Polacy do domu.

Pół roku temu dzieliłem się refleksjami po wizycie w angielskim biurze, które pustoszało w wyniku wysyłania pracy do Indii (http://blog.swojak.info/?p=136).
Teraz patrzę jak wyciekają tam polskie posady. Formalnie wszystko jest jak należy. Globalna korporacja dopasowuje swoje metody działania do warunków na rynku. Właściciele dogadali się z hinduskim partnerem, który daje nadzieję na poprawę rentowności spółki.
Coraz lepiej wyglądają słupki prezentowane co kwartał przez głównego księgowego, patrzącego zimnymi i zmęczonymi oczami w oko korporacyjnej kamery, która przekazuje obraz na tysiące pecetów korporacyjnej klasy niewolniczej. Z wymuszonym uśmiechem gratuluje nam poprawienia sytuacji sprzed roku. Rozmarzonym głosem dzieli się swoją wizją dalszego obcinania firmowych wydatków.

Film jak co kwartał jest na korporacyjnym portalu. Widz może wybrać jedną z niezliczonych wersji językowych tłumaczenia ścieżki dźwiękowej. Organizacja czerpie inspirację z mediów społecznościowych. Pod materiałem jest miejsce na komentarze. Sam prezenter zachęca do umieszczania tam wpisów i zadawania pytań.
Kilkadzesiąt tysięcy pracowników jest namolnie namawianych, aby oglądać ten korporacyjny spam. Wiem, że sporo osób to ogląda. Wymieniają uwagi na korytarzu lub przy maszynie do kawy. Pod prezentacją nigdy nie widziałem ani jednego wspisu.
Rzuciłem okiem na inny portal. Internetową gazetę, która parę lat temu podała neutralnie brzmiącą notatkę o zmianach w zarządzie firmy. Amerykańscy pracownicy uznali to miejsce za swój zakątek i do dzisiaj jest tam ponad trzy tysiące komentarzy. Ogromny ładunek frustracji.
Patrzyliśmy na te igrzyska ze współczującym dystansem.
Do czasu.
Ostatnio poszedłem rozliczyć rachunki w naszej warszawskiej księgowości. Zwykle pracujące tam kobiety były małomówne, siedziały skupione na swoich monitorach i masie wydruków. Teraz też było cicho i sztywno. Lecz ta sztywność była inna, dużo bardziej napięta niż dotychczas. Otóż okazało się, że w sąsiedniej salce konferencyjnej zagościło kilku Hindusów, którzy przez miesiąc lub dwa będą dokładnie opisywać stanowiska pracy księgowych. Po starej znajomości, koleżanki dogadały się z ludźmi z oddziałów w innych europejskich krajach. Usłyszały, że gdziekolwiek pojawili się ci goście, tam kończyło się zamknięciem lokalnej księgowości. Sądzą, iż będą pracować tylko tak długo, jak długo oliwkowi konsultanci będą potrzebować na zrozumienie specyfiki polskiej księgowości.
Pustoszeją też pokoje informatyków. Tutaj obyło się bez niezręcznych gości. Wystarczy, że ktoś odejdzie z pracy, a jego biurko już na zawsze zostaje puste. Praca jest przekazywana na Daleki Wschód. To znaczy mówienie o przekazaniu pracy jest nadużyciem językowym. Do zespołu dołącza zdalnie zatrudniony Hindus. Lecz pracę po polskim koledze przejmują pozostali Polacy, do czasu przyuczenia zagranicznych specjalistów. Im lepszym specjalistą był Polak, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że Hindus kiedykolwiek przejmie jego zadania. Czyli ludzie, którzy wciąż mają pracę w warszawskim biurze mają coraz więcej zadań. W konsekwencji spodziewam się dalszych odejść z pracy. Skoro to dołoży jeszcze więcej ciężarów na barki tych co zostali, to wróżę koniec polskiemu zespołowi. Przez przypadek byłem świadkiem wymiany zdań między polskim kierownikiem, a jego globalnym pryncypałem. Gdy Polak rwał włosy z głowy jęcząc, że Hindusi, których dostaje do zespołu są kiepscy, to jego przełożony  wykładał mu zalety zdobywania doświadczenia w zdalnym zarządzaniu personelem.
Tylko jak długo będzie potrzebny w Warszawie menadżer, którego zespół będzie już bardzo daleko stąd?
Doczekaliśmy się światowego życia w Polsce. Tylko czy to właśnie to mieliśmy na myśli podłączając nasz rynek do globalnej gospodarki? Czy firma, która mi płaci jest wyjątkiem na naszym rynku? Chyba nie. Ostatnio zatrudniliśmy człowieka (był chyba ostanim, który dołączył do polskiego zespołu) bezrobotnego po przeniesieniu do Indii jego poprzedniego miejsca pracy. Widziałem się też z koleżanką, która rekrutuje w Polsce zespół pracowników do wprowadzania danych. Przejmą pracę po Anglikach. Jeszcze nie widzą, że to tymczasowa robota, bo potem wszystko pójdzie do Indii.
Proszę Was o kreatywne propozycje jakie prace będą do wzięcia w Polsce przez wykształconych absolwentów za dziesięć lat? Pogdybajmy sobie. Nikt nie wie jak będzie wyglądała przyszłość, czyli możemy bezkarnie powróżyć z fusów. Serdecznie zapraszam do dyskusji.

5 myśli nt. „Polacy do domu.

  1. Kartek

    Trwa w Polsce dyskusja na temat wystąpień ulicznych hiszpańskich „Oburzonych” tzw Indygnados. W Metrze rozmowa na ten temat Anity Karkowskiej z Tomaszem Karoniem – socjologiem. Oto fragment –
    Anita Karwowska – Bezrobotni Hiszpanie domagają się skrócenia czasu pracy tak, by starczyło jej także dla innych. Może to rozwiązanie także dla nas?
    Tomasz Karoń – Postulat podzielenia się pracą jest zbyt wyrafinowany na naszą rzeczywistość. To bardzo zaawansowane myślenie społeczne, które funkcjonuje u nas jedynie na obrzeżach dyskusji politycznych. W Polsce jest on całkowicie abstrakcyjny i absolutnie nie pasuje do dominującej u nas liberalnej narracji. Przecież my wszyscy świetnie odnaleźliśmy się w tej kulturze pracy, która powoduje, że jesteśmy zawsze zajęci. Dlaczego to akceptujemy? Bo skoro jesteśmy zajęci, to znaczy, że jesteśmy potrzebni. Podział pracy to więc postulat z wyższej półki.”
    Pozdrawiam

  2. Wasp

    Jak praca dla wykształconych Polaków za lat 10?

    Sama jestem ciekawa. Temat w sam raz dla mnie. Jakie kierunek studiów wybrać, aby mieć chociaż nikle szanse na znalezienie godnego zatrudnienia?

    Patrząc na ten świat wydaje mi się, że wszystko jest już „made in Asia”. Niewiele jest krajów, które się temu opierają, wspierają rodzimą produkcję, fabrykę, pracowników. Polska do nich niestety nie należy.

    Wystarczy popatrzeć na Anglię czy Stany – tam większą część wykształconej (świeżo) inteligencji stanowią Azjaci. Czy oni naprawdę są bardziej podatni na wiedzę od nas? Czy są lepsi w wtłaczaniu są mądrości do głowy?

    Azja nas zalewa, gdzie nie popatrzeć widać jej wpływ…. autostrady, telefony, komputery, telewizory, samochodu. Ok, rozumiem w Japonii tworzyć się bardzo dobre samochody, ale już np. w Chinach? Trzeba mieć świadomość tego, jak ci ludzie tam pracują. Za miskę ryżu, po naście godzin na dobę, aby przeżyć. Jak dla mnie kupują „mady in China” po cichu się na to godzimy – to po pierwsze. A po drugie sami kopiemy sobie grób. Przecież to my (ludzie) powinniśmy wspierać nasze (polskie) produkty. Wiem, że często są one trochę droższe od tych bylejakich azjatyckich. Uważam jednak, że warto.

    Łukasz, przepraszam, bo chyba odbiegłam od tematu. Z przyjemnością poczytam o tej możliwej pracy za 10 dla Polaków.

    Pozdrawiam,
    Wasp

  3. Swojak Autor wpisu

    Wasp, podjęłaś kilka niezwykle ważnych dla mnie wątków. Pewno będę do nich wracał. Teraz podzielę się tylko fragmentem mojej wypowiedzi z dialogu na temat tego wpisu, który jedna z czytelniczek nawiązała poza blogiem.

    „Uważam, że centrum świata przesuwa się z Zachodu na Wschód.
    Co to znaczy dla nas i dla naszych potomków?

    To może znaczyć nowy wymiar niewolnictwa, ale może też znaczyć nowy wymiar dziejowej szansy. Myślę, że to od nas zależy czy będzie to pierwsza czy druga droga.
    Moim zdaniem sekret kryje się w sile charakterów, poczuciu służby innym i miłości bliźniego.

    To ogromny temat. Rozwinięcie tego tematu to rozwinięcie życia.
    (…)
    Konsekwentnie powtarzam, że moim celem jest zobaczenie Polski jako symbolu solidarności międzyludzkiej do roku 2030.”

    Zaś jeśli chodzi o ludzi z Azji to widzę, że w Polsce opieramy zdanie na ich temat na stereotypowych sądach.
    Bylejakość chińskich produktów w naszych sklepach jest moim zdaniem konsekwencją postawy naszych konsumentów, którzy żądają coraz więcej za coraz niższą cenę.
    W Szwajcarii większość kupowanych przeze mnie produktów była „Made in China”. Większość elektroniki i odzieży, które kupiłem tam przed laty służy mi do dzisiaj. W Szwajcarii konsument jest wrażliwy na jakość, a w Polsce na cenę. Moim zdaniem można mieć jedno, albo drugie.

  4. Monika

    Wasp,

    To istotne co napisałaś. Dokładnie kupujcie polskie, produkujcie polskie, popierajcie polskie – będzie sie rozwijać.

    Swojak

    Ja widzę tu jeszcze jedną sprzeczność. Jeśli zastępujemy pracowników maszynami lub ludźmi innych narodowości to gdzie będziemy szukać siły nabywczej dla naszych towarów i usług, jesli nie będą oni zarabiać? Czy inne narodowosci zostawią zarobione pieniądze u nas? Czy maszyna potrzebuje szkoleń ( no tak 🙂 serwisowych ), jedzenia, samochodu, domu, ubrań ?

    Hm…do przemyslenia 😉

    Pozdrawiam

Możliwość komentowania jest wyłączona.