Kaczyński czy Tusk, Ty wybierzesz ofiarę.

Czuję się jak na wyborach prezydenckich w państwie, gdzie lider ma bardzo dużą władzę, łącznie z władzą ustawodawczą.

Do tego w pakiecie wybieram gwardię przyboczną lidera.

Mamy głosowanie na jednego z dwóch kandydatów. Zresztą Platforma Obywatelska mówi na swoim plakacie wprost: „Tusk czy Kaczyński, ty wybierzesz premiera”.

Mieszkamy w dość dużym kraju. Ludzi tu sporo. Mamy wielość poglądów. Mamy rozmaite pomysły na życie i na Polskę.

A tu pod bokiem wyrósł nam taki potworek systemowy, gdzie tradycja parlamentaryzmu umarła nim się u nas zaczęła.

Chciałbym wybrać mojego posła. Chciałbym, aby był to człowiek reprezentujący moje patrzenie na nasz wspólny interes.

Zamiast tego, wybór sprowadzamy do dwóch kiepskich (moim zdaniem) liderów. Ich wizja Polski, ich obyczaje, sposób traktowania współpracowników, skuteczność w załatwianiu wspólnych spraw są mi obce.

Jak zagłosuję? Oddam głos na faceta z listy wyborczej, który w internetowej ankiecie wyraził poglądy podobne do moich, a do tego ma jakieś doświadczenie samorządowe. Wiem, że koniec końców oddaję głos na jego szefa. Zły jestem, bo obydwóch prawie premierów wysłałbym do jakieś małej i nieskomplikowanej gminy, aby jako radni nauczyli się jak działać dla dobra wspólnego i jak szanować ludzi, którzy są z nimi, i którzy są przeciw nim. W sejmie chciałbym widzieć innego formatu ludzi.

Podobno jaki naród tacy jego przedstawiciele. Moim zdaniem Polacy są coraz fajniejsi i mają coraz sensowniej poukładane w głowach. Zatem wierzę, że prędzej czy później ten pozytywny trend dotrze do szamba zwanego Sejmem RP.

4 myśli nt. „Kaczyński czy Tusk, Ty wybierzesz ofiarę.

  1. żyjący na ziemi

    Odnoszę wrażenie, że przy tych wyborach po raz pierwszy relatywnie dużo ludzi, w tym osoby publiczne, deklaruje, że świadomie nie pójdą na wybory. Właśnie żeby zaprotestować przeciwko przeciwko politycznemu status quo czy, jak to nazwałeś, potworkowi systemowemu.
    Oddanie głosu nie zmieni niczego. Znaczne obniżenie frekwencji przynajmniej teoretycznie mogłoby stanowić impuls do zadania sobie przez polityków pytania, czy to, co robią ma sens i jest dobre.

  2. Swojak Autor wpisu

    @żyjący na ziemi: Dla mnie niska frekwencja w wyborach jest bolesna, bo jest znakiem dystansu między Polakami, a tymi, którzy kierują Polską.
    Lecz raczej nie widzę powodu, dla którego zawodowi politycy mieliby postanowić zmienić zawód pod wpływem niskiej frekwencji.
    Czy kilkaset osób, z których większość zajmuje się bezwolnym przyciskaniem guzika do głosowania podejmie decyzję o zabraniu się do uczciwej pracy?
    Skoro o wynikach głosowania decyduje kilkanaście osób z szefostwa głównych ugrupowań to może czas rozgonić do domu pozostałe czterysta osób, które marnują nasze pieniądze?

  3. MaryAnn

    Swojak ma rację, już od wielu kadencji jest niska frekwencja wyborcza i bynajmniej rządzącym to nie przeszkadza, myślę że byłoby to nawet nie po ich myśli aby poszła i zagłosowała ta wielomilionowa, uśpiona rzesza.

  4. PMG

    Jednomandatowe okręgi wyborcze też mają wady. Wtedy poseł robi wszystko żeby się przypodobać mieszkańcom danej miejscowości. Szczególnie na przykładzie wyborów w USA widać to mocno. Pamiętam o argumentach w stylu „prom na Alasce, w miejscu gdzie mieszka 100 ludzi, bo akurat ten obszar jest szczególnie wazny”.

Możliwość komentowania jest wyłączona.