Drogowskazy.

Mówienie to nasza ludzka specjalność. Od wieków gadamy do Boga z prośbami o urodzajne plony, o wygraną wojnę, o zgubę niewiernych i o wszelkie inne dobre i okropne życzenia kołaczące się po naszych głowach. Wydaje się, że to dość sprawdzony sposób dotarcia do boskiego ucha.
Co jednak ze słuchaniem pozaziemskich porad? Znasz kogoś, do kogo przemawia Bóg i dzieli się z nim swoimi uwagami? Jak on to robi?
Jeden z moich znajomych opowiadał, że odnajduje odpowiedzi w Piśmie Świętym. Gdy trapi go jakaś myśl to spontanicznie otwiera Pismo i to co tam wyczyta jest dla niego komunikatem w jego konkretnej sprawie.
Innym sposobem, jaki sam polecam osobom, które pytają o sens swojego życia („po co ja się w ogóle urodziłam?”) jest dobra analiza swoich unikalnych talentów, z którymi przyszliśmy na Ziemię. Talenty to jak wiadomość od Stwórcy, który przemawia przez te uzdolnienia dyskretnie wskazując co jest naszym zadaniem.
Jak jeszcze inaczej na naszej drodze życia możemy dostawać wiadomości? Gdzie stoją znaki drogowe przy traktach, którymi podróżujemy startując przy urodzeniu, a zatrzymując się w grobie? Moim zdaniem drogowskazy, znaki ostrzegawcze oraz tablice informacyjne stoją w bardzo wielu miejscach naszej trasy. Czasem wystarczy trochę zwolnić, wytężyć wzrok i z rozbieganych obrazów wielobarwnego otoczenia wydobyć znaki drogowe dotyczące naszej podróży.
Im bardziej jestem wyczulony na adresowane do mnie znaki, tym mniej widzę w swoim życiu przypadków.
Kiedyś, w pędzie codzienności szybko kwitowałem dziwne wydarzenia jako zbieg okoliczności, czasem jako szczęście lub pech. Myślę, że przypadki może się zdarzają, ale chyba dużo rzadziej niż myślałem.
W tym filozoficznym kontekście powiem Wam o mojej przygodzie. Pojechałem zdać egzamin na prawo jazdy. Teoria poszła mi gładko, lecz na placu manewrowym oblałem z kretesem. Miałem dość dobrze opanowane wszelkie wymagane manewry, lecz ruszając z miejsca nie sprawdziłem warunków otoczenia. Inaczej mówiąc nie rozejrzałem się po parkingu w poszukiwaniu nadciągającego zagrożenia. Można by powiedzieć, że przez przypadek mój instruktor zapomniał mnie o tym uprzedzić przygotowując mnie do egzaminu.
Ja widzę w tym wiadomość do odczytania. Układa się to w całość z właśnie opracowywanym ambitnym planem nowego przedsięwzięcia zawodowego. Jest to temat, który jest ze mną od miesięcy. Wiele elementów już sobie zaplanowałem i poczyniłem założenie, że po roku osiągnę rentowność. Mając już poukładany plan, podczas urlopu, spotkałem Hiszpankę, która od lat działa w podobnej branży (przypadek?) i jej główną uwagą był okres rozruchu biznesu. Gdy ona zaczynała, ktoś zasugerował, że może liczyć na dobre dochody po trzech latach i dokładnie tak się stało. Jej rady dały mi do myślenia, ale trochę zlekceważyłem tą wiadomość. W końcu Polska jest bardzo dynamicznym rynkiem, a ja jestem facetem pełnym energii, zwykle działam szybko i skutecznie, więc rok mi wystarczy na uzyskanie dochodów dających utrzymanie rodzinie. No i teraz, gdy jestem blisko decyzji biznesowych dostaję wiadomość na egzaminie na motor: porażka z powodu nie sprawdzenia ewentualnych zagrożeń.
Prawo jazdy to drobiazg. Pewno zrobię je za jakiś czas. Nic mnie nie goni. Lecz po takim prysznicu wracam do opracowań biznesowych zdeterminowany przestudiować ewentualne zagrożenia swojego przedsięwzięcia. Ktoś mi mówi: „Ostrożnie! Uważaj na zagrożenia. Rozglądaj się nim popędzisz przed siebie.”
Zatem czas odrobić zadanie domowe i rzetelnie rozpisać biznes plan biorąc pod uwagę wyzwania, które w swej optymistycznej wierze w sukces zostawiłem z boku. Na placu manewrowym zobaczyłem drogowskaz, który dotyczy czegoś ważniejszego dla mnie niż jazda motorem.

10 myśli nt. „Drogowskazy.

  1. witka

    Twoje spostrzeżenia co do pewnych sytuacji i wydarzeń jakie spotykaja nas w życiu, są zgodne z moją obecną wersją postrzegania tych czasami drobnych ale jak ważnych drogowskazów, dających nam pewność, w wyborze drogi.
    Fajnie było by wierzyć, że owe znaki to sprawka przypadku (choć lubię „Przypadek” Kieślowskiego), jednak im jestem strasza i może choć trochę mądrzejsza z pełną świadomością powiem , że nie ma przybadków.
    Wszystkie sytuacje, osoby, które wkraczaja do naszego życia służ czemuś, mają nas czegoś nauczyć, lecz to już my sami musimu odnalezć klucz.
    Zaobserwowałam to zjawisko w ostatim czasie, gdy bijąca się z myślami odnośnie spraw związanych ze zmianą pracy i zawodu, targana brakiem pewności o słuszności, udałam się o radę do przyjacielskie duszy, która stwierdziła, że chyba jestem ślepa nie widąc tych sygnałów, w postaci napotkanych dziwnym trafem w ostatnim czasie ludzi pracująch w interesującej mnie branży. Końcowo przyznałam rację przyjaciółce, dziękując z otworzenie szerzej oczu.
    Słyszałam, że niektórzy ludzie mają opieka sił wyższych i potrafią zmaterializować co tylko zapragną, więc dobrze jest wierzyć, że kazdy z nas ma taką moc.

  2. Swojak Autor wpisu

    Witko, dziękuję, że podzieliłaś się własnymi refleksjami. Widzę też u siebie, że czasem znalezienie klucza do spotykających mnie sytuacji jest wielkim wyzwaniem. Tak jak piszesz, opowiedzenie o tym zaprzyjaźnionej osobie czasem pokazuje mi nowe znaczenie sytuacji. Ale czasem sam się pocę, aby zrozumieć o co w tym miało chodzić.
    Barbaro, cieszę się, że podobał Ci się mój wpis. Przed publikacją kilka razy czytałem i poprawiałem ten tekst, bo chciałem być dobrze zrozumianym.

  3. Swojak Autor wpisu

    Wczoraj napisałem w tym wątku o trudnościach w poszukiwaniu klucza, a dzisiaj miałem ciekawe doświadczenie. Pojechałem skleić szybę w samochodzie. Kamień spadł na szybę i trzeba było to naprawić nim rysa się powiększy. Nie rozumiałem o co chodzi z tym kamieniem. Jaki w tym klucz? Po nieudanych próbach dałem spokój z rozgryzaniem znaczenia tego wydarzenia. W międzyczasie odnalazłem w Googlach zakład naprawiający szyby (za każdym razem, bez względu na sposób budowania zapytania, ten sam zakład pojawiał się w czołówce wskazań). Zadzwoniłem i pojechałem. Mam już swój klucz. Okazało się, że specjalista naprawiający szybę (nota bene mój imiennik) pilnie potrzebuje pomocy psychologa w związku z adopcją dziecka. Jako absolwent psychologii znam trochę ludzi pracujących w tym zawodzie i od razu zadzwoniłem do jednej z nich. Sprawa sierot i adopcji dzieci jest bliska mojemu sercu. Kiedyś byłem mocno zapatrzony w Janusza Korczaka. Postaram się skutecznie pomóc Panu Od Szyb, do którego zostałem dzisiaj wysłany.

  4. witka

    Życie jest zaskakujące, Pan od Szyb zapewne jest szczęśliwy i wdzięczny.

  5. Barbara

    To nazywa sie synchronizacja. jest nawet pewna poważna publikacja książkowa pod tym tytułem. mam ją po niemiecku.
    kiedyś zapisywałam wszelkie takie „synchronizacje” -> drogowskazy. Niestety zgubiłam notatnik.
    pozdrawiam B.

  6. Swojak Autor wpisu

    Tak, jest Barbaro! Po polsku jest to „synchroniczność” i termin ten został wprowadzony przez Carla Gustava Junga – szwajcarskiego psychologa.

  7. Malgosia

    Swietny tekst, Swojaku.
    Jednym z powodu niezauwazania drogowskazow jest pospiech z jakim lecimy przez zycie. Umykla nam najwazniejsze.
    Gdy spotyka nas cos zlego, to narzekamy zamiast zastanowic sie w jakim celu rzucono nam ta przeszkode pod nogi.
    Robiac biznes plan i wlaczajac w niego ryzyka nie zapomnij o dopisaniu „mitygacji” do zagrozen.
    Pomoze 🙂
    pozdrawiam,
    Malgosia

  8. Swojak Autor wpisu

    Malgosiu, dziękuję za komentarz i dziękuję za zwrócenie uwagi na mitygację ryzyka. To dla mnie to nowe pojęcie. Innym, którzy go nie znają przytoczę definicję: „Mitygacja ryzyka określana jest jako obniżanie prawdopodobieństwa wystąpienia zagrożeń bądź minimalizacji skutków zaistnienia sytuacji niepożądanych w działalności gospodarczej.” (wg http://wgds.pl/)

Możliwość komentowania jest wyłączona.