Okupuję Wall Street.

Z zaciekawieniem patrzę na okupację Wall Street.

Czy na amerykańskim horyzoncie widać mieszkanie w blokach wielorodzinnych, transport publiczny, zanik kredytów konsumpcyjnych i czerpanie radości z prostego, skromnego życia?

Teraz ostrze protestu skupia się na oburzeniu z pompowania pieniędzy z kieszeni podatników na konta korporacji finansowych. Mam nadzieję, że przyjdzie druga fala refleksji nad tym co jest źródłem kryzysu. Myślę, że wyszukane instrumenty inwestycyjne są skutkiem tego, że w dwudziestym wieku Amerykanie wkręcili się w nakręcanie konsumpcji. Wyglądało to dla mnie jak narodowa religia. W punkcie kulminacyjnym, gdy produkcja przeniosła się do Chin, Amerykanie byli już tak otumanieni swoją nową religią, że oznajmili, iż ich wkład w rozwój świata to konsumpcja. Dzięki temu nadają bieg globalnej gospodarce. Jak zbliżało się widmo kryzysu to prezydent apelował, by nie ustawać w zakupach.

W tym samym czasie widziałem jak wyniszczamy zasoby Ziemi, aby produkować ogrom nietrwałych, zbytecznych przedmiotów, których kupowanie miało być zbawieniem świata. Czyli pęd wzrostu gospodarczego to pęd do uczynienia Ziemi ekologiczną pustynią.

Moim podejściem do rozwiązania węzła kryzysu jest skupienie się na tym co ja mogę zrobić, aby przywrócić w świecie równowagę. Mogę dbać o równowagę w moim życiu. Także równowagę materialną. To oczywiście wymaga równowagi duchowej. Odczuwam na własnej skórze, że z rozsądnych zakupów wypadam, gdy brak równowagi w moim sercu. Gdy z wnętrza płynie spokój oraz wola uważnego i świadomego życia to łatwiej mi lekceważyć zewnętrzne zachęty do rzucenia się w nurt konsumowania.

Myślę, że potrzebujemy też współczującej wrażliwości na innych. Czyli takiej zwykłej ludzkiej solidarności. Mogę coś dać innym i ułatwić im wprowadzanie równowagi w życiu. Mogę dzielić się pracą, przedmiotami, umiejętnościami lub pomysłami.

Rozwiązanie problemów świata rozpoczyna się od ustawienia na zdrowe tory mojego własnego życia. Jak zrobi to jeszcze kilka osób, albo kilka tysięcy, albo kilka milionów lub kilka miliardów, to bez względu jak nazwiemy system gospodarczy i polityczny, świat wejdzie na dobre tory.

Czyli mam nadzieję, że okupacja Wall Street jest etapem w budowaniu pokoju serca i solidarności tych, którzy widzą, że świat wymaga zmiany. Zmiana rozpoczyna się od serca każdego z nas.

Też okupuję Wall Street – moim wkładem jest codzienna medytacja i finansowanie programu edukacyjnego w domu dziecka.

3 myśli nt. „Okupuję Wall Street.

  1. Krzysztof Kozłowski

    Czasami się nad tym zastanawiam. Dlaczego tak wiele ludzi wokół zdaje się kierować tylko prostymi codziennymi aktywnościami, żyje z dnia na dzień bez większej refleksji. Możliwe, że to tylko złudzenie, że tak się wydaje patrząc z boku, ale dla mnie równowaga w życiu i dążenie do niej nie należy do dziedzin, których można nauczyć każdego. Potrzeba równowagi wynika chyba z osobowości, może z jakiegoś strachu przed życiem bez zahamowań? Dla jednych stanowi wartość, dla innych nie. I choć znajdą się pewnie też tacy, którym wystarczy zasugerować życie w harmonii, by zmienili postrzeganie, to jednak większość z nas albo tego potrzebuje albo nie. Co oczywiście nie wynika z żadnych badań, a prostej obserwacji, mojego własnego przeświadczenia… 😉

  2. Ania

    Okupacja Wall Street przybrala ciekawa forme. Oczywiscie mowi sie o protescie przeciwko konsumpcyjnemu nakrecaniu gospodarki, na maxa.
    A rownoczesnie na zamknietej ulicy powstalo handlowe miasteczko: nie tylko stragany z rozmaitym jedzeniem, to tez elektronika, bizuteria, rekodzielo wszelakiej masci Indian-nie mam na mysli tylko tych z Ameryki Pn, kiermasze artystyczne. Konsumpcja w drobniejszym wydaniu.
    Mozna zwariowac:))

  3. Sebastian

    Bardzo ciekawy i wartościowy wpis. Masz racje wszystko, co w nas zachodzi w sercu, bo to jest pierwszy czynnik żeby coś zrobić. Ludzie budzą się powoli z otaczającego nas matrixu. Chcą zmian, ale nie dziwi mnie to. Kiedyś trzeba zauważyć, że to pieniądz niszczy naszą ziemie. I to, że wyższe sfery kpią z zwykłych ludzi, którzy chcą żyć w spójności, spokoju i harmonii. Bo to jest już jakiś sukces prawda?

Możliwość komentowania jest wyłączona.