Każde nasze działanie, praca, rola życiowa jest jak ścieżka, na którą weszliśmy i która ma swój przewidywalny koniec. Może wyraźniej to widać z boku, gdy patrzymy na znajomego i dostrzegamy, że zmierza w ślepą uliczkę. Wybrał kierunek prowadzący do fatalnego miejsca przeznaczenia choć sam może tego nie widzieć. Nasuwa mi to na myśl historię naszej dalekiej krewnej, która studiując psychologię działała społecznie w świetlicy dla osób o poplątanych charakterach. Zakochała się w facecie o psychopatycznej osobowości; uwierzyła, że jej miłość i oddanie cudownie zmienią jego powichrowaną psychikę. Sporo postronnych osób widziało, że ta droga może doprowadzić do kiepskiego końca. Lecz zakochana B. miała piękne intencje i poszła ścieżką jaką dyktowały jej emocje. Skończyło się dramatycznie. Po kilkuletnich niebezpiecznych zakrętach złego życia małżeńskiego, B. jest za granicą, gdzie wraz z synami ukrywa się przed swoim (już byłym) mężem. Ten chory człowiek lekceważył sądowne zakazy i nachodził rodzinę grożąc wymyślnymi zbrodniami. B. jest u przewidywalnego celu swojej małżeńskiej drogi.  “Reguła ścieżki”ma równie mocne zastosowanie przy wchodzeniu na szczęśliwe drogi życia. Mój dobry znajomy J. mieszkał w Polsce i był zakochany w Szwajcarii. Wiele razy zachwycał się alpejskim porządkiem, pięknem krajobrazu i tamtejszymi standardami życia. J. wszedł na drogę realizacji swojego marzenia. Rozpoczął starania o pracę w Szwajcarii. Najpierw szukał możliwości znalezienia się w szwajcarskim oddziale swojego pracodawcy, gdy to nie wyszło poszukał w internecie ofert pracy. Wybranie tego kierunku i podążanie ścieżką swojego szwajcarskiego marzenia doprowadzilo go do zamieszkania w malowniczej wiosce w kraju swoich marzeń. Patrząc na jego wędrówkę, jeszcze w dniach, gdy codziennie rano wsiadał do podmiejskiego autobusu i jechał do swojego warszawskiego biura, wiedziałem, że jest na ścieżce, która niemal na pewno doprowadzi go do Szwajcarii.
http://www.youtube.com/watch?v=XKdLLTn0gMI


Czyż powyższa prawda nie jest truizmem? Czy stwierdzenie, że “kierunek, a nie intencja, decyduje o osiągnięciu celu”, wymaga aż całego artykułu na moim blogu? Myślę, iż najważniejsze prawdy są najprostsze. Zaś przez swoją prostotę czasem umykają naszej uwadze.

Niniejszy wpis jest wynikiem książki, którą właśnie przeczytałem. Jest to niedawno wydany poradnik pt. “The Principle of the Path: How to Get from Where You Are to Where You Want to Be.” (”Reguła ścieżki: jak się dostać stąd, gdzie jesteś do miejsca, gdzie chcesz być.”) Autorem jest Andy Stanley. Sięgnąłem po książkę z dwóch powodów. Pierwszym był wywiad ze Stanleyem jaki zobaczyłem we wrześniu. Dla rozumiejących po angielsku poniżej wklejam tą pięciominutową rozmowę -  może również dla Was będzie inspirująca. Drugim powodem był fakt, że Michael Hyatt - szef wydawnictwa drukującego książkę - postanowił wysłać mi jeden egzemplarz. Przy okazji nadmienię, że sam Hyatt jest niezwykłym człowiekiem. Jest moim ulubionym blogerem. Poza świetnymi tekstami, raz na jakiś czas ogłasza, że rozda egzemplarze książki osobom, które przekonująco poinformują go dlaczego publikacja ma trafić w ich ręce. Po wysłuchaniu wywiadu wiedziałem, że prędzej czy później przeczytam książkę Stanley’a. Dzięki Michael’owi stało się to natychmiast.

Na chwilę wrócę do samej “Reguły ścieżki”. Książka w dziesięciu rozdziałach rozprawia się z tematem naszych życiowych dróg. Autor jest pastorem, więc w naturalny sposób przelewa na papier swoje doświadczenia z parafialnego poradnictwa oraz dzieli się biblijną perspektywą podążania właściwymi ścieżkami. Moim zdaniem książka jest równie czytelna dla osób wierzących jak i tych niezwykle odległych od ławek kościelnych.  Znalazłem w niej obserwacje, którymi chcę się z Wami podzielić.

Sprowadzając wszystko do prostego schematu można powiedzieć, że od wybranej drogi zależy czy zwyciężę czy przegram w swoim życiu. Oczywiście ocknięcie się ze świadomością, iż jestem na złej drodze niemal zawsze daje mi szansę zmiany kierunku. Lecz będąc na złym trakcie częstokroć mamy już bezpowrotnie stracone cenne lata, których nie odzyskamy.

Mądre wybieranie drogi jest trudne. Nawet mądrym ludziom zdarza się dokonać głupiego wyboru, gdy w jedną stronę wskazuje drogowskaz “Szczęście”, a w przeciwnym kierunku mamy strzałki z napisami “Mądrość, prawda, prawość i zdrowy rozsądek”.

Decydowanie w sytuacji mocno emocjonalnej sprawia niemal niemożliwym nabranie takiej perspektywy spojrzenia, która pozwoli nam wybrać drogę do celu, w którym chcemy być.  Zwykle otoczenie, w którym decydujemy, nie jest emocjonalnie obojętne. Warto mieć tego świadomość nim zaspokoimy chwilową, kosztowną zachciankę, a później będziemy siebie i innych przekonywać post factum dobranymi racjonalnymi powodami mającymi zniwelować poczucie, że krok był nieprzemyślany.

To na co zwracamy naszą uwagę wpływa na kierunek, w którym pójdziemy. W konsekwencji wpływa to na to gdzie dojdziemy. Często rzeczy, które mają tendencję, aby zwrócić i złapać naszą uwagę są rzeczami, których powinniśmy unikać.  Zatem ostrożnie zwracajmy uwagę na to na co zwracamy naszą uwagę. Uważajmy na rzeczy, które walczą o naszą uwagę (np. reklamy!). Zatrzymajmy się na chwilę nim poświęcimy czemukolwiek uwagę. Natomiast poświęcajmy szczególną uwagę tym sprawom, które zasługują na naszą uwagę (np. małżonek).

Rozwinięcie pełni swojego potencjału wymaga skorzystania z mądrości innych. Najsensowniej jest zwrócić się do osób, które już osiągnęły cel podobny do tego, który sobie stawiamy. Jeśli oni podzielą się swoim doświadczeniem, to nasza droga będzie rysować się w dużo wyraźniejszych barwach. Natomiast opieranie się wyłącznie na poradach przyjaciół, którzy stoją w tym samym miejscu co my jest ryzykowne. Bowiem oni mają mniej więcej tyle samo pojęcia co my o tym, gdzie ta droga prowadzi. Można wtedy popaść w pułapkę stada, gdy zakładamy, że skoro każdy kogo znam działa w dokładnie ten sam sposób to musi to być dobry sposób.

Niektóre drogi są dla nas zamknięte. Przyczyną może być to, że czas na pójście taką drogą już minął. Może być też tak, że swoimi wcześniejszymi decyzjami spaliliśmy mosty, które prowadzą do takich dróg. Może być masa powodów. Jeśli zdamy sobie sprawę, iż jakiś cel jest poza naszym zasięgiem, możemy być wściekli, możemy rozpaczać, możemy próbować mimo wszystko to osiągnąć, możemy próbować wtłoczyć swoje marzenie dzieciom - ale koniec końców po tych wszystkich staraniach i manewrach nic się nie zmieni. Stanley odwołuje się w tym miejscu do Pisma i sugeruje w takiej sytuacji modlitwę słowami “nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie” i  przyjęcie do wiadomości, że zrobiliśmy wszystko co mogliśmy i co powinniśmy.

Mam nadzieję, że ta masa oczywistości była dla Was cenną lekturą. Napiszcie, proszę, co z kierunkami w Waszym życiu.