Niecodzienny taksówkarz

Wracam z trzydniowego pobytu w Polsce. Byłem porozmawiać o pracy, odwiedzić dentystę i przy okazji spędzić trochę czasu z rodzicami. W sumie sporą część wyjazdu spędziłem w podróży. To znaczy głównie w samolotach, w lotniskowych poczekalniach, w taksówkach i w warszawskim metrze.
Czy coś z tego długiego weekendu zasługuje na wspomnienie? Oczywiście mógłbym napisać wiele zdań na temat rozmów o mojej przyszłej pracy, czy o bezcennym czasie z Rodzicami. Cóż w tym ciekawego dla postronnego czytelnika? Pewno niewiele.
Chcę napisać o czymś innym. Spotkałem nietuzinkowego taksówkarza i jego historia była dla mnie inspiracją do zebrania kilku myśli.
Zacznijmy od początku, aby pokazać Wam tło sytuacji.
W czwartek wieczorem wylądowałem na Okęciu i tradycyjnie wypatrywałem w kolejce taksówek spod znaku MPT. Wśród moich przyzwyczajeń jest korzystanie z tej korporacji. Zwykle za kierownicą aut spotykam starszych, spokojnych kierowców, którzy zamiast pędzić na złamanie karku spokojnie jadą do celu dzieląc uwagę między sytuacją na drodze i rozmową z pasażerem. Być może także w MPT są postrzeleni, nieodpowiedzialni rajdowcy. Lecz z moich sporadycznych wizyt w Warszawie wyniosłem naukę, że najlepiej się czuję w autach MPT. Szukałem MPT mimo, że w samolocie moja współpasażerka oznajmiła, że ona woli zaoszczędzić i wybrać tańszą korporację. Fakt, MPT jeździ po 2,40 zł za kilometr. Cena niektórych konkurentów to 1,80 zł. Jednak lojalnie potuptałem do pierwszego auta MPT.
Nie zaskoczył mnie kierowca po pięćdziesiątce w dobrze utrzymanym, czystym samochodzie.
Lecz już po kilku minutach zdałem sobie sprawę, że jest on niezwykły. Jeśli pod tym słowem wyobrażacie sobie nieobliczalnego i niebezpiecznego typa to nic bardziej mylnego, bo jego szaleństwo wyrażało się jedynie w przekonaniu o widzeniu i czynienia dobra każdego dnia. Bardzo budujące dziwactwo.
Jechałem z nim dość daleko, ponad trzydzieści kilometrów, do domu moich przyjaciół po przeciwnej stronie metropolii.
Na mój komentarz, iż będzie to daleki kurs odparł, że cieszy się, ale nawet jakbym jechał tylko za róg lotniska to też byłby zadowolony, że może mnie zawieźć.
Nawiązała się rozmowa i usłyszałem sporo całkiem spójnych mądrości życiowych.
Ten człowiek mówił o drobiazgach, które pozytywnie zmieniają naszą codzienność. Zebrałem dla Was te mądrości wysłuchane w drodze z lotniska:
1. Dobry uczynek wpuszczony wśród ludzi idzie dalej.
Nasz mędrzec za kółkiem ma przekonanie, że jak przełamie smutek czy złość swojego pasażera i natchnie go dobrymi myślami to dobro pójdzie dalej. Tak jak w sytuacji, gdy naburmuszona pasażerka kazała się wieść na Dworzec Centralny. Po rozmowie o jej troskach i zmartwieniach wysiadła u celu podróży uśmiechnięta i pogodna. Potem jak wsiadła do pociągu to pewno była sympatyczna dla współpasażerów zamiast rozsiewać smutek i zdenerwowanie. Ci z kolei też pewno lepiej się poczuli przy serdecznej osobie i tak dobre emocje poszły dalej w Polskę.
2. Każdego dnia dostrzegać małe radości. Jak zaczyna jakiś ponury i smutny dzień to stara się dostrzec coś radosnego co nastroi go pozytywnie. Jakiegoś wesołego ptaszka za oknem lub jakąś zabawną sytuację wśród młodzieży idącej do szkoły.
3. Jak okazać ludziom serdeczne zainteresowanie to ukazują wewnętrzne dobro. Bowiem jego zdaniem nie zdarzyło mu się mieć za pasażera złego człowieka. Każdy, kto wsiadał z maską złości i agresji w końcu okazywał się człowiekiem chcącym serdecznie porozmawiać.
4. Dojrzeć w oczach staruszków blask życia i mądrości. Jak wsiadają do jego taksówki osoby starsze to on stara się im wejrzeć w oczy i wyciągnąć na rozmowę o życiu i wydobyć z nich mądrość życiową, która przychodzi wraz z jesienią życia.
5. Wzmacniać w dzieciach przyjaźń i miłość rodziców. Tak wobec swojej trójki dzieci, jak i wobec obcych dzieci które wozi w taksówce stara się przekazywać rady życiowe stawiając się w roli ich przyjaciela, a nie zwierzchnika. Szczególnie zaleca pokazywanie miłości rodzicom, bo sam już nie ma rodziców i wie jaki to brak jak już odejdą.
6. Cieszyć się obecnym stanem posiadania mimo nigdy niezaspokojonego pragnienia posiadania. Jak ktoś go pyta jak mu idzie to mówi, że doskonale. Jak pytają o pieniądze to mówi, że ma ich tyle ile tylko potrzebuje. Lecz przyznaje, że zawsze jest coś co chętnie by kupił, lecz go stać. Jednak cieszy się tym co ma i więcej nie musi mieć, żeby być szczęśliwym.

Spotkałem tego niecodziennego taksówkarza na samym początku wizyty w kraju. Natchnął mnie swoim dobrym podejściem do innych. Dobrze i spokojnie upłynęły mi kolejne dni.
Może chwila refleksji nad pomysłami dobrodusznego taksówkarza będzie także dla Was inspiracją do wlania w Wasze otoczenie dobrego ducha.

3 myśli nt. „Niecodzienny taksówkarz

  1. katlia

    bardzo ladny wpis. ja tez mam szczescie do taksowkarzy – polskich i innych. cos mi sie wydaje, ze mose dlatego, ze ja mam dobre podejscie do nich – i oni sie odwdzieczaja.

  2. BENEVIS

    Witam.

    Dzisiejsze czasy są rzeczywiście dalekie od doskonałości.

    ‚Bardzo budujące dziwactwo’
    Tak nazwałeś coś, co powinno być naturalnym zachowaniem człowieka.
    Wszyscy wielcy ‚dobrzy’ tego świata (Jezus, Gandhi, Luter King itp.) właśnie to próbowali przekazać innym.
    To dziwactwo powinno być naturalnym zachowaniem ‚ludzkości’ ale nie jest i nigdy nie będzie.

    Próbować jednak warto i trzeba. Nawet jeśli nie zmienimy całego świata, pod koniec dnia możemy śmiało spojrzeć w lustro i powiedzieć: dzisiaj był dobry dzień. Dokonałem dobrych wyborów. Nie ważne, że nie wszystko się udało. Ważne, że ja byłem w porządku. Rezultaty działań można dopracować. Pobudki warto mieć zawsze szczytne, a przynajmniej przyzwoite.

    ‚Cieszyć się obecnym stanem posiadania mimo nigdy niezaspokojonego pragnienia posiadania’

    To jest największa bolączka ludzkości. Posiadanie. Za cały komentarz przytoczę słowa pewnego XVIIIw. niemieckiego pisarza i teologa

    „Bogatym jest ten, kto posiada wiele; bogatszym ten, kto mało potrzebuje, najbogatszym – kto dużo daje”

    Na koniec powiem tylko tyle. Należę do ludzi, którzy materialnie mogą pozwolić sobie na wiele. Przez długi czas właśnie tak żyłem. Pozwalałem sobie na wiele. Nigdy nie było końca i granicy tego stanu.

    Odkąd zacząłem żyć inaczej, właśnie tak jak ten staruszek, zacząłem być autentycznie szczęśliwy. Po jakimś czasie zauważyłem, że bez wielu rzeczy mogę się obejść i dużo mogę dać. Nie tylko materialnie.
    Potrzebny był tylko nowy sposób myślenia a przede wszystkim DZIAŁANIA.

    Pozdrawiam i życzę owocnych przemyśleń.

    P.S. Mam 34 lata, do staruszków się jeszcze nie zaliczam, wyjazd na zachód był moim pomysłem na osiągnięcie jeszcze jednego wtajemniczenia w świecie posiadania,a okazał się zupełnie czym innym.
    Bóg działa w tajemniczy sposób…

  3. Swojak Autor wpisu

    Katlia i Benevis,
    dziękuję za Wasze komentarze.

    Katlia, wierzę, że to tak właśnie działa, tzn. dobre podejście do drugiej osoby często skutkuje przełamaniem nawet najbardziej naburmuszonego człowieka.

    Benevis,
    Fajnie, że podzieliłeś się z nami mądrościami, które mają dla Ciebie znaczenie.
    Z mojej obserwacji polskiej codzienności wynika, że to „budujące dziwactwo” w postaci życzliwości i bezinteresownego uśmiechu jest coraz powszechniejsze (ale wciąż bywa to odbierane jako dziwactwo z komentarzami typu „Czy to jakiś handlarz, który jest miły, bo coś mi zaraz wciśnie?”, „Czy ten uśmiech to nie przypadkiem Świadek Jehowy, który po odwzajemnieniu uśmiechu wciągnie mnie batalię udowadniania swojej wizji świata?”, „Czy ten uśmiech to nie jest flirt?” itd.). Sam staram się być serdecznym człowiekiem, bo mam świadomość, że to właśnie od naszych drobnych, codziennych gestów zmienia się świat.
    Druga kwestia, którą poruszyłeś to „posiadanie”. Tu faktycznie można by całą książkę spisać. Piękny cytat zamieściłeś obrazując, że to nie tyle ważne ile dóbr materialnych posiadamy, ale ważne jest jaki mamy do nich stosunek i czy nie jesteśmy od nich uzależnieni.
    Jak sobie pewno wyobrażasz, pieniądz stanowi dość ważny wyznacznik dobrego samopoczucia przeciętnego Szwajcara. Lecz w porównaniu z tym jaki pęd ku dobrom materialnym widzę w Polsce to mogę powiedzieć, że wielu Szwajcarów to jakby osoby uzależnione od luksusowej konsumpcji, zaś wielu Polaków to osoby, które w języku uzależnień wyglądają jak „na ciągłym głodzie”.
    Widzę to u dorosłych, ale widzę też u dzieci, które są dopiero w podstawówce. Rok temu wysłałem córkę letni obóz do Polski. Potem opowiadała mi, jak jedna dziewczynka śmiała się z drugiej dlatego, że miała niemarkowe adidasy z hipermarketu, a nie miała czegoś drogiego za znanym znakiem firmy. Moja córka takiego zachowania nie widziała przez sześć lat szwajcarskiej szkoły.
    Szwajcaria to nie jest raj. Tutaj też pieniądz kręci bardzo wielu ludzi. Lecz nie ma to wiele wspólnego ze stanem posiadania znajomego lub sąsiada. Nazwałbym to egoistycznym konsumpcjonizmem. Podczas gdy w Polsce to taki „społeczny konsumpcjonizm” wyrażony powiedzeniem „zastaw się, a postaw się”; lub w swej ciemniej odmianie prowadzący do lekceważącego stosunku wobec osób uboższych i chorobliwej zazdrości wobec tych co posiadają nieco więcej.
    Sprowadzając te dywagacje na moją osobistą płaszczyznę powiem, że lubię wygodne życie, lubię mieć na ręce ładny zegarek, lubię jeździć solidnym samochodem. Ale to są tylko przedmioty! Dzisiaj z nich korzystam. A jak przyjdzie na mnie kres życia to zostanę golutki jak przy urodzeniu. Będę sam ze swoim sumieniem, ze swoimi wspomnieniami zebranych doświadczeń, z pamięcią spotkanych na swojej drodze ludzi i dokonanych wyborów życiowych.
    Zatem po co tracić czas i energię na pogoń za przedmiotami?
    Nie nawołuję do życia w nędzy. Lecz trochę zdrowego rozsądku zawsze jest w cenie. Bowiem skoro kupiłem dobre auto kilka lat temu, które wciąż dobrze i niezawodnie mi służy to nie rozumiem tych pytań polskich znajomych „kiedy kupujesz nowe auto?”.
    Lub z innej strony: mam słabość do zegarków i lubię raz na jakiś czas kupić jakieś tykające cacko, lecz jak przyjdzie do mnie moje dziecko i powie, że marzy o tym byśmy pojechali na wakacje, a w kasie domowej by było pusto to be wahania sprzedam tą swoją „biżuterię” i pojedziemy na spotkanie wakacyjnej przygody.
    Te przedmioty mają nam służyć, a czasem widzę jak to niektórzy ludzie są na służbie przedmiotów. Ich wybór. Oby tylko nie stracili przy tym głowy jak jeden polski dziennikarz, który niedawno zabił kolegę pędząc po mieście 200 km/h, bo zapomniał o ulotności życia ciesząc się swoim pięknym samochodem.

Możliwość komentowania jest wyłączona.