Kto mi zgasił internet?!

(Uwaga: poniższy tekst jest fikcją literacką. W rzeczywistości mój internet dobrze działa i wyczytałem tam, jaką chorą panikę wywołano na Ukrainie w sprawie grypy. Zobaczcie co się może stać, gdy damy się coraz bardziej zwariować.)

Siadam przed ekranem komputera, wpisuję adres ulubionego portalu i widzę informację, że strona nie może być załadowana.
Próbuję inny adres. Taki sam komunikat. Jestem zły, bo zdarza się to właśnie teraz, gdy mam trochę czasu, aby poszperać w sieci, bo firma wysłała mnie do domu na przymusową kwarantannę w związku z sezonem grypowym. Chciałem się dowiedzieć jak wygląda sytuacja w kraju, poczytać co ludzie o tym wszystkim piszą na blogach i forach internetowych.
W końcu udaje mi się otworzyć oficjalne strony rządowe. Tam jest trochę informacji. Wszystko takie drętwe i urzędowe.
Postanawiam zdobyć informacje przez email. Piszę list do jednego ze znajomych, o którym sądziłem, że miał daleko posuniętą manię prześladowczą. Właśnie on przyszedł mi na myśl, bo w swoim szaleństwie gromadził masę ciekawych informacji, których część po jakimś czasie była potwierdzana przez wydarzenia i oficjalną prasę. Klikam „Wyślij” i po kilku minutach dostaję odpowiedź. Dziwne, że tak szybko odpisał. Lecz odpowiedź pochodzi z serwera rządowego. Informują mnie, że w związku z szerzeniem przeze mnie paniki i rozpowszechnianiem treści mogących zakłócić sytuację w kraju zostaję na 24 godziny odcięty od komunikacji elektroniczej. Dalsza niesubordynacja będzie powodować eskalację sankcji.
Jeszcze raz czytam swój list do kolegi, żeby wyłapać nieostrożne zwroty. Faktycznie napisałem „to władze już nawet zabraniają nam gadać na forach internetowych” oraz „jestem ciekaw jak Twoje spiskowe teorie mają się do tego co rządzący wyrabiają w sprawie grypy”. To wszystko co system kontroli emaili mógł wyłapać jako szkodliwe treści.
Rozumiem, że stan wyjątkowy ma swoje specyficzne prawa, ale cenzurowanie emaili i kneblowanie ust źle na mnie działają.
Skoro nie mogę korzystać z internetu to przynajmniej pogadam przez komórkę. Moja matka ma zwykle masę informacji, więc chciałem się czegoś od niej dowiedzieć. Od czasu wprowadzenia komórkowych ograniczeń dla prywatnych użytkowników, dostałem numer z firmowej puli mojej mamy. Dzięki temu mogliśmy obchodzić przepis zakazujący korzystania z telefonów do prywatnych rozmów (zakaz podobno wynika z konieczności zapewnienia przepustowości sieci dla klientów biznesowych, których pracownicy wykonują robotę z domów – tez sam argument co przy blokadzie internetu). Dodzwoniłem się za pierwszym razem – czyli sieć ma się dobrze i nie widać tłoku. Po powitaniu i pytaniach jak idzie handel, wypaliłem z komentarzem, że mamy jakąś cholerną cenzurę. W tej sekundzie połączenie zostało przerwane, a w słuchawce usłyszałem głos na tle uspokajającej melodii: „Uprzejmie informujemy, że Twój rozmówca korzysta z pakietu Firma w Kryzysie. Zainstalowany filtr ogranicza rozmowy do spraw biznesowych dla zapewnienia optymalizacji zasobów. Prosimy ograniczyć rozmowę do spraw firmowych.”. Po chwili znowu słyszałem Mamę. Nim cokolwiek wydukałem ona powiedziała: „Zaaranżuj meeting z Dyrektorem Skowronem i opracujcie plan komunikacji marketingowej. Dobrego dnia i do usłyszenia!”. Rozłączyła się. Co za cyrk? Jakim „Dyrektorem Skowronem”? Jedyny Skowron jakiego znam to nasz sąsiad, porządny starszy pan, emerytowany pilot wojskowy. Chwila zawahania i zrozumiałem! Matka radziła, abym pogadał z sąsiadem, bo rozmowa twarzą w twarz jest jedynym sposobem, aby się czegokowiek dowiedzieć.
Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Skowron mieszka za rogiem, ale ulice są patrolowane przez wojsko, które pilnuje, aby osoby odbywające kwarantannę nie opuszczały domu co ma ograniczyć roznoszenie choroby…