Pożegnanie z bezdrożami.

„To raczej nie jest samochód dla Pana. Jako listonosz pewno zarabia Pan niewiele i potrzebuje auta, które będzie w ciągłym ruchu. To raczej dla weekendowego pasjonata wyjazdów w teren, który lubi pogrzebać przy samochodzie.”Podobną rozmowę odbyłem z kilkoma osobami, które skusiły się na ogłoszenie z ofertą mojej terenówki.Zniechęcałem niektórych kupców, czekając na idealnego nabywcę.Chodziło o pojazd niecodzienny, o dziewiętnastoletnią terenówkę o bliżej nieokreślonym przebiegu.

W sobotę wieczorem zadzwonił człowiek, który już jeździł kilkoma starymi autami 4×4 i teraz szukał czegoś nowego do zabawy na bezdrożach. Wiedziałem, że to ten, na którego czekała moja Feroza. Przyjął do wiadomości, gdzie są ogniska korozji, że silnik pije olej i pali 17 litrów gazu na 100 kilometrów. Z uznaniem wysłuchał jakie opony założyłem oraz co ostatnio robiłem przy samochodzie.Nazajutrz pokonał 200 kilometrów I zjawił się na jazdę testową.Dobiliśmy targu, samochód sprzedałem prawie za taką samą kwotę, jaką zapłaciłem w październiku poprzedniemu właścicielowi.Tym sposobem zakończyłem moją off-roadową przygodę.

2 myśli nt. „Pożegnanie z bezdrożami.

  1. d_n_s

    Przygoda 4×4 zakończona, a co będzie następne? 6900 zł za Ferozę z ’92 – nieźle jak na dzisiejsze czasy.

  2. Swojak Autor wpisu

    Tak, myślę, że do czasu przeprowadzki w głęboką głuszę mogę obyć się bez terenówki. d_n_s słyszę, że wypatrzyłeś moje ogłoszenie, skoro sypiesz szczegółami. (Sprzedałem trochę taniej, blisko ceny, za którą kupiłem auto.)
    Pewno na następną zimę znowu kupię jakieś auto. Znajomi mnie kuszą swoim Volvo V40, bo czekają na dostawę Daci Duster. Zobaczę. Do października jeszcze trochę czasu.

Możliwość komentowania jest wyłączona.