Nie przegap wiadomości (rodzinnych), to tylko 20 minut!

Wieczorem znajdźmy czas, aby usiąść z najbliższą osobą i porozmawiać jak minął dzień. Może wspólna rodzinna kolacja jest do tego dobrą okazją?

Co raz wpadają mi w ręce jakieś podsumowania badań z nauk społecznych, poradniki dla rodziców i dla małżonków, wykłady na temat funkcjonowania człowieka, czyli publikacje odruchowo wyłapywane przez mój radar psychologa frontowego. Jak echo, odbija się od wielu z nich hasło codziennego rodzinnego spotkania. Brzmi to jak renesans rodzinnego stołu, gdzie w cieple i bezpiecznie zasiadają domownicy, aby być razem.

Wprowadziliśmy w życie masę wynalazków mających wznieść międzyludzką komunikację na wspaniałe wyżyny. Lawina technik komunikacji nabierała tempa od dziewiętnastego wieku. Gazety dostawały globalne doniesienia, dzięki użyciu telegrafu. Potem telefon, radio, telewizja, internet, telefonia komórkowa, gry interaktywne, blogi, sieci społecznościowe sprawiły, że inni ludzie i ich sprawy są natychmiast na wciągnięcie naszej ręki. Dotarliśmy do ściany absurdu. Tak ściśle wypełniliśmy życie rodzinne sprawami obcych ludzi, że straciliśmy kontakt z najbliższymi.

Matka więcej wie o losie ofiar powodzi na Filipinach, niż o pasjach swojego dziecka. Nastolatka w szczegółach zna przebieg kuracji odwykowej swojej ulubionej gwiazdy, a nie ma pojęcia, że jej własna matka przeżywa katusze czekając na wynik swoich badań lekarskich.

Kiedy to się stało? To pewno przez ten internet, bo domownicy przykleili się do ekranów komputerowych! Czyżby? Przecież na wiele lat przed wynalezieniem Facebooka, Lombard śpiewał o szklanej pogodzie i szybach niebieskich od telewizorów (niebieskich? tak, bo to było wtedy, gdy ekrany były czarno-białe). Czyli winny jest telewizor? A może radio? A może gazety?

Myślę, że zmiany następowały powoli. Media odnajdowały swoje sposoby rozpanoszenia się w naszych domach.
Pewno w każdym pokoleniu były zmiany i miały one wpływ na życie rodzin. Media stopniowo zagłuszały domowe dialogi.

Moi dziadkowie czytali prasę i słuchali radia. Pewno dzięki temu sprawy świata zajmowały w ich domu więcej miejsca, niż w domu pradziadków. Lecz telewizja rozkwitła, gdy dziadkowie byli już w wieku emerytalnym. Przypuszczam, że refleksyjnie patrzyli na to jak nowe medium wdziera się do rodzin, rozsiada w dużym pokoju i przekrzykuje bliskich im ludzi.

Moi rodzice byli z pokolenia telewizyjnego. Szklany ekran był częścią ich dorosłej codzienności. Był traktowany jak oczywisty element domu. Grał kiedy tylko mógł. Zaś komputery podłączone do internetu zawładnęły nami, gdy rodzice byli dobrze po pięćdziesiątce. Widziałem ich niepokój, że za sprawą nowego medium domownicy przyklejają się do monitorów i znikają z życia telewizyjno-rodzinnego.

Komputery są zwyczajnym elementem całego mojego dorosłego życia. Pisałem na nich teksty do studenckiej gazetki, redagowałem swoją pracę magisterską i pisałem e-maile do kolegów na zagranicznych uczelniach. Natomiast eksplozja urządzeń przenośnych to błysk ostatnich lat i pokolenia moich dzieci. Gdy chcę porozmawiać z córką, czasem nawet przy stole, to kilkakrotnie proszę ją o wyłączenie komunikatora tekstowego na komórce.

Anglosaskie stwierdzenie, że mój dom jest moją twierdzą, zostało pogrzebane przez wszędobylstwo mediów. Być w domu sam na sam ze swoją rodziną, to dzisiaj spore wyzwanie.

Media to przemysł, ogromny przemysł napędzany sporymi pieniędzmi. Uparcie i wytrwale szuka on sposobów obecności w naszych domach. Czasem otrzeźwienie przychodzi gdy zadamy sobie pytania: Czy pozwolisz obcemu człowiekowi stanąć przed całą Twoją rodziną, w porze kolacji, i wygłaszać jakieś dziwne poglądy? Czy tuż po nim wpuścisz do salonu sprzedawcę głośno zachwalającego swoje towary, które Cię zupełnie nie interesują?
Zatem kto ich tu wpuścił włączając telewizor, gdy jecie kolację?! Czy to o czym mówią na ekranie, jest ważniejsze od rodzinnej wymiany doświadczeń mijającego dnia?

Wiadomości telewizyjne trwają około dwudziestu minut. Gdy się skończą to pewno pozostanie w Twojej głowie zamieszanie i przygnębienie. Mądrości z wiadomości raczej nie wyniosłeś. Dobra też tam nie powinieneś zobaczyć. Krew, śmierć, cierpienia i zło są w założeniu motorem takich audycji.
Co by było gdybyś spędził te dwadzieścia minut na rozmowę z najbliższymi? Jak byś się czuł po takiej rozmowie? Co pozostanie w Twojej głowie i w Twoim sercu?

Napiszcie jak wyglądają wieczory w Waszych domach? Jak rozmawiacie ze sobą? Jak sprawiacie, że dla Waszych dzieci czas rodzinny jest atrakcyjniejszy od mediów?

3 myśli nt. „Nie przegap wiadomości (rodzinnych), to tylko 20 minut!

  1. Ania

    Wieczorek to bardzo sympatyczna pora. Kolacja przy stole w kuchni (chyba,ze jest wiecej gosci to jadalnia)to czas, ktory spedzamy razem. Opowiadamy sobie historie z calego dnia. Co sie wydarzylo u dzieciakow w szkole, a co u mnie. Komentujemy wizyte u babci czy cioci albo jakis newsy. Pomagamy sobie zrozumiec swiat ( poniewaz nie bardzo rozumialam zachowania niektorych rowiesnikow moich dzieci, prosilam ich o wyjasnienia). Wspolnie sprzatamy po kolacji. Oczywiscie od reguly sa wyjatki typu natlok zadan domowych, zle samopoczucie itp.
    W weekendy natomiast razem spedzamy czas przy wszystkich posilkach, a w sobote, niedziele obowiazkowy spacer rodzinny – z pozytkiem dla psa i domownikow. Wtedy tez jest czas na to, by opowiadac, rozmawiac. Tematyke rodza sytuacje.
    Zawsze znalam wydarzenia ze szkoly dzieciakow. Corka opowiadala chetnie, syn monosylabami i trzeba bylo wyciagac…niemniej jednak sama od nich nauczylam sie rownie duzo.Teraz, kiedy dzieciaki uciekaja do wlasnego swiata, konfrontuja „nasz” z swoimi znajomkami nie rozumieja, jak mozna obiad jesc do serialu i zyc w domu bez ksiazek, nie odwiedzac ksiegarn, a z czasopism siegac po pozycje z cyklu „chwila dla debila”.
    Wierze, ze dobrze odrobilam zadanie z wychowania.

    Wspolne ogladanie filmow tez bylo tematem do rozmow. Uwielbiam kino, wiec zaszczepilam to dzieciom, bo je tam zabieralam.
    Spedzalam z nimi czas. Nie podporzadkowywalam sie tylko temu oczywiscie.
    Mam taka teorie na wspolny zywot: kazdy nas jest zbiorem, niezaleznym. Mamy czesc wspolna(przynaleznosc do rodziny, wspolne sprawy itp ), ale szanujemy swoja odrebnosc. Poki co sie sprawdza.
    Pozdrowionka.

  2. Iza

    U mnie niestety w domu rodzinnym nie pamiętam wieczorów, kolacji razem 🙁 Zawsze TV był najważniejszy. Wszystko się w koło niego kręciło. Ile razy z mamą słyszałyśmy „cicho” lub ” nie przeszkadzajcie bo oglądam”. Tato i Tv rządzili. Ale mama nadrabiała 🙂 razem z nią rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się i miałyśmy niecodzienne pomysły. Do dziś tak jest mimo, że już nie mieszkamy razem.

    Ale znam rodziny, w których się rozmawia a to pokazuje mi że można :):D

    Z oglądania wszystkich wiadomości na każdym programie nie mamy praktycznie nic, poza złudzeniem, że wiemy co się dzieje na świecie. I można takimi złudzeniami żyć. Przechodząc obok bliskości, głębokich relacji i poznawania piękna drugiego człowieka.

    Umieć cieszyć się z obcowania z drugą istotą cóż za piękny dar.

    Uwielbiam ludzi 😀

  3. Łukasz

    Ciekawe, ale dosłownie kończąc czytać wywiad z pewnym znanym dziennikarzem/reporterem:
    http://gala.onet.pl/0,1638484,1,1,piotr_krasko,tematy.html
    przeniosłem się od razu tutaj, a tu taki temat…
    To na co zwróciłem uwagę, to to, że również i ludzie bezpośrednio związani z telewizją i tym co pokazuje się wiadomościach, starają się również zadbać i o to aby czas rodzinny był atrakcyjniejszy od mediów.

    Ps. Komentarz wprawdzie nie jest dokładnie na temat bo nie opisuję w nim swoich prywatnych doświadczeń, lecz osoby relacjonującej te złe światowe wydarzenia, ale wydał mi się ciekawym fakt niemalże jednoczesnego czytania dwóch tekstów traktujących (m.in.) o życiu rodzinnym, z perspektywy dwóch stron ekranu.
    Dodam, że mimo natłoku informacji i tempa reporterskiego życia, możliwe jest (jak można przynajmniej wyczytać) stworzenie zdrowych, rodzinnych relacji.

    Pozdrawiam

Możliwość komentowania jest wyłączona.