Starsza córka pojechała na dłuższy weekend do Szwajcarii. Tęskni za koleżankami, za znajomą okolicą i za szwajcarskim stylem życia. W piątek wieczorem żaliła się, że odlicza dni do styczniowego wyjazdu do Szwajcarii i do spotkania z tamtejszymi przyjaciółkami. Dla podniesienia na duchu zaproponowałem jej natychmiastowy trzydniowy wypad do Helwecji. S. ma dopiero trzynaście lat i nigdy nie leciała samolotem bez opieki dorosłego.Wahała się czy skorzystać z okazji. Pobiegła do swojego pokoju, pogadała ze szwajcarską kumpelą przez MSN i wróciła z decyzją, że leci. Następnego dnia o tej samej porze była już w Bazylei, gdzie przenocowała u naszych przyjaciół, aby następnego dnia wyruszyć do swojej alpejskiej wioski.
Jeszcze przed wylotem pogadaliśmy o tym co jej tak utrudnia aklimatyzację w Polsce. Rzecz jasna najważniejszy był brak starych przyjaciół. Lecz zwróciła też uwagę na różnice w stylu bycia młodzieży. Doskwiera jej to, że większość tutejszych rówieśników ma problemy z wymianą poglądów i akceptacją odmiennego zdania na poruszany temat. Zdaniem S. młodzi Szwajcarzy za naturalne przyjmowali istnienie odmiennych opinii na rozmaite tematy. Wymieniali opinie, przekazywali swoje racje i częstokroć pozostawali przy swoich poglądach akceptując fakt innego zdania rozmówcy. Tutaj często za wszelką cenę ta czy inna koleżanka chce przekonać S. do swojej racji, a gdy S. obstaje przy swoim zdaniu to robi się z tego problem, koleżanka jest urażona i niejednokrotnie przechodzi do ataku personalnego zarzucając S. brak wiedzy lub naiwność. Muszę przyznać, że znam dorosłych, którzy mają podobny schemat działania. Na szczęście nie chodzę już do szkoły, więc mam sporą swobodę w wybieraniu z kim spędzam czas i kto jest moim dyskutantem. Z daleka omijam dogmatyków, którzy poznali już wszelkie zasady rządzące światem i wymagają przejęcia ich poglądów przez otoczenie. Podobnie jak moja córka uważam, ze w Polsce dużo częściej trafiają się ci co uważają, że jest jedna niepodważalna odpowiedź na każde pytanie.
Potem S. skarżyła się, że ma problem z funkcjonowaniem wśród ludzi, którzy wyznają bardzo różne zasady moralne. Spotyka ludzi, którzy są uczciwi i prawdomówni. Tuż obok ma też takich, których większość słów to półprawdy lub fantazje. Oszukiwanie i brak szacunku do cudzej własności sąsiaduje z dobrocią i lojalnością. Ta mieszanka postaw moralnych powoduje u S. problemy ze zrozumieniem tego komu można ufać i czego oczekiwać od poszczególnych osób. Szwajcarskie społeczeństwo mimo swojego kolorytu religijno-etnicznego nie ma takich zawirowań. Tam większość ludzi żyje prostolinijnie. Wypowiedziane słowo ma moc zobowiązania. Jednostki kłamiące, oszukujące lub kradnące są marginalizowane jako nieprzystosowane do życia.
S. zeszła też na temat ubrań i mody. Jej zdaniem szwajcarska młodzież ma dużo więcej fantazji w komponowaniu stroju. Jej zdaniem mimo niemal chorobliwego wyczulenia na to kto jaki ciuch ubrał, jest też spora sztampowość w stylu ubierania. Trudno mi komentować tą część osądu. Mało wiem na ten temat.
Ponoć jest też przepaść w stylu słuchanej muzyki. Tu jest techno i polski rap. Ale nie dopytywałem jakie są ulubione gatunki szwajcarskich trzynastolatek.
Zainteresowała mnie dalsza część wypowiedzi, gdy S. mówiła o relacjach międzyludzkich. W jej odczuciu Szwajcarzy bardziej sobie nawzajem ufają i są dla siebie mili. W Polsce S. postrzega ludzi jako sztywnych i w swej większości myślących negatywnie.
Widzę, że moje dziecko ciężko przeżywa pierwsze miesiące w Polsce. Ona patrzy na nasz kraj w zupełnie innej perspektywie niż ja. Ja żyłem tu 30 lat, a potem kilka lat w Szwajcarii. Ona większość swojego życia spędziła w szwajcarskiej wiosce. Wiedziała, że jest Polką, a jednocześnie mocno wrosła w tamtejszą społeczność. Tutaj jest w obcym kraju. Zna język, zna historię, lecz tutejsi ludzie są dla niej odkryciem. Często niestety przykrym odkryciem.
Póki co S. uczęszcza do najbliższego publicznego gimnazjum. Lecz z tygodnia na tydzień jesteśmy coraz bliżej myśli, aby przenieść S. do prywatnej szkoły. Coś we mnie krzyczy przeciwko dzieleniu naszego społeczeństwa na tych co mają pieniądze i lepsze szkoły od tych co mają niskie dochody i dostają mniejsze szanse na normalny rozwój. Miałem nadzieję, że moje dzieci będą dorastać wśród rówieśników z najbliższego otoczenia obcując z wszelkimi możliwymi klasami społecznymi. Z bólem serca widzę, że tutejsze publiczne gimnazjum to zbieranina młodzieży, która uznaje, że Ci którym w głowie nauka powinni trzymać się z daleka od ich towarzystwa. Ostatnio jeden z kolegów oznajmił S., że i tak ma szczęście, bo w jego poprzedniej szkole nie gadało się z takimi co chcieli się uczyć, a tutaj nawet rozmawiają z moją córką.
Pod koniec miesiąca ich koleżanka z klasy organizuje imprezę urodzinową. Po imprezie dziewczyny mogą spać u organizatorki spotkania. Spragnieni wrażeń będą szczęśliwi, bo z mamą organizatorki da się załatwić żeby na imprezie było trochę alkoholu. Mówimy o trzynastych urodzinach. S. patrzy na to i trudno jej to pojąć.
Ja patrzę na S. i trzymam kciuki za jej wytrwałość w życiu zgodnie ze sobą, ze swoimi marzeniami i z wolą ich realizacji. Zaczynam starania, aby od przyszłego semestru trafiła do innej szkoły.