Liczy się tylko połowa?
Połowa tego co robisz w marketingu jest stratą pieniędzy. Tylko nie wiadomo, która to połowa, więc nadal wydajemy na obie połowy.
To zdanie raz na jakiś czas słyszę w żargonie reklamowym. Ostatnio powtórzył je mój znajomy, doświadczony szef sprzedaży w branży samochodowej.

Po tej rozmowie przyszła do mojej głowy refleksja, że może poza marketingiem ta prawda dotyczy także naszego życia?
Wyobraźmy sobie, że połowa tego co robimy ma sens, a reszta to strata czasu. Czy wiesz, która to połowa? Spójrz na swój ubiegły tydzień. Może było tam kilkadziesiąt godzin pracy nad innowacyjnym projektem na temat zaufania jako środka obniżania kosztów dystrybucji. Poza tym z dziesięć godzin na dojazdy; parę godzin na jakieś zakupy i tyle samo na spacery z psem i posiłki z bliskimi; wieczorami gapienie się w ekran - w sumie paręnaście godzin w ciągu tygodnia.
Która połowa była warta naszego życia, a która była jego marnowaniem? Oczywiście, że ten super nowy projekt jest radością tygodnia i jego gwiazda przyćmiła całą resztę. No tak, z perspektywy kilku dni jest to jednoznaczne. Za miesiąc okaże się, że ten projekt nigdy nie będzie wdrożony. Po pół roku zrozumiesz, że szef dał Ci to zadanie, aby zająć Cię czymś absorbującym, nim decyzja o zamknięciu Twojego działu będzie zatwierdzona i wtedy Cię zwolni.
Zatem kilkadziesiąt godzin wymyślania rozwiązań w nieistniejącym temacie to była strata Twojego czasu. Na szczęście w tym samym tygodniu, tocząc się w korkach w drodze do biura wysłuchałeś doskonałego audiobooka o biznesowym wykorzystaniu sieci społecznościowych. Podczas zakupów spotkałeś kolegę, którego nie widziałeś od dawna. Z krótkiej rozmowy wynikało, że jego firma szybko rośnie i teraz zastanawia się jak przeskoczyć z lokalnego rynku na biznes międzynarodowy. W tym samym tygodniu, podczas jednej z kolacji nastoletnie dziecko opowiedziało o wymarzonej komórce, na którą będzie zbierać kieszonkowe. Inni domownicy podzielili się swoimi opiniami o najnowszych gadżetach. Zaś podczas wieczornego ślęczenia przed ekranem komputerowym napisałeś długi e-mail do przyjaciela, który potrzebował wsparcia, bo wjechał ze swoim życiem w ślepą uliczkę. Zatem ta druga połowa wygląda w sumie trochę lepiej od tej pierwszej.
Co więcej, rok od tego zwykłego tygodnia sprawy wyglądają niesamowicie i jest zupełnie jasne co wtedy było ważne.
Pracujesz teraz u boku swojego kumpla spotkanego w sklepie i budujecie “plemię” globalnych testerów jego produktu przy pomocy sieci społecznościowych. Poprzednia praca jest tylko przykrym wspomnieniem. Przykrym w zasadzie tylko z jednego powodu. Po ogłoszeniu decyzji o likwidacji zespołu, Twój firmowy kolega miał zapaść i nie przeżył zawału. Także Ciebie zwolnienie bardzo wkurzyło, ale spacery z psem trzymają Cię w dobrej formie i Twoje serce przetrzymało stres bez szwanku.
Przed chwilą córka powiedziała Ci, że przed rokiem bardzo jej pomogłeś, bo dzięki temu co wtedy powiedziałeś zmieniła zdanie, kupiła inną świetną komórkę. Zaś jej koleżanka z klasy ma taki model o jakim pierwotnie marzyła i okazuje się, że co chwilę się psuje.
Po za tym, widziałeś się niedawno z przyjacielem, któremu przed rokiem wysłałeś długi i serdeczny e-mail. Trudno powiedzieć na ile mówił poważnie, ale ponoć wtedy był w tak ciężkim dołku, że chciał ze sobą skończyć. Twój e-mail pokazał życie z innej strony i zaczęły mu wracać chęci do działania.
Ależ czas zmienia postrzeganie tego co wtedy było ważne!
Wyobraź sobie, że po kolejnych trzech latach, zadzwoni do Ciebie jakiś człowiek, którego nazwiska nigdy wcześniej nie słyszałeś. To nowy prezes z firmy, która zwolniła Cię przed laty. Facet jest zafiksowany na pomyśle budowania zaufania jako kapitału w kontaktach biznesowych. Na firmowym serwerze znalazł Twoje opracowanie sprzed lat i teraz proponuje Ci rolę konsultanta.
Trudno Ci uwierzyć, że Twój przegrany projekt sprzed lat robi taką karierę.
Gdy jeszcze raz patrzysz na ten dziwny tydzień to trudno powiedzieć, czy w życiu jest jak w marketingu, gdzie połowa aktywności jest zmarnowana? Chyba jednak nie ma nieważnych części. Wszystko może mieć swoje znaczenie. Choć czasem widać to dopiero z bardzo dużej perspektywy.

Karina on 07 lipca 2010 at 23:42 #
Witam po dłuższej przerwie. Zaglądałam tutaj, choć przyznaję - niesystematycznie
Od Waszej przeprowadzki minęły już dwa lata, teraz kolej na nas. Wszystko przed nami. Planowane ob lat pięciu, ponad dwa lata trwaly przygotowania, głownie budowa domu. Musze wrocic do Twojego archiwum i poczytac notki PO emigracyjne, mamy mieszane odczucia, jak to przed wyjazdem. Dla mnie to “tylko” 11 lat emigracji, dla meza blisko 20. Polska bedzie dla nas nowym krajem. Pozdrawiam.
Karina (Karmina z dawnego blogu o US).
Swojak on 08 lipca 2010 at 00:22 #
@Karina
Najszybszy dostęp do archiwum masz poprzez swojakowy ebook do ściągnięcia tutaj: http://blog.swojak.info/?page_id=96
Tam jest dział pt. “Z ziemi helweckiej do Polski”, gdzie zebrałem wszystkie wpisy przeprowadzkowe.
Teraz to już tylko mogę się z Wami umówić na herbatkę i poopowiadać jak mi się dzisiaj żyje. Bo te cyrki przesiedleńcze poszły w niepamięć.
Czy Polska będzie dla Was nowym krajem? Myślę, że tak. Ja byłem w Szwajcarii raptem osiem lat i też wróciłem tu jako kosmita.
Pielęgnuję swoją ufoludkowość, bo wierzę, że jest w tym mój kawałek zmieniania Polski na lepsze. Dobrze, że przybywacie. Bądźcie ufoludkami to nasz kraj szybciej poszybuje na cywilizacyjne szczyty!