Leczenie dziecka pod przymusem.

Zaintrygowała mnie wiadomość z amerykańskich mediów: trzynastoletni Daniel Hauser powrócił z Meksyku do USA po tym jak amerykański sąd wydał nakaz leczenia jego nowotworu chemioterapią.
Matka, która wraz z synem uciekła z USA miała trafić do więzienia za unikanie zaplanowanej chemioterapii. Kobieta powołując się na przekonania religijne planowała zdanie się na naturalne metody uzdrawiania. Nie wiem czy chemioterapia jest tak dobrą metodą leczenia, że daje podstawę, aby odebrać rodzicom dziecko i zmusić do leczenia. Wiem, że opinie na temat chemioterapii są zróżnicowane (dla znających angielski tu jest trochę ciekawostek: http://www.ghchealth.com/chemotherapy-quotes.html).
W przypadku Hausera ponoć onkolodzy twierdzili, iż chemia da 95% szans na przeżycie, a zaniechanie tej terapii tylko 5%.
Pomijając procenty i wiarę lekarzy w ich sposób na nowotwór, zastanowił mnie rozmiar władzy państwowej nad dziećmi.
Jeśli dziecko zachorowało, a lekarze uznali, że wiedzą jak je wyleczyć to opór rodziców kończy się groźbą więzienia i zmuszeniem dziecka do terapii.
Wzbudza to we mnie protest. Uważam, że przypisywanie sobie przez państwo władzy nad nieletnimi obywatelami, którzy mają naturalnych rodziców jest złe. Zaś dawanie lekarzom narzędzi do przymusowego leczenia kłóci się z moim pojęciem roli lekarza, który ma wspomagać pacjenta w dochodzeniu do zdrowia.
Dotykamy tu także filozoficznego punktu tajemnicy życia i śmierci. Kto i kiedy ma decydować czy osoba, która zachorowała może w spokoju umrzeć, czy też ma przejść masę nieprzyjemnych zabiegów, które mogą odwlec moment śmierci? Bowiem wszyscy zdajemy sobie sprawę, że nawet najznakomitszy lekarz nie anuluje śmierci, bo śmierć jest wpisana w nasze życie od momentu urodzenia. Chodzi tylko o to, że okiem znawcy tematu uznaje on, że ten pacjent ma dostać więcej czasu na błąkanie się po Ziemi, jego czas jeszcze nie nadszedł. Jak rozumiem stawiamy na statystykę i jeśli zachoruje osoba w wieku 85 lat to uznamy, że ma już prawo umrzeć, bo przekroczyła przeciętną długość życia. Lecz jak zachoruje trzynastolatek to nie ma prawa umrzeć bo brakuje mu kilkudziesięciu lat do ustawowego wieku dającego prawo do podróży w zaświaty?
Może wcale nie chodzi o statystykę tylko o to co jest lepsze dla pacjenta? Beznamiętny lekarz i sędzia (w imieniu wielomilionowego społeczeństwa) wiedzą co jest dobrym wyborem dla chorego nastolatka. Zaś rodzice, którzy kochają swoje dziecko mają się nie wtrącać i nie komplikować procedur jakimiś wątpliwościami religijnymi czy moralnymi. Przecież miliony zjadaczy hamburgerów i widzów CNN, które upoważniły państwo do decydowania o tym co dobre dla ich dziećmi na pewno mają rację. Zaś jak za sto lat chemioterapia zostanie uznana za nieskuteczną i szkodliwą metodę pozbywania się nowotworów, bo ktoś odkryje, że w pradawnej obrzędowości Indian był element, który jest kluczem do zdrowia to wtedy amerykańskie trzynastolatki będą pod bronią doprowadzane do szamanów i odbierane matkom, które planowały dla nich chemioterapię?
Z tego co wiem to zdrowie i siły życiowe człowieka są wciąż wielką tajemnicą dla świata nauki. Im więcej odkrywamy z tym większą pokorą patrzymy na odwieczne siły natury.
Lecz zamiast pokornego pochylenia się nad tajemnicą życia, czasem krzyczymy „Ratuj go za wszelką cenę! On musi żyć!” A może czasem ważniejsza jest godna śmierć zamiast okrutnego leczenia? Może lekarz nie jest panem życia i śmierci, bo życie i śmierć mają swoje prawa potężniejsze od kilkudziesięciu lat badań naukowych? Może państwo nie jest właścicielem naszych dzieci? Może rodzice też nie są właścicielami dzieci? Może powołaliśmy dzieci do życia, aby szły swoją drogą wspierane naszą miłością tak długo jak będą tego potrzebować? Komu zaufacie w sprawie obdarzania dziecka miłością: państwu czy matce?
Mam nadzieję, że Daniel Hauser, który był przyczynkiem do tego tekstu dobrze zniesie chemioterapię, a jego życie będzie dobre i sensowne.

12 myśli nt. „Leczenie dziecka pod przymusem.

  1. Witka

    Uważam Swojaku , że trudno jednoznacznie odpowiedzieć, co jest lepsze, jednak po zastanowieniu myślę, że postawa matki jest dla mnie zrozumiała i oczywista. Czasmi mam wrażenie, że państwo nie do końca kieruje się dobrem indywidualnym człowieka, że to tylko dodatek do danych statystycznych, a nie człowiek z krwi i kości.
    Wspóczuję ludziom, którzy muszą zmagać się z chorobą dziecka, lub dzwigać ciężar żałoby po jego stracie.
    Godne umieranie i śmierć powinno być dane każdemu człowiekowi, lecz co jeśli niektórzy wybiorą eutanazję?, ale to juz inna historia nietycząca się chłopca.
    Odniśnie dzieci przypomniał mi się piękny wiersz Khalila Gibrana , który to od zawsze mi towarzyszy

    O DZIECIACH

    Wasze dzieci nie są waszymi dziećmi.
    Są synami i córkami tęsknoty Życia
    Rodzą się dzięki wam, lecz nie z was.
    I chociaż z wami przebywają, nie należą do was.

    Możecie obdarzać je waszą miłością, lecz nie waszymi myślami.
    Albowiem mają swoje własne myśli.
    Możecie dać schronienie ich ciałom, ale nie duszom.
    Albowiem ich dusze zamieszkują dom jutra, do którego nie
    możecie wstąpić nawet w snach.
    Możecie upodobnić się do nich, lecz nie starajcie się, aby one
    stały się do was podobne.
    Albowiem miłość nie cofa się wstecz ani nie ociąga się, by
    pozostać w dniu wczorajszym.

    Jesteście łukami, z których wystrzelono wasze dzieci jak żywe
    strzały.
    Łucznik dostrzega cel na drodze do nieskończoności i napina
    was Swą mocą, aby Jego strzały pomknęły szybko i daleko.
    Niech napięcie dłonią Łucznika napełni was radością:
    Albowiem Ten, który kocha lecącą strzałę, nie mniej miłuje
    nieruchomość łuku.

  2. makak

    Nie do końca się z Tobą zgadzam Swojaku. Dzieci nie są własnością rządu ale nie są też z całą pewnością własnością rodziców! Rodzice są odpowiedzialni za jego wychowanie, ale organy państwa mają, moim zdaniem, obowiązek chronić życie swych obywateli (stąd np. obowiązek szczepień w wielu krajach chroni społeczeństwo przed chorobami zakaźnymi) – dlatego mogą też odebrać dziecko rodzicom, którzy je katują lub wykorzystują ze względu na jego dobro. W cywilizowanych krajach o każdym takim przypadku jednak decyduje niezależny sąd.

    W USA podejście zależy od prawa danego stanu – wg Wikipedii w 3/4 stanów rodzice mają prawo zabronić leczenia (w tym jakiegokolwiek leczenia) dziecka ze względów religijnych. Widocznie mały Daniel mieszkał w jednym z pozostałych stanów.

    Kontrowersje budzą obyczaje niektórych wyznań chrześcijańskich (?) np. Świadków Jehowy (zakaz transfuzji krwi) w Polsce, czy np. Christian Science w USA (zakaz przyjmowania jakichkolwiek lekarstw).

    Pozdrawiam!

  3. Swojak Autor wpisu

    Witka, dziękuję za piękny wiersz. Tak, moje dzieci idą swoimi drogami od momentu przyjścia na świat. Mam nadzieję, że wykuwając swój los korzystają trochę z moich doświadczeń, ale to jest ich życie i ich droga, ja im pomagam jak potrafię.
    Makak, dzięki za inne podejście do sprawy. Zdaję sobie sprawę, że moja opinia o medycynie i leczeniu odbiega od nurtu wyznawanego przez większość lekarzy i farmaceutów; szczególnie w Polsce, która jest poligonem brutalnej walki koncernów farmaceutycznych o pieniądze tutejszych pacjentów. Zatem nie będę dolewał oliwy do ognia polemizując w temacie szczepień i lekarstw. Przekazuję Ci pozdrowienia i szanuję Twój pogląd.

  4. makak

    Ja również szanuję Twoje poglądy i pozostaję wiernym czytelnikiem Twojego ciekawego bloga!

  5. Malgosia

    Bardzo dobre pytanie zadales Swojaku.
    Dyskusje na temat praw rodzicow do decydowania o leczeniu dziecka tocza sie na calym swiecie trybem kola zamknietego.
    Problem jest przede wszystkim w definicji kiedy jest to decyzja dla dobra dziecka, a kiedy jest to decyzja egoistycznie podjeta przez jednego rodzica (lub obojga).
    Cienka nitka dzieli troske o dobro dziecka i zaniedbanie leczenia dziecka.
    W stanie Minnesota, z ktorego ten chlopiec pochodzi, jest prawo, ktore zawiera: „Minnesota has a state law requiring parents to provide necessary medical care for a child. Failure to do so would be ruled as violating the law.
    If a child is not properly treated by doctors, the parents could be accused of negligence or child endangerment”.

    Mowiac szczerze sama mam mieszane uczucia, bo skad wiadomo, ze Matka rzeczywiscie rozsadnie i dla dobra dziecka podjela decyzje o skazaniu go na prawie pewna smierc?

    pozdrawiam serdecznie

  6. inka

    W końcu ktoś poruszył temat leczenia dzieci bo od kiedy przeczytałam o tym artykuł na http://dziecko.netbird.pl/a/258/12007,1 chciałam dowiedzieć się czegoś więcej a znalezienie rzetelnych informacji wcale nie jest takie proste jakby się wydawało. Może ktoś podrzuci i więcej informacji, z góry dziękuję.

  7. ania

    Niewiele orientuje sie w temacie chemoterapii, slyszalam o niej wiele zlych rzeczy i jestem osobiscie goraca zwolenniczka naturalnych metod leczenia, ale znam tez pare osob, ktorym chemoterapia uratowala albo przedluzyla zycie.
    Zgadzam sie z opinia Malgosi, ze trudno czasami zadecydowac, czy odmowna postawa rodzicow wobec oficjalnej medycyny wyplywa z troski o dziecko czy z ich niedoksztalcenia. Czy to jest ochrona praw dziecka, czy zaniedbanie?Czy rodzice, ktorzy dali dziecku zycie, maja prawo decydowac o tym, kiedy to zycie zakonczyc? Ja osobiscie nie mam dzieci i moje pytanie dla osob, ktore je maja, jest takie: gdybys wiedzial, ze chemoterapia ofiarowuje Twemu dziecku przynajmniej kropelke nadziei czy znalazlbys w sobie tyle sily, zeby mu tej nadzei odmowic?…

  8. Swojak Autor wpisu

    Malgosiu, ja ostatnio nasłuchałem się na temat nacisków grup interesów (koncerny farmaceutyczne) na wybór sposobów ochrony ludzkiego zdrowia i chyba stąd mój sceptycyzm co do sytuacji decyzyjnej w sprawie chemioterapii.

    Inka, proszę napisz co Cię interesuje. Bo link, który wkleiłaś mówi z grubsza o tym, że trzeba być ostrożnym przy wyborze form terapii dziecka – nie wiem jakich dalszych informacji potrzebujesz.

    Ania, dzięki za pytania, które postawiłaś. Odpowiedzi jakie uzyskasz będą pewno wypadkową światopoglądu rodziców. Jeśli traktujemy życie ludzkie jak wynik reakcji chemicznych przebiegających w naszym ciele to wtedy warto się zdać na wiedzę tych, którzy doskonale rozumieją jak rozmaite substancje reagują ze sobą – w takim paradygmacie odrzucenie rady lekarza wydawałoby się graniczyć z szaleństwem.
    Lecz moim zdaniem życie ludzkie jest jednością tego co fizyczne, psychiczne i duchowe. Choroby ciała są bardzo często wynikiem podupadłego ducha, poczucia wyczerpania i zagubienia sensu życia. Leczenie musi się opierać na wzmacnianiu sił życiowych i poczucia wiary w to, że warto żyć. Dotyczy to zarówno dorosłych jak i dzieci. Jeśli w takim kontekście zadam sobie pytanie jak leczyć dziecko to odpowiedź jest trudna. Organizm chorego człowieka potrzebuje siły, aby podjąć walkę z chorobą. Środki farmakologiczne często skutecznie atakują problem w konkretnym organie, lecz jednocześnie powodują ogromny ubytek sił życiowych. Moim zdaniem decyzja o wyborze formy leczenia musi być podjęta indywidualnie w każdym przypadku. Nasze organizmy są silne i zaradne, ale od świtu do nocy bombardujemy je taką masą szkodliwych substancji, że w końcu brakuje im sił na przetrwanie. Twórzmy naszym dzieciom warunki do pogodnego spędzania czasu; zwracajmy ich uwagę na to jaki wpływ na ich życie ma to co jedzą i piją. Zaś w przypadku drobnych dolegliwości pozwólmy ich organizmom samodzielnie zwalczyć problemy, aby nabrały doświadczenia w zmaganiu się z chorobami. Uważam, że w ten sposób zwiększamy ich szanse na zdrowe życie. Lecz w ostatecznym rachunku to nie rodzice, lekarze, sędziowie czy politycy decydują o długości życia. Choć wielu z nich żyje w iluzyjnym przeświadczeniu, że decydują o życiu i śmierci.

  9. labradorianin

    Witam
    Czytuje ten blog od czasu do czasu jako rozsadna i rzeczowa przeciwwage do moich zdecydowanie proimigracyjnych pogladow. Zastanawiam sie czy znajde tu kiedys argumenty, ktore zmienia moje poglady i uwierze ze moje dzieci beda mialy lepsza przyszlosc w Polsce niz w kraju, ktory wybralem dla nich.
    Temat leczenia i granic decyzji rodzicow jest ciekawy, ale w tym przypadku moj poglad jest jednoznaczny. Demokratycznie stanowione prawo nie moze ulegac jednosce, ktora go ignoruje. To fundament praworzadnosci i demokracji. Ten precedens moglby stac sie pretekstem do lamania prawa przez kazdego i wszedzie powolujac sie na wenetrzne uczucia lub wiare. Czy uwazasz ze demokracja to „miliony zjadaczy hamburgerow” decydujacy o twoim szczesciu?
    Zamykajac dyskusje do tematu roli rodzicow wobec roli panstwa postawil bym bardzo jaskrawy, wrecz przerysowany przyklad. Idac twoim tokiem rozumowania niejaki pan Fritz powinien miec prawo sam decydowac jak bedzie zyla jego corka bo to on ja kocha bardziej niz sedziowie, policjanci czy lekarze. Moglby uznac ze nikt nie powinien sie wtracac w jego relacje z dzieckiem, nawet jesli grozi to jego smiercia.
    Innym drastycznym przykladem jest prawo matki do decydowania o aborcjii. Domyslam sie ze jestes jej przeciwnikiem. Czy nie widzisz pewnej analogii. Czy o zyciu lub smierci ma decydowac rodzic i jego subiektywne odczucie „dobra dziecka” czy prawo powszechne?
    Ciekawi mnie twoj brak wiary w medycyne. Pewne patologie wsrod lekarzy lub czeste przypadki nieskutecznosi dzialan nie powinny przeslaniac generalnego faktu ze postep medycyny na przestrzeni setek lat doprowadzil do podwojenia sredniej dlugoscu zycia, zminimalizowania umieralnosci noworodkow i likwidacji wszystkich chorob zakaznych ktore falami epidemii dziesiatkowaly spoleczenstwa. Medycyna skutecznie chroni ludzi przed bolem, daje radosc macierzynstwa tym, ktorzy stracili nadzieje itd itd.
    W opozycji do nauki w twoich tezach stawiasz wartosci psychiczne i duchowe (czytaj religijne). Cywilizacje opierajace sie na nich wyraznie ustepuja poziomem zycia od tych oswieconych. Istotna role religia lub inne wartosci duchowe odgrywaja w krajach muzulmanskich, wsrod biednych grup etnicznych Indii, w zacofanych krajach trzeciego swiata lub w pewnym biednym kraju srodkowo-wschodniej Europy.
    pozdrawiam

  10. Swojak Autor wpisu

    Labradorianin,
    dziękuję za Twoją obszerną wypowiedź. Myślę, że celnie dotknąłeś tematów, w których jestem coraz większym sceptykiem: demokracji i ochronie zdrowia. Moim zdaniem wraz z rozwojem mass mediów wybory są często ograniczane do „konkursu piękności” urządzanego przez możnych tego świata. Zaś ochronę zdrowia postrzegam głównie jako poligon marketingowy firm farmaceutycznych. Połączenie tych dwóch zjawisk pozwala mi stawiać duże znaki zapytania nad wszelkimi decyzjami „demokratycznych władz” w sprawie „ochrony zdrowia” ich obywateli.
    Co do roli rozwoju duchowego w świecie, to jestem mocno przekonany, że ostatnie słowo jeszcze mnie padło i może nas czekać jeszcze sporo niespodzianek wykraczających poza mędrca szkiełko i oko.

  11. labradorianin

    Oczywiscie ze demokracja staje sie konkursem pieknosci. Jesli wszystkie rozwiazania prawne i gospodarcze zostale wypracowane i utrwalone przez lata, jesli rzady zajmuja sie glownie administrowaniem, reprezentowaniem kraju zagranica i drobnymi korektami prawa to debaty wyborcze w dojrzalych dwupartyjnych systemach musza sprowadzic sie do mniej istotnych spraw jak 2% wzrost lub obnizenia podatku dla najbogatszych czy globalnego ocieplenia. Ponadto bardzo szerokie kompetencje maja wladze lokalne. W tym momencie glowna roznica miedzy liderami partii to ich uroda. To chyba dobrze.

  12. Swojak Autor wpisu

    „jesli rzady zajmuja sie glownie administrowaniem, reprezentowaniem kraju zagranica i drobnymi korektami prawa”
    Chciałbym dodać do listy tych „drobnych spraw” wysyłanie żołnierzy na wojny w imię materiałów spreparowanych przez rządowe tajne służby, ograniczanie praw obywatelskich w imię walki z terroryzmem oraz wydawanie pieniędzy podatników na ratowanie skóry tuzom biznesu, których plany zostały pokrzyżowane przez recesję.
    Nie mam pomysłu na inny, lepszy system polityczny. Żyję w tym co mamy. Dobrze, że jest w polityce trochę porządnych ludzi. Lecz uważam, że system tzw. „demokracji zachodniej” mocno kuleje na nogę skopaną przez rozmaite grupy nacisku i osoby urabiające wyborców poprzez wpływ na środki przekazu.

Możliwość komentowania jest wyłączona.