Usługa przeprowadzkowa.

Po miesiącu od rozpakowania ciężarówki przed naszym domem możemy uznać, że przeprowadzka jest już za nami.
Po przybyciu pod nasz dom pod Warszawą firma przeprowadzkowa miała stosunkowo niewiele do zrobienia (w porównaniu z tym co robili w Szwajcarii). Bowiem rozpakowywanie pudeł wzięliśmy na siebie, zaś oni pownosili kartony i skręcili meble. Przeprowadzkę robiła ponoć jedna z lepszych firm przeprowadzkowych. Jeśli to prawda to jak podły musi być standard tych firm z dolnej półki?!
Jak już wcześniej pisałem, w Szwajcarii pakowali nas ludzie podnajęci przez firmę przeprowadzkową. Przyjechali z Poznania i w sumie solidnie zrobili swój kawałek przedsięwzięcia. To był fajny kawałek naszego przedsięwzięcia przeprowadzkowego.
Tutaj relacjonuję ostatni etap prac. Zobaczyłem, że do rozpakowywania pod Warszawą przysłano facetów, którzy wyglądali jakby nie mieli najmniejszego doświadczenia w przeprowadzkach. Nie wiem jak się odbyło wnoszenie paczek do mieszkania, bo nie było mnie przy tym. Pojawiłem się nazajutrz, gdy miało nastąpić rozpakowanie.
Wyglądało to jakby przyjechało trzech amatorów i jeden zawodowiec. Ten profesjonalista to Pan K. Od wielu lat pracował on w branży przeprowadzkowej, miał porządne narzędzia połączone z wolą pracy. Lecz na mój gust miał on więcej talentu do przeprowadzki niż do kierowania swoimi nieszczęsnymi podwładnymi.
Piątym pracownikiem był Pan A., który był u nas w Szwajcarii i tutaj pojawił się, aby pomóc w przypadku wątpliwości. Faktycznie były wątpliwości, lecz zostały rozwiane dopiero kilka dni, a niektóre kilka tygodni po przeprowadzce.
Na przykład na biurku córki nie było półki, bo zawieruszyły się śruby. Pan A. nakazał poszukiwania w kartonach oznaczonych imieniem mojej córki. Trzej nieszczęśnicy wrócili z informacją, że wszystko sprawdzili, ale śrub nigdzie nie ma. Zostawiliśmy ten temat w spokoju, a nazajutrz sam znalazłem zawiniątko ze śrubami na wierzchu pierwszego kartonu przy drzwiach do pokoju córki.
Natomiast w dużym pokoju brakowało klamek od szaf. Pan A. był przekonany, że klamki zostały przyklejone gdzieś do mebli. Poszukiwania zakończyły się klęską. Trzy tygodnie później żona odkryła klamki wśród swoich skarpet.
Muszę przyznać, że patrząc na nieskładną pracę tej ekipy miałem ochotę pozbyć się ich jak najszybciej. Nic nie zapowiadało, aby z tych trzech straceńców można było wykrzesać motywację do pracy albo kompetencje do jej wykonania.
Zatem poprosiłem, aby powiesili ubrania w szafach i by na tym zakończyli rozpaczliwą misję rozpakowywania. Po jakimś czasie oznajmili, że pudła typu „wardrobe” są rozpakowane. Podziękowałem i z ulgą pożegnałem ten obraz pracowniczej nędzy.
Później zauważyłem, że rozpakowali tylko połowę wieszaków. Co więcej, wieszali mieszając ubrania męskie z damskimi.
Czyżby porządni pracownicy opuścili Polskę i na lokalnym rynku pracy pozostały jakieś niedobitki?
Z niniejszego tekstu wyłania się obraz trzech nieszczęśników, których przerastała praca przy przeprowadzce. Nie chcę zwalać winy na tych trzech przypadkowych młodzieńców. Bowiem moim zdaniem odpowiedzialność spada na osoby, które przyjęły ich do pracy. Może kierownicy firmy byli przyparci do muru brakiem ludzi i wzięli robotników „z łapanki”, albo może sami reprezentowali równie niski poziom kompetencji.
Lecz – jak już wspomniałem – Pan K. był niewątpliwie kompetentny w dziedzinie przeprowadzek. Sprawiał wrażenie solidnego faceta. Brał się do roboty i dobrze ją wykonywał. W zasadzie trzech amatorów było dla niego tylko niepotrzebnym balastem. On chyba nawet szczególnie nie miał ochoty z nimi pracować. Nawet nie zadał sobie wysiłku, aby nauczyć się ich imion i zwracał się do nich bezosobowo typu „Ty, zawołaj z góry tego drugiego”. W którymś momencie zdałem sobie sprawę, że on nie wie czy ma do pomocy trzech czy czterech ludzi. Zatem oddaję mu należny szacunek za solidność pracy, lecz moim zdaniem wpakowanie go w rolę kierowniczą to nieporozumienie.
Na szczęście etap współpracy z tą znaną i renomowaną firmą przeprowadzkową mam już za sobą.
Ujmując sprawę faktograficznie, mogę skonkludować, że to co miało być przewiezione zostało przewiezione. Nie zanotowaliśmy żadnych poważniejszych strat. Czyli bilans jest pozytywny. Lecz jak pomyślę, że za taką radosną twórczość mój pracodawca zapłacił około 27’000 PLN za przewiezienie moich 60m3 to dochodzę do wniosku, że była to bardzo droga usługa o przeciętnej jakości.

2 myśli nt. „Usługa przeprowadzkowa.

  1. maciek

    Odetchnąłem z ulgą. Myślałem, że będzie gorzej.

    Póki co pozdrawiam.

  2. Swojak Autor wpisu

    Faktycznie, Maćku, ponarzekałem, żeby dać sobie upust drobnej frustracji przeprowadzkowej, ale w sumie to dobrze poszło. Jak ktoś będzie potrzebował to dam namiary na Pana A. – jego mogę z czystym sumieniem polecić. Facet prowadzi swoją małą firmę przeprowadzkową w Wielkopolsce. Jest mobilny, działa w całym kraju i też trochę za granicą.

Możliwość komentowania jest wyłączona.