Po dwóch tygodniach w Szwajcarii jechałem dzisiaj ulicami Warszawy i miałem mocne rozdwojenie emocji. Z jednej strony cieszyłem się, że znowu jestem wśród Polaków. Z drugiej krzywiłem się myśląc: “jak tu jest potwornie brzydko!”.
W tych wrażeniach zamyka się kwintesencja mojego postrzegania Polski i Polaków. Po reemigracji napawam się polskim podejściem do życia ludzi, których widzę wokół siebie. Słowem, które jest dla mnie kluczem do polskości jest: improwizacja - czyli działania podejmowane bez przygotowania i planu. Przed dziewięciu laty pomstowałem no to, co dzisiaj mnie tak cieszy. Lubiłem planować i porządnie przygotowywać swoje przedsięwzięcia. Niektórzy znajomi wręcz uznali, że emigracja do Szwajcarii to dobre wyjście dla mnie, bo nie pasowałem do polskiej rzeczywistości. Teraz jestem tu znowu. Realizuję rozmaite inicjatywy i dzięki wszechobecnej improwizacji udaje mi się skutecznie załatwiać swoje sprawy. Gdy organizowałem przeprowadzkę biura, to mogłem swobodnie zmieniać termin kiedy znaleziony na Allegro “Pan od Ducato” mógł przyjechać, aby przewieźć nasze meble. Kiedy potrzebowaliśmy przerzucić sto metrów naszego kabla komputerowego przez supermarket w sąsiedztwie biura to polecony przez innego podwykonawcę Pan Adam przyjechał z trzema kolegami, powiadomiony kilka dni wcześniej, że tej nocy będzie “towarowanie” i możemy pracować po godzinie 22:00. Zaś metody ich pracy przypominały akrobacje cyrkowe połączone z grą w okręty (tzn. wspinali się na meble sklepowe i metodą prób i błędów poszukiwali kanałów na kable). Niniejszym oddaję uszanowanie polskiej improwizacji, dzięki niej w ciągu miesiąca od podpisania umowy na wynajem biura byłem w stanie zorganizować masę spraw, które pozwoliły rozpocząć pracę kilkunastu informatyków.
Planowe zarządzanie improwizacją sprawiało mi przy tej okazji masę frajdy i dało miłą satysfakcję. Takie doświadczenia przyczyniają się do tego, że cieszę się z bycia wśród Polaków.
Drugą stroną medalu jest brzydota otoczenia. Jazda samochodem po podwarszawskich miasteczkach i wioskach jest spektaklem szpetoty, brudu i bałaganiarstwa. W tym wymiarze Mazowsze jest moim zdaniem dość reprezentatywne dla naszego sympatycznego kraju. Bywają zakątki nieco lepiej utrzymane (np. Śląsk), bywają regiony jeszcze bardziej zapuszczone (np. ziemie odzyskane), lecz średnia krajowa to Mazowsze. W Polsce “przewróciło się to niech leży” wydaje się codzienną dewizą. Uważam, że to bałaganiarstwo tak mocno w nas siedzi, iż pozostaje się pogodzić z jego istnieniem. Akcetuję, że tak tu jest, lecz pozwalam sobie pozostać przy odczuciu, że nasz kraj mimo piękna gór, jezior, lasów i morza jest raczej szpetnym okazem cywilizacji europejskiej.