Pani E. jest energiczną osobą, która potrafi zdecydowanie zareagować, gdy sytuacja tego wymaga. Jadąc pociągiem zapadła w drzemkę. Przebudziło ją nerwowe zamieszanie na korytarzu. Był tam spory tłumek podekscytowany łobuzem, który od co najmniej godziny siedzi w toalecie. Nie reaguje na pukanie. Po prostu ignoruje innych pasażerów, którzy też chcą skorzystać z ubikacji. Pani E. postanowiła rozwiązać problem. Przepchnęła się pod same drzwi i rozkazującym tonem poleciła, aby ukrywający się intruz wyszedł. Skoro nie było odzewu to odszukała konduktora, aby on przełamał opór zatwardziałego amatora izolatki. Jakież było zdziwienie E., gdy konduktor powiedział, że toaleta jest pusta, a on sam ją zamknął z powodu awarii.
Gdy usłyszałem opowieść E., która była zawstydzona, że wygłupiła się w pociągu to pocieszałem ją, iż jest w całkiem przyzwoitym klubie osób o niemal identycznym problemie.
Podobnym “kiblem” był Irak, w którym miała być okropna broń. Zatem polski premier z prezydentem przepchnęli się przez tłum rozgniewanych państw i ogłosili, że wysyłają tam polskich żołnierzy, aby pomóc Amerykanom w przegonieniu łobuza uprzykrzającego życie spokojnego świata.
Jak się później okazało, ich interwencja opierała się na równie wątłych podstawach co akcja Pani E. Tłum krzyczał, że jest wielki problem, a niektórzy nawet poświadczali, iż mają dobre dowody na to o czym mówią.
Morał z tej historii taki, że nim złapiemy za karabin warto sprawdzić ile prawdy jest w pełnych emocji relacjach naszych informatorów.
Pani E. dała się zmanipulować grupie zwykłych ludzi, którzy spontanicznie nakręcili się na walkę z wyimaginowanym przeciwnikiem.
Co więcej, poza kolejowymi korytarzami mamy czasem do czynienia z manipulatorami, którzy celowo pobudzają tłumy do buńczucznych aktów agresji wobec równie fantazyjnych wrogów.