O sztuce rozniecania ognia.

Dwa lata temu pisałem tu o ogniu http://blog.swojak.info/?p=64

Niedawno wpadł mi w ręce tekst, który jest, według mnie, pięknym uzupełnieniem moich refleksji zrodzonych z siedzenia przy kominku.
Posłuchajcie:

„Po wielu latach pracy, pewien wynalazca odkrył sztukę rozpalania ognia. Wziął swoje narzędzia do pokrytych śniegiem północnych regionów i nauczył tej sztuki jeden z tamtejszych szczepów, a także pokazał im zalety tego wynalazku. Ludzi tak bardzo pochłonęła ta nowość, że nie podziękowali wynalazcy, który pewnego dnia cichutko wymknął się z wioski. Ponieważ był on jednym z tak rzadkich stworzeń ludzkich obdarzonych darem wielkości, nie pragnął, aby go pamiętano, czy uwielbiano. Szukał tylko zadowolenia z tego, że ktoś skorzystał z dobrodziejstwa jego odkrycia.

Następny szczep do którego się udał, również bardzo pragnął nauczyć się sztuki rozpalania ognia. Ale miejscowi kapłani, zazdrośni o wpływ wynalazcy na ludność, kazali go zamordować. Aby rozproszyć jakiekolwiek podejrzenia o zbrodnię, ustawiono portret Wielkiego Wynalazcy na głównym ołtarzu świątyni, ułożono również liturgię, tak aby imię jego było czczone, a pamięć o nim nigdy nie wygasła. Zadbano z wielką pieczołowitością, aby ani jedna rubryka liturgii nie została zmieniona czy też pominięta. Narzędzia do rozniecania ognia zostały umieszczone na relikwiarzu i mówiono, że mają moc uzdrowienia każdego, kto z wiarą położy na nich swoje ręce.

Najwyższy Kapłan sam podjął się opisać żywot Wynalazcy. Stał się on Świętą Księgą, w której jego pełna miłości dobroć była stawiana wszystkim za przykład, jego chwalebne czyny były wysławiane, a nadludzka natura stała się przedmiotem wiary.

Kapłani pilnowali, by Księga była przekazywana przyszłym pokoleniom, podczas gdy oni samorzutnie interpretowali znaczenie słów wynalazcy i wagę jego świętego życia i śmierci. Równocześnie bezwzględnie karali śmiercią lub klątwą każdego, kto nie zgadzał się z ich poglądami. Byli tak zajęci obowiązkami religijnymi, że ludzie zupełnie zapomnieli sztuki rozniecania ognia.”

Opowieść pochodzi w wydanego przez Jezuitów w 1992, zbioru opowiadań medytacyjnych zebranych przez Anthony de Mello. Oryginał poszedł do druku w 1987 roku, kilka miesięcy przed śmiertelnym atakiem serca, który powalił de Mello w Nowym Jorku. Tomik zatytułowany „Modlitwa żaby” był popularny w latach 90. Widziałem jego niebieską okładkę wśród publikacji religijnych w przyparafialnych księgarenkach.

Ci z Was, którzy czytają Swojaka od jakiegoś czasu, domyślają się, że to jak de Mello patrzył na świat jest mi bliskie. Na nieszczęście kościelnych księgarzy, inaczej sprawy widział niemiecki kapłan w randze kardynała Józef Ratzinger, stojący na czele Kongregacji Nauki Wiary. W 1998 Ratzinger skierował publikacje de Mello na przemiał. Pomosty, jakie hinduski jezuita przerzucał między duchowością Wschodu i Zachodu, były najwyraźniej zbyt odległe od kompasu wewnętrznego jego cztery lata starszego kolegi z Bawarii.  Józef przeżył Antoniego i teraz jako Benedykt XVI ma szansę dać światu nowy pomysł na rozniecanie ognia. Co ja piszę?! Ognia? Ależ ogień jest niebezpieczny, a nierozważnie podkładany może strawić zasuszone konstrukcje duchowe! No właśnie, ten de Mello z tym swoim ogniem jakoś nie pasuje do watykańskiej układanki…

16 myśli nt. „O sztuce rozniecania ognia.

  1. Witostr

    Ktoś kiedyś polecał mi ów tomik, nie udało mu się jednak zachęcić mnie do sięgnięcia po niego, pewnie ze względu na powiązania z religią katolicką, na które zwracał moją uwagę. Teraz wystarczyło mi to jedno opowiadanie. Dziękuję. Już tych kilka, które przeczytałem od wczoraj ma moc, tym bardziej więc się cieszę na każde kolejne. W książce „Droga miłującego pokój wojownika” Dana Millmana można również znaleźć kilka bardzo dobrych historii, polecam.

  2. Ania

    Mnie u de Mello najbardziej podoba sie opowiesc o ptaku kurczowo uczepionym uschnietego drzewa. Nie wie, biedaczek, ze za wydma jest fantastyczna oaza.

    A ze Watykan jest skostnialy? Pilnuje swojej strefy wplywow. Zinstytucjonalizowalismy nasza wiare, ot co. Pojecie Kosciola zostalo ograniczone do murow.

    Inny rodzaj dyrektyw…

    A wystarczy myslec, poczuc sie odpowiedzialnym i w tym zakresie. Po prostu wcielac Przykazanie Milosci w zycie. Mam wrazenie, ze nam ciagle potrzeba Starotestamentalnego Dekalogu z poprawkami itp 🙂

    Pozdrawiam

  3. Swojak Autor wpisu

    @Witostr, @Ania
    Witostr, moim zdaniem w tradycji katolickiej też są piękne kwiaty duchowości. Co więcej , one wyrosły na naszym gruncie kulturowym, czyli są bliższe naszemu postrzeganiu świata. Dzięki za polecenie Millmana – już go dodałem do kindlowej listy życzeń.
    Aniu, Kościół dysponuje wspaniałymi miejscami, gdzie moglibyśmy wspólnie rozwijać swoją duchowość. Z mojego patrzenia na świat płynie wniosek, że formalne zamknięcie się na powiew z kultury Wschodu i bardzo formalne traktowanie duchowości utrudnia rozwój duchowych wspólnot w Polsce. Ja się trzymam blisko ludzi z World Community of Christian Meditation, jako wciąż istniejącej kładki między katolicyzmem i współczesną duchowością.

  4. Witostr

    Swojak, oczywiście zgadzam się, w samej Ewangelii mamy takich trochę, niestety nie wszystkie odpowiednio interpretowane. Po prostu spodziewałem się wtedy czegoś zupełnie innego i nawet nie sprawdziłem. World Community of Christian Meditation – możesz napisać coś więcej? Jak, gdzie można z tymi ludźmi nawiązać kontakt?

  5. Monika

    Tak, Swojaku zgadzam się. Powrót do źródła Słowa jest w pierwszym momencie odkrywczy a potem daje możliwość zrozumienia i przekazu. Czytanie wielu interpretacji i na tej podstawie wyrabianie sobie opinii – bywa mylące, a już jedyna słuszna interpretacja – jest myląca na pewno.

    Symbole, symbole, rytuały, stroje i cała oprawa powoduje, ze umykają najważniejsze rzeczy i czasem tylko obok przechodzi zdziwiony sens 😉

  6. Kartek

    Tak, de Mello. Kiedyś przed laty handlowałem ksiązkami wiec wiem, że cieszył się duzym powodzeniem.
    Ja wrociłem do źrodeł dzięki swym eskapadom hiszpańskim. Czytam Pismo czy Słowo – gdy potrzebuję – i nie zaśmiecam sobie głowy watykańskimi interpretacjami ani nie zwracam uwagi na ich „imprimatur”. Sam interpretuję. To pasjonujące i wzmacniające psychicznie zajęcie.
    Pozdrawiam

  7. Witostr

    Dzięki Swojaku. A propos interpretacji: słowa są tylko wskaźnikami, etykietkami, a nie samą prawdą. Możemy komuś opowiadać godzinami jak pachnie róża, a i tak póki sam jej nie powącha nie będzie o tym nic wiedział. Możemy przeczytać 500 książek o prowadzeniu samochodu, a i tak nie wiemy o tym nic, póki nie siądziemy za kółkiem. Milion razy byłem w sytuacji, kiedy wraz z rozmówcą mieliśmy dokładnie to samo na myśli, ale wyrażaliśmy to w inny sposób i rodził się konflikt. Dlatego też moim zdaniem opieranie całej religii na zbiorze słów, jakimkolwiek, czy to Koran, czy Pismo Święte, czy jeszcze coś innego, nie ma najmniejszego sensu. Sam należę do katolickiej rodziny, miałem okazję rozmawiać ze świadkami Jehowy, adwentystami dnia siódmego i chyba kimś jeszcze i niesamowicie mnie bawi, kiedy tacy ludzie są w 100% pewni, że mają rację, a pewność ta bazuje na czymś tak kruchym i symbolicznym jak słowo. Przy okazji są oni tak bardzo zakorzenieni w czasie, że w kółko mówią o przeszłości i o tym jaka przyszłość z niej wynika, czyli w zasadzie o czymś, co nie istnieje. To, co istnieje, czyli teraźniejszość, wydaje się nie mieć najmniejszego znaczenia. Oczywiście nie potępiam tych ludzi, jedynie o nich opowiadam.

  8. Ania

    W podobnym klimacie jak de Mello utrzymany jest jeszcze „Podrecznik Wojownika Swiatla” P. Coelho. Zreszta „Alhemik” tez jest swietny.
    „Maly ksiaze”… i cale mnostwo.

    Kartku, Swojaku…
    Macie racje, ze podroz w glab siebie (pielgrzymowanie, medytacje) otwiera nas na ludzi i swiat.

    Oczywiscie po mojemu.
    Pozdrawiam.

  9. Swojak Autor wpisu

    @Monika, @Kartek, @Witostr, @Ania
    Męczą mnie debaty dotyczące interpretacji.
    Jak czytam Pismo Święte to szukam tam znaczenia dla mojego życia; jak widzę inspirującą sentencję to pytam się siebie o znaczenie dla mnie.
    Zdaję sobie sprawę z nadopiekuńczego podejścia zawodowych kapłanów. Myślę, że im niższy poziom rozwoju duchowego tym bardziej kurczowe trzymanie się paragrafów, oficjalnych wykładni, detali praktyk religijnych. Coś mi mówi, że dotyczy to na równi kapłanów wszelkich systemów religijnych. Spotkania z nimi są dla mnie stratą czasu.
    Dla odmiany doznaję doświadczenia świeżości w kontaktach z kapłanami o rozwiniętej duchowości. Wszystko jedno, której religii logo mają na ołtarzu.
    Ponad wszystko, pięknym doświadczeniem jest dla mnie wspólna modlitwa z ludźmi różnych dróg duchowości. Zaś taka modlitwa jest możliwa w ciszy i w pracy. Czyli chętnie łapię okazje do spotkań kontemplacyjnych. Równie chętnie angażuję się w prace, które moja intuicja rozpoznaje jako czynienie dobra.

  10. Ania

    „Logo religii”… normalnie bomba.
    Co do duchowosci kaplanow, mam podobne odczucia. Zamrozeni przez interpretowanie, ciagnacy sugestie (gotowce tez) z „Homilii” czy innych czasopism.

    Mnie osobiscie ogromnie lezy ekumenizm. Nie dopatruje sie wyzszosci jednego Loga nad drugim. Podobnie jak Ty, Swojaku, naczelne dla mnie jest czynienie dobra.

    Pozdrawiam:)

  11. Monika

    Ania,

    W Tajlandii widziałam Światynię Prawdy, ekumeniczną. Powstaje od 10 lat, jest z drewna, nad brzegiem morza. W jej tworzeniu uczestnicza budowniczowie i aryści z całego swiata. Tworzą części całości tej świątyni.

    Sama świątynia jest cztero nawowa, w cztery strony świata. Każda nawa jest poświęcona kanonom i symbolom czterech podstawowych religii świata: Chrześcianie, Muzułmanie, Buddyści i Hinduizm, w srodku znajdują się symbole również innych religii świata.

    Te cztery nawy, filary wyznań schodzą sie do srodka, gdzie jest wejście po schodach z czterech stron do wnętrza „domku”.

    Jak tam wejdziesz, dowolnymi schodami i podniesiesz głowe do góry to przez otwór w dach widzisz niebo 😀

    To stworzyli ludzie wschodu, buddyści – tolerancyjni, spokojni, pogodni, zdystansowani. To tworzył JP II.

    I to do mnie przemawia 😀

    pozdrawiam
    Monika

  12. Ania

    Hej Moniko, czy do parafii z taka swiatynia mozna sie zapisac, wzorem parafii amerykanskich?

    Juz wyrazam akces. Do mnie tez to przemawia. Dzieki.

    🙂

  13. Monika

    Ania,

    Proszę bardzo. Myślę, że akces w sercu wystarczy 😀

  14. Swojak Autor wpisu

    Moniko,
    Kupuję Twój pomysł czteronawowej świątyni z czterema religiami. Może kiedyś, jak będę budował w lesie swój ośrodek szukania sensu to zrobię tam taką kaplicę. W każdej nawie będę mógł zasiąść i popić wody ze źródełka duchowości tej religii. Jeszcze się zastanowię czy idea czterech religii będzie optymalna.

Możliwość komentowania jest wyłączona.