Virginity.

Wczoraj, czekając na swoją kolej w banku, zauważyłem starszą panią, skromnie i elegancko ubraną, która trzymała w ręce reklamówkę z dużym napisem VIRGINITY (ang. dziewictwo).  Zestawienie konserwatywnej klientki z prowokacyjną reklamówką wyglądało w moich oczach mocno komicznie. Przypuszczam, że Pani nie zastanawiała się co jest napisane na siatce, którą brała na zakupy, pewno też nie znała angielskiego.

Okazuje się, że historia ma szerszy, interesujący konktekst, o którym wczoraj nie wiedziałem. W archiwum RP.pl znalazłem artykuł pt. „Promują odzież czy szydzą z dziewictwa”  http://www.rp.pl/artykul/103210.html

Chodziło o prowokacyjną kampanię reklamową typu billboard oraz stronę internetową firmy odzieżowej House.

Potem Komisja Etyki Reklamy uznała, że kampania była obraźliwa http://www.radareklamy.org/uchwala,68.html

Wszystko to działo się przed moim przyjazdem do Polski. Sprawa niefortunnej kampanii reklamowej już pewno  odeszła w zapomnienie, ale dzięki torbie reklamowej wciąż żyje w swojej nietypowej formie.

Paradoksalnie, pani, która nosiła reklamówę Virginity wyglądała raczej na słuchaczkę ortodoksyjnego toruńskiego radia księdza Rydzyka niż na klientkę marki House.

5 myśli nt. „Virginity.

  1. byla emigrantka

    Bardzo dobre. Obsmialam sie setnie, przypominajac sobie automatycznie inne analogiczne sytuacje. A potem polecialam obejrzec wlasna torbe „na zakupy”. Jest zieloniutka z napisem „earthWISE”. Uff.

  2. Barbara

    Skad autor wie, że
    1. klijentka z reklamowka byla konserwatywna? Na jakiej podstawie takie stwierdzenie? i dlaczego osąd na podstawie wygladu? Proszę mi wybaczyć, ale…..
    2. wyglądać jak ortodoksyjna słuchaczka toruńskiego radia… to znaczy co trzeba mieć na sobie jaki mieć wyraz twarzy aby wyglądać na „kogoś” ?
    Pozdrawiam noworocznie. B.

  3. Swojak Autor wpisu

    Barbaro, porównanie kolekcji firmy odzieżowej House i stylu ubioru opisywanej Pani było podstawą mojego opisu. Życzę Ci dużo uśmiechu i braku zmarszczek na czole.

  4. Barbara

    Już, mam, nawet sporo i do twarzy mi w nich, w tymch zmarczkach na czole, rzecz jasna . Podobno naukowe wrażenie sprawiają . ;))) A uśmiech i owszem. Uśmiałam sie tylko właśnie zrobiło mi się przykro , że śmieję się z tej klijentki z remklamówką, która sobie na takie kpiny niczym nie zasłużyła. Natomiast bardzo podobają mi sie wszystkie poprzednie wpisy. Ale zachwytów wpisywać nie lubię.

  5. Malgosia

    Usmialam sie z tej paradoksalnej sytuacji, absolutnie nie smiejac sie z klientki banku.
    Jakze czesto wszyscy bierzemy do reki reklamowki nie zastanawiajac sie jaki przekaz dajemy otoczeniu. Nie sposob jest rozumiec napisow np. po tajlandzku, gdy tam przebywamy 🙂
    Swojaku, gratuluje spostrzegawczosci i szybkiego laczenia marki z informacja. Kocham to – branding 🙂

    pozdrawiam i zycze udanych ferii na sniegu i lodzie

Możliwość komentowania jest wyłączona.