Jest metro, ale nie ma biletów.

Zacznijmy od zagadki: czym się różni Polska od Szwajcarii? Tym, że w Szwajcarii nawet zawiłe sprawy znajdują proste rozwiązania, a w Polsce nawet najprostsza sprawa znajduje skomplikowane rozwiązanie. W tym kontekście podzielę się swoimi obserwacjami z warszawskiego metra. Stołeczne metro znam od jego otwarcia – w latach dziewięćdziesiątych dojeżdżałem jego ograniczoną linią do biura na Ursynowie. Od tego czasu metro dotarło na Bielany w północnej części miasta. Jest to doskonałe remedium na zakorkowany ruch uliczny. Odkąd pamiętam, metro jeździło sprawnie. Stacje wyglądają podobnie jak przed laty, lecz o ile dobrze pamiętam to w ubiegłej dekadzie nie było jeszcze bramek blokujących wejście na stację gapowiczom.

W tym tygodniu miałem przyjemność znowu skorzystać z warszawskiego metra. Jako, że w ostatnich latach zwiedziłem kilkanaście metropolii, gdzie korzystałem z metra-  od Seulu i Szanghaju poprzez Kuala Lumpur i Kijów, aż po Londyn – nie sądziłem, że polska wersja podziemnej kolejki będzie mnie w stanie zdezorientować.

Jednak nie doceniłem niefrasobliwości szefów Zakładu Transportu Miejskiego (ZTM). Okazuje się, że na Bielanach nie sposób wejść do metra po godzinie 19:00, mimo że wagony kursują do późnej nocy. Na stacji Słodowiec nie ma automatu, ani punktu sprzedaży biletów. Podobno tak samo jest na innych stacjach. Widziałem na stacjach jakieś wynalazki w postaci automatów do doładowywania kart miejskich, widziałem bankomaty, ale nie widziałem ani jednego automatu do sprzedaży biletów!

Wiem, że polską specjalnością jest sprzedaż biletów w kioskach ruchu. W budynku kilkadziesiąt metrów od stacji znalazłem okienko z napisem „Ruch”, ale był to już dawno zlikwidowany kiosk. Zatem w sąsiednim sklepie poprosiłem o radę. Usłyszałem, że po 19:00 to w zasadzie nie ma szansy kupić biletu, bo wszelkie okoliczne kioski są zamykane przed tą godziną. Zatem wybrałem się na wędrówkę w poszukiwaniu najbliższego czynnego kiosku. Po przejściu ponad kilometra znalazłem takowy na Marymoncie. Wprawdzie nie było tam już zwykłych biletów po dwa złote, więc kupiłem droższe i mogłem wejść do metra.

Jak moi warszawscy krewni usłyszeli, że łaziłem po mieście w poszukiwaniu biletu to powiedzieli, że tu tak jest i oni się tym nie przejmują tylko (wcześnie rano lub późnym wieczorem) przeskakują bramkę wejściową, a potem jadą bez biletu.

Warszawskie metro nie jest najwidoczniej zaprojektowane dla turystów ani przygodnych pasażerów. Osoby posiadające bilety okresowe nie mają problemu z wejściem na stację o dowolnej godzinie. Zaś takie ofiary bezmyślności ZTM jak ja, niech szukając sobie biletu, albo jadą na gapę. W końcu to nie jest problem szefów ZTM, ani pewno mają bezpłatne przejazdy i  nie muszą się martwić o jednorazowe bilety.

Wyślę ten komentarz do ZTM, Pani Prezydent Gronkiewicz-Waltz oraz do Stołecznej Gazety i zobaczymy czy ktoś z nich słyszał o planach wpisania Warszawy do księgi rekordów Guinnessa jako jedynej światowej stolicy, gdzie nie można wejść do kursującego metra po zakończeniu sprzedaży gazet w kioskach ruchu.

20 myśli nt. „Jest metro, ale nie ma biletów.

  1. maciek

    Witam Cie Swojaku!

    Niedawno wrocilem z urlopu w Polsce – stoniowo wdrazam sie do pracy – mam teraz troche czasu, wiec moge cos napisac.

    Niejednokrotnie bywajac poza krajem (na razie tylko w Europie) mialem mozliwosc poznania, jak w roznych krajach funkcjonuja proste (i tanie) rozwiazania (techniczne, komunikacyjne, finansowe, natury socjologicznej czy spolecznej), ktore doskonale sprawdzaja sie w codziennym zyciu. I zawsze wtedy zadawalem sobie pytanie: co stoi na przeszkodzie, zeby takie, czy inne rozwiazanie stosowane bylo w Polsce?. Przyklad? Samochodowe tablice rejestracyjne.
    Bedac dwa tygodnie temu w Polsce musialem byc w wydziale komunikacji, gdzie zobaczylem sterty oddanych – brudnych i prze- dziurawionych, nie nadajacych sie do ponownego uzytku – samochodowych tablic.
    W GB, gdzie teraz mieszkam, nowy samochod, kupowany u dealera, ma juz zamontowana „rejestracje”. Z ukladu znakow na niej wiadomo, z jakiego jest roku (a nawet, z ktorej polowy) i z ta tablica samochod jezdzi przez caly swoj zywot, nawet po zmianie wlasciciela.
    Dowod rejestracyjny to dwie strony formatu A4( trzyma sie w domu!).
    Sprzedajac auto, wrecza sie kupujacemu dwa fragmenty tych dwu stron, gdzie wpisuje sie jego dane i zyczy mu sie szerokiej drogi. A jego zadaniem jest tylko wyslac jeden fragment do urzedu rejestrujacego pojazdy i czekac okolo tygodnia na przyslanie nowego
    dowodu, jezdzac do tego czasu z drugim fragmentem.

    Proste? Proste. I dziala.

    To jest tylko jeden przyklad. Dobrych rozwiazan w roznych krajach jest wiele.

    Uwazam, ze te najlepsze powinny byc obligatoryjnie zastosowane w Polsce.( A moze w calej Unii?).

    Czy istnieje w Unii cos takiego, jak – BANK DOBRYCH ROZWIAZAN?

    Pozdrawiam Ciebie i wszystkich serdecznie; maciek

  2. Swojak Autor wpisu

    Maćku, mądre rozwiązania wdrażają ludzie, którzy myślą o wygodzie innych, a przy okazji o swojej – takie jest moje odczucie.
    Być może w Polsce powinno się zacząć od obligatoryjnego oprowadzania planistów i wdrożeniowców po ulicach. Pokazać by im można jak żyją ludzie, jakie mają potrzeby, co by sprawiło, że życie tych ludzi byłoby lepsze itd. W ogóle to chyba na samym początku należałoby im pokazać różnicę znaczeń słowa „człowiek” i „społeczeństwo”.
    Wtedy poszłoby łatwiej. Bo teraz budują np. metro dla społeczeństwa. Zaś społeczeństwo w swojej masie jeździ do pracy, mieszka po sąsiedzku i ma bilety miesięczne.
    Zaś jak się zjawia „człowiek” to on ma rozmaite potrzeby i nie sposób go zadowolić myśląc w kategorii „społeczeństwo”.

    Co z tego, że wyślemy listę dobrych rozwiązań do Ratusza lub Premiera, jak oni nie widzą problemu? Skoro nie ma problemu to po co rozwiązanie? Tylko koszty, komplikacje, a społeczeństwo jest przecież zadowolone z tego co ma. Skąd to wiadomo, że jest zadowolone? No przecież 50,003% społeczeństwa właśnie odparło twierdząco na pytanie w poważnej ankiecie „czy metro jest już tak dobre, że lepsze być nie może?” (oczywiście ten wynik i ta ankieta to mój wymysł na potrzeby tego tekstu).

    Przy okazji: Maćku bardzo się cieszę, że znowu u mnie gościsz i znowu inspirujesz!

  3. Ksawery

    Jakbym czul to co piszesz, tylko ze z perspektywy kogos kto mieszka i uczy sie oraz pracuje w UK.

    Ah, ta Polska… ja wstydze sie tego ze jestem Polakiem, do tego dochodzi jeszcze stereotyp, na ktory twardo pracuja nasi rodacy w Anglii , glownie zatrudnieni za NMW.

    Pozdrawiam.

  4. maciek

    Pozwolisz, ze rozwine pierwsze zdanie z Twojego komentarza: „madre rozwiazania wdrazaja ludzie, ktorzy mysla o wygodzie innych”. Tak, oczywiscie, tylko, ze takich ludzi jest bardzo malo w polskich urzedach najblizszych obywatelowi. Odnosze wrazenie, ze znakomita wiekszosc przewraca sie w nocy na drugi bok, bedac dumna z siebie, ile to spraw oddalila.

    Uwazam, ze jesli urzednikami beda ludzie o odpowiednich horyzontach myslowych (otwarci, chetni do dzialania, spostrzegawczy) i jednoczesnie nie beda mieli zwiazanych rak durnymi przepisami, a majac w obrebie drobnych ludzkich spraw wolne pole do dzialania – moga zycie zwyklego obywatela uczynic o wiele latwiejszym.

  5. Swojak Autor wpisu

    Moi Drodzy oto odzew z ZTM:

    Szanowny Panie,

    Odpowiadając na Pana wystąpienie, skierowane do ZTM przez Panią Renatę Wiśniewską, p.o. Dyrektora Gabinetu Prezydenta m.st. Warszawy, pragnę poinformować, że Zarząd Transportu Miejskiego nie ma możliwości sprawowania nadzoru nad działalnością kontrahentów funkcjonujących jako odrębne jednostki gospodarcze. Nie ma zatem możliwości wpływania na godziny otwarcia punktów zajmujących się sprzedażą m.in. biletów ZTM.

    Nadmieniam, że po godzinie 20.00 bilety można nabyć u prowadzącego pojazd. Kierowcy autobusów i motorniczy tramwajów sprzedają bilety jednorazowe (normalne i ulgowe).
    U kierowcy można zakupić kilka sztuk biletów, a następnie wykorzystać je również w innych środkach komunikacji. W chwili obecnej podczas sprzedaży biletów w pojeździe nie jest pobierana opłata manipulacyjna.

    Jednocześnie pragnę poinformować, iż Zarząd Transportu Miejskiego jest na etapie rozszerzania sieci automatów biletowych, które funkcjonują całą dobę. Obecnie na terenie miasta stołecznego Warszawy zainstalowano dwa tego rodzaju urządzenia, zlokalizowane na Dworcu Centralnym (w pobliżu pętli autobusowej), a także na stacji metra Ratusz Arsenał. Do końca 2008 r. nowe automaty powinny znaleźć się na większości stacji metra oraz w punktach uczęszczanych przez największą liczbę podróżnych (w tym turystów).

    Przedstawiając powyższe pragnę Pana serdecznie przeprosić za niedogodności, jakie spotkały Pana podczas korzystania z komunikacji miejskiej oraz wyrazić nadzieję, że w wyniku działań podjętych przez Zarząd Transportu Miejskiego, tego typu sytuacje nie będą miały miejsca w przyszłości.

    {imię i nazwisko}

    Kierownik Sekcji Skarg

    Dział Przepisów i Taryf

    Zarząd Transportu Miejskiego

    ul. Senatorska 37

    00-099 Warszawa

  6. Swojak Autor wpisu

    Maćku, myślę, że urzędnicy są tacy jak społeczeństwo, w którym żyją. Im więcej w Polsce serdeczności, uśmiechu i chęci pomocy innym tym więcej takich ludzi widać w urzędach. Ja miałem ostatnio kilka spraw do załatwienia w podwarszawskiej gminie i spotkałem tam pomocne i miłe urzędniczki. Widzę zmiany. Moim zdaniem problem jest na poziomie tych, którzy planując rozwiązania dla ludzi mają zbyt mało rozumienia faktycznych potrzeb człowieka, który będzie korzystał z tych rozwiązań.
    Ksawery, dla mnie bycie Polakiem to po prostu jedna z ważnych cech mojego „ja”. Ani mnie to szczególnie napawa dumą, ani nie przyprawia o problemy. Po prostu jestem Polakiem, kolega, który siedzi przy sąsiednim biurku jest Włochem, koleżanka za ścianą jest Szwajcarką – każdy ma jakąś narodowość, ale nieszczególnie wpływa to na nasze stosunki.
    Piszesz o stereotypie Polaków, czyli funkcjonującym w świadomości społecznej uproszczonym i zabarwionym wartościująco obrazie naszej nacji. Cóż, ten obraz jest kształtowany także na podstawie tego jaki jesteś Ty i jaki jestem ja. Myślę, że robiąc dobre i ciekawe rzeczy – np. w biznesie – budujemy kawałek pozytywnego stereotypu Polaka, a inni Polacy, którzy robią coś destruktywnego dokładają tą drugą stronę stereotypu. Koniec końców mamy urozmaicony stereotyp, tak jak rozmaici są Polacy. Przecież w każdym narodzie, także naszym jest masa wspaniałych facetów i kobiet oraz jest też trochę okropnych osobników. Chyba nie jesteśmy tu szczególnym wyjątkiem. Myślę, że problem zaczyna się, gdy rodacy są w dużych, wyizolowanych skupiskach i nie nawiązują kontaktów z lokalnymi mieszkańcami. Tak to jest na przykład z emigrantami z byłej Jugosławii w Szwajcarii. Jest ich tak dużo, że utworzyli swoją społeczność równolegle do społeczeństwa szwajcarskiego. Wygląda to dość karykaturalnie i mogę zrozumieć kumpla z Belgradu, który po wizycie w Szwajcarii uznał, że nie chce mieć nic wspólnego ze swoimi rodakami mieszkającymi w Szwajcarii.
    Zatem, Ksawery, ja wybieram drogę bycia wśród innych narodów i beznamiętnie podchodzę do swojej polskości. Mam pewne cechy charakteru wynikające z mojego pochodzenia, tak samo jest z moim włoskim kolegą i szwajcarską koleżanką – to wszystko sprawia, że ciekawie nam się razem pracuje.

  7. Swojak Autor wpisu

    Nie odmówiłem sobie przekazania odpowiedzi na list ZTM:
    Szanowna Pani,
    Dziękuję za wyjaśnienia. Cieszę się, że do końca roku wszędzie będą automaty biletowe. Doceniam też przeprosiny.

    Jednak mam trudność z zaakceptowaniem Pani sugestii kupowania biletów w większej ilości u kierowców autobusów oraz u motorniczych. Jak rozumiem radzi
    Pani następujące rozwiązanie w opisywanej przeze mnie sytuacji:
    1. sugeruje Pani poczekanie do godz. 20:00, bo wtedy mogę nabyć bilet u kierowcy (jak Pani pamięta z mojego listu szukałem biletu tuż po 19:00);
    2. po odczekaniu godziny na przystanku autobusowym obok stacji metra powinienem wejść do autobusu, zakazać mu dalszej jazdy i poprosić o bilet;
    3. potem mam wrócić na stację metra Słodowiec i pojechać tam, gdzie planowałem.

    Poza tym pisze Pani jasno, że ZTM nie ma wpływu na godziny sprzedaży biletów, bo przecież bilety sprzedają niezależne podmioty gospodarcze. Doskonały sposób umycia rąk. Gdyby zobaczyła Pani kolej miejską w Mediolanie, Seulu lub Kuala Lumpur to ze zdziwieniem zobaczyłaby Pani pracowników ichniejszych ZTMów, którzy pracują na stacjach jako sprzedawcy biletów. Zaś w Warszawie „nie ma zatem możliwości wpływania na godziny otwarcia punktów zajmujących się sprzedażą m.in. biletów ZTM”.

    Czy ma Pani jeszcze wątpliwości dlaczego turyści unikają Warszawy jak ognia? Po Pani liście już nie mam najmniejszych wątpliwości. Być może warto przekazać powyższe sugestie redaktorom nowego wydania popularnego przewodnika po Polsce serii Lonely Planet? Niech zabłąkani Anglicy, Amerykanie, Rosjanie i Szwajcarzy wiedzą, ze korzystanie z usług ZTM wymaga sprytu na miarę podróżnika po bezdrożach Sahary.

    Proszę o wyrozumiałość dla sarkazmu przebijającego z powyższych słów, lecz tylko złośliwa ironia, drwina i szyderstwo pozostały mi jako odpowiedź na argumenty jakie znalazłem w Pani odpowiedzi.

    Z poważaniem,

    Łukasz Swojak

  8. Swojak Autor wpisu

    Drodzy czytelnicy oto wyjaśnienia jakie otrzymałem z ZTM:

    Szanowny Panie,

    Odpowiadając na Pana ponowne wystąpienie dotyczące braku punktów sprzedaży biletów w Metrze Warszawskim uprzejmie informuję, że przekazane Panu informacje odnoszące się do możliwości zakupu biletów u prowadzącego pojazd zostały przez Pana błędnie zinterpretowane.

    Wyjaśniam, że większość punktów prowadzących sprzedaż biletów ZTM funkcjonuje do godziny 20.00. W pobliżu stacji metra Słodowiec znajduje się punkt sprzedaży sieci Kolporter, który także otwarty jest do godziny 20.00 przez 7 dni w tygodniu. Dlatego w odpowiedzi z dnia 9 lipca 2008 r. wskazano, że po zamknięciu punktów sprzedaży stacjonarnej, tj. po godzinie 20.00, można zakupić bilet u kierowcy lub motorniczego.

    Nie oznacza to jednak, że sprzedaż biletów w pojazdach jest prowadzona wyłącznie po godzinie 20.00. We wszystkich pojazdach komunikacji naziemnej można nabyć bilet o dowolnej porze dnia, a także w liniach nocnych. Jedyne ograniczenia sprzedaży biletów prowadzonej przez prowadzącego pojazd zawarte są w § 19 ust. 3 Regulaminu przewozu osób i bagażu środkami lokalnego transportu zbiorowego w m.st. Warszawie (podstawa prawna: Uchwała Nr XXX/596/2004 Rady Miasta Stołecznego Warszawy z dnia 13 maja 2004 r., ze zm.). Wskazany przepis stanowi, że Obsługa pojazdu może prowadzić sprzedaż biletów wyłącznie podczas postojów na przystankach. W razie opóźnienia pojazdu większego niż 3 minuty w stosunku do rozkładu jazdy obsługa pojazdu może odmówić sprzedaży biletów.

    Zarząd Transportu Miejskiego zdaje sobie sprawę z niedoskonałości funkcjonującej obecnie sieci sprzedaży biletów, więc podejmuje działania zmierzające do jak najszybszego zaopatrzenia stacji metra w automaty biletowe, które stanowią najdogodniejsze rozwiązanie dla podróżnych.

    W ciągu najbliższego roku, na wszystkich stacjach metra oraz na największych pętlach autobusowych i dworcach, zostanie w sumie zlokalizowanych 160 automatów sprzedających bilety ZTM – zarówno te kodowane na Warszawskich Kartach Miejskich, jak i na nośnikach papierowych z paskiem magnetycznym. Ponadto planowana jest instalacja automatów w wagonach tramwajowych i autobusach marki Solaris.

    Mamy nadzieję, że podjęte kroki pozwolą na eliminację sytuacji podobnych do tej, której doświadczył Pan podczas swojego pobytu w Warszawie.

    {imię i nazwisko}
    Kierownik Sekcji Skarg
    Zarząd Transportu Miejskiego
    ul. Senatorska 37
    00-099 Warszawa

  9. bp

    Miałam taką sama przygodę na tej stacji metra, a po kilku dniach zobaczyłam w TV jak Wojciech Cejrowski opisuje swoją podobną historię na Słodowcu.
    Gdy więc przeczytałam o Twoich perypetiach aż mnie brzuch bolał ze śmiechu.

  10. Swojak Autor wpisu

    Droga BP,
    Cieszę się, że zapewniłem Ci wieczorną porcję rozrywki. Może faktycznie te automaty wkońcu staną na stacjach.
    Przed chwilą napisałem do Wojciecha Cejrowskiego, że u mnie znajdzie pisma z ZTM, może go to zainteresuje.
    Trzymaj się ciepło!

  11. makak

    Pomimo wyjaśnień ZTM-u każdy mieszkaniec Warszawy wie, że często kierowcy autobusów i motorniczy tramwajów nie posiadają biletów w sprzedaży (tłumaczenia kierowców: bo się skończyły, nie było w zajezdni, nie bo nie, jak się Panu nie podoba to może Pan wziąć taksówkę albo iść na piechotę 🙂 W rezultacie niejednokrotnie można zaobserwować pasażerów wskakująch i wyskakujących z autobusu po usłyszeniu, że biletów brak. (brak biletów u kierowcy nie zwalnia z obowiązku posiadania biletu na przejazd) 🙂

  12. umm

    zabawne, nigdy na to nie zwracałem uwagi, bo żyję w takiej rzeczywistości od urodzenia i dla mnie to jest normalne, że jak kończy mi się ważność karty miejskiej to muszę udać się do odpowiedniego kiosku ruchu który mi tę kartę ponownie naładuje. Ale własnie trzeba trafić do odpowiedniego kiosku, bo nie we wszystkich można załatwić sprawę karty 🙂
    Ale żeby wiedzieć który to kiosk, to trzeba mieć nosa..

    Myślę, że gdyby wysłać naszych planistów i urzędników chociażby do sąsiedniego kraju, do niemiec, żeby podpatrzyć różne ułatwiające życie rozwiązania, to może coś z tego by wyszło. Taka konfrontacja dwóch perspektyw była by ożywcza, bo jak ciągle się siedzi w jednym sosie, to rzeczy oczywistych się nie dostrzega.

    A z innej strony.. jak to jest, że w kasach międzynarodowych PKP siedza osoby, które ni w ząb angielskiego ani żadnego innego języka 🙂

  13. Swojak Autor wpisu

    Umm, pytasz jak to jest, że w PKP klienci międzynarodowi są obsługiwani tylko po polsku. Ja jak widzę stan PKP to się zastanawiam jak to jest, że w Polsce pociągi jeszcze jeżdżą. Na szczęście zaborcy zrobili w wielu miejscach solidne tory, a potem w między wojnami światowymi Polacy trochę też dobudowali. Lecz jakimi argumentami PKP przekona dzisiaj dziewczynę lub chłopaka mówiących po angielsku do pracy za głodową pensję w przedsiębiorstwie, które jest modelowym przykładem kiepskiej firmy.

  14. umm

    myślę, że to nie problem zapłacić 3 czy 4 osobom znającym angielski wysoką pensję. To fakt nie jest to praca wymarzona ale jeżeli PKP zaproponowałaby interesujące wynagrodzenie to, myślę, że znalazłoby się dużo chętnych. Trzeba tylko chcieć i zdać sobie sprawę z tego problemu.
    Tak mogło by być w porządnej firmie, ale jak piszesz to jednak jest kiepska firma.

  15. Swojak Autor wpisu

    Umm,
    Moim zdaniem ostatni punkt Twojego komentarza ma decydujące znaczenie. Dostrzeganie problemów, elastyczny system wynagrodzeń pozwalający dostosować firmę do zmian na rynku pracy, szybkie reagowanie na nieprawidłowości w funkcjonowaniu firmy to wszystko cechy dobrej firmy kierowanej przez osoby, których cel działania jest oparty o mechanizmy rynkowe. Czy PKP jest taką firmą? Moim zdaniem nie jest. Zatem przypuszczam, że jeszcze długo nie zobaczymy w kasie międzynarodowej osoby mówiącej płynnie po angielsku i rosyjsku (serce mi się kraje jak widzę z jak nieuzasadnionym poczuciem wyższości są obsługiwani klienci mówiący po rosyjsku).

  16. Krzysiek

    Swojaku, wielki ukłon w Twoją stronę, za to, że chce Ci się pisać skargi jak powyżej!

    Początkowo chciałem zamieścić na Twoim blogu w komentarzach kilka moich tragikomicznych przygód z polskimi urzędami, komunikacją, służba zdrowia, jakie miałem po powrocie ze Szwajcarii do Polski, ale teraz doszedłem do wniosku, że tego raczej nie zrobię. Właśnie dlatego, że mnie z różnych przyczyn nie chce prowadzić korespondencji z urzędami i biurami obsługi klienta. A samo publiczne opisywanie polskich problemów, bez jakiejkolwiek próby przeciwdziałania, wydaje mi się trochę żenujące. To tak jakby w towarzystwie mówić o wadach własnej żony. I nawet nie można się zasłonić frustracją, bo przecież w naszym wieku raczej dobrze wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać po powrocie. No przynajmniej ja wiedziałem i po prostu wliczam to w koszty. Jak na razie, w życiowym bilansie, nie przerastają one zysków z bycia tutaj.

    Powiedz, czy Ty przeżywasz drugi etap z Twojego posta
    http://blog.swojak.info/?p=28 ? Czy są rzeczywiście rzeczy, które sobie wymarzyłeś w związku z powrotem do Polski, a okazały się inne?

    Pozdrawiam

  17. Swojak Autor wpisu

    Krzyśku,
    Miło z Tobą dialogować. Po przeczytaniu Twoich komentarzy nabieram motywacji do dalszego pisania.
    Pytasz o etap. Tak, chyba jestem w drugim etapie, czyli zderzam się z rzeczywistością, trochę mocno dostrzegam ułomności tutejszego życia, bywa, że brakuje mi cierpliwości do znoszenia drobnych absurdów. Robię co w mojej mocy, aby dziarsko zmierzać do trzeciego etapu i żyć zgodnie ze sobą, adekwatnie do sytuacji w kraju.
    Zgodnie z opisywanym schematem zdałem sobie sprawę, że moi starzy przyjaciele pozostali przyjaciółmi, na których mogę niezawodnie liczyć, a jednocześnie ich zainteresowania, poglądy i sposób spędzania czasu poszły innymi drogami niż moje.
    Jestem obdarzony talentem łatwego nawiązywania kontaktów i robię z niego dobry użytek. Już mam krąg nowych znajomych, których spotykam przy okazji rozwijania swoich pasji. Odświeżyłem znajomości z osobami, które znam od wielu lat, o których wiem, iż rozwinęli się w podobnym do mojego kierunku. (Jak w każdej regule także tutaj są wyjątki: z radością kultywuję znajomość z przyjacielem, którego znam z czasów studenckich i wciąż mamy wiele wspólnych tematów.)
    Pozdrawiam Cię serdecznie!

  18. bp

    Wróciłam do tematu ,,automaty biletowe w metrze,, .
    Dziś chciałam skorzystać z takiego przy politechnice. Trzy automaty nie działały. Tylko jeden informował o tym. Drugi był ślepy i głuchy, a trzeci niby działał, ale nie przyjmował pieniędzy i nie wydawał biletów.
    Razem ze mną miotało się dwóch młodych ludzi. Pełna frustracja.
    Biegaliśmy między różnymi wejściami, bo automaty tak są ustawione, że trzeba pokonać niezłą trasę by je sprawdzić, a tak chcieliśmy być uczciwi i kupić bilet w niedzielę wieczorem.

    Nie jestem nastolatką i nie chciałam by jakiś kanar się nade mną wytrząsał, więc powędrowałam do tramwaju i tam kupiłam bilet u motorniczego. Na szczęście mogę dojechać również tramwajem i autobusem na tej trasie, ale wkurzona byłam okropnie.

    A co robi w takiej sytuacji przyjezdny, który nie zna miasta, albo ktoś kto się śpieszy. Szkoda gadać, mała rzecz a rozbija wieczór.

  19. Swojak Autor wpisu

    BP, widzę, że w ZTM mamy automatyzację. Jutro automaty będą wszędzie, na każdym przystanku, w każdym wagonie, na każdej stacji. Jest jeden szczegół, taki biznesowy sekret, którego nie zgłębili szefowie ZTM: automaty wymagają pracowników, którzy zajmują się ich ciągłą konserwacją.
    Jak to robią inni, którzy poznali tajemną wiedzę o życiu automatów? Na stacji kolejowej Zurich Flughafen jest masa automatów biletowych. Czy myślisz, że one się nie psują? Ależ psują się na potęgę! Tylko natychmiast po awarii jest przy maszynie pan w uniformie firmy kolejowej i przywraca do życia maszynę, którą ktoś nakarmił jakimś paskudztwem. Tak robią Szwajcarzy. A ja robią Włosi w Miediolanie? Ich automaty są też nagminnie zdychają. Lecz jak widzisz, że automaty są zablokowane to na pewno znajdziesz na stacji okienko z pracownicą, która sprzedaje bilety.

Możliwość komentowania jest wyłączona.