Niech Bóg zachowa polską policję w zdrowiu i z daleka od nas.

Mojemu gościowi ze Szwajcarii skradziono w Warszawie iPhona.
Wczoraj odwiedził trzy komisariaty – najbliższy biura, rejonowy oraz właściwy, ze względu na miejsce kradzieży.
Chciał dokonać zgłoszenia i otrzymać pisemne potwierdzenia dokonania zgłoszenia.
Nic nie załatwił. Pod pretekstem braku numeru identyfikującego urządzenie (IMEI), policjanci twierdzili, że nie wydadzą zaświadczenia nawet jak by przyjęli zgłoszenie.

Koniec końców kolega odleciał do domu bez zaświadczenia, a ja porozmawiałem z Oficerem Dyżurnym Komendy Stołecznej, który uznał, że gdybym zadzwonił w czasie, gdy kolega był na komisariacie to sprawa byłaby załatwiona w pięć minut.
Inaczej mówiąc, jak to skonkludowali komicy z kabaretu Ani Mru-Mru: „Dziwny jest nasz kraj – trzeba kogoś naprawdę wielkiego w dupę kopnąć, żeby się los do Ciebie uśmiechnął”.

Teraz mogę składać skargę i pewno skończyłoby się przyczepieniem się szefów do szeregowych policjantów, którzy wczoraj gadali z moim gościem. Tylko po co? Przecież to nie policjantki przy okienku wymyśliły, że zniechęcenie petentów do zgłaszania przestępstw poprawia statystyki przestępczości w naszym kraju…