Ferie w Szwajcarii.

Wczoraj w nocy dotarliśmy do Szwajcarii. Córki są szczęśliwe i zachwycają się drobiazgami, których nie dostrzegały, gdy tu mieszkały. Już nawet słyszałem okrzyki na cześć tutejszych sieci hadlowych Migros i Coop 🙂

11 myśli nt. „Ferie w Szwajcarii.

  1. byla emigrantka

    Kiedy parę lat temu moja najbliższa koleżanka, Polka, planowała swój powrót z bardzo długiej emigracji w Szwajcarii, powiedziała mi, że najbardziej będzie jej w Polsce brakować mnie (!) i sieci handlowej Migros.
    Muszę przyznać, że mnie teraz Migros też często brakuje. Zabawne.
    Udanych ferii!

  2. Krzysiek

    Swojaku, jak wypoczniesz, to koniecznie napisz, jakimi to jeszcze szwajcarskimi drobiazgami zachwycają się Twoje córki.

    Coop i Migros, przypomnieliście mi stare dzieje, he, he. W tych sklepach można było kupić wszystko, od świeżej ryby z środkowej Afryki do chleba bezglutenowego. Mnie bardzo podobały się comiesięczne przepisy kulinarne Coopa. I możliwość kupna awokado zdatnego od razu do konsumpcji (a nie niedojrzałej zielonej kości, jak to z jakiś powodów jest w Polsce).

  3. Swojak Autor wpisu

    He he, płynęliśmy statkiem po jeziorze i jedliśmy na pokładzie obiad. Dziesięcioletnia córka uśmiechnęła się szeroko i mówi: „Ale miła obsługa. Nie tak jak w Polsce.”. Niestety, od sześciu miesięcy jej pobytu w Polsce żaden kelner nie był tak serdeczny jak kelnerka z knajpki na lucerneńskim statku. Kelnerzy znad Wisły: zapraszam na naukę!

  4. Krzysiek

    Swojaku, może trochę mniej tych luksusów na wakacjach, bo jak tak dalej pójdzie, to Ci córki zastrajkują i nie będą chciały wracać 😉

  5. byla emigrantka

    Moja osobista decyzja jest podjęta i (narazie) nie zamierzam wracać do Zaczarowanej Karainy Flegmatycznej Krowy. Wasze posty powodują jednak, ze łza mi się w oku zakręciła. Buuuuuuuuuuuu……

  6. Krzysiek

    Była Emigrantko, ponoć zawsze można wrócić. A od 2011 mają przestać obowiązywać work permity dla UE 🙂

  7. Swojak Autor wpisu

    Krzyśku, ten stateczek to była taka kursowa łajba, których kilka kursuje przez cały dzień po lucerneńskim jeziorze. To wręcz takie wodne autobusy, nic luksusowego. Teoretycznie jest to usługa niższej kategorii niż np. rejs po Jeziorze Solińskim. Jednak jak sobie przypomniałem co i jak serwowano, gdy przed kilku laty byłem nad Soliną to już inna historia.
    W sprawie szwajcarskich specyfików przyszła mi na myśl wczorajsza historia mycia auta. Po przejechaniu połowy Polski i całych Niemiec samochód był umorusany. Przed kolacją u znajomych pojechaliśmy na myjnię. Poddałem pod wątpliwość sens mycia samochodu, bo właśnie zaczynało nieźle padać. Na to moja żona odparła, że myć trzeba, bo tutaj nawet jak leje to auto się tak nie pobrudzi jak w Polsce. Tu drogi są czyste. Faktycznie dzisiaj rano jak spojrzałem na autko, które przejechało kilkadziesiąt mokrych kilometrów to było zaskakująco czyste.

  8. Swojak Autor wpisu

    Krzyśku, systematycznie notuję komentarze córek na temat szwajcarskich drobiazgów. Dzisiaj M. słuchała tutejszej muzyki; jedna piosenka była o tęsknocie za domem w górach i M. orzekła, że piosenkarz ma podobnie jak ona, bo jemu brakuje gór, czekolady i wina. Przypuszczam, że M. nie brakuje wina.

Możliwość komentowania jest wyłączona.