Twarde życie, twarde obyczaje.

Po przeprowadzce do Szwajcarii początkowo raziła mnie uprzejmość Szwajcarów. Wydawało się, że jest ona nadmierna, cukierkowa i powierzchowna. Jednak po kilku latach to wszechobecne „proszę”, „przepraszam”, „czy byłby Pan uprzejmy mi powiedzieć…” stało się dla mnie zupełnie naturalnym elementem codzienności. Każda sprzedawczyni obowiązkowo witała mnie pozdrowieniem „Grüezi”. Niektóre robiły to ze spontanicznym uśmiechem, inne w dość wymuszony i formalny sposób, ale zawsze nawiązywały kontakt wzrokowy i dodawały ludzki pierwiastek to zakupów.

Teraz przechodzę ścieżkę kulturową w przeciwnym kierunku. Widzę, że w wielu przypadkach w Polsce to na kliencie spoczywa obowiązek przełamania napiętej atmosfery jaką na powitanie funduje pochmurny sprzedawca. „Zamykamy drzwi!” – wykrzyknął w moi kierunku warszawski recepcjonista w warsztacie samochodowym Nissana. „Nie blokujcie przejścia do innych stolików!” – wypaliła do nas nadmorska kelnerka w pizzerii bez cienia zwrotu grzecznościowego na powitanie. Obydwoje to młodzi ludzie, kilkanaście lat młodsi ode mnie – są oni żywym dowodem na to, iż mylili się publicyści piszący w latach dziewięćdziesiątych, że potrzeba, by wymarło pokolenie wychowane w komunizmie, a wtedy polskie obyczaje znormalnieją.

Jedna myśl nt. „Twarde życie, twarde obyczaje.

  1. Agnes

    niestety, sama sie musze o tym przekonywac, wracajac co jakis czas do Polski, maly szok za kazdym razem

    przewaznie jednak nie kupuje nic w takich miejscach, roznice widac jedynie w wiekszych centrach handlowych w duzych miastach

    w malych, ewidentnie nie jedna pani albo zmustruje wzrokiem albo uda ze jest zajeta i dalje udaje ze nie widzi, co juz szczytem samym w sobie…

Możliwość komentowania jest wyłączona.