Chiński pociąg.

Przed wejściem do budynku sprawdzanie biletów, potem prześwietlanie bagażu i już napis na wyświetlaczu kieruje nas do poczekalni numer 2, skąd zostaniemy skierowani do pociągu. Kwadrans przed odjazdem następuje „boarding”, czyli wszyscy pasażerowie idą z poczekalni wprost do wagonów. Czyli z grubsza tak jak w samolocie.
Zresztą podobieństw jest więcej: bilety mamy w klasie ekonomicznej (drugiej), w odróżnieniu od droższej klasy biznes (czyli pierwszej).  Takimi rozwiązaniami, znanymi z lotnisk, rozpoczynamy podróż chińskim pociągiem D, czyli odpowiednikiem naszego Inter City.
Wagon jest czysty i przypomina szybką szwajcarską kolej Cisalpino łączącą Zurych z Mediolanem oraz niemieckie wagony ICE. Z tą różnicą, że w chińskiej wersji jest dużo więcej miejsca na nogi.  Informacje dla podróżnych są podawane na dwujęzycznym wyświetlaczu i powtarzane przez głośniki, podobnie jak w Niemczech, zamiast szwajcarskiego czterojęzycznego kierownika pociągu korzystającego tylko z głośników.
Podróżujemy stosunkowo wolno. W okolicy Szanghaju jedziemy sporo poniżej 100 km/h (pewno tory nie przeszły jeszcze odnowy technologicznej).  Potem rozpędzamy się do 170 km/h.
Polskich czytelników nie znających szwajcarskiej ani niemieckiej kolei proszę o wybaczenie, że brak tu odniesienia do polskiego Inter City. Takie porównanie jest ponad moje siły. Polska kolej przewyższa chińską chyba wyłącznie ceną.  Tutaj płacę ok. 14 groszy za przejazd jednego kilometra szybkim pociągiem (miejscówka w cenie), w Polsce, o ile dobrze pamiętam, jest chyba dwa razy drożej. Dla ścisłości powiem, że szwajcarska kolej jest kilkakrotnie droższa od polskiej (lecz bardzo powszechne są tam bilety o obniżonej cenie). Zatem zostawmy na boku sprawy cen.
W kwestii porównania PKP do chińskiej kolei, mogę Wam jedynie zaproponować zamknięcie oczu i wyobrażenie sobie, że wymyślacie pociąg jakim chętnie i z przyjemnością pojedziecie. Jest spora szansa, iż Wasza wizja będzie taka jak chiński pociąg D.
Podróż zaczyna się w od zakupu biletu. Powiedzmy trochę na ten temat. Przypuszczam, że chińska bileterka może mieć wiele wspólnego z polską koleżanką po fachu. To tylko moje spekulacje, bo bilety kupiłem w automatycznej kasie, gdzie na ekranie dotykowym wybierałem wszelkie opcje połączenia. Chiny zmieniają się w błyskawicznym tempie. Jeszcze niedawno kolega mówił o swojej podróży z Szanghaju: „Wchodzisz na dworzec, a tam wszystko napisane tymi chińskimi krzaczkami. I jak tu trafić do właściwego pociągu?!” Obecnie anglojęzyczny turysta dostaje podstawowe informacje w swoim języku. Także nazwy stacji na biletach są drukowane w dwóch językach.
Dodam, że tą samą trasę można pokonać pociągiem osobowym, który podobno kosztuje ok. 30% mniej od D-pośpiesznego.
Na zakończenie kilka obserwacji na temat otoczenia społecznego.
Współpasażerowie wyglądali w większości na osoby podróżujące służbowo i byli wyposażeni w masę cyfrowych zabawek. Już w szanghajskim metrze zauważyłem powszechne upodobanie Chińczyków do kosztownych gadżetów. Moja córka, mająca dobre rozeznanie w nowościach firmy Nokia i ich konkurentów, pokazywała mi ostatnie rynkowe hity w rękach miejskich podróżnych. To samo rzucało się w oczy w pociągu. Niektórzy grali, inni oglądali filmy na mniejszych i nieco większych ekranach.
Jednak nie mogłem się przyzwyczaić do bekania, charczenia i wizyt współpasażerów w najbliżej toalecie, aby przez otwarte drzwi siarczyście splunąć do muszli. W końcu zatkałem sobie uszy słuchawkami – wolałem oglądać Chińczyków nich słuchać ich życia wewnętrznego.
Po wyjściu z pociągu wpadliśmy w wir gorącej ulicy, ale o tym już w osobnym tekście.

2 myśli nt. „Chiński pociąg.

Możliwość komentowania jest wyłączona.