Dolecieć do swojego lasu.

Znalezione w książce otrzymanej od przyjaciół:

Pewien ptak codziennie chronił się w suchych gałęziach drzewa, stojącego pośród rozległego pustynnego krajobrazu.
Razu pewnego trąba powietrzna wyrwała drzewo z korzeniami i biedny ptak musiał przelecieć sto długich mil, zanim wyczerpany znalazł sobie nowe schronienie.
Gdy wreszcie, po długim locie dotarł do gęstego lasu, znalazł tam niezliczone drzewa, które uginały się od owoców.

(cyt. za „Pasje i marzenia liderów XXI wieku” I. i M. Blimel)

Powyższa historyjka kojarzy mi się z przywołaną niedawno opowieścią Steva Jobsa o tym jak rozmaite tarapaty miały zbawienne znaczenia dla jego rozwoju. Gdy go wyrzucano to okazywało się, że kolejny etap życia otwierał możliwości, które zaistniały tylko dlatego, że jakaś trąba zwaliła drzewo, na którym siedział.

Jak tam Wasze doświadczenia latania długich mil po stracie swojego bezpiecznego drzewa?

4 myśli nt. „Dolecieć do swojego lasu.

  1. Ania

    „Nieszczescia to szczescia, tylko troche inne” za Ks. Twardowskim.

    Na poczatku jest problem z akceptacja, a potem wychodzi i tak na dobre:)

    Z podobna opowiescia o ptaku i suchym drzewie spotkalam sie u de Mello.
    I oczywiscie w swoim zyciu:)

  2. Krzysztof Kozłowski

    Żadnego drzewa jak dotąd nie utraciłem. Największą stratą są niewykorzystane możliwości, o których wiem, że je posiadam, a których zbyt często nie potrafię chwycić, by dotrzeć do swojego lasu.

    Inspirujący wpis.

  3. Lidka

    Sluchalam tego przemowienia Jobsa i zgadzam sie z Nim i z tym, ze kazda zmiana w jakis sposob motywuje nas do dzialania, zmusza do bycia kreatywnym. To troche jak z wyborem czy jezdzimy szybko i ekscytujaca czy wolno i bezpiecznie. Czy prosto do celu, czy zjezdzamy z drogi by zobaczyc cos, czego do konca zycia nie zapomnimy. Ja musialam podjac taka decyzje piec lat temu. Wyjazd z Polski, zostawienie bezpiecznej ale troche juz rutynowej pracy, stabilizacji i rozpoczecie troche jakby od nowa zycia. Drugi kierunek studiow, troche biedniej, bo od poczatku ale tez ekscytujaco. Duzo podrozy zamiast kolejnego remontu czy nowego samochodu. Zupelnie inne zycie. Spelnienie swoich marzen o graduation jak z amerykanskich filmow, doktorat, praca na uczelni. Marzenia, ktore piec lat temu myslalam, ze nie dane mi bedzie juz spelnic. Cena – teskonota za Polska, moim domem. ktory sama wybudowalam, ogrodem, ludzmi, ktorzy mnie znali.Byciem u siebie. Chyba wrocimy, bo tak chyba bedzie dla nas lepiej. Bo sa Rodzice, coraz starsi, ktorymi trzeba sie nacieszyc. Zmiany sa konstruktywne, chociaz czasami mecza. Wnioski – nie nalezy sie ich bac. Chyba najwazniejsze jest to, by nie bylo marzen, ktorych nie spelnilismy, bo balismy sie za bardzo ryzyka. Pozdrawiam,

  4. iza

    Przeczytałam kilka dni temu ten wpis i wciąż jest w mojej głowie. hmmm

Możliwość komentowania jest wyłączona.