy maja obawy o dzieci, czy oby sobie w szkole poradza? I ja bylam swego czasu dzieckiem reemigrantow. Po dwoch latach pobytu w Niemczech, w niemieckiej szkole, pod koniec lat 80 tych wrocilismy cala rodzina do Polski. To byla jedna z najlepszych decyzji moich rodzicow. Dzieciom czas jakos inaczej plynie i szybko zapomnialam, ze nigdy nie uczeszczalam do piatej i szostej klasy. i ze bylam w Niemczech……

  37. Swojak Autor wpisu

    @Wojak
    Gorąco polecam dla Twojego Niemca książkę “Viva Polonia”, którą napisał Steffen Möller (http://blog.swojak.info/?p=19 ) jest do kupienia na amazon.de
    Uważam, że doskonale oddaje obraz Polski oczami Niemca.
    Pewno Twój facet ma wyobrażenie Polski przez pryzmat Ciebie i Twoich znajomych. Po lekturze „Viva Polonia” zobaczy Polskę taką jaką tu widać na codzień.
    Myślę, że Polska może być świetnym miejscem do pracy i do życia dla osoby z Niemiec. Jest tu tyle obszarów do zagospodarowania, że życie może być fascynujące. Wymaga to masy inicjatywy i pomysłowości.
    Czy będzie on tęsknił za swoją ojczyzną? Jestem pewien, że tak. Taki już los wędrowców. Jestem szczęśliwy tu, gdzie mieszkam, ale tęsknię za tym i owym w Szwajcarii. Mimo, że Szwajcaria to nie moja ojczyzna i mieszkałem tam tylko kilka lat. Myślę, że Twój mąż też może tu być szczęśliwy, a jednocześnie może tęsknić za swoim niemieckim życiem.

  38. Wojak

    Wlasnie, pytanie czy warto popychac kogos na droge wedrowca? Bo sam widzisz, tesknisz za tamtym i owym. Mi sie zdaje, ze kazdy emigrant dzwiga juz pewne pietno. Juz zawsze bedzie troche sie motal, i szukal, i tesknil….i nigdy nie bedzie juz tak do konca szczesliwym, nie zazna spokoju Ja tez uwazam, jak juz ktos powyzej napisal, ze trzeba mocno sie zastanowic, zanim wkroczy sie na droge wedrowca, bo juz nigdy potem nie bedzie tak samo….

    Goraco pozdrawiam.

  39. Wojak

    P.S ten niepokoj czy inaczej brak spokoju, sadze, ze bedzie towarzyszyll i reemigrantom……tak troche jak z marynarzami – na wodzie i bez wody zle. 😉

  40. Swojak Autor wpisu

    @Wojak
    Lubię swoją „drogę wędrowca”. Dzięki podróżom to jakbym żył kilka razy. To pewno zależy od każdego z nas; jednemu to pasuje, a innego męczy. Zgadzam się, że dobrze mieć świadomość tego, iż wędrówka zmienia nas na zawsze i nieodwracalnie.
    W zasadzie trudno mi powiedzieć czy bardziej różniłem się od Szwajcarów, gdy wśród nich mieszkałem, czy teraz bardziej różnię się od Polaków, gdy ponownie wśród nich mieszkam. Niewątpliwie moja włóczęga była doskonałą okazją powiedzenia sobie kim jestem i kim chcę być. Polecam!

  41. Stefan

    niezła stona, dobre teksty… byem w Szwajcarii rok; zostawiłem przyjaciół z którymi spotykam się raz do roku od kilku lat. Bliski jest mi Twój punkt widzenia. Piszesz o tym, o czym sam myślę – mam wiele podobnych spostrzeżeń (choć nie we wszystkim się z Tobą zgadzam). Na Twój blog trafiłem przez komentarz o KK (być może Twój, gdyż podpis był Swojak).
    W każdym razie pozdrawiam i życze wytrwałości. To co piszesz jest wartościowe i z pewnością dla wielu ludzi pożyteczne i potrzebne. Pozdrawiam i życze wytrwałości.
    Stefan

  42. Swojak Autor wpisu

    Stefan, dziękuję za serdeczny komentarz. Jeśli zechcesz podzielić się swoim punktem widzenia to będzie miło poczytać.

  43. Lidka

    Witam serdecznie,
    Bardzo dziekuje Ci za tego Twojego bloga i pozytywne myslenie i spojrzenie na tematy powrotu do Polski i zycia w tym kraju. Ja sama bardzo zastanawiam sie nad powrotem do Polski z juz prawie szescio letniego pobytu w Szkocji. Jest nam tutaj bardzo dobrze, chociaz w Polsce tez bylo. Roznica chyba polega na poczuciu bezpieczentwa jakie daje mieszkanie w panstwie przewidywalnym, bezpiecznym nie tylko finansowo, wsrod bardzo zyczliwych i dobrych ludzi. Tez mamy trojke dzieci i kiedy mysle o powrocie i rozmawiam o tym z mezem to wlasnie one sa chyba najwazniejszym argumentem za tym, zeby tutaj zostac. Ich szkoly, srodowisko i zycie bez wyscigu szczurow juz w liceum. Z drugiej stony pozostanie tutaj, to zycie bez rodziny takiej bliskiej i na codzien nie tylko takiej „od swieta”. To, czego tez sie bardzo obawiam to wrogiego nastawienia do tych, ktorzy kiedys wyjechali. Czasami jak czytam komentarze na forum to wrecz przeraza mnie poziom nienawisci w stosunku tych, ktorzy wyemigrowali. Okreslenia, wasaty Marian, Polskie Mariolki, Tipsiary z UK, czy beneficiary zostancie na zmywakach. Mamy dobre zycie tutaj i dobre perspektywy, dzieci po trudnym okresie sa w czolowce w dobrej szkole ale mimo to nie czuje sie jak w domu, u siebie. Z drugiej strony coraz bardziej boje sie powrotu. Boje sie samotnej starosci tutaj i naszych rodzicow tam w Polsce. ale tez boje sie, ze za kilka lat dzieci to do mnie beda mialy zal, ze z przewdidywalnego kraju, uczciwego w zasadach dla wszystkich przywiozlam ich do Polski dobrej tylko dla silnych. Ja zawsze sobie dawalam rade, ale tak nie powinno byc, ze tylko silni sie licza. Tutaj Panstwo pomaga wszystkim, ktorzy w nim mieszkaja. Bogatym, ktorzy generuja dochod ale tez matkom, ktore po okresie opieki nad dziecmi nie wiedza jak wrocic do pracy. Tym, ktorzy mieskaja tutaj od zawsze i emigrantom. Tym, ktorzy sa mlodzi i tym ktorzy w wieku 65 lat chca nadal pracowac. Boje sie, ze w Polsce trzeba byc silnym, zeby utzymac sie na topie. Ja zawsze bylam, ale czy tak powinno byc. Moze idealizuje, ale podejmujac decyzje o powrocie determinuje nie tylko swoje zycie, ale tez dzieci. Wiem, ze to sa decyzje, ktore kazdy z nas musi podjac sam, ale dziekuje za tego bloga, bo czytajac go poczylam sie troche mniej sama w podjeciu tej naszej decycji o powrocie.

  44. Swojak Autor wpisu

    Lidko, miło, że napisałaś. Myślę, iż Twoja troska o dzieci i ich przyszłość jest znakiem jak bardzo je kochasz.
    Myślę też, że ani Ty, ani ja nie wiemy jak będzie wyglądał świat za kilkanaście lat. Czy wtedy Wielka Brytania wciąż będzie państwem opiekuńczym? Czy wtedy szczęśliwe życie łatwo będzie wieść tym, co mieli wszystko podane bezstresowo i w ładnym opakowaniu? Czy może zaradność, umiejętność cieszenia się drobiazgami i radzenia sobie w trudnych sytuacja będzie wtedy bardziej pomocna?
    Chcę przez to powiedzieć, że sam przywiozłem dzieci do Polski nie wiedząc, czy lepiej do życia przygotuje je polskie czy szwajcarskie środowisko. Po trzech latach od reemigracji wciąż tego nie wiem. Może nigdy się nie dowiem.
    Kocham moje dzieci. Chcę ich szczęścia.
    Lecz sądzę, że głównym zadaniem jakie dostałem od życia (wraz z dwoma rękami i rozumem) było zrobienie czegoś dobrego ze swoim życiem. Zaś swoje miejsce odnalazłem w Polsce.
    Czy przejawem miłości do dzieci jest życie dla nich i życie ich życiem? Czy jest nim też życie swoim spełnionym życiem i pokazanie dzieciom, iż one też mogą wybrać drogę spełnienia swojego życia?
    Zostawiam Cię z pytaniami jakie mi się zrodziły pod wpływem Twojego listu i serdecznie Cię pozdrawiam.

  45. Lidka

    Wiesz, bardzo madrze to podsumowales. I kiedy tak rozmawiamy z moim mezem, gdzies na koncu kazdej z tych rozmow dochodzimy do tego samego wniosku. Czy dlatego, ze kochamy swoje dzieci mamy poswiecac swoje zycie, zeby im kiedys bylo lepiej. Czy jednak nasze jest tak samo wazne. Zwlaszcza, ze w Polsce tez bardzo duzo udalo nam sie osiagnac. Chyba taz koronnym argumentem jest troska o naszych, juz nie tak mlodych rodzicow. No i bycie u siebie…w Polsce
    Jeszcze raz dziekuje Ci za podzielenie sie spostrzezeniami po powrocie.

  46. Swojak Autor wpisu

    Kochani, w tym miesiącu blog skończył cztery lata. Zatem jesteśmy w piątym roku swojakowego pisania. Dziękuję Wam za wierność w czytaniu do tego sieciowego zakątka. Pod koniec pierwszego roku zaglądało tu miesięcznie ok. 800 osób (średnio 71 wizyt dziennie), a pod koniec ubiegłego roku ok. 1400 (109 wizyt dziennie).
    Dziękuję też za komentarze na blogu i poza nim. Jak pewno zauważyliście, piszę „co mi w duszy gra” umiarkowanie licząc się z preferencjami czytelników. Mam świadomość, że to może być irytujące dla niektórych z Was. Bo oto przesyłacie znajomemu link do bloga o podróżach, a tam za tydzień pojawia się tekst o religii; albo polecacie jako bloga o duchowości, a tu tekst techniczny.
    Tym bardziej cieszy mnie Wasza obecność w tym zwierciadle mojej życiowej wędrówki!

  47. Lidka

    A moze w zwiazku z ta rocznica podsumujesz te cztery lata w Polsce. Ty jestes prawie tyle lat w Polsce ile ja poza nia. Wydaje mi sie, ze udalo Ci sie wrocic w dobrym momencie, kiedy po wejsciu do Uni wiekszosc jednak nadal zmieniala sie w Polsce na lepsze. My wyjechalismy z Polski w czasie kiedy tutaj zaczynal sie kryzys i co tu duzo mowic nadal trwa i odczuwaja go wszysyscy. Nadal jednak mysle,ze ze wzgledu na dzieci byla to dobra decyzja. Maja szanse na doswiadczenie wszystkich dobrodziejstw jakie niesie ze soba wychowanie w srodowisku wielokulturowym i wielojezykowym. Nadal jednak myslimy o powrocie. Kiedy?Jeszcze tego sami nie wiemy. Ciekawa Jestem jak Twoje dzieci teraz juz jako bardziej dorosle i swiadome oceniaja Wasza decyzje o powrocie. Czy troche nie jest tak, ze te wyjazdy na tyle nas samych zmieniaja, ze po powrocie nawet u siebie w kraju nie czuje sie juz do konca ta sama osoba – u siebie. Pozdrawiam

  48. Ewa

    Witam wszystkich!

    Interesuje mnie temat powrotów do Polski ze względu na pisaną przeze mnie pracę dyplomową, a również dlatego, że sama wróciłam do Polski prawie 4 lata temu z rodziną. Moja córka wypłynęła od razu na szeroką wodę w polskiej szkole po zupełnie innych doświadczeniach za granicą i muszę przyznać, że poradziła sobie wspaniale! Pomimo tego ciągle nie jestem przekonana, czy przez nasz powrót nie odbrałam jej szansy na lepszą edukację tam gdzie wcześniej mieszkaliśmy.
    Ale nie o tym chciałam napisać. Mam do Państwa prośbę: czy ci z Państwa mieszkający w Wielkiej Brytanii mogliby mi wskazać źródła, z których mogłabym skorzystać chcąc się dowiedzieć o systemie pomocy dzieciom emigrantów w szkołach na terenie Wielkiej Brytanii? Chodzi mi o jakieś rozprządzenia dotyczące tego systemu lub lokalne systemy pomocy (dodatkowe lekcje języka etc. i ogólnie opis jak ta pomoc wygląda). Bardzo będę wdzięczna za pomoc.

    Pozdrawiam serdecznie,

    Ewa

Możliwość komentowania jest wyłączona.