Jedno okienko Tuska.

Ktoś ze znajomych przysłuchiwał się moim opowieściom o rejestracji działalności gospodarczej i szyderczo skomentował, że kiepsko wygląda to „jedno okienko Tuska”. Nie wiem dokładnie kiedy i w jaki sposób Premier mówił o uproszczeniu rejestracji. Lecz coś takiego chyba padło, bo kilka osób w podobny sposób reagowało.
Faktycznie rozpoczęcie samozatrudnienia jest trochę skomplikowane. Na szczęście moja pani księgowa przygotowała listę spraw do załatwienia, więc wiedziałem co robić.
Po około trzech tygodniach od pierwszej wizyty w urzędzie gminy jestem „samozatrudniony”.
Pierwszy krok to była rejestracja w gminie. Etap dość prosty, wymagał wypisania formularza zgłoszeniowego i wpłacenia do kasy 100 złotych.
Lecz jako, że każda przyszła zmiana wpisu to koszt 50 złotych, więc znajoma doradziła mi, abym wypisał wszelkie kategorie w jakich jest szansa na potencjalne realizowanie moichusług . Nie lubię niepotrzebnie wydawać pieniędzy więc z klasyfikacji GUS wybierałem tak perspektywicznie aż doszedłem do 38 podkategorii!
Skoro tyle wybrałem to musiałem je żmudnie przepisać na druk zgłoszenia.
Po niespełna tygodniu otrzymałem potwierdzenie rejestracji i pojechałem z nim do Urzędu Statystycznego. Teoretycznie ten krok mogła za mnie załatwić gmina, ale wtedy okres rejestracji wydłużyłby się z tygodnia do miesiąca. Wolałem to załatwić osobiście.
Dobrze zrobiłem, bo trwa obecnie jakieś zamieszanie związane z nowymi i starymi kategoriami GUS. Klient wpisuje do formularza tylko nową kategorię, a urzędnicza dopisuje także stary odpowiednik. Toteż do mojej kategorii usług związanych z informatyką przypisała „produkcję komputerów”. Jako, że z produkcji komputerów nie będę żył to poprosiłem o znalezienie innej starej kategorii. Pani przestała być miła i z wyraźnie niezadowoloną miną poszła drukować skorygowany dokument. Był to jedyny zgrzyt w bezbolesnym procesie początków samozatrudnienia.
Po załatwieniu GUSu zrobiłem sobie urlop i pojechałem nad Bałtyk. Przed wyjazdem wszedłem na stronę mBanku i złożyłem wniosek o otwarcie konta firmowego – załatwienie u nich konta miało trwać kilka dni. Tuż po tygodniowym urlopie spotkałem się z kurierem, który przywiózł mi umowę z bankiem. Umowa była konieczna, aby odwiedzić urząd skarbowy. Tam zgłosiłem, że będę prowadził działalność, płacił VAT, założę książkę przychodów i będę odprowadzał do państwa 19% podatek liniowy. W sumie to trzy formularze w dwóch okienkach i opłata za zgłoszenie VAT 170 złotych.
Potem czekała mnie już tylko wizyta w ZUS. Tutaj miałem do wypełnienia trzy druki pełne numerów i rubryk. Jako, że zgłaszałem całą pięcioosobową rodzinę, więc wyszło tego sporo.
Na tym zakończyłem ścieżkę rejestracyjną. Potrzebowałem na to ok. dwóch dni łażenia po urzędach i 270 złotych opłat oraz trzech tygodni jakie upłynęły od złożenia pierwszych papierów w gminie do wizyty w ZUSie.
Ogólne wrażenie mam dobre. Zawdzięczam to w dużej mierze mojej księgowej dzięki, której dokładnie wiedziałem, gdzie mam załatwiać jakie sprawy. Po drodze spotykałem nieszczęśników, którzy nie wiedzieli co, jak i po co mają wypełnić.
Z ogólnych obserwacji powiem, że zaskoczyło mnie, iż większość urzędniczek, z którymi miałem do czynienia to młodziutkie panie. Z moich poprzednich działalności gospodarczych pamiętałem raczej sporo starsze ode mnie pracownice. Po chwili zreflektowałem się, że poprzednio załatwiałem takie sprawy kilkanaście lat temu i wtedy nawet trzydziestolatka mogła mi się wydawać kobietą w poważnym wieku. Zaś obecnie, gdy blisko mi do czterdziestki, to nietrudno widzieć wokół masę młodych osób. Nawet te trzydziestolatki gotów jestem uznać za dziewczyny. Zmienił mi się punkt odniesienia, a ja jakoś zignorowałem upływ czasu.
Przypomina mi to historię z dzieciństwa, gdy ojciec wracał z pracy i mówił co tam zrobiły jego koleżanki. Np. oznajmiał, że „dziewczyny przyniosły do biura ciasto”. Znałem te panie z biura taty i to absolutnie nie były dziewczyny! To były zaniedbane panie w średnim wieku. Tak je postrzegałem swoimi chłopięcymi oczętami. Dzisiaj podobnie reagują nasze dzieci, gdy żona mówi o spotkaniu z „dziewczynami ze studiów”. Czyli pozostajemy na zawsze młodzi, tylko dzieci nam za szybko dorośleją!
Może jak już całkiem wydorośleją to zobaczą prawdziwe „jedno okienko Tuska”, z którego moi rówieśnicy sobie na razie żartują.

9 myśli nt. „Jedno okienko Tuska.

  1. Bartek

    Dziekuje, dziekuje, dziekuje!!! Cudowny blog i trafne spostrzenia z kraju. Pisz jak najwiecej bo Twoje wpisy zawieraja naprawde mase uzytecznych informacji.

  2. Swojak Autor wpisu

    Bartek, dzięki za miły wpis. Jak przypuszczam piszesz zza Oceanu. Czy też „chodzi Ci po głowie” powrót do Polski?

  3. maciek

    Drogi Swojaku!

    1. Dziewczyny są dziewczynami, aż do smierci (poza tymi co zmienily płeć). To jest taki rodzaj bytu.

    2. Twoje „szczęście” w załatwianiu spraw związanych z otwarciem firmy polega na tym, ze poruszałes się wtedy i teraz po mniej lub bardziej komfortowej ścieżce rejestracyjnej. Za głębokiej komuny takiej ścieżki praktycznie nie było – jedynie dosyć niejasna możliwość otwarcia małego sklepiku lub warsztaciku – co z góry już stawiało potencjalnego chętnego na pozycji wroga klasowego i skazywało w kontakcie z wypranym z mózgu urzędnikiem -na spore problemy.

    3. Czy ta dysproporcja między ilością osób czytających Twój blog a ilością osób komentujących, wynika z małej kontrowersyjności tekstu, czy z niskiej kultury tych ostatnich?. Mam na myśli konieczność usuwania tych nienadających się do zamieszczenia.

    4.Za tydzień jadę znów do Polski. No better places like home.

    Pozdrawiam:)

  4. Swojak Autor wpisu

    AS, trochę poczytałem Twój blog i umieściłem link w swojej linkowni. Widzę, że stajesz przed wieloma wyzwaniami. Trzymaj się ciepło.

    Maćku,
    1. No tak, dla nas dziewczyny pozostaną dziewczynami.
    2. Jasne.
    3. Komentarzy praktycznie nie usuwam. W ciągu pół roku nie dopuściłem do publikacji chyba tylko jednego komentarza, który miał wyraźnie obraźliwy charakter. Mój blog to taki kameralny kącik internetowy i to mi się w nim podoba.
    4. Czyli jesteś moim „zmiennikiem”, bo ja spędzę kilka wrześniowych tygodni w Szwajcarii, a Ty będziesz wtedy w Polsce. Przesyłam Ci serdeczności.

  5. maciek

    Pozdrów ode mnie oba kantony. Byłem tam w 1981 roku. Jakby wczoraj…

  6. Swojak Autor wpisu

    Maćku, ja wciąż pamiętam, że obiecywałeś spisać trochę swoich historii. Będę cierpliwie czekał.

Możliwość komentowania jest wyłączona.