Wstydliwa praca ojca?

Kolega zobaczył w moim pokoju plakat zrobiony przez córkę. Na dużym arkuszu papieru były informacje o mojej pracy, zdjęcia z biura, szczegóły moich obowiązków zawodowych.
Plakat był zrobiony dwa lata temu w szwajcarskiej podstawówce. Wszyscy drugoklasiści odwiedzali zakłady pracy swoich rodziców, przygotowywali prezentacje, które wygłaszali na forum klasy, zaś plakaty zostały powieszone na szkolnym korytarzu. Po zakończeniu wizyt i prezentacji otwarto podwoje szkoły dla rodziców i znajomych chętnych do obejrzenia plakatów, skorzystania z małego poczęstunku i porozmawiania o wystawie.
Kolega E. z warszawskiego biura zapytał: „A co jeśli ojciec jeździ na wózku widłowym? Przecież to wstyd dla takiego dziecka!” Potem powyciągał historie jak dzieci nabijają się z pracowników MPO.
Wcześniej nawet o tym nie myślałem. Faktycznie to jest ta różnica kulturowa. W naszej szwajcarskiej mieścinie jeśli rodzice uprawiali ziemię to dzieci z dumą mówiły o pracy na rodzinnym gospodarstwie. Wykształcenie i charakter wykonywanej pracy wydawał się mieć znikome znaczenie w relacjach między dziećmi w centralnoszwajcarskiej szkole. Jestem przekonany, że było to wynikiem stosunków panujących wśród dorosłych. Żona śpiewała w lokalnym chórze gospel, gdzie wspólnie spotykała się szefowa z banku i kasjerka z supermarketu. Moje córki trenowały karate, gdzie obok dzieci rolników ćwiczył chłopak, którego rodzina ma jedną z największych firm tytoniowych w USA – jego mama zwykle siedziała na ławeczce i czytała książkę oczekując na koniec zajęć.
To jest właśnie fenomen Szwajcarii. Osoby, które mogłyby za kieszonkowe wykupić całą setkę najbogatszych Polaków spędzają czas z tymi, którzy rozpoczynają dzień od dojenia krów i dobrze się czują w swoim towarzystwie.

5 myśli nt. „Wstydliwa praca ojca?

  1. Malgosia

    To jest wlasnie piekne w Szwajcarii.
    Ludzie sa dumnii zadowoleni z tego co robia i co osiagneli. To samo wpajaja swoim dzieciom i zupelnie naturalne sa przyjaznie i spotkania dzieci np. sprzataczki i wlascicieli bankow.
    Dziekuje za ten tekst, Swojaku.

  2. Pistacjowy Kosmita

    Tak tam rzeczywiście BYWA i to jest fakt. Warto jednak dodać w formie uściślenia, że nie jest to fenomen wszechpanujący. Jak wszędzie na świecie, istnieją tam „elity”, zamknięte kręgi, śmietanki towarzyskie itp… do których „zwykły śmiertelnik” z zewnątrz ma mała szansę wtargnięcia. To komentarz dla tych, którzy mogliby Twój wpis, Swojaku, potraktować zbyt idealistycznie i dosłownie.

  3. jarek

    A u mojego syna w szkole dzieci nabijali sie z rodziców pewnego portugalczyka, ktorego rodzice byli robotnikami budowlanymi. Myślę że im dłużej od wyjazdu tym bardziej idealizuje się Szwajcarje. Pamiętam też żone naszego wioskowego lekarza, która nas traktowała nas per noga, ponieważ nie chcieliśmy zostać ich pacjentami, pomimo bardzo oczywistych dygresji i wybraliśmy innego.

  4. Swojak Autor wpisu

    Jarku, czy źródłem problemów Portugalczyka był charakter jego pracy czy fakt, że był Portugalczykiem? Bo to dwa różne tematy. Moim zdaniem Szwajcarię wyraźnie od Polski odróżnia oderwanie szacunku do człowieka od wykonywanego przez niego zawodu.
    Zaś z pewnością Szwajcarzy mają jedną cechę wspólną z Polakami: powszechny rasizm i ksenofobia. Lecz mój wpis traktował o szacunku do ludzi pracujących fizycznie, a nie o szacunku do Portugalczyków i Polaków.

  5. Barbara

    Słuszna obserwacja Swojaku. ..bo w Szwajcarii praca . jakakolwiek by to była, jest szanowana jak i każdy człowiek. Ludzie pracując utożsamiają się z tym co robią. Wykonują pracę rzetelnie i do końca. Niie odnoszą sie z pogardą do pracy, bez względu na jej rodzaj. Dzieci już w przedszkolu wychowane są w takim duchu poszanowania, wszystkiego co je otacza.
    Rzeczywiście Szwajcaria, to nieliczne państwo, gdzie bogaty nie wywższa sie nad biedniejszym od siebie.
    Mnie się wydaje, aczckolwiek może się mylę, że to także tradycja historyczna, wpływy protestantów ukształtowały takie wychowywanie dzieci. Pozdrawiam B

Możliwość komentowania jest wyłączona.