Aborygeni to ludzie drugiej kategorii?

Zniesmaczyła mnie wypowiedź w reportażu TVN-Warszawa (szczegóły poniżej). Traf chciał, że był to jedyny materiał jaki ostatnio obejrzałem na stronie TVN. Może takie wypowiedzi to codzienność na ich antenie. Lecz jak to zobaczyłem to wysłałem email do redaktora firmującego program, a kopię przekazałem jego redakcji i Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Mam nadzieję, że wzbudzę w ten sposób refleksję nad bezrefleksyjnym poniżaniem tych, których osobiście nie znamy, którzy są daleko i którzy w języku potocznym są symbolem kogoś gorszego od nas. Jeśli jakimś trafem dostanę odpowiedź, to Was o tym poinformuję. Oto mój list, z którego dowiecie się więcej:

Panie Redaktorze,
Serdecznie apeluję o więcej delikatności w doborze cytatów w redagowanych przez Pana materiałach.

W TVN-Warszawa był materiał „Tyle hałasu i nic”, gdzie osoba podpisana jako „Ewa Szulc (przedstawicielka mieszkańców Okęcia)” powiedziała o mieszkańcach okolic lotniska: „… oni też mają prawo do życia w jakiś ludzkich warunkach; to nie są ludzie drugiej kategorii, to nie są Aborygeni, to są mieszkańcy Warszawy…”

Być może Panu wiadomo, że Aborygeni to lud o pięknej i długiej historii. Żyli i rozwijali swoje tradycje na kontynencie australijskim przez co najmniej 40 tysięcy lat, do czasu przybycia białych osadników. Wtedy faktycznie zostali potraktowani w przykry sposób. Na szczęście od drugiej połowy ubiegłego wieku podejmowane są działania mające zamknąć ten przykry rozdział w historii rdzennych mieszkańców Australii.

Dodam, że tradycje artystyczne, muzyczne i religijne Aborygenów są o wiele tysięcy lat starsze, niż występujące na terenie Warszawy.

Zatem z oburzeniem przyjmuję tolerowanie na antenie TVN tekstu obraźliwego wobec ludu tak bardzo pokrzywdzonego w zetknięciu z cywilizacją zachodu.

Jako dziennikarz jest Pan osobą opiniotwórczą. Pańskie wypowiedzi i dobór cytowanych tekstów ma wpływ na widzów i ich postrzeganie świata.
Z materiału o hałasie w okolicy Okęcia widzowie mieli okazję zapamiętać, że loty nad domami są uciążliwe dla ludzi, którzy w odróżnieniu od Aborygenów nie są ludźmi drugiej kategorii.

Jeśli Pański materiał miał uwrażliwić widzów na uciążliwy hałas w okolicach Okęcia, to uznaję za bardzo kiepską metodę budzenie mojego współczucia poprzez dzielenie narodów na kategorie. Nie rozumiem celowości publikowania tak dziwnej wypowiedzi na Państwa antenie.

Jeśli moje argumenty są trudne do przyjęcia to proszę o odpowiedź na pytanie, czy opublikowałby Pan wypowiedź Pani Szulc, gdyby brzmiała tak: „… oni też mają prawo do życia w jakiś ludzkich warunkach; to nie są ludzie drugiej kategorii, to nie są Żydzi, to są mieszkańcy Warszawy…”? Jestem przekonany, że natychmiast taka wersja wypowiedzi trafiłaby do redakcyjnego śmietnika. Zatem dziwię się dlaczego ten sam mechanizm nie zadziałał, gdy obrażani są Aborygeni.

Zresztą art. 18 ustawy o radiofonii i telewizji zabrania propagowania dyskryminacji ze względu na rasę lub narodowość. Myślę, że wydawcy zabrakło ludzkiej delikatności, ale dlaczego nie zdobył się na refleksję jakie treści propaguje cytując Panią Szulc?

Wobec powyższego jako oczywiste wydaje mi się oczekiwać wyrażenia przez Pana Redaktora, lub przez Pańskiego gościa (tj. Panią Szulc), wyjaśnienia w tym samym paśmie antenowym, że Waszym zdaniem Aborygeni są tej samej kategorii ludźmi co mieszkańcy Warszawy.

Z poważaniem,
[…]

7 myśli nt. „Aborygeni to ludzie drugiej kategorii?

  1. Barbara

    Moje uznanie za ten list! Tylko czy taki długi ktoś przeczyta do końca? ciekawe!

  2. makak

    Na początku się zdziwiłem ponieważ Aborygeni faktycznie są często traktowani przez władze australijskie jako obywatele drugiej kategorii.
    Ale zestawienie tego samego zdania z Żydami uświadomiło mi jak bardzo nie na miejscu jest taka konstrukcja gramatyczna (choć jak sądzę osoba, która wypowiedziała te słowa nie uważa, że należy prześladować Aborygenów).

  3. Swojak Autor wpisu

    BP, też myślę, że w pędzie pracy redakcyjnej młody dziennikarz może szybko i bezrefleksyjnie przebiegać nad takimi wypowiedziami swoich gości. Dlatego mam nadzieję, że mój email może być pomocny. Może ten redaktor zobaczy, że przynajmniej jedna osoba źle odebrała taki drobiazg, który pewno dla niego był czymś bez znaczenia.

    Barbaro, dziękuję za uznanie. Chyba masz rację. Jak teraz na to patrzę to jest to trochę dużo jak na zabieganego redaktora.

    Makak, też jestem przekonany, że Pani Szulc wypowiedziała swoje zdanie zupełnie mechanicznie, bez refleksji nad znaczeniem. Swoim listem chciałem wywołać taką refleksję. Sam czasem bezmyślnie mówię coś co brzmi poniżająco dla innych. Dobrze jak wtedy, ktoś mi powie, że to brzmiało dla niego obraźliwie. Bez intencji obrażania czasem umacniamy zwroty, które są złe i poniżające. Ileś osób zobaczyło ten reportaż i zapamiętało zwrot, który może być atrakcyjny do powielania: „Nie jesteśmy ludźmi drugiej kategorii, nie jesteśmy Aborygenami.” A po chwili zastanowienia zobaczymy, że przecież w kontekście historii Aborygenów jest to okropne zdanie. Myślę, że to co i jak mówimy kształtuje to jak my i nasze otoczenie postrzega i zmienia świat. Dlatego uważam, że warto świadomie używać słów. One mają wielką moc.

  4. numbat

    Zyjac w Australii musze odniesc sie do komentarzy o Aborygenach.
    Najpierw moze bedzie dobrze dowiedziec sie ze tylko Aborygeni otrzymuja WYZSZY specjalny zasilek niz ktokolwiek inny, czyli sa nieco ROWNIEJSI.
    Jakkolwiek, spiesze doniesc, ze sa powszechnie dyskryminowani z roznych wzgledow, lecz najczesciej ze wzgledu na brak obowiazkowosci jesli juz sie pofatyguja do pracy. (ktora czesto opuszczaja na tzw. walkabout ).
    Niestety, z przykroscia musze rozczarowac wasze opinie o „wspanialej kulturze etc” – nic z tych rzeczy, „suffice to say” ze ich „kultura” jest nikla, a co obecnie sie mowi i pisze to zwykle PC (polityczna poprawnosc). Wiadomo ze starszych badan, ze Aborygeni przybyli tutaj nie 40 tys lat temu lecz o wiele pozniej.
    Poprzedzala ich INNA kultura – o wiele wyzsza (wg ekspertow) ktora najprawdopodobniej byla wyparta przez Aborygenow. Pozostalosci tej kultury to tzw Bradshows (pewnego rodzaju rysunki naskalne o wiele przewyzszajace aborygenskie).

  5. numbat

    Dopisuje jeszcze, poniewaz zauwazylem ze uzylem duzych liter w moim poprzednim komentarzu, a ja naprawde nie mialem zamiaru „krzyczec”.
    Bardzo przepraszam, za moj nietakt, lecz na usprawiedliwienie to tylko to, ze rzadko biore udzial w forach. Pozdrawiam.

  6. Swojak Autor wpisu

    Numbat, dziękuję za Twoje informacje ze źródła sprawy aborygeńskiej. Cóż mogę powiedzieć? Wiem, że sprawa jest złożona. Aborygeni to w swej większości biedni i zagubieni ludzie. W moim odczuciu opowiadanie o nich publicznie zwrotem „ludzie drugiej kategorii” tylko umocni ich miejsce w drugiej klasie społecznej. Lecz ktoś inny z Australii wytykał, że zmuszam ludzi do sztucznej poprawności politycznej. Moja reakcja wynikała ze spontanicznego odruchu. Jak rozumiem w Australii nie wolno źle mówić o Aborygenach, ale nie ma w tym ciepłego odruchu serca tylko formalny nakaz mówienia o nich pozytywnie?
    Trochę gubię się w tej zabawie z poprawnością polityczną. Gdzie jest granica między tym, że moja wrażliwość buntuje się przeciw jakiejś wypowiedzi, a tym że bezrefleksyjnie terroryzuję innych poprawnością polityczną?

Możliwość komentowania jest wyłączona.