Wódka.

Dobra zabawa i alkohol chodzą w parze na całym Świecie. W Szwajcarii w czwartkowe wieczory masa ludzi wylega na miasto. Po kolacji idą do barów i klubów. Wielu kończy noc w stanie dalekim od zdolności prowadzenia samochodu. W Londynie w piątkowy wieczór znajomi Anglicy zdecydowanie oznajmili, że idą pić. Bez kolacji, bo chodziło o to, aby się upić. Z kolei podczas wizyty w Helsinkach widziałem sporo mocno pijanych osób – Finowie z lubością piją mocne trunki.
Jednak w polskim piciu jest jakieś szaleństwo.
Mimo, iż nie stronię od alkoholu to przez te kilka lat za granicą zapomniałem jak powszechny i chorobliwy rytuał jest związany z piciem wódki w naszym kraju. Pierwsze miesiące spędzone w Polsce błyskawicznie odświeżyły moją pamięć. Opowiem Wam kilka historii, które dały mi do myślenia w kwestii pijaństwa.

Wódka weselna.
Ruszyło mnie, gdy usłyszałem opowieści trzynastoletniej córki, która siedziała na weselu wśród rówieśników potajemnie pijących wódkę.  Przypomniałem sobie salę na sto kilkadziesiąt osób, gdzie jedynie moja żona i ja piliśmy wino. Pozostali dorośli kultywowali wódczany rytuał. Zatem wzorcem dorosłości jest człowiek z butelką wódki i dzieci wiernie idą śladem rodziców.

Wyluzowana klasa średnia.
Innym razem pojechałem wygłosić referat na ogólnopolskim spotkaniu sprzedawców zegarków. Podczas  kolacji, po wykładach, zobaczyłem morze wódki i podekscytowane komentarze, że przy wódce zegarmistrzowie mogą zobaczyć kto może ile wypić. Ostatecznie nie przekonałem się kto miał silną głowę – po ostatnim daniu pojechałem do domu. Lecz wcześniej, w drodze na parking spotkałem kobietę, która bełkocząc i słaniając się na nogach wyjaśniała recepcjonistce zagubienie klucza. Ona nie handlowała zegarkami, ona uczestniczyła w organizowanym w sąsiednim lokalu spotkaniu kadry kierowniczej jednej z wiodących firm farmaceutycznych. Wykształcenie, pozycja społeczna, odpowiedzialne stanowisko nie stanowią bariery w zwierzęcym upodleniu się w miejscu publicznym.

Nieśmiali sprzedawcy.
Zaś kilka dni temu oglądałem na stronie TVP archiwalny program „Warto rozmawiać” o upijaniu się młodzieży. Były tam apele o respektowanie zakazu sprzedaży alkoholu nieletnim. Była prośba do klientów sklepów, aby wspierali sprzedawców w sytuacjach odmowy, gdy dziecko chce kupić piwo. Okazuje się, że sprzedawcy uskarżają się na protesty dorosłych klientów, gdy dziecko jest odsyłane z kwitkiem ze stoiska monopolowego.

Wnioski?
Szwajcar, Anglik i Fin bywają pijani. Czasem nawet bardzo pijani. Lecz to Polacy mają solidnie wypracowaną etykietkę pijaków. Picie z umiarem, korzystanie z alkoholu jako z dodatku do posiłku jest w Polsce rzadkością. Jednak nie potrafię dokonać głębszej interpretacji, nie wiem o co w tym polskim pijaństwie chodzi. Mogę tylko powiedzieć: ludzie, szanujcie się; to jak pijecie i jak się upijacie wygląda po prostu dziko!

17 myśli nt. „Wódka.

  1. byla emigrantka

    Jedynie u nas panuje spoleczne przyzwolenie i duza wyrozumialosc dla stanu czlowieka pijanego. Slyszy sie przeciez komentarze „prawdziwy chlop, musi sobie wypic” albo „napij sie, napij, nie badz taki sztywny’ albo „napij sie, to ci sie polepszy”. Kiedy delikwent belkocze, rzyga lub chwiejnie probuje wrocic do siebie, slyszymy „no, coz, czlowiek jest czlowiekiem, ma prawo sobie wypic”. Kiedy mloda dziewczyna probowala dokonac aborcji Kosciol wolal o pmste do nieba i we wszystkich dostepnych mediach slyszalam o skandalu prawa „zachecajacego do zabijania nienarodzonych dzieci, i to na zyczenie”. Natomiast kiedy noworodki umieraja pobite przez tatusiow, zaniedbane przez pijane matki, albo kiedy gina od siekiery, bo opiekunowie w stanie delirium alkoholowego „dojrzeli” w malym dziecku diabla, to kosciol tajemniczo milczy. Nie oburza sie. Nie daje glosnych wywiadow medialnych. Przyzwolenie spoleczne, brak pozytywnej kultury w piciu, a raczej w degustacji alkoholu, przyzwolenie i wyrozumialosc spoleczna na stan i zachowania pijackie + hipokryzja kosciola = to co widzimy, prosze wycieczki.

  2. Swojak Autor wpisu

    Oj Była Emigrantko, widzę, że dostało się Kościołowi za polskie pijaństwo. Ja będę dalej męczył temat. Skoro Kościół jest organizacją światową, skoro są katolickie Włochy, są katolickie kantony Szwajcarii, są katolickie landy Niemiec to dlaczego dostrzegana przez Ciebie hipokryzja Kościoła owocuje problemami z wódką właśnie w Polsce?
    Gwoli porządku: nie jestem katolikiem i nie występuję tu w roli rzecznika Kościoła. Po prostu, jak widzę, że komuś się obrywa to chcę zrozumieć za co go biją pod moim dachem.

  3. byla emigrantka

    Skoro z mojej wypowiedzi wynika, ze Kosciol katolicki jest odpowiedzialny za pijanstwo, to , ze bardzo kiepsko wladam jezykiem ojczystym. Sprobuje doprecyzowac: skoro polskie spoleczestwo uwazane jest w przewazajacej liczbie jako wyznawcy religii katolickiej, to wplyw tej religii posiada dominujacy wplyw na sposob myslenia owego spoleczenstwa. Z tego co wiem, w innych wymienionych przez Pana krajach, wplyw Kosciola nie jest tak ogromny jak u nas (z wyjatkiem byc moze Portugalii). Skoro przedstawiciele wladz koscielnych w Polsce tak bardzo dbaja o moralnosc i wartosc zycia poczetego, co manifestuja goraco w mediach i licznych debatach wraz z politykami, to dlaczego nie wystepuja rownie goraco i medialnie kiedy naduzycie alkoholu powoduje tragedie? Problem polskiego pijanstwa probowalam wytlumaczyc kilkoma czynnikami, bo jest to problem zlozony. Jesli Kosciol czuje sie w obowiazku stac na strazy polskiej moralnosci, to niech czyni to logicznie i konsekwentnie, a nie jedynie wybiorczo. Aborcja to morderstwo, skandal. Katowanie kobiet i dzieci po pijaku, to juz nie jest skandal, czy moze nieco mniejszy skandal? Brakiem tak samo silnej reakcji Kosciol wspoldziala w tym spolecznym przyzwoleniu. Razem z z Parlamentem. Pijani poslowie, poslanki. Jeden sie boi cos powiedziec na drugiego, bo kazdy ma za uszami. Posel Kalisz mowi potem zartobliwie, ze przeciez nie ma nic zlego w wypiciu sobie jednego piwka.I potem te glosowane ustawy wygladaja tak jak wygladaja. Ale nic sie nie stalo. Kosciol wygodnie milczy, poslowie sobie zartuja. A my jestesmy wszyscy nieslychanie wyrozumiali dla siebie nawzajem. Na jednym z przyjec w Genewie byla kupa ludzi. Wszyscy sobie popijali, byli weseli, rozluznieni. Jedna z moich kolezanek sie upila. Potykala sie wychodzac, cos niewyraznie mamrotala. Nikt nie powiedzial slowa. Ale wiecej juz przez tych gospodarzy nie zostala zaproszona.

  4. makak

    Ja składniam się ku opinii, którą wyczytałem w jakimś mądrym artykule, że pijaństwo Polaków wynika z historii kraju. W I RP „złota wolność” szlachecka, propagowany wzorzec Polaka-Sarmaty z wielkim brzuchem, szablą i butelką gorzałki, z drugiej strony chłopstwo tradycyjnie upijające się po odpracowaniu pańszczyzny w lokalnej karczmie, następnie 123 lata zaborów (szczególnie zabór rosyjski ma swoje alkoholowe „zasługi”) co również nie sprzyjało walce z nałogami. Później wojna i PRL, gdzie alkohol był remedium na codzienne problemy (i znów wpływ rosyjskich przyjaciół, szczególnie kulturowy). Osobiście też mi to przeszkadza, dodam do tego duży procent Polaków palących papierosy, daje to razem niestety niezbyt dobry obraz zdrowia naszego społeczeństwa.

  5. byla emigrantka

    Jest mi bardzo trudno pisac, bo mam urwane w czesci pole po prawej stronie i czesc kazdego zdania znika z mojego pola widzenia. Dlatego wychodza mi jakies takie pourywane zdania, za co goraco przepraszam.

  6. byla emigrantka

    Drogi Makaku, zgadzam sie. To moze tlumaczyc podloze, zrodlo, historie. Czy jednak to znaczy, ze juz tak musi byc? Czy musimy pokiwac glowami i pogodzic sie z tym? Moje ostre slowa wynikaja z checi podsycenia dyskusji, uwypuklenia problemu. To nie „KTOS” cos kiedys zmieni. To my. To juz nie sa jacys ONI. To my. Razem. Nasz kraj, nasz dom. Mozemy dobre nawyki zaszczepic u nas, a nie pocieszac sie, ze gdzie indziej tez jest tak, albo jeszcze gorzej. Ja bardzo wierze, ze cala sila jest po troszku w kazdym z nas. Pozdrawiam.

  7. Swojak Autor wpisu

    Była Emigrantko i Makak, dziękuję za wypowiedzi. Myślę o tym co piszecie i chyba coraz solidnej dotykamy natury problemu. Też uważam, że warto zacząć zmiany od siebie i swojego otoczenia. Staram się konsekwentnie odrzucać zaproszenia na wódkę, szczególnie z kolegami z pracy. Pewno ciąży na nas historia i stare nawyki. Będzie trudno, ale można to zmienić.
    P.s. Była Emigrantko, nie wiem dlaczego okienko do wpisywaniu tekstu źle działa na Twoim komputerze. U mnie jest w porządku – korzystam z przeglądarki Firefox 3.0.5.

  8. byla emigrantka

    Drogi Swojaku, na moim komputerze wszystko zle dziala, bo jestem a) jeszcze do niego nieprzyzwyczajona, mialam przez lata i-maca, b) jestem tepym samoukiem komputerowym. Wybieram sie juz do jakiegos sprytnego magika, zeby mnie oswiecil i wyjasnil jak uzyskac polskie znaki i akcenty, bo wszystkie kombinacj jakich probowalam, spalily na panewce. To jest moj osobisty problem i nie ma nic wspolnego z Pana blogiem, a pisalam o tym jedynie po to, aby wyjasnic powod pocietych czasem zdan.

    A juz tak „a propos” rozpoczetego tematu, to pozwole sobie wzniesc wirtualny toast (sympatyczny i pozbawiony ubocznych konsekwencji) za dalszy, w pelni zasluzony sukces swojakowego bloga!

  9. makak

    Byla Emigrantka – to nie wina Twojego komputera, ja też mam ten problem z tekstem wychodzącym poza okienko. Używam Internet Explorera 6…

  10. Krzysiek

    A ja mam wrażenie, Swojaku, że trochę demonizujesz sprawę,
    a w podanych przez Ciebie przykładach jakoś nie mogę doszukać
    się tej polskiej dzikości w piciu i chorobliwego rytuału.

    Myślę, że nastolatki zawsze i wszędzie próbują sięgać po zakazane „dorosłe” owoce. Tak jest z alkoholem, papierosami i wszystkim innym. Czy gdyby te dzieci na weselu piły potajemnie wino, to byłoby OK?
    Czy gdyby koledzy po pracy próbowali wyciągnąć Cię nie na wódkę, a na piwo, to byłoby OK?
    Pani bełkoczącej przy recepcji też daleko jeszcze, moim zdaniem, do zwierzęcego upodlenia.

    Mogę się mylić, ale mam wrażenie, że w Polsce nie ma teraz jakiegoś większego problemu alkoholowego. Pamiętam z moich wycieczek rowerowych po Polsce na początku lat 90-tych, że wtedy dosłownie w każdej wsi i miasteczku w ciągu dnia spotykało się
    grupy pijanych, zapewne bezrobotnych. Teraz po powrocie ze Szwajcarii, mieszkając już cztery miesiące w Polsce, nie natknąłem się ani razu na ulicy na zataczającego się człowieka. Podobnież w latach 90-tych dokonało się masowe przestawienie Polaków z wódki na piwo (a więc chyba Polacy piją mniej alkoholu niż kiedyś).

    Uśmiechnąłem się też trochę, czytając Twój blogowy wpis, bo w moim pożegnalnym szwajcarskim raporcie http://tinyurl.com/7zq2cf napisałem niedawno m.in., że w Polsce podoba mi się to, że mam się z kim napić wódki (bo na Zachodzie to raczej tylko alkohole niskoprocentowe). Moim zdaniem kwestia preferencji i tyle. Tak samo z zabawą, jeden woli spokojniejszą, inny woli bardziej zaszaleć.
    Szwajcarzy np. publicznie szaleć nie potrafią, ale upić się na umór prywatnie we własnym domu owszem.
    A etykietę pijaków w Polsce, to raczej mają przyjezdni Anglicy, przynajmniej tak jest u mnie w Krakowie.

    No to, na zdrowie 🙂

  11. byla emigrantka

    Krzysku, nie chce wdawac sie w polemike, bo szanuje twoj punkt widzenia. Jesli pozwolisz, wyraze jedynie bardzo osobista opinie co do Twojego zdania, ze „Szwajcarzy publicznie szalec nie potrafia, ale upic sie prywatnie we wlasnym domu, oszem. ” Otoz ten aspekt, mnie osobiscie bardzo odpowiada. Jezeli ktos chce sie upic we wlasnym domu, to jego sprawa. Jesli ma problem, to jesli bedzie chcial go rozwiazac, ma sie do kogo zwrocic o pomoc. W miejscach publicznych, sprawa jest o tyle dyskusyjna, ze to co dla jednych jest szalenstwem i wspaniala zabawa, dla drugich juz nia byc nie musi. Widzisz, nie chodzi tu o rodzaj alkoholu, ale o zachowanie po tegoz spozyciu. Ty to nazywasz, jesli dobrze rozumiem, publicznym zaszaleniem, to dla mnie jest to czesto glosne, agresywne, namolnie przeszkadzajace mi, czasem wzbudzajace nawet strach, zachowanie. Nie jestem abstynetka. Staram sie jedynie swoim zachowaniem nie przeszkadzac innym. I to zawsze, nie tylko w dziedzinie „picia alkoholu’>

  12. Mona

    Ja nadal przezywam podczas odwiedzin w Polsce „szok kulturowy”, gdy dochodzi do tkzw. imprez. Owszem, w dobrym towarzystwie czuje sie swojsko, ale za kazdym razem pytam sie: Czy to musi byc koniecznie wodka?
    Swojaku, dobrze zauwazyles, ze picie alkoholu jest rozpowszechnione WSZEDZIE na swiecie. Krzysztofie, zgadzam sie, mlodziez ma tendencje do przekraczania granic (proby z alkoholem i innymi uzywkami). Ale jest cos specyficznego w tym, JAK Polacy pija, czyli KULTURA picia.
    Moze to zalezy od natury wodki. Ktos mi kiedys powiedzial (gdy jako jedyna w towarzystwie pilam wino): „Zeby osiagnac stan, ktory mam po pol litra wodki musialbym sie napic trzy butelki tego twojego wytrawnego wina.”
    Uwazam, ze to mowi przez samo siebie. Polskie „swietowanie” polega mniej na przebywaniu wsrod ludzi, rozmowach i cieszeniu sie wspolnie spedzonym czasem, lecz na zwyklym upiciu sie. I to po najmniejszej linii oporu.
    Nie bede sie rozwodzic nad zwiazkiem pomiedzy piciem wina lub wodki a jakoscia zycia, nad walorami zdrowotnymi lub po prostu kultura delektowania sie zyciem… Mam tylko nadzieje, ze ta polska „tradycja” zmieni sie z uplywem czasu. 😉

  13. Beata

    Swojaku, od kilku lat mieszkam w UK i stwierdzam kategorycznie, ze polskie pijanstwo w porownaniu z angielskim to male piwo.

  14. Swojak Autor wpisu

    Moi Drodzy, czuję potrzebę uściślenia tego co napisałem w komentowanym tekście.
    Moje oburzenia i zaskoczenie wywołuje fakt picia wódki przez trzynastolatków – wykracza to poza moje granice tolerancji dla wybryków młodzieży. Wiem o piciu wódki przez uczniów pierwszej klasy gimnazjum. Uważam, iż jest to nienormalne.
    Kolejna sprawa to spotkania zawodowe. Z przyjemnością siadam przy barze z kolegami z pracy. Lubię pogadać przy piwie, winie lub whisky. Lecz protestuję przeciwko spotkaniach wokół flaszki. Kilka razy widziałem jak polscy kierownicy przywożą na międzynarodowe spotkania kilka butelek mocnego trunku, po kolacji spotykają się w jednym z pokoi i programowo upijają przywiezionym alkoholem. Zaś poranek rozpoczynają od licytacji kto był bardziej pijany, gdy opuszczał libację. Tzw. „rozpijanie flaszki w pokoju” też uważam za patologię.
    Inny temat to tolerancja na sprzedaż alkoholu młodzieży; jest ona moim zdaniem zbyt daleko posunięta.
    Natomiast zmiana struktury spożycia alkoholu w Polsce bynajmniej nie wskazuje na spadek pijaństwa. Polecam stronę PARPA: spożycie 100% alkoholu na jednego mieszkańca wzrosło w Polsce w ciągu ostatnich 5 lat o ponad 2 litry! http://www.parpa.pl/download/Polacy%20pija%20wiecej.pdf Koncerny piwowarskie z dumą ogłaszają, że w Polsce rośnie kultura picia, bo w strukturze picia coraz więcej miejsca zajmuje piwo. Jednak elegancko pomijają fakt, że Polacy piją coraz więcej piwa, ale ilość spożytej wódki nie ulega zmniejszeniu. Czyli wódki pijemy tyle co zwykle, ale do tego pijemy coraz więcej piwa.
    Lecz moim zdaniem to nie ilość wypitego alkoholu jest głównym problemem, ale – co zasygnalizowali inni dyskutanci – sposób picia i problemy, które z tego wynikają.

  15. byla emigrantka

    Wszystkim milosnikom wina polecam goraco sklepy Marka Kondrata, ktorych adresy w calej Polsce mozna znalezc wystukujac w google WINARIUM POLSKA. Znakomita obsluga, narastajaca gama wyboru, a wszystko stworzyne nie tylko dla pieniedzy, ale rowniez z prawdziwej pasji. W Warszawie organizowane sa degustcje z udzialem producentow. Osobiscie brakuje mi jedynie win z Kalifornii oraz z Argentyny (moje ulubione), ale wierze, ze w swoim czasie znajda sie one rowniez w cennych zbiorach „Winarium”. Ceny sa bardzo rozne i kazdy znajdzie cos odpowiedniego do swych mozliwosci.
    Przemilym miejscem w Warszawie jest w centrum miasta „Cykada” na ulicy Zurawiej. Idealne na spotknie przy kieliszku ulubionego wina i malego cos niecos w postaci grzanek z serem Brie (na przyklad).

  16. Lotus2008

    Trochę się nie zgodzę, z Twoją wypowiedzią. Owszem: Polacy piją sporo, ale stawiać ich
    przed Brytyjczykami to troszkę nie fair. Przebywałem rok w Anglii. To jak Ci ludzie wyglądają wychodząc z pubów, przerasta czasem wszelkie wyobrażenia. Polacy, wychodząc z knajp, wyglądają przy Anglikach jak abstynenciu. Podobnie jest w Irlandii, w której obecnie mieszkam. Szczególnie rażący jest widok dziewczyn , nawalonych „jak stodoła po żniwach”. Dodatkowo, zarówno Anglicy jak i Irlandczycy, pozostawiają dużo więcej śladów swej „bytności” niż Polacy, gdy sa pod wpływem alkoholu. Pierwsze skojarzenia jakie mi się nasuwały, to wspomnienie jednego z rynków w moim dawnym polskim mieście. Rynek był ogólny, również warzywa i owoce, ogólna spożywka. Po taki W sobotę po południu, cały rynek i sąsiadujące ulice zalegały setki kilogramów śmieci. I tak wyglądają okolice pubów i take away’ów, po przejściu tabunu pijanych wyspiarzy. Tak więc, chyba nie jest z nami tak najgorzej.

  17. Pistacjowy Kosmita

    Nie jest z nami najgorzej, a czasem jest nawet bardzo dobrze i możemy oczywiście uważać, że skoro Rosjanie np. piją jeszcze więcej i „brutalniej” niż sławetni Brytyjczycy, to u nas problem nie istnieje.

    Kiedy dawno temu chodziłem do szkoły, to moi rodzice nie pocieszali się, że w klasie są gorsi niż ja, tylko stawiali mi za przykład najlepszych. Tak mi zostało. Jesteśmy wartościowym narodem o wielkim potencjale i możemy się tak urządzić, żeby to nas brano za przykład, bo w wielu dziedzinach już to osiągamy. Kultura picia jest w Polsce na archaicznym poziomie i zamiast tego bronić, zmieńmy to, nie dając swojego, czyli społecznego przyzwolenia. Nie mówię tu o abstynencji, mówię o kulturze.

Możliwość komentowania jest wyłączona.