Jak co środę publikuję kilka zdań o tym co dla mnie ważne w tym tygodniu.
Tym razem jest to nietypowy wpis, bo w momencie ukazania się tekstu w sieci, jestem daleko od komputerów i daleko od internetu. Niniejsze słowa przygotowałem kilka dni temu, jeszcze przed wyjazdem z domu.

Jeśli to co zaplanowane na bieżący tydzień poszło zgodnie z programem, to jestem teraz w szwajcarskiej wiosce Flüeli-Ranft i medytuję pod okiem Ama Samy.
Miejsce i osoba wydawały mi się szczególne, więc zdecydowałem się pojechać na kilkudniowe warsztaty.
Wioska jest związana z patronem Szwajcarii, piętnastowiecznym pustelnikiem i mistykiem Mikołajem z Flüe, nazywanym tutaj Bruder Klaus. Natomiast Ama Samy zaintrygował mnie jako żywe połączenie tradycji duchowości Wschodu (zen) i Zachodu (jezuita).


foto: www.taize.fr
Nazajutrz, gdy warsztaty medytacyjne dobiegną końca, wybieram się do odległego o kilkaset kilometrów francuskiego Taizé. Tam ten tydzień spędza moja córka i jej przyjaciółki. O wspólnocie z Taizé wspomniałem kilka miesięcy temu.
Każdego tygodnia tamtejsi zakonnicy goszczą kilka tysięcy młodych ludzi, którzy poprzez rozmowy, pracę i wspólny śpiew dokładają swoje cegiełki do budowania zaufania na świecie.

Pewno więcej napiszę o tych geograficznych i duchowych wędrówkach w przyszłym tygodniu, już po powrocie do domu.