Śnieżny raj.

Nareszcie tej zimy zobaczyłem korony drzew pięknie pokryte grubą warstwą śniegu, a dachy domów i ich otoczenie lśniące czystą bielą. To wszystko z wysokości sześciu tysięcy metrów, przed okno samolotu wiozącego mnie z Zurychu do Lugano.

Miałem ogromne szczęście, że mój lot wypadł w idealnie słoneczny dzień. Niewielki, turbośmigłowy Saab 2000 przemykał tuż nad szczytami Alp.

Rocznie odbywam kilkadziesiąt rozmaitych podróży, ale ten półgodzinny przelot nad Alpami jest nieodmiennie na szczycie listy najładniejszych tras.

Chwilę po starcie z Zurychu, za oknami pojawiają się pagórki w okolicach Lucerny, a potem już wysokie, ostre, kilkutysięczne szczyty. Z lewej i z pawiej strony samolotu widać białe góry ciągnące się po horyzont.

Pięćdziesięcioosobowa maszyna leci dość nisko, wydaje się, że jest zaledwie kilkaset metrów nad ziemią. Śnieżny raj jest na wyciągnięcie ręki. Widać drogi prowadzące do góralskich chat, a nawet ślady na śniegu rozjeżdżonym przez narciarza lub snowboardzistę „sunącego na dziko” poza szlakami.

Po chwili biel zostaje w tyle, krajobraz ma coraz sięcej brązów i trochę zieleni.

Po południowej stronie Alp zniżamy się do Lugano. Przelatujemy nad płytą lotniska, która pozostaje w tyle. Lecimy dalej pomiędzy szczytami gór, a pod nami jest malownicze jezioro i domy przyklejone do zbocza stromo schodzącego do tafli wody.

Stok górski po naszej lewej stronie jest coraz niższy. Po chwili odsłania się dolina. Pilot wykorzystuje ją do zrobienia zwrotu o 180 stopni i teraz lecimy na północ. Lotnisko jest znowu przed nami. Jesteśmy coraz niżej. Za oknem autostrada prowadząca z Bazylei do Mediolanu. Wyraźnie widać samochody i ich pasażerów. I w tym momencie koła samolotu dosięgają betonowego pasa startowego. Koniec bajkowej podróży.

Na lotnisku czeka na mnie kierowca. Po dziesięciu minutach jestem już w biurze. Duszne pomieszczenie, sztuczne światło i wymyślanie biznesowych planów na najbliższy rok. Organizm protestuje. Dzień kończę z uciążliwym bólem głowy.

3 myśli nt. „Śnieżny raj.

  1. expatlady

    tak sobie czytam Twoj blog, siedzac w Zug. Przez ponad 3 lata nie udalo mi sie zaprzyjaznic ze Szwajcarami, jedynie otoczenie expatow.. sasiadow widzialam 3 razy wogole..Moze posiadanie dzieci zmienia punkt widzenia, ale Ci Szwajcarzy, ktorzych mi przyszlo poznac nie sa ani przyjacielscy-tak naprawde-nie jedynie uprzejmi, bo to napewno-oni dobrze prezentuja swoj kraj na zewnatrz-poprawna uprzejmosc wobec obcokrajowcow, ale nie podchodz za blisko..ani skorzy do rozmowy o niczym innym tylko co przywiodlo Cie do tego super kraju..miodem i mlekiem plynacego..i gdzie pracujesz-w podtekscie-czy jestes bogaty czy jedynie srednio zamozny..skrajnie materialny narod..zimny jak gory, ktorymi jest otoczony, ale PIEKNY. Tzw zlota klatka dla polskiej duszy:) pozdrawiam ze slonecznego Zug.

  2. Swojak Autor wpisu

    cześć expatlady, dopiero dzisiaj przeczytałem Twój komentarz; dziękuję za te słowa; trzymaj się ciepło w „złotej klatce”

Możliwość komentowania jest wyłączona.