Kiedyś były komórki na dekadę…

Ubiegłej zimy przestaliśmy korzystać z telefonu komórkowego, który żona kupiła prawie dziesięć lat wcześniej. Urządzenie działało jak należy, nawet bateria trzymała przyzwoicie. Pozbyliśmy się tej komórki niechcący, podczas zabawy na śniegu, gdy telefon wypadł z kieszeni kurtki i zginął.

Takie historie wydają się niewiarygodne tym, którzy używają najnowszych modeli sprzedawanych za niebotyczne ceny. Po dwóch latach wiele komórek zaczyna szwankować. Trzeci rok to czas, gdy wymiana urządzenia wydaje się koniecznością.

Czyżby jakość i trwałość straciły na znaczeniu?

Gdy przed dwoma tygodniami dyskutowaliśmy tu o świadomej konsumpcji, to jednym z wątków była żywotność produktów. Kilka osób odniosło wrażenie, że producenci celowo przekazują w ich ręce sprzęty psujące się po kilku latach. Ma to wymusić kolejny zakup i zapewnić firmie systematyczny dopływ pieniądza.

Gdy podzieliłem się tymi opiniami z G., moim angielskim przyjacielem, on pokiwał głową i opowiedział mi historię ze swojej pracy. Jako  inżynier pracował w firmie S. produkującej telefony komórkowe. Gdy realizował pierwsze projekty to cykl życia urządzenia był przewidziany na dziesięć lat. Czyli użytkownik mógł liczyć na usunięcie problemów związanych z wadliwym egzemplarzem wiele lat po zakupie. Także jakość użytych komponentów i sposób ich montażu miały zapewnić wieloletnie użytkowanie.
Potem projekt po projekcie skracano cykl. Przy ostatnim telefonie, w którego wykonaniu uczestniczył G. cykl życia wynosił trzy lata. Sporą część tego okresu pochłaniały prace projektowe. Zatem od momentu pojawienie się telefonu w ofercie operatorów mijało maksymalnie kilkanaście miesięcy i kończyło się wsparcie techniczne. Szefowie G. oznajmili, że nawet gdyby ten model miał jakiś zasadniczy feler w oprogramowaniu lub sprzęcie, to zamiast szukać rozwiązania, firma da użytkownikom nowszy model, który wejdzie na półki kilka miesięcy po poprzedniku.
Oczywiście opisywana firma ma w swoich hasłach reklamowych dbanie o środowisko naturalne, utylizację odpadów i głęboką troskę o przyszłość naszej planety, której zasoby naturalne są gwałtownie wyczerpywane, a ludzi otaczają góry elektronicznych śmieci.

Czy Waszym zdaniem jest na rynku miejsce na producenta telefonów, który powie, że jego produkt przetrwa dekadę?

10 myśli nt. „Kiedyś były komórki na dekadę…

  1. Wasp

    „Czy Waszym zdaniem jest na rynku miejsce na producenta telefonów, który powie, że jego produkt przetrwa dekadę?” – oczywiście, że jest. Na szczęście jest jeszcze grono „świadomych” konsumentów. Ludzi, którzy nie czują potrzeby uganiania się za modą, nie potrzebują telefonu z milionem funkcji, bo on służy im tylko do pisania wiadomości SMS i dzwonienia. Żywię głęboką nadzieję (a nadzieja matką głupich…), że jednak coś się zmieni w naszej świadomości i na nowo ludzie będą chcieli czegoś dobrego i trwałego, a nie „jednorazowego”. Jeśli nic się nie zmieni, utoniemy w śmieciach…

    Niestety sytuacja ta nie dotyczy tylko telefonów komórkowych, ale wręcz prawie każdej sfery życia – samochody, komputery, telewizory etc. Wiem, że to napędza gospodarkę. Ale przecież kiedy Mercedes-Benz wypuszczał z fabryki tzw. beczki, które służyły lata (a właściwie służą do dziś dnia) miał się bardzo dobrze. Dzisiejsze Mercedesy to już nie samochody na lata (dziesiątki lat, 1 000 000 km), a jedynie na kilka lat (5-6, 200-300 000 km). Niestety świat się zmienia i w tym wypadku nie jest to zmiana na lepsze, moim skromnym zdaniem.

    Jest nadzieja! Podobno w Japonii jest „boom” na proste, klasyczne telefony, które mają mieć długą żywotność.

    Moim minimalistyczny telefon służy mi już od dobrych kilku lat i nie zamierzam go zmieniać.

    Pozdrawiam serdecznie 😉
    Wasp

  2. Ania

    Wasp…jak milo, myslalam, ze tylko mnie ten typ telefonu sluzy do Sms-ow i dzwonienia. Jest nas wiecej:)
    Nadzieja matka glupich, co nie przeszkadza jej byc kochanka odwaznych:)
    Wiece przykladow z krotkim zywotem: sprzet AGD, drobnieszy typu toster, mikser, malakser – wiem,ze wiele elementow jest celowo niskiej jakosci, jakis plastikowe srobki, by czesc albo caly egzemplarz trafil do smieci. Zawsze jest pora na nowy:)
    A w innych przedmiotach – swojak pisal kiedys o modzie – po prostu nowy fason i pora wymienic szafe.
    Skracamy zywot rzeczom, a sami toniemy w gorach smieci.
    i chyba oparach absurdu.
    Pozdrawiam:)

  3. Swojak Autor wpisu

    @Wasp, @Ania
    Ciekawe ilu ludzi w Polsce myśli podobnie? Jeśli jest do spora grupa to może pomyśleć o zagospodarowaniu tej niszy na rynku?

  4. Wasp

    Ile osób myśli podobnie? Zapewne mało, ale mam nadzieję, że będzie nas więcej. Nie znam danych statystycznych, ale myślę, że filozofia „mniej znaczy więcej”, „jakość nad ilość” jest chociaż troszkę popularna. W każdym bądź razie żywię taką nadzieję. Odpowiedzią na ten konsumpcyjny świat jest minimalizm, o który staram się pisać na swoim blog, a dzięki temu zobaczyłam, że liczba minimalistów wzrasta.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Wasp

  5. Kartek

    Ja też myślę podobnie. I nie nawet nie tyle chodzi mi o ochronę środowiska co raczej o moje przyzwyczajenia – przyzwyczajam się do rzeczy. I chciałbym, żeby ktoś zauważył takich ludzi jak ja i produkował buty na wiele lat, bo lubię dobrze rozchodzone. Niestety buty nawet markowe wytrzymują co najwyżej trzy tysiące kilometrów. To samo dotyczy portek albo kurtek. Ostatnio większość rzeczy kupuję w demobilach wojskowych, choć jakość wojskowych ubrań się też pogarsza. Na przykład z pozoru porządne bojówki z bundeswehry służyły mi tylko dwa lata, bo się kieszenie poprzecierały. Nie wiem jak ci faceci wojny prowadzą w takich szmatach. A z telefonu komorkowego zrezygnowałem, bo do niczego mi nie był potrzebny. Nie jestem idealistą i wiem, że świata nie zmienię. Chodzi mi tylko o to by ktoś zauważył potrzeby ludzi, którzy lubią solidne rzeczy – służace latami.
    Pozdrawiam

  6. d_n_s

    Renault Espace 3.0 ma skrzynię automatyczną której żywotność przewidziana jest na 200 000 km. Jeszcze niedawno używałem Nokii 3320 (na zdjęciu nowszy model) i byłem uznawany nie za dziwaka, a za kogoś totalnie nienormalnego. Rozwój technologii robi swoje, ale większość ludzi jako, że tych technologii nawet nie jest w stanie pojąć biegnie za nowościami, by poczuć się lepiej, by być w ich odczuciu lepszy. Najgorsze jest to, że dzieci w wieku 5 lat mają już telefony…

  7. Iza

    ooo proszę.. Mój telefon też służy tylko do dzwonienia i mesowania 😉 nawet nie zagłębiam się szczególnie w jego możliwości.

    Bardzo bym życzyła sobie trwałych sprzętów bo nie jestem zwolennikiem szybkiego zmieniania telefonów etc… Jak się kupuje nowy sprzęt znów trzeba poświęcić kupę energii aby się go nauczyć, przyzwyczaić .. a przecież są ciekawsze rzeczy niż zabawa z telefonem 🙂

  8. Swojak Autor wpisu

    @Wasp, @Kartek, @d_n_s, @Iza
    Skoro nam wszystkim pasuje korzytanie z solidnych przedmiotów, przydatnych na długie lata to wymieniajmy się informacjami o tym co jest trwałe.
    Tylko jak ocenić, czy to co kupiłem będzie trwałe? W Szwajcarii moi przyjaciele korzystali z ubrań sportowo-turystycznych Mammut, które ich zdaniem były bardzo trwałe. Czy producent, który kilka lat temu robił twałe rzeczy wciąż je robi? Jak to sprawdzić?
    Kiedyś Nissan ponoć uchodził za trwały, japoński samochód. Potem firma połączyła siły z francuskim Renault i osobiście potwierdzam, że Nissan trwały nie jest.
    Intuicyjnie twierdzę, że produkt na lata musi być prymitywnie prosty (aby wyeliminować ogniska awarii) oraz komponenty powinny być solidne (aby przetrwać wyzwania czasu). Czy trwały produkt musi być drogi?
    Sprzęty elektryczne i elektroniczne chyba nie. Wyprodukowanie niezniszczalnego telefonu, jedynie z funkcją dzwonienia może kosztować podobnie, co plastikowy model z nowoczesnym wyświetlaczem i bajkowym systemem operacyjnym.
    Choć solidne ubrania chyba będą drogie. Muszą być starannie uszyte z najlepszych włókien. To chyba musi kosztować.
    Co o tym myślicie?

  9. Wasp

    Drogi Gospodarzu,
    Bardzo podoba mi się pomysł z wymianą danych na temat tego, co trwałe tudzież bardzo nietrwałe. Jako, że moje fundusze są bardzo ograniczone, mogę podać przykłady z życia znajomych. Ponoć najlepsze laptopy dalej produkuje Dell – tylko tutaj dużo się płaci za sam znaczek. Jeśli chodzi o samochody, nie spotkałam się jeszcze z negatywną opinią na remat koncernu Toyoty – w Krakowie wszystkie L’eki to Yaris – naprawdę dają radę i sąvbardzo chwalone przez instruktorów. Czyli znowu Japonia górą. Oni chyba cały czas są perfekcjonistami i stosują zasadę keizen – co produkt to lepszy. Jeśli chodzi o sprzęt elektroniczny – nie jestem tutaj gadżeciarzem.
    Wszyscy mówią, że samsung to szajsung – od kilku dobrych lat używam telefonu tej marki, a dokładnie modelu C170 (totalnie minimalistyczny – zarówno w wyglądzie, jak i w funkcjach) i naprawdę nie mogę narzekać, telefon wprost idealny (dla mnie;)).
    Pozdrawiam serdecznie,
    Wasp

  10. Drwal

    To jest prawda. Nie lubię również iść za sztuczną modą na wydawanie kasy wciąż na to samo – a potem i tak leci do kosza bo się „zepsuło”. W przypadku samochodów – mam małe doświadczenie ale wiedzę duzą 🙂 dzięki wielu rozmowom z pasjonatami. Więc motoryzacja w pigułce, zaczniemy od Mercedesa. Diesle – bo mało części, mało palą a milion kilometrów robią naprawdę, i więcej. Modele 123/124 i 190 do roku 91 [w 93 juz chyba konczyli produkcje]. Wygodne solidne bardzo proste – jedyna wada to że nie są odporne na rdze- ale to można naprawić. Wielu ludzi mówi że mercedes się skończył na początku lat 90 – bo potem już było coraz słabiej.
    Audi- seria B 1,2.3.4 również diesle – palą mniej od Mercedesów, spokojnie w 5 litrach się można zmieścić. Tylko do roku 1993, następca – A4 – to dużo słabszy model ,np problemy z zawieszeniem. Odpala zawsze, podobnie jak i Mercedesa, awarie się go nie trzymają.
    Telefony komórkowe- miałem Motorolę CD930 – oryginalny wygląd, bateria od nowosci, dobre 10 lat pracy i pełne niezawodność, tylko nie dalo się zdjąć simlocka… Potem była jakaś nokia = szajs, teraz samsungi ee przepraszam, Szajsung model chyba 530 lub coś tam, ma trudną nazwe. Wymienie go na coś starszego ale solidniejszego.
    Pamiętam czasy jak prawdziwe samochody były marzeniem wielu kierowców, potem jednak nastała „moda” na „nowości”.
    A słówko o Fiacie – ich nie lubię, bo blokowali nas przez wiele lat poprzez łapówki – np sławna ustawa o „niekonkurencji” [zniszczeniu pl fabryki aut] w latach 30.
    Pozdrawiam

Możliwość komentowania jest wyłączona.