Pieskie życie we własnym domu.

„W świecie w którym wszystko jest tylko na sprzedaż jeśli nie masz pieniędzy to nic nie masz. Jesteś kundlem wyrzuconym z domu.” – napisał Kartek w komentarzu do mojego ubiegłotygodniowego tekstu o materialnej przepaści między bogatymi i biednymi Polakami.

Smutno mi, jeśli ktoś obok mnie czuje się jak „kundel wyrzucony z domu”.
Co możemy zrobić, aby temu zaradzić? Ściślej, co konkretnego ja mogę zrobić, aby każdy czuł się wśród innych Polaków jak u siebie w domu?

Przede wszystkim uważam, że problem leży gdzie indziej niż pieniądze.
Czy jeśli każdemu napotkanemu nieszczęśnikowi dam 30 tysięcy złotych to już będzie zadowolony z życia? A może to od 100 tysięcy zaczyna się szczęście? Może się okazać, że chodzi o milion złotych? A może nie tędy droga?

Wczoraj, na spotkaniu z zaprzyjaźnionym małżeństwem, podjęliśmy ten temat. Oni też widzą tą drugą, smutną i żyjącą w poczuciu beznadziejności część naszego narodu. Rozmawialiśmy kilkadziesiąt minut kombinując co takiego możemy zrobić?
Rozstaliśmy się bez konkretnej odpowiedzi.
Lecz została mi w głowie myśl, która padła podczas rozmowy. Szansą Polaków byłaby wzajemna współpraca, współdziałanie i wspólne inicjatywy. Nastawienie na indywidualny sukces i rywalizację z otoczeniem może prowadzić nas w niebezpiecznym kierunku. Co by było, gdyby Polska była wzorem pracy z innymi i wspólnych osiągnięć? Czy wtedy zniknęłoby poczucie „kundla wyrzuconego z domu”?

29 myśli nt. „Pieskie życie we własnym domu.

  1. Kartek

    Swojaku, sam nie wiem con napisać… . Jestem zaskoczony, że kilka moich gorzkich refleksji zainspirowało Cię do napisania tekstu. To dla mnie satysfakcja.
    Ale do rzeczy. Myślę, że najlepszą drogą do tego by się ludzie nie czuli jak „kundle wyrzucone z domu” jest dzielić się pracą. W Hiszpanii zaskoczyło mnie jak oni do tego solidarnie i sensownie podchodzą. Nieraz byłem świadkiem jak za przyniesienie porannych gazet do baru biedny jak mysz kościelna staruszek dostawał kawę, ciastko, jakieś śniadanie. I mogł sobie wśród ludzi, w gwarze rozmow nad tym śniadaniem posiedzieć – nie był samotny. Nie musiał się równocześnie poniżać i prosić. To sniadanie było formą zapłaty za przyniesienie gazet. W ten sam sposób ludzie np zarabiali przynosząc o świcie pod drzwi plastikowe galony wody ze źródła. A przecież tę wodę można było przynieść sobie samemu. A jednak kilkadziesiąt osób wolało zapłacić bliźniemu ktory znalazł się w kłopotach. Dodam, że to dzielenie sie pracą ma wymiar naturalny – bez podkreślania filantropii. To nie jest upokarzające. Równocześnie to jest niewymuszone i solidarne.
    Więc z jednej strony pomoc a z drugiej niechęc do wykluczania którego przejawem jest na przyklad żebractwo. Hiszpanie nie tolerują żebrakow, chyba nie lubią poniżania. Nieraz widziałem jak żebraków asertywnie gonili. Zatańcz, zaspiewaj, zagraj – dostaniesz pieniądze. Ale nie proś!
    Koło mnie mieszka na działkach w altanie mój kolega ze szkoły. Miał wypadek, zabił człowieka i mimo, że nie była to jego wina psychicznie się nie podniósł i zdołował. Jest niezależny, nie chce korzystać z pomocy społecznej. Udało mi sie przekonać kilku sąsiadow by mu pomoc wlasnie w taki hiszpański sposob. Po prostu dzielimy się z nim praca. Robi za normalną stawkę to moglibyśmy smiało robic sami. Odśnieża, kopie grządki, sprzedaje złom, ktory zostaje po remontach – zarabia i czuje się potrzebny. Nie jest odtrącony – ma z kim porozmawiać, pożartować jak równy z równym. W zeszłym roku zrobiliśmy zrzutkę na materiały budowlane, by miał czym nna zimę ocieplić tę altane. Nawet się nie domyślal, że to szykujemy. Wiesz jak go ten gest dowartościował?
    Myslę, że gdybyśmy zaczęli ludzi wokół zauważać, wykazali empatię na ich problemy – w takim sensownym, tolerancyjnym wymiarze – to zycie byłoby sensowniejsze i dla nich i dla nas. Tylko trzeba to zauważać i przelamać wstręt przed smrodem, brudem czy po prostu ludzkim nieszczęściem. I nie chodzi mi o jakieś spektakularne akcje – chodzi mi o codzienny wymiar.
    Pozdrawiam

  2. Ania

    Panowie 🙂

    (Chyba,ze Kartek to Pani 🙂
    Mam wrazenie, ze zaczelismy na siebie patrzec przez pryzmat kasy (my – Polacy): plazmy, terenowki i zagramanicznych wypadow. A kto tego nie czyni…pewnie nieudacznik jakis.
    Jakos nikt nie pomysli, ze Ci wszyscy, ktorzy cokolwiek maja (pomijam szpan) okupuja to posiadnie ciazka praca.

    Sa oczywiscie zyciwe sytuacje, ktore wepchna czlowieka w dol, dolek czy kanion.

    Jak im pomoc…Przedyskutowalam ze znajomkami caly wieczor i zadnych konstruktywnych wnioskow, dlatego Kartek dzieki za podpowiedz. Twoje rozwiazanie pozwala na pochylenie sie nad potrzebujacym i pomoc dlan bez uszczerbku na jego godnosci.

    Pozdrawiam pomocnikow w naprawianiu swiata 🙂

  3. Kartek

    Ania
    To nie chodzi o to, że ciężko pracujesz, że coś masz. Chodzi o to, że Ty z tym co masz tworzysz swój i podobnych Tobie świat. Zamknięty, hermetyczny jak ta turystyczna zona o której pisałem poprzednio. Albo jak osiedle odgrodzone od świata płotami, kamerami i najętą armią ochrony. Nie jest dobre w ramach jednej społeczności tworzyć dwa odgrodzone, oddzielone, odrębne od siebie światy. Ba, pogardzające sobą wzajemnie światy. Nie może być tak żeby ta sama ziemia dla jednych była jakimś sztucznie stworzonym rajem a dla dla drugich piekłem. I by te dwa światy dzieliła tak hermetyczna mentalnie granica. Ja mam liberalne poglądy ale przekonany jestem, że ludzie są równi. Takie mam za sobą doświadczenia.
    Pozdrawiam

  4. Ania

    Kartek, ja nie chce byc jakos opatrznie rozumiana. Hermetyczny swiat…
    Moj stoi otworem i najwieksze draby powiedza mi „dzien doberek”, bo widzimy w sobie czlowieka.
    Mysle, ze to tylko tyle i az tyle 😉

    Pozdrowionka

  5. Swojak Autor wpisu

    Aniu, Kartku, dziękuję, że podjęliście dyskusję. Temat jest dla mnie ważny. Pod Waszym wpływem przyszły mi do głowy jeszcze trzy sprawy: 1. wzajemne poznanie 2. przyzwoitość oraz 3. gotowość dzielenia się.
    Mam na myśli osoby z wszelkich społecznych zakamarków. Bo myślę, że łatwiej współdziałać z kimś kogo życie dobrze znamy. Jednocześnie potrzebujemy być wobec siebie w porządku, aby relacje miały sens. Uważam, że dzielenie się to z kolei fundament społeczeństwa. Każdy ma coś czym może się podzielić. Poza dobrami materialnymi są to umiejętności, porady, czas, opowieści, tradycja, wsparcie, rozmowa itd.

  6. Pistacjowy Kosmita

    Kiedy obserwuję debaty, wywiady, konferencje prasowe polityków i celebrytów przez pryzmat świata medialnego, czuję się fatalnie, bo mam uczucie, że wszystko co się tam dzieje zupełnie mnie nie dotyczy, bo mówiąc metaforycznie, nieustannie słyszę: jesteś nikim, spadaj.

    Jednak w moim rzeczywistym świecie, w codziennej pracy, wszystko wygląda zupełnie inaczej. Nie widzę przed sobą wyszczerzonych zębów, ani warczących pysków. Ludzie zdarzają się różni, ale najczęściej są życzliwi, kontaktowi. Zapracowani, przemęczeni. Lubią pożartować, chwileczkę pogadać, ale są zalatani. Przeważnie doceniają drobne gesty, uśmiech, grzeczne słowo. Wycofałem się z wyścigu szczurów definitywnie, nie głoduję, ale zarabiam marnie. Polepszyło mi się zdrowie. Obiektywnie jestem ubogi, ale jakość mojego życia znacznie wzrosła. Polecam 😉

  7. Kartek

    Pistacjowy Kosmito
    Sporo ludzi robi takie wolty zyciowe. Ja też kilka lat temu, gdy zamknąłem pewne projekty i zobowiązania radykalnie zmieniłem swoje zycie, bo w tamtym po prostu gasłem, zamierałem. Zmieniłem środowisko, priorytety, cele. Właściwie nie zmieniłem środowiska, bo staram sie nie wiązać. Kooperuję tylko tyle ile muszę. Zmiana była ryzykowna ale jak na razie mi odpowiada. Na pewno socjalnie straciłem ale zyskałem poczucie wolności. Żyję dosłownie i w przenośni na granicy. Nic mnie nie wiąże, nie krępuje. Okazuje się, że nie służyło mi dawne poczucie bezpieczeństwa – w tym finansowego. Za dużo mnie to po prostu kosztowało, zanadto mnie wyjaławiało
    Pozdrawiam

  8. Swojak Autor wpisu

    Kosmito, śledzę Twoją blogową opowieść. W zasadzie opowieść Twojego życia, dużo bardziej niż moja, nadaje się dla osób pytających czy wrócić do Polski.
    Zaś Twój wczorajszy komentarz jest, moim zdaniem, doskonałym podsumowaniem wystąpienia Anny Gizy z TEDxWarsaw http://blog.swojak.info/?p=154
    W mediach widzimy jakiś świat, diabli wiedzą czyj.
    Zaś jak pogadasz z przyjaciółmi, lub z przygodnie spotkanymi ludźmi, to widzisz – tak jak napisałaś – dość fajne osoby, czasem zagubione w matni systemu.
    Ostanio opowiadałem komuś o tym czym, moim zdaniem różni się telewizja publiczna w obywatelskiej Szwajcarii, od telewizji publicznej w zagubionej Polsce. Szwajcarski rolnik widzi na ekranie swoją krowę prowadzoną w wiejskiej paradzie przez wioskę, zaś Polak widzi na ekranie jakiś nieistniejący obraz, który mówi mu, żeby bardziej się starał osiągnąć ideał konsumpcyjnego życia.

  9. Kartek

    Ten „kundel” to właściwie nie moja metafora. Jakiś czas temu dziewczyna po studiach, przy okazji podobnego tematu, zapisała w dyskusji internetowej – „Czuję się jak kundel na rynku pracy”. Pamiętam, że ta wypowiedź obudziła emocje. Podobnie jak zdanie, które napisał ktoś po katastrofie busa wiozącego zbieraczy jabłek – „Przyjdzie czas, że wywloką was z waaszych wypasionych fur”. To sformułowanie do tej pory wraca w dyskusjach politycznych.
    No ale dziewczyna czująca się kundlem miała rację, bo bezrobocie w tej grupie dobija do 50 procent i ludzie chwytają się najdziwaczniejszych, najbardziej poniżających zajęć. Gdy to przeczytałem przypomniało mi się pewne zdarzenie z Hiszpanii – z Salamanki. Tak to opisałem – „Jeszcze akcent polski z Salamanki. W gwarze ulicznym wyłowiłem znajomo brzmiące słowa. To dwie dziewczyny ze wschodniej Polski, które na uniwersytecie już drugi rok uczą się hiszpańskiego. Powiedziały mi z radością, że już wkrótce kończą studia i wracają do kraju. Zmilczałem, bo po co z nimi dyskutować o pożytkach życiowych ze znajomości soczystego kastiliano w ich ojczyźnie. Polska to kraj prac prostych i taniej siły roboczej – po cholerę wschodniej Polsce dziewczyny z hiszpańskim. Tu robotnik budowlany kasuje za godzinę pracy 5-6 euro. W kraju te studentki szkolone w Salamance czeka na wstępie 2 euro na godzinę….”
    Wychodzi – niestety – na moje.
    Pozdrawiam

  10. bp

    Od tygodnia zastanawiam się, czy zabrać głos. Już poprzedni wpis Swojaka bardzo mnie poruszył, bo często o tym rozmyślam.
    Sama zetknęłam się wcześniej ze stwierdzeniem sąsiadki Swojaka z samolotu i bardzo się zmartwiłam.

    Myślę, tak jak wspomniał Swojak że zamordowano w ludziach poczucie przyzwoitości. Okazja na zysk odsunęła zastanowienie, że pewnych rzeczy nie wypada. Jeśli nie skorzystałeś to jesteś nieudacznik. Wiele razy spotkałam się z postawami roszczeniowymi tam gdzie można wypracować kompromis.
    Często, gdy się coś dzieje wokół mnie, ludzie się kłócą, zatrudniają ochroniarzy, mnożą przepisy i zakazy Ja w duchu myślę, że tu wystarczyłaby ludzka przyzwoitość i życie byłoby łatwiejsze.
    Dlaczego są okradane kościoły, które zawsze stały otworem, bo działała ludzka przyzwoitość.
    Hałasujące dzieci nad głową też może uciszyć matka, a nie sąsiad pragnący odpoczynku po pracy. Na zwróconą uwagę spotyka go awantura. Przecież ona jest we własnym, zapłaconym mieszkaniu.
    I co z tego. Wychowałam się w bloku, gdzie na każdym piętrze było po kilkoro dzieci i trzeba było się kłaniać sąsiadom i nie hałasować.
    Szkoły też były blisko, do podstawówek często chodziło się przez osiedlowe uliczki ciche i bezpieczne. Znało się dzieci z sąsiedztwa i dorośli nas znali. Gdyby komuś działa się krzywda, zawsze ktoś mógł zareagować.To też przyzwoitość. Tak jest w wielu krajach nadal, a my daliśmy sobie wmówić że to przeżytek. No i jak tu budować wspólnotę. To tylko kilka przykładów .
    Kilka lat temu pewien szwedzki dentysta mówił mi,że jego ambicją jest by wypuszczać dzieci w dorosłość z jak najmniej leczonymi zębami. To był starszy pan, tak go nauczono. Czy dziś ktoś tak mówi.
    Piszę to bo te niewygody nas dzielą, każdy się śpieszy bo w ciągu dnia musi być w wielu miejscach.

    Odnośnie kontrastów to nie wiem co o tym myśleć. Z jednej strony widzę zadowolonych emerytów po 40, ( Tak są tacy nie tylko w mediach) a z drugiej strony słyszę jak koleżanka pracująca na wsi martwi się,że pomału wykruszają się jej dobrzy klienci tzn ze stałymi emeryturami. Wymiera pokolenie, które miało niewiele, ale na mieszkanie jedzenie i leki im starczało.
    A jednocześnie słucham koleżanki, której znajomi w pracy udawali, że nie widzą jej trudnej sytuacji życiowej by oddać kilka godzin pracy nadliczbowej. Bo jeszcze kursy, wakacje, przyjemności ich dzieci.
    Obecna klasa średnia żyje w dużej niepewności i myślę że ta niepewność powoduje niechęć do wyglądania poza ogrodzone osiedla.
    Cóż z tego ze dziś mam jak za chwilę to się odwróci. Plus ta piekielna konkurencyjność nawet jeśli tylko wmówiona. Jest bałagan, nikt nie czuje się pewnie w miejscu, w którym jest. bo za chwile zmienią przepisy, albo profil firmy.
    Czytałam, że kryzys amerykański najbardziej uderzył w klasę średnia. Biedni poszli po zapomogi, bogaci stali się bardziej bogaci, a ciężary spadły na klasę średnia, która jest ponoć motorem w Chinach i Indiach.
    Żeby zakończyć, dodam ,że niedawno usłyszałam, że w Chinach zabroniono używania w reklamach określeń produktów, inwestycji,,wspaniały,, królewski,, . Uznano, że to nie buduje społeczeństwa. Tam też ktoś myśli o kontrastach.

  11. bp

    Do poprzedniego wpisu dodam
    ,, jak najmniej leczonymi,, to nie znaczy zepsutymi tylko miał taką profilaktykę że procent leczonych zębów u 19 latków był bardzo mały. głupio to ujęłam, ale miałam na myśli postawę człowieka
    Przepraszam

  12. telemach

    „Szansą Polaków byłaby wzajemna współpraca, współdziałanie i wspólne inicjatywy.”

    Nie byłaby. Jest. Jedyną. Ale aby to dostrzec, trzebaby aby wszyscy wyjechali na długo i daleko. A potem wrócili „do siebie”. Ale jak to zrobić? Jak to zrobić?

  13. Swojak Autor wpisu

    @Kartek: piszesz, że „dziewczyna czująca się kundlem miała rację, bo bezrobocie w tej grupie dobija do 50 procent…”. Może czas skończyć z systemem, gdzie marzeniem rodzica jest znalezienie urzędniczej posady dla dziecka? Może zbudujemy kraj, gdzie panuje wolność gospodarcza, a ludzie zrzeszają się wokół wspólnego pomysłu i już mają zatrudnienie?
    Wiem, że to jest wielki cel. Chwilowo jest to jedyne rozwiązanie jakie widzę.

  14. Swojak Autor wpisu

    @bp: Gdy szukam wspólników w wychowywaniu moich dzieci na przyzwoitych ludzi spotykam się z serdecznym poparciem nauczycieli i innych rodziców. Gdy życie stawia przed nami test przyzwoitości, ich poparcie znika pod płaszczykiem pragmatyzmu. Dlaczego dzieci nie uczyć oszukiwać w społeczeństwie oszustów? Dlaczego stosować jednoznaczne kryteria oceny, gdy niektórzy uczniowe bardziej od innych potrzebują dodatkowych punktów na świadectwie? Itd.
    Według mnie jesteśmy ubogim i zacofanym krajem na peryferiach Europy. Z tego co słyszę, naszą wizytówką na świecie był hart ducha, niezłomność i umiłowanie niepodległości. Wierzę, że na tym możemy budować silne firmy, sprawne instytucje i budować system zwiększający nasze szanse na utrzymanie niepodległości.

  15. Swojak Autor wpisu

    @telemach: „trzebaby aby wszyscy wyjechali na długo i daleko. A potem wrócili >do siebie<" - czyli potrzebujemy rozbiorów, utraty niepodległości i nowego roku 1918, gdy Polacy, którzy zebrali doświadczenie, wykształcenie i kapitał w rozmaitych państwach, wzięli się za tworzenie nowej, wspólnej Rzeczpospolitej? Lecz już tuzin lat później stworzyliśmy sobie awanturniczą kulturę polityczną i pobłogosławiliśmy segregację na Żydów i Chrześcijan. Czyli taki wyjazd i powrót jest chyba dobry tylko na krótką metę. Może potrzebujemy sprowadzić do kraju setki nauczycieli do pracy z naszymi dziećmi? Nauczycieli, którzy cenią i wzmacniają kooperację, rzetelność i szacunek dla odmienności? Mamy tu masę beznadziejnych belfrów, pozbawionych kręgosłupa moralnego i wyczucia społecznego. Skąd oni się biorą? ...Są wychowywani w narodzie pozbawionym kręgosłupa moralnego i wyczucia społecznego. Zatem koło się zamyka, jakoś trzeba to przełamać. Jak stwierdził kilka tygodni temu Bryll, potrzebujemy Szkoły Rycerkiej. A ja dodam pytanie: kto uczył w Szkole Rycerskiej? Importowani nauczyciele, bo nasi byli do niczego.

  16. Kartek

    Niestety Swojaku, wszystko układa się wręcz przeciwnie, To nie realia skłaniające do jakikolwiek kooperacji. Tu panuje niestety skrajny darwinizm.
    Pozdrawiam

  17. Ania

    Pare ladnych lat temu postawilam teze, ze nastapil czas przewartosciowania wartosci. Kombinowanie nazwalismy operatywnoscia, zawoalowane oklamywanie PR itp.
    Myslalam, ze to tylko w Polsce. To wszedzie. Ludziska czuja sie zagubieni. Tych, ktorzy nie ida na fali konsumpcji, nazywa sie nieudacznikami. Jakos mamy pomysl na zycie i pieniadze innych. a co z wlasnym?

    Jestem zwolennikiem rozpoczynania zmian od siebie.
    Pare lat temu zorganizowalam zapalencow (tak ich trzeba nazwac, bo to szkola i szkolna kasa), robilismy cuda z pozytkiem dla dzieciakow, ich rodzicow i lokalnego spoleczenstwa.
    Dzieciaki byly wszedzie – i w kosciele i WOSP-ie i domu kultury.
    Jako szkola i kadra stalismy sie zagrozeniem.
    Po latach? zespol z gimnazjum i larum do rodzicow, bo te dzieciaki takie niedobre…..

    Nie zaistniala zadna spoleczna, zawodowa nawet solidarnosc (praca, kredyty, bezrobocie). Gore wziela potulnosc.

    Jezeli zatem bedziemy sie zgadzac na marnosc i miernosc – to beda tego efekty.

    Inny przyklad – wybory samorzadowe. Im wiekszy krzykacz, ktory pokaze… tym wieksze poparcie (do tej pory obecnosc Pana Leppera i jego partii w Sejmie i rzadzie budzi moje glebokie zdumienie). Rada? Bardzo proste pytanie JAK? Jak ow krzykacz zamierza osiagnac to, co zamierza 🙂

    Wracam tym samym do wykladu pani Prof. Anny Gizy – myslenie nie boli, nie dac sie zwariowac. i organizowac z najblizszym srodowiskiem. I moze jeszcze tylko oby nam sie chcialo tak jak nam sie nie chce.

    Pozdrowionka.

    P.S. Kartek, glowa do gory, nie narzekaj:)

  18. Kartek

    Aniu
    Nie narzekam, po prostu realnie staram sie oceniać sytuację. Wszystkie dzialania, ktore podejmujemy muszą być przecież oparte na realnej ocenie sytuacji. Cele muszą być osiagalne. Więc nie ma sensu zludzeniami poprawiać sobie samopoczucia. To paradoksalne ale podejrzewam, że system w takiej postaci chronią tylko otwarte granice. Gdyby były zamkniete, gdyby najbardziej mobilna i niezadowolona część społeczeństwa stąd nie emigrowała frustracja juz dawno rozsadziłaby system. Emigracja jest zaworem bezpieczeństwa dla tego zdziczałego systemu społecznego. No i zdolność człowieka do adaptacji – nawet do ekstremalnych warunków.
    Pozdrawiam

  19. Swojak Autor wpisu

    @Ania, @Kartek:
    Kilka dni temu byłem na kolejnym wydaniu konferencji TEDxWarsaw. Przerwy na kawę były czasem rozmawiania z innymi uczestnikami. Poznałem z tuzin osób. Byli otwarci, gotowi do współpracy, w ich oczach widziałem błysk, podobny do tego jaki widzę w lustrze. To byli ludzie, którzy tu mieszkają, tutaj skończyli studia.
    Wiem, że współdziałanie jest możliwe; wiem, że jest wiele osób dobrej woli.
    Dla mnie nie istnieje pytanie czy współpraca jest możliwa. Moim pytaniem jest zdefiniowanie obszaru, gdzie z precyzją cięcia chirurgicznego, zmienię rzeczywistość. Zamiast rozsadzenia systemu przez rewolucję frustratów (co frustrat zbuduje po wysadzeniu w powietrze systemu?), widzę potrzebę harmonijnych zmian, w zgodzie z naturalną i powszechną potrzebą dobrego i wartościowego życia tysięcy ludzi w naszym kraju.
    Myślę, by zacząć od dzieci i młodzieży. Zacząć od małych grup. Trafić do nich z przekazem o sile współpracy. Następnie dać im platformę, taki ogródek, gdzie wraz z kolegami i koleżankami będą uprawiać wszelkie odmiany współdziałania i służby innym. Gdzie będą sobie stawiać cele osiągalne zespołowo i będą je metodycznie realizować.
    Oczekuję, że gdy to pokolenie wejdzie w dorosłe życie to wprowadzi powiew świeżości do firm, które stworzy; do mediów, które zbuduje; do grup społecznych, które założy. To co dziś jest egzotycznym marginesem spotykanym, gdzieś na TEDxWarsaw, jutro może stać się wiodącym nurtem polskiego życia.

  20. Kartek

    Swojaku, jak chcesz taką szkołę utworzyć w autorytarnym społeczenstwie w którym jedyną przyjętą formą kooperacji jest tylko współpraca rodzinna – wlaściwie wymuszona jak w strukturach klanowych? Chcesz jakiś azyl tworzyć?
    pozdrawiam

  21. telemach

    \
    @kartek: podzielam Twoją optykę. Co mnie zasmuca, bo nie wynika z niej wiele budującego.
    P.S. Wyjazd był przenośnią. Rozpaczliwie szukam sposobu w jaki moglibyśmy (jako wspólnota, nie przepadam za słowem naród) zyskać więcej dystansu do siebie.

    I tak sobie często myślę: aby zdobyć się na niemożliwe, musimy wpierw uwierzyć w naszą zwyczajność i normalność. Pozwalamy od pokoleń wmawiać sobie jacy jesteśmy wspaniali i nadzwyczajni. Ponieważ wynikiem tej nadzwyczajności nie może być rozpad państwa, niedostatek obywateli, dziury w drogach, służba zdrowia o jakości jak widać, ogólna frustracja i niezadowolenie – to ktoś lub coś musi być winny/winne. Niedobrzy sąsiedzi? System? Kościół? Nauczyciele? Obcy etnicznie? Narodowi zdrajcy?

    Winna jest, jak sądzę, nasza zgoda na to aby nas okłamywano. przyzwolenie na prowadzące do samouwielbienia, miłe sercu stereotypy udające wiedzę.

    Nie, nie chodzi o to abyśmy (jako ogół) sądzili, że jesteśmy beznadziejni. Nie jesteśmy. Wspaniali też nie. Wisimy pośrodku nawet (przeważnie) o tym nie wiedząc.
    Chodzi o to, abyśmy przestali zaklinać rzeczywistość, przestali sobie wmawiać, że zasługujemy na podziw. I zaczęli dla odmiany się nawzajem trochę lubić i szanować. Tak, jak uczono nas szanować symbole.

    Popatrz kartko na ten blog. Jest nadzieja 😉

  22. witka

    Witam Was, wiele mądrego tu napisaliście o mentalności nas Polaków, może niezbyt pochlebnego bez cukierkowania- ale prawdziwego. Ten wszechobwcny stosunek roszczeniowy do wszystkiego i wszytkich i pretencje do całego świata tylko nie do siebie nie są obce nam Polakom. Przykre to i mało budujące, a może zrozumienie realiów to powód do zmiany siebie?

    Pozdrawiam serdecznie wszystkich!

  23. Porcelanka

    Dodam od siebie, że zgadzam się ze zmianami od siebie, własny przykład ma naprawdę sporą siłę oddziaływania, choć czasem nie jest ona natychmiastowa i bezpośrednio widoczna. A później po prostu robić: pomagać tak, jak się potrafi, obnażać beznadzieję papek, kiczu i iluzji, nie grać w tę głupią grę, wedle łykniętych bezrefleksyjnie wzorców „sukcesu”.
    Ludzie często po prostu nie wiedzą JAK? A przekaz medialny wmawia im, specjalnie wmawia bo chodzi o to, by namącić w głowach i zrobić z ludzi głupków, którzy usiłują kupić sobie szczęście i by łatwiej było nimi manipulować, żeby harowali na tych, którzy są chorzy z chciwości i kupowali, bo to stan posiadania określa wartość człowieka :/ miernikiem ma być niby zawiść i porównywanie się z kimś, kto ma lepiej, zawsze podkopujące samopoczucie i samoocenę.
    Niewolnikami etykietek, trzęsących się ze strachu przed wyrokiem pseudoautorytetów medialnych, komentarzami równie trzęsących się sąsiadów manipulować tak łatwo, że szok. Więc się wmawia ludziom, że są do niczego, że stale czegoś nie mają, że są nie tacy jak powinni być ( a jacy powinni być? Najwyraźniej tacy cukierkowi, zakłamani, mdli, puści i nadęci zarazem i dla pieniędzy godzący są na wszystko jak celebryci), więc normalne, że ludzie czują niepokój, niepewność siebie i usiłują sobie to kiczowate szczęście z gazet i TV kupić wierząc święcie, że o to w życiu chodzi.
    Więc pytanie, kto na tym korzysta? I czy doprawdy tak być musi? Bo ton tej bezrefleksyjnej akceptacji jest naprawdę niepokojący. Owszem, już w bardzo wielu miejscach budzi się krytycyzm ale wciąż niewystarczający.
    To prawda, wielu urywa się z wyścigu szczurów, ja zrobiłam to już dawno temu ale nawet i życie za niewielkie, etatowe pieniądze – choć znacznie spokojniejsze i pod wieloma względami lepsze jakościowo to jednak nie wszystko. Wciąż obracasz się wkoło tych, którzy nie dość, ze uważają się za przegranych to jeszcze umierają ze strachu, żeby się nie wychylić i nie stracić tych uciułanych posadek, więc i tobie nie pozwolą, choć podziwiać będą w duchu albo deprecjonować, żeby się poczuć lepiej ze sobą.
    Człowiek potrzebuje godności, wiary w wartość tego, co robi, co tworzy. Tego się nie da kupić. Jesteśmy naprawdę podobni i w gruncie rzeczy równi w emocjach i potrzebach. Wcale nie chcemy być cwaniacko bzykani i to nie jest jedyny sposób na sukces w życiu. I to trzeba powtarzać.
    Do znudzenia.

  24. Swojak Autor wpisu

    Kochani, jestem tu gospodarzem i czuję potrzebę zabrania głosu. Lecz po Waszych komentarzach siedzę z rozdziawioną gębą. Słucham chóru męskiego (Kartek i Telemach) na przemian z chórem damskim (Witka i Porcelanka, a wcześniej Ania, Kosmitka i BP) i tak sobie wyobrażam, że oglądam transmisję z obrad naszego parlamentu. Jesteście posłami. Trwa debata o tym co zrobić, by Polacy czuli się w Polsce jak u siebie w domu. Boże, jak by to było pięknie słuchać takich wystąpień z ust tych co z miłości do tej ziemi i z troski o przyszłe pokolenia są na służbie publicznej.
    Może to ważniejsze, że mówicie to na tym blogu, na naszej internetowej bocznicy, gdzie mamy spokój i serdeczność.
    Witko i Porcelanko, też myślę, że to chodzi o to mądre pokierowanie swoim własnym życiem. Wierzę w siłę pojedynczej osoby, która idzie swoją drogą. Nawet jak taka moc osoby brzmi mało prawdopodobnie.
    Kartku i Telemachu, ja słyszę Wasze zdroworozsądkowe diagnozy naszych polskich wariactw, manii, kompleksów i powszechnego poddania się dryfowaniu na fali manipulacji. Ja wciąż wyłuskuję z tej masy osoby trzeźwe, widzące sens robienia tego co dobre dla wspólnoty. Żartuję ze znajomymi, że jeszcze z sześćset lat i widok takich ludzi będzie w Polsce czymś naturalnym i powszechnym 🙂

  25. Swojak Autor wpisu

    Porcelanko, bardzo mi się spodobał ten wykład Buettnera!

Możliwość komentowania jest wyłączona.