Stowarzyszenie Umarłych Poetów bez Keatinga.

Uczucia podporządkować rozumowi; kształtować pokorę, męstwo, miłość własną, miłość bliźniego, sprawiedliwość, mądrość, roztropność, wytrwałość. Potem dodać radość, przyjaźń, szczerość, pracowitość, posłuszeństwo i hojność. Pamiętać, że rozwój rozumu i woli są kluczowe. Chłopców kształcić osobno niż dziewczynki, a w męskiej szkole mają wykładać jedynie mężczyźni.

Jak będzie wyglądał dorosły absolwent takiej szkoły? Może, Drogi Czytelniku, zrób to co ja: zamknij na chwilę oczy po przeczytaniu powyższej listy i zobacz oczami wyobraźni dwudziestoparolatka, który nim poszedł na studia, dwanaście lat spędził w takiej placówce. Twój obraz będzie pewno inny od mojego. Poniżej opisuję to co ja zobaczyłem w moim śnie na jawie.

Widzę obiecującego absolwenta, którego wiedza onieśmiela nie tylko kolegów z pracy, ale także doświadczonych przełożonych. Jest jednym z najskuteczniejszych prawników; lekarzem o zasobie informacji przerastającym otoczenie; dziennikarzem wypuszczającym spod pióra teksty, gdzie operowanie słowem jest ujmująco wprawne; urzędnikiem wyróżniającym się swoimi manierami i erudycją wśród pierwszego garnituru polskiej służby publicznej; przyszłym biskupem, który potrafi spójnie uzasadnić nawet najdziwniejszą decyzję Watykanu. Patrząc mu w oczy widzę jednak coś zastanawiającego. Brak w nich iskry pchającej do zmiany świata, brak radości marzenia o szalonych i pięknych przygodach, brak gotowości do szczerego, nieskrępowanego śmiechu, do życia swoją pasją i miłością do niej.

Dzielę się refleksjami o męskiej szkole, bo w sobotę byłem na spotkaniu, gdzie członkowie elitarnej organizacji katolickiej prezentowali swoją szkołę i jej założenia. Trzy godziny spędzone na prezentacjach były ucztą dla mojego umiłowania dobrej prezentacji, nawiązania dobrej i popartej poczuciem humoru relacji z publicznością. Mówcy zaskarbili sobie moją sympatię wiedzą i umiejętnością czerpania z globalnych zasobów i kontaktów. Lecz im dłużej słuchałem wystąpień tym mocniej czułem, że jest mowa o zjawisku ciekawym i mocno mi obcym.

Czy znacie film „Dead Poets Society” („Stowarzyszenie Umarłych Poetów”)? To film o życiu nastoletnich chłopaków w konserwatywniej męskiej Akademii Weltona. Wartości tamtej instytucji dobrze współgrają z obrazem jaki nakreśliły sobotnie prezentacje. W filmowej szkole pojawił się nauczyciel literatury John Keating, który oznajmił swoim chłopakom: „No matter what anybody tells you, words and ideas can change the world” („Bez znaczenia co Wam inni o tym gadają, słowa i pomysły mogą zmienić świat”). Keating podjął próbę obudzenia w uczniach pasji życia i podążania drogą swojego prawdziwego powołania. Zderzenie otwartości ze społecznością łamiącą charaktery doprowadziło do tragicznego końca (uczeń próbujący realizować swoje marzenia, trafił na destrukcyjny opór rodziców i odebrał sobie życie).

Fundatorzy polskiej mutacji Akademii Weltona wydają się świadomi zagrożeń jakie niosłoby pojawienie się Keatinga wśród szlifujących rozum i wolę młodzieńców. Sądzę, że nic nie zakłóci ich planowej drogi do wykształcenia osób, które pokornie przyjmą do wiadomości, że najważniejszym talentem jaki dostali od Boga jest racjonalny rozum i mają go wypełniać informacjami do ostatka sił. Gratuluję ich przyszłym pracodawcom, a szczerze współczuje ich przyszłym podwładnym i żonom.

Jakie jest Twoje wyobrażenie absolwenta szkoły wykształconego w oparciu o wartości opisane we wstępie artykułu?

2 myśli nt. „Stowarzyszenie Umarłych Poetów bez Keatinga.

  1. Ania

    Drogi Swojaku,
    czytam Twojego bloga od początku 🙂 Gratuluję wspaniałych pomysłów i umiejętności dzielenia się nią z czytelnikami.
    Filmu co prawda nie widziałam, i nie wiem, czy chcę oglądnąć. Jestem studentką prawa na jednym ze średnich uniwersytetów w Polsce.
    Od semestru przebywam w Berlinie na wymianie studenckiej. Niemcy nie mają tak konserwatywnego podejścia do nauki, do rozdzielania uczniów ze wzg na płeć i poglądy, a jednak udaje im się wszystko w swoim nauczaniu zawrzeć.
    Chodzę na zajęcia do Fachhochschule – coś na wzór Wyższej Szkoły Zawodowej, która rózni się tylko tym od uniwersytetu, że większy nacisk kładzie na praktyki zawodowe.
    Jestem zachwycona jakością prowadzenia zajęć i zaangażowaniem wykładowców. Szkoła ta mieści się we wschodnim Berlinie, nie ma multimedialnych klas, tablic, ale nie ma także problemu z kserowaniem czy kontaktem meilowym z wykładowcami. Zajęcia językowe z Business English odbywają się w grupach 22 osobowych, co nie przeszkadza nikomu w nauce czy odrabianiu prac domowych. Lektorka potrafi tak zaangażować grupę w aktywne działanie, że studenci aż przekrzykują się w odpowiedziach.
    Razem w grupach uczą się osoby z przedrostkiem von, dzieci emigrantów z Rosji i Turcji, „wschodni” Niemcy i Polacy.
    Sama w przyszłości chciałam posłac swoje dziecko do „żeńskiej lub męskiej” szkoły, odizolować od społeczeństwa, kształcić w najlepszych instytucjach, ale tutaj chyba nie to się liczy.
    Jeśli spotkamy grupę bardzo dobrych metodyków, wykładowców przykładających się do swojej pracy plus grupę ciekawych świata, otwartych na odbiór ludzi to wszystko się uda.
    Nie ważne, że to nie HU, a ludzie ze wschodu, czy z zachodu z von przed nazwiskiem – takiej grupie uda się wszystko.

    Zazdroszczę, niedługo powrót na macierzystą uczelnię, co przepłacam już nieprzespanymi nocami 🙂

  2. Swojak Autor wpisu

    Aniu, jakość prowadzenia zajęć i zaangażowanie wykładowców wychwyciłaś jako sprawy decydujące o jakości nauki. Z całego serca podpisuję się pod Twoim stwierdzeniem. Pasja pracy ze studentami lub uczniami i radość uczenia jest, moim zdaniem, bardzo ważna. Pasja jest fundamentem wszelkiej dobrej roboty.
    W Polsce też są pasjonaci. Niektórzy wymagają głośnego budzika, aby ich przebudzić, bo przesypiają swoją szansę na życie z pasją. Może Twoją misją jest być takim budzikiem?
    Dziękuję za ciepłe słowa o moim pisaniu. Trzymaj się ciepło!

Możliwość komentowania jest wyłączona.