O dzieciach reemigrantów w Dzienniku.

Z radością odnotowuję, że Dziennik opublikował artykuł o sytuacji szkolnej dzieci powracających z zagranicy. W wersji papierowej publikacja ma wymowny tytuł: „Dziecko było w angielskiej szkole? To znaczy, że nie uczyło się wcale” Tekst jest też dostępny w sieci:  http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/85888,szkoly-nie-sa-gotowe-na-powrot-polakow-z-wysp.html

Poza aspektem samochwalstwa (tj. są tam moje wypowiedzi oraz komentarz Joanny opublikowany na blog.swojak.info: http://blog.swojak.info/?p=13#comment-71), chcę zwrócić Waszą uwagę na słowa wiceministra Krzysztofa Stanowskiego: „To dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Dlatego nowa ustawa o oświacie, która obecnie jest w Sejmie, przewiduje, że uczniowie wracający z emigracji mają prawo przez 12 miesięcy korzystać z dodatkowych zajęć wyrównawczych. Wspieramy także sieć polskich szkół za granicą” Pana Stanowskiego pamiętam z dawnych, studenckich czasów i wiem, że to porządny facet. (Pamiętam, że uczył mnie procedur dyskusji parlamentarnej w ramach szkoleń dla działaczy lokalnych.) Zatem liczę, że starczy mu sił i wsparcia, aby realizować program dla małych reemigrantów.

Rzecz jasna moje wypowiedzi zostały skrócone przez redaktor Klarę Klinger na potrzeby niewielkiego materiału prasowego. Zatem poniżej przedstawiam to co powiedziałem Dziennikowi zapytany w jaki sposób szkoły radzą sobie z problemami polskich dzieci, które wracają do kraju, i czy jest możliwość wprowadzenia jakichś systemowych rozwiązań.

Dzień dobry,
Chętnie podzielę się swoimi doświadczeniami i obserwacjami. Podczas naszych rodzinnych rozmów o polskiej szkole dominują dwie sprawy:
1. niszczący kręgosłupy ciężar polskich tornistrów
2. brak jakichkolwiek rozwiązań dla dzieci przybywających z innych krajów

ad 1. Gdy zapytałem moje córki co jest głównym i najpilnieszym problemem w polskiej szkole, w porównaniu ze szwajcarską, to obie zgodnie wykrzyknęły: ciężki tornister! Moje córki nie mogą zrozumieć dlaczego w szkołach nie ma szafek, w których uczniowie mogliby zostawiać książki. One wiele rozumieją i są w stanie wiele zaakceptować mimo odczuwalnej przepaści cywilizacyjnej między Szwajcarią i Polską. Lecz codzienne wrzucanie na plecy wielu kilogramów makulatury uznają za jakiś dziki absurd, który nie ma racjonalnego wytłumaczenia.

ad 2. Zaś w temacie rozwiązań systemowych dla przybyszy z zagranicy do zrobienia jest praktycznie wszystko od samych podstaw. W tej chwili nie ma nic, absolutnie nic, nawet zalążka programu działań. Jak szkoły sobie radzą? Dyrektorzy improwizują na miarę swojej wyobraźni i chęci. Na improwizacji się zaczyna i na niej się kończy. Premier Tusk co kilka miesięcy ogłasza start programów dla reemigrantów, ale pod słowami i broszurkami brak działań. Wiedząc o kompletnym braku przygotowania polskiego systemu do przyjęcia moich dzieci wyręczyłem szkoły, kuratorium i ministra edukacji. Sam zorganizowałem program adaptacyjny dla swoich córek. Pół roku przed przyjazdem do Polski żona i ja pracowaliśmy z dziećmi korzystając z polskich podręczników. Chodziło głównie o historię i język polski. Następnie latem dziewczyny spędziły kilka tygodni zaprzyjaźnionego polonisty, który zorganizował im wakacyjny kurs języka polskiego. Czyli podjąłem dokładnie te działania, które mógłby wprowadzić rząd jako program dla dzieci reemigrantów. Kilka miesięcy przed powrotem rodzice mogliby dostawać korespondencyjne materiały do przerobienia z dziećmi. Zaś po powrocie do kraju dzieci powinny być poddane specjalnym zajęciom adaptacyjno-edukacyjnym. Rozmawiałem z nauczycielami w podstawówkach i w gimazjach. Nawet przy dobrych chęciach oni obecnie nie mają się gdzie zwrócić o pomoc w metodyce pracy z dziećmi z zagranicy. Ani kuratorium, ani ministerstwo nic im nie pomoże poza wskazaniem ustaw o uznaniu zagranicznych świadectw. To jest narastający problem. Poza powrotami z dziećmi nieznającymi polskiego mamy coraz więcej emigrantów przybywających do polski. W obydwu przypadkach chodzi w gruncie rzeczy o brak tego samego programu.

Mam nadzieję, że moje doświadczenia ubarwią Państwa materiał. Przeprowadzka i aklimatyzacja kosztują moją rodzinę masę energii, sporo emocji. Potrzebujemy spokoju i niezakłóconej integracji w naszej lokalnej społeczności. Jak rozumiem ani wizerunek, ani imiona i nazwiska moich bliskich nie będą publikowane w ramach Państwa materiału.
Pozdrawiam serdecznie, Łukasz Swojak

Potem dodałem jeszcze kilka zdań oto fragmenty tej drugiej wypowiedzi:

…Czy znam inne rodziny, które wrociły z zagranicy? Tak, znam. Czy miały problemy w szkole? Nie, nie miały, bo podobnie jak ja brały sprawy w swoje ręce. Jako odpowiedzialni rodzice nie mogli sobie pozwolić na problemy w edukacji dzieci. Gdy po rozpoznaniu sytuacji wywnioskowali, ze nikt im nie pomoże, to sami pracowali z dziecmi i sami opłacali prywatnch nauczycieli. W zasadzie wystarczy rozmowa z nauczycielem w dowolej szkole i zapytanie o szczegóły co zrobią z dzieckiem, które nie chodziło do polskiej szkoly. Zwykle słyszałem odpowiedzi, że szkola zapisze takie dzieci na zajęcia wyrównawcze. Dobrze, pytałem wtedy jaką metodą będą prowadzili zajęcia wyrównawcze. Odpowiedź? Nikt nie ma metody na dzieci z zagranicy. Wsadza się je do grup z nieukami, którzy chodzą na reedukację. Jak zagranicze dziecko sobie poradzi to dobrze, jak sobie nie poradzi to przesuną do niższej klasy. Innymi słowy niewerbalny przekaz brzmi: „Drogi rodzicu rób do potrafisz, aby Twoje dziecko nie repetowało.” Czyli pozostają prywatne korepetycje lub prywatne szkoly. Mnie na to stać. Stać na to moich znajomych. Lecz jest to skandaliczne podejście w obliczu rodziców, którch pensja to zaledwie średnia krajowa. Nota bene, moja żona jest pedagogiem szkolnym i pracuje w wiejskiej szkole. Ona wie z pierwszej ręki, że brak programu jest równie bolesny dla nauczycieli co i dla rodziców. …

4 myśli nt. „O dzieciach reemigrantów w Dzienniku.

  1. Ewa

    Witam,

    Mam ogromną prośbę. Nie mogę odnaleźc w sieci tego artykułu. Czy może jest jakis inny link do niego?
    Temat sytuacji dziecka w polskiej szkole interesuje mnie i prywatnie (wrociłam 3 lata temu z 8 letnią córką do Polski), i zawodowo (próbuję pisać prace na temat sytuacji dziecka powracającego z zagranicy w polskiej szkole). Będę wdzięczna za wszelkie informacje.

Możliwość komentowania jest wyłączona.