Jan jedzie do Wanaki.

Na tylnym siedzeniu pożyczonej Toyoty Prius siedział niezadowolony autostopowicz. Było już późne popołudnie, gdy zabraliśmy go z drogi koło lodowca Fox. Przed nami były ze dwie godziny jazdy do Haast. Tam chcieliśmy przenocować.

Nazajutrz ruszaliśmy dalej. Wtedy naszą pierwszą miejscowością miała być Wanaka.

Nasz nieszczęsny autostopowicz uparcie powtarzał, że Haast jest bez sensu, że leży na pustkowiu, niczego tam nie ma i zostawanie tam na nocleg to kiepski pomysł. On postanowił dotrzeć do Wanaki. Wanaka to wspaniałe miejsce, wiele tam się dzieje, a co więcej, on chciał tam spotkać swojego znajomego.

Moje autostopowe doświadczenie podpowiadało, że są marne szanse dotarcia w sobotni wieczór do Wanaki, do której prowadziła kręta górska droga.

Na najbiższym postoju, gdzie oglądaliśmy malowniczą zatokę, amator Wanaki wybiegł na szosę i desperacko zatrzymał jedyny samochód, który wyprzedziliśmy po drodze. Oczywiśncie auto jechało tylko do Haast, a był to ten sam kombiak, z którego zrzędzący turysta wysiadł, by wsiąść do naszej Toyoty. Miał wtedy nadzieję, że my pojedziemy do Wanaki.

Potem, na kolejnym postoju, podobna historia. Tym razem to już sam zatrzymałem mijającego nas kampera. Ten też planował nocleg w Haast.

Tłumaczyłem upartemu autostopowiczowi, że dla mnie każde miejsce potrafi być atrakcyjne. Podawałem przykłady ze swoich podróży. Lecz jego zdaniem nic nie mogło zmienić faktu, że Haast jest bez sensu.

Wyobraźcie sobie, że facet miał rację! Jego Haast okazało się porażką. Po dotarciu do wioski, od razu wrócił na drogę czekając na okazję. Po jakimś czasie zrezygnował i jeszcze bardziej rozgoryczony zaszył się w schronisku. Minąłem go, gdy wlókł się na nocleg. Na pożegnanie pozrzędził na temat bezsensu sytuacji i nie miał głowy, aby zapytać o nasze plany na niedzielny poranek. Gdy nazajutrz rano, wyruszaliśmy w trasę, on najwyraźniej jeszcze spał w swoim pokoju. Tym sposobem stracił szansę dotarcia do Wanaki na śniadanie. Haast był dla niego, zgodnie z oczekiwaniami, absolutną porażką.

Przy okazji dodam, że wieźliśmy jeszcze jednego autostopowicza. Ten był zadowolony, że po długich godzinach czekania może przemierzyć kawał kraju. Na jednym z postojów spotkaliśmy też dwóch Irlandczyków, którzy przemierzali Nową Zelandię rozwalającym się kombiakiem. (To byli ci sami goście, którzy wcześniej podwozili naszego amatora Wanaki.) Wieźli  parę wędrowców. Wszyscy spotkaliśmy się potem w Haast. Całą siódemką poszliśmy na kolację do lokalnej knajpy. Żarcie było dobre i niedrogie. Potem wybraliśmy się na plażę wyposażeni w sporą ilość piwa. Irlandczycy postanowili tam nocować. Po rozpaleniu ogniska zrobiło się sympatycznie. Jak rozstawaliśmy się, ze radosną ekipą to oni wykrzykiwali, że to najlepszy nocleg jaki im się dotychczas przytrafił. Wróciliśmy do sympatycznego motelu. Nasze Haast było bardzo w porządku.

2 myśli nt. „Jan jedzie do Wanaki.

Możliwość komentowania jest wyłączona.