Jeden ze znajomych poczuł potrzebę zadbania o rozwój duchowy. Mocno pociągała go duchowość dalekowschodnia. Wykupił bilet lotniczy i dotarł do mistrza jogi w dalekich Indiach. Na spotkaniu zapoznawczym nauczyciel oznajmił, że dla europejczyka taki przyjazd jest niepotrzebnym wysiłkiem. Bowiem w europejskim chrześcijaństwie jest dokładnie to samo o czym on naucza w Indiach. Mój przyjaciel posłuchał rady i faktycznie odnalazł perełki duchowości na własnym podwórku.

Czasem patrzymy na horyzont i umyka nam to co jest pod naszymi stopami. Czasem wybieramy się w daleką podróż, aby doświadczyć wspólnoty i porozumienia z innymi. Lecz zdarza się, że gorące serca ciągną tysiącami w nasze sąsiedztwo i możemy je spotkać niemal za rogiem.

W ubiegłym tygodniu taka “objazdowa duchowość” zawitała do Poznania. Zakonnicy z francuskiego zgromadzenia Taizé postanowili wkroczyć w nowy rok w Wielkopolsce. Wraz z mnichami przybyło kilkadziesiąt tysięcy młodych ludzi. Spotykali się kilka razy dziennie w halach Targów Poznańskich na spokojnej, prostej modlitwie. Siedząc na podłodze śpiewali wyciszające pieśni napisane przez braci zakonnych, słuchali Pisma Świętego i medytowali w ciszy. Resztę dnia spędzali na dyskusjach i wspólnej pracy.

Rozmodleni bracia z Taizé ustawicznie szukają dróg budowania zaufania wśród młodych ludzi. Od wielu lat przemierzają Ziemię organizując spotkania młodzieży. Przed dwudziestu laty, wiele radości dawało mi spędzanie kilku dni pod koniec roku na spotkaniach Taizé. Teraz, wraz z nastoletnimi córkami, wstąpiliśmy na jedno popołudnie poznańskiego spotkania. Był to nasz grudniowy przystanek dla przewietrzenia serca. Sądzę, że indyjski jog znalazłbym tam potwierdzenie swoich słów o odnalezieniu kontemplacji “tu i teraz” w naszej zachodniej kulturze.

Co sądzisz o poszukiwaniach ścieżek rozwoju w odległych miejscach i dalekich nam kulturach? Na ile to co jest inne i egzotyczne przyciąga swoją głębią, a na ile swoim atrakcyjnym kolorytem?