Czołgiem po osobówkach.

Za biznesową chorobę uznaję to, że „kupując książkę w Empiku, największej sieci księgarni w Polsce, nawet 55 proc. jej ceny wrzucasz do kieszeni tego dystrybutora. Pozostałe 45 proc. trafia do wydawcy i autora, ale tylko teoretycznie, bo Empik płaci swoim kontrahentom dopiero po pół roku” (http://www.wprost.pl/)

Myślę, że potrzebujemy zmiany w ocenie tego co w biznesie jest normalne, a co jest patologiczne.
Moim zdaniem, normalna jest realizacja swoich pasji poprzez budowanie projektów biznesowych, skupianie wokół nich ludzi, którzy będą uczciwie traktowani, oraz budowanie relacji z partnerami w oparciu o dotrzymywanie danego słowa, budowanie wzajemnego zaufania i odpowiedzialności za te relacje.

Dla odmiany, słyszałem o spotkaniu z polskim przedstawicielem międzynarodowego finansisty, którego firma wysysa kapitał od dostawców, poprzez marże na kosmicznym poziomie, oraz przez systematyczne lekceważenie terminów płatności faktur.
Na pytanie dlaczego firma tak traktuje swoich partnerów biznesowych, jej człowiek odparł, że skoro są tak duzi to mogą sobie na to pozwolić.
Polski pracownik zagranicznego inwestora powiedział to człowiekowi, który od dwudziestu lat prowadzi rodzinną firmę i ma opinię biznesowego gracza fair play. Ostatnio ten lokalny przedsiębiorca wziął kredyt obrotowy, bo zaległości w płatnościach ze strony dużego partnera stawały się niebezpieczne dla stabilności firmy.

Moim zdaniem to jest nienormalne.
Rozumiem pazerność mieszkającego w jakimś raju podatkowym geszefciarza, który wybrał ścieżkę biznesu poprzez kontakty z postkomunistami. Koledzy pomagają mu robić nad Wisłą złote interesy, a on swoją pracowitością i sprytem pomnaża kapitał. W sposób egoistyczny i z determinacją, osiąga swoje cele kosztem innych. Pewno tak lubi i może daje mu to satysfakcję. Budowanie zaufania i więzi z szerszą grupą ludzi mieszkających w naszym kraju są mu pewno niepotrzebne.

Lecz nie rozumiem powszechnej w Polsce wyrozumiałości dla takiej postawy. Nie rozumiem wyrażania tonem wyjadacza rynkowego komentarza o normalności takich zachowań.
Zatrzymywanie dla siebie ponad połowy pieniędzy ze sprzedaży mojego towaru i zaleganie mi z wypłatą przez pół roku jest patologiczne.
Mówienie o tym, jak o czymś naturalnym dla rynku i przedsiębiorczości jest, w moim odczuciu, złe i psuje nasz kraj.

Bowiem w konsekwencji takiego patrzenia na sytuację (i takiego o niej mówienia) ludzie nastawieni na przedsiębiorczość, wyrastający w takim rozumieniu świata, mogą uznać, że rozwój biznesu to wspinaczka kosztem słabszych graczy.

Jeśli kupię sobie czołg, wyjadę nim na ulicę i dotrę do pracy taranując zagradzające mi drogę samochody, to postronny obserwator moich działań może skomentować, że jestem tak duży, iż mogę sobie pozwolić na takie działania. Lecz pewno większość uzna mnie za niebezpiecznego wandala, który jest zagrożeniem dla otoczenia. Jak nie perswazją, to środkami przymusu skłonią mnie, abym przestał siać zniszczenie.

Co z czołgami polskiego biznesu? Może poprosić ich, aby nie taranowali innych przedsiębiorców?

2 myśli nt. „Czołgiem po osobówkach.

  1. telemach

    Poruszyłeś kilka (ważnych) tematów na raz. Brak reakcji utwierdza mnie w przekonaniu, że twoi czytelnicy podzielają (mimowolnie zapewne i z fatalizmem) perspektywę kryminalisty (złe, ale co my możemy na to począć). I (obawiam się) nie rozumie do czego zmierzasz.

    Nie tylko lata świetlne dzielą nas od społeczeństwa obywatelskiego, równie duży jest dystans od nowoczesnego rozumienia czym jest odpowiedzialność przedsiębiorcy, prawodawcy i konsumenta za prawidłowe funkcjonowanie gospodarki rynkowej. Może akceptacja „manchester capitalism” nie jest już powszechna, ale dalej pomiędzy obojętnym przyzwoleniem na patologię i postawą roszczeniową nie ma zbyt wiele.
    Podany przykład zastanawia i od razu nasuwa się szereg pytań. Co na to konsumenci? Co na to organizacje konsumenckie? Jaka jest pozycja organizacji przedsiębiorców? Co na to prawodawca? I co na to diktum mówi konkurencja?
    Otóż odpowiedź brzmi: nic. A przecież gospodarka wolnorynkowa to niekoniecznie dyktat silniejszego. Nawiasem: w Niemczech marża księgarzy ustalona została przez prawodawcę na 20%

  2. telemach

    I jeszcze: powiedzmy sobie uczciwie – współwinni są również wszyscy ci, którzy godzą się być klientami takich firm. Nieświadomy i obojętny konsument jest w Polsce normą. Jako przeciwieństwo świadomego i nieobojętnego. Również na patologię praktyk biznesowych. Wynikająca z wygody obojętność toruje drogę popularyzacji bezwzględności – w ostatecznym efekcie kiedyś nas też to dogoni i trafi.

    A przecież wcale nie trzeba tam kupować. Wcale nie trzeba.

Możliwość komentowania jest wyłączona.