Herezje.

Po wakacyjnym tygodniu spędzonym w rozmodlonym Taizé trzymają się mnie tematy duchowe.
Po raz kolejny tam pojechałem, by zanurzyć się w ekumenicznej atmosferze stworzonej przed laty przez brata Roger.

Patrząc na zjednoczenie chrześcijan wysunąłem wnioski mocno heretyckie. Ekumenizm był, na mój gust, potrzebnym przełomem w dwudziestym wieku. Lecz dzisiaj orędownikom ekumenizmu stawiam wyzwania wykraczające poza wspólnotę uczniów Jezusa z Nazaretu.

Pozwólcie, że zacznę moją notatkę od innego końca.

Świat jest mały. W samolocie czy na youtubie skaczemy między kulturami i kontynentami. Odwiedzenie najbardziej wymyślnego zakątka planety jest na wyciągnięcie ręki wielu moich znajomych. Podróż poślubna do Nowej Zelandii? Od pomysłu do realizacji upłynęło kilka miesięcy i E. z T. byli na drugim końcu świata. Praktyki studenckie w Wenezueli? Córka kuzyna właśnie z nich wróciła. Wyjazd szkolny do Turcji i mieszkanie u rodzin? Moja córka miała to przed wakacjami.
Jeszcze łatwiej przemieszczać się przed ekranem komputera. Inspirujące filmy, czy animacje oglądane ostatnio na youtube to twory Japończyków, Nigeryjczyków, Amerykanów, Rosjan czy Hindusów. Na Facebooku mam wśród znajomych muzułmanów, buddystów, mormonów, katolików. Zresztą nawet nie wiemy jak i w co wierzą dziesiątki naszych globalnych znajomych.
Zburzyliśmy bariery. Naszą kulturą jest kultura całego świata. Wnosimy w nią to co wykuły pokolenia w naszej tradycji. Czerpiemy z tego co wnoszą inni.
Fascynujące i obiecujące doświadczenie.

Poznając ludzi z innych kultur widzimy jakimi ścieżkami szedł rozwój cywilizacji, a w tym rozwój ludzkiego ducha i poczucia sensu życia.
Myślę, że dzięki temu jedną z najciekawszych zmian jakie następują przed naszymi oczami, jest zmiana w obszarze duchowości – czyli w rozwijaniu świata wartości i sensu życia.

Im bliżej pracujemy, żyjemy i przyjaźnimy się z ludźmi innych tradycji, tym naturalniejsze jest widzenie podobieństw w tym co dla każdego z nas jest w życiu ważne.
Dla mnie intrygującym wymiarem jest spotkanie Wschodu z Zachodem. Obydwie cywilizacje odkrywają zaskakujące podobieństwo w potrzebach i pragnieniach ludzi z tymi na drugiej półkuli. Jesteśmy do siebie tak bardzo podobni. Spotkanie Wschodu z Zachodem wydaje się otwierać ciekawe horyzonty.

To chyba spore wyzwanie, głownie w naszym kręgu. Bowiem skoro dopiero w ubiegłych dekadach chrześcijanie rozmaitych kościołów zaczęli się spotykać, wspólnie modlić i wspierać w rozwoju duchowym, to jak im powiedzieć, że jogin czy buddysta to człowiek, z którym możemy wspólnie pojechać na rekolekcje.

Ekumenizm też pierwotnie uznawano za dziwaczne, czy nawet niebezpieczne działanie. Dialog chrześcijan jeszcze nie okrzepł, a ja widzę, że już wchodzimy w czas, gdy podobna bliskość będzie wzrastać między ludźmi rozmaitych tradycji duchowych. Pewno w naszym regionie będzie to tym powszechniejsze, im bardziej rozwiązania rozwoju duchowego proponowane przez Kościół Katolicki będą odstawać od potrzeb i wartości ludzi dbających o swój rozwój duchowy.

Myślę, że praktyki rozwoju duchowego łączą wszystkich ludzi. Jak świat długi i szeroki popularność zdobywają praktyki uważności (mindfulness). Jedni odwołują się przy tym do korzeni chrześcijańskich (do ojców pustyni), inni do buddyzmu lub jogi, ktoś czerpie z sufizmu. Wszyscy razem czuwamy w milczeniu i jesteśmy obecni. To się dzieje. To rośnie.

Dzieje się to na miarę naszych czasów, czyli nie poprzez synody i sobory, ale… przez iPhony, Androidy i nieformalne grupy.
Coraz mocniej czuję, że w ciekawych czasach przyszło nam żyć.

Czy macie ochotę podzielić się swoimi refleksjami?  Jak duży jest związek formalnych organizacji religijnych z rozwojem duchowym człowieka w 21. wieku? Co Waszym zdaniem przetrwa z europejskiej tradycji chrześcijańskiej? Jakie pierwiastki chrześcijaństwo wnosi i nadal będzie wnosić w duchowy rozwój człowieka?

8 myśli nt. „Herezje.

  1. Łukasz

    Od dawna chcę sie tam wybrać i jakoś mi nie po drodze ale kiedys na pewno się uda:)
    Ciekawy wpis, ja sobie tak myślę, że dzisiaj wyzwaniem jest nie tyle ekumenizm, co skłonienie ludzi do jakiegokolwiek rozwoju duchowego. Wielu odczuwa pustkę i juz nawet nie zauważa, że coś jest nie tak.
    Nie należę do żadnej formalnej grupy, kiedys uczestniczyłem w medytacjach w duchu Taize i bardzo dobrze to wspominam.
    A co do Twoich pytań: w dobie wysokiej świadomości społecznej model jaki obowiązuje w chrześcijaństwie, a zwłaszcza w katolicyźmie i prawosławiu musi sie zmienić, jeśli chce przetrwać. I nie chodzi mi tu o zmianę prawd wiary ale o ogólne odrodzenie i zrozumienie istoty chrześcijaństwa. To religia przegranych, skrzywdzonych, wykluczonych i cierpiących, a oficjalna linia jest tak bardzo inna przecież – zwłaszcza wsród kapłanów, gdzie tryumfalizm i brak pokory to rzecz częsta.
    Weźmy choćby „Kazanie na Górze” czyli Błogosławieństwa – które sa wykładnią zasad chrześcijaństwa – kto sie dzis do tego stosuje albo nawet rozumie, że to jest najważniejsze, że o to właśnie chodzi: ‚Błogosławieni ciśi’ hehe, dobre sobie, cjchymi to się pomiata, albo: ‚Błogosławieni, którzy się smucą’ – mało kto jest w stanie podążać taka ścieżką rozwoju duchowego.
    Szansę widze w niewielkich społecznościach chrześcijańskich powstających z przekonania i wyboru, jak na samym początku. Towarzyszyć temu powinno zrozumienie i tolerancja dla innych religii i kultur, a także uznanie, że zobowiązani jesteśmy do dbania o środowisko naturalne, w którym żyjemy. „Czyńcie sobie Ziemię poddaną’ nie jest niestety najlepszą receptą na dzisiejsze czasy.
    Na masową skalę przetrwa więc najpewniej tradycja Bożego Narodzenia i inne tego typu przyjemne zwyczaje:) A w duchowość zagłębiać się będa tylko nieliczni. Mam nadzieję, że ten mój chaotyczny komentarz jest choc trochę zrozumiały:)

  2. Swojak Autor wpisu

    @Łukasz, cieszę się, że podjąłeś temat. Myślę, że dobry impuls może wypłynąć z tego, iż „wielu odczuwa pustkę i juz nawet nie zauważa, że coś jest nie tak.” Sądzę, że pustka może być otrzeźwiającym doświadczeniem.

  3. Iza

    Będąc na studiach przyjrzałam się organizacjom działającym przy kościele i szczerze trochę się rozczarowałam. Oczekiwałam od nich otwartości na innych, zapraszania w codzienności do siebie ( a nie tylko na forum czy rozdając kartki z informacjami) Chciałabym widzieć, że oni są po coś więcej, że ich działania są przepełnione miłością.

    Wydaje mi się, że ludzie potrzebują zdać sobie sprawę, że najważniejsza jest miłość, czynienie dobra i szacunek. Nie może być tak, że ktoś czuje się lepszym bo przynależy do innego Kościoła od osób, które pojmując duchowość inaczej. I zgadzam się z Łukaszem, że nie chodzi o zmianę fundamentu tylko o spojrzenie trochę inaczej na pewne aspekty.

    Jestem pełna podziwu dla ludzi, którzy mają motywację i czują potrzebę aby rozwijać swoją duchowość niezależnie od tego do jakiej religii się przypisują. Świadomość i miłość jaką wkładają w przeżycia duchowe jest godna podziwu. Tacy ludzie są pozytywni, mają dużo szacunku do innych i czuć od nich pozytywną energię.

  4. Swojak Autor wpisu

    @Iza, myślę, że jest jakaś niezwykle delikatna granica między „organizacją”, a „wspólnotą”. Moim zdaniem droga życia (w tym także droga rozwoju duchowego) to zadanie indywidualne każdego z nas. Jednakże wędrówkę odbywam wśród ludzi i częściowo z innymi ludźmi. Taką wędrówkę w towarzystwie innych nazwałbym wspólnotą. Wspólnota jest na tyle piękna i dobra na ile składa się z pięknych i dobrych ludzi. Uczestniczę we wspólnocie medytacyjnej. Systematycznie się spotykamy, razem czytamy teksty, rozmawiamy o nich i medytujemy. Każdy z nas idzie swoją drogą, a nasze szlaki się co parę dni schodzą we wspólną drogę. Myślę, że to dobra wspólnota.
    Zaś organizacja to dla mnie coś innego – to grupa ludzi mających ustaloną strukturę i działających razem, aby osiągnąć wspólne cele. Tutaj te indywidualne drogie się mniej liczą. Tu chodzi o wspólny cel.
    Spotykam wspólnoty religijne i spotykam organizacje religijne. Czasem też nie wiem co spotykam, bo okiem nie widzę, czy to wspólnota, czy organizacja.
    Czy te grupy, które spotkałaś wokół naszej uczelni to były wspólnoty czy organizacje? Pewno bardziej organizacje skoro brakło Ci tam serdeczności i ciepła.
    Myślę, że dokładając swoją serdeczność i ciepło do organizacji możemy ją przenieść na orbitę wspólnoty.
    Lecz na niektóre organizacje szkoda mi mojego krótkiego życia…

  5. Lidka

    Jestem osoba wierzaca i staram sie by moja Rodzina opierala sie i byla zbudowana na prawdziwych wartosciach. Boje sie napisac chrzescijanskich, bo to bardzo patetycznie brzmi, ale te wartosci wyplywajace gdzies z dekalogu obecne gdzies w naszym zyciu sprawiaja, ze zwyczajniej latwiej sie zyje i ma sie radosc z czasami malych rzeczy. Czlowiek wierzacy, czesto nie ma sie tylu dylematow moralnych, bo jest swiadomy tego, co powinno byc najwazniejsze w zyciu. Bez wiary zycie staje sie chyba bardziej skomplikowane, chociaz pozornie przestrzeganie tych zasad nie jest latwe. Tam gdzie nie ma wiary, ludzie czesto traca nadzieje, trudniej jest im pokonywac zakrety. Do wiary i chrzescijanstwa trzeba dorosnac.Niestety zeby dorosnac trzeba najpierw w tej wierze wyrastac. Dzisiejsze czasy temu nie sprzyjaja. Wielu ludzi oddala sie od wiary utorzsamiajac ja z strukturami Kosciola a przeciez Wiara to nie ksiadz, ktory jest czlowiekiem i czasami popelnia po ludzku bledy. Wiara to moje wewnetrzne przekonanie, zeby byc dobrym i starac sie zyc wedlug przykazan i tak wychowac dzieci by one te prawosc mialy w sercu. Wiara to nadzieja w drugiego czlowieka. To cos co czesto pozwalalo mi przechodzic przez trudne chwile w moim zyciu, dokonywac madrych wyborow, nie ulegac pysze kiedy sie udawalo osiagnac duzo. Z pokora przyjmowac porazki i z jeszcze wieksza sukcesy. Nie wyobrazam sobie naszej europejskiej kultury bez chrzescijanstwa.

  6. Ania

    Lidka, czy moge Twoje slowa o wierze zacytowac mojemu nastoletniemu synowi? facet pogubil sie troszeczke, szuka.
    Pomagam mu w szukaniu posuwajac lekture czy film.
    Ty trafilas w sedno. Dziekjue.

  7. Sebastian

    Lidka bardzo fajnie tu sprecyzowałaś, z jednej strony masz racje w tym co piszesz. Ja mogę powiedzieć, że jestem człowiekiem niewierzącym, ale czasami mam refleksje, żeby się nawrócić chociaż też mam na sobie dylemat. Hmm co do innych kultur/religii dla mnie jest najgorsza religia islamska. Nie chce nikogo tutaj urazić, ale miałem styczność z tą religia oraz osobami z niej. Nie chce nikogo obrażać ani kierować się stereotypami, ale jak dla mnie jest ona niebezpieczna i jest dużym zagrożeniem dla świata.

  8. Lidka

    Ja uwazam, ze kazda religia jest dobra, ktora w jakis sposob pomaga nam zyc w zgodzie z pewnymi universalymi zasadami. Dla mnie nie ma znaczenia, kto jaka religie wyznaje tak dlugo, jak nie narzuca mi jej i potrafi z respektem odnosic sie do tego, w co ja wierze. I tak dlugo jak religia przeklada sie na moralnosc a nie jest tylko zbiorem deklaracji.
    Z racji mojej pracy na uczelni w UK oczywiscie spotykam sie z wyznawcami roznych religii w tym Islamu. O ile na poczatku bylam nastawiona do tej religi tak jak do wszystkich innych, po kilku latach troche jednak z rezerwa sie do jej wyznawcow odnosze. Podziwiam ich za konsekwencje z jaka wyznaja swoja religie, za czasami bardzo restrykcyjne reguly, ktore sa w stanie przestrzegac, ale tez widze jak czesto tez nie sa konsekwentni w tym, co mowia a co robia. To czego najbardziej sie w niej obawiam, to wlasnie brak tolerancji dla innych religii. Z drugiej strony jakos nachalnosc w narzucaniu jej regul innym. Ale moze generalizuje. Moze to tylko moje negatywne odczucia zwiazane bardziej z jakims pojedynczym przypadkiem niz religia generalnie. Religia ma laczyc a nie dzielic. Nawet jezeli chodzi tu o wyznawcow nie tych samych religii. Dlatego w tym sensie czasami obawiam sie Islamu rozumiejac tez, ze broniac swojej religii bronia zasad i stylu zycia, ktory my w jakims stopniu podwarzamy swoja europejska kultura.

Możliwość komentowania jest wyłączona.