Wracaj, tam właśnie wracaj.

Po przeczytaniu komentarza Sylwi biorę się za moje rocznice emigracyjne.
Prawie dziesięć lat temu pakowaliśmy nasz dobytek, w malutkim mieszkaniu na warszawskich Bielanach, aby zamieszkać w Alpach. Jak to powiedział jeden z komentatorów mojego bloga, wyjeżdżałem wtedy w podróż służbową do Szwajcarii.
Pamięć zatarła ostrość tamtych wspomnień. Wiem, że przeprowadzka była wielką i dość przyjemną przygodą. Wynajęliśmy piękne mieszkanie z widokiem na góry, zakupiliśmy sporo sprzętów, łącznie z dużym rodzinnym autem, i rozpoczęliśmy oswajanie Helwecji.

Gdy opadło zawirowanie przeprowadzkowe, podobnie jak wspomniana we wstępie Sylwia, poczułem ciężar oddalenia od Polski. Wpadłem w sytuację lodowato-wybuchową. Zimni, jak okoliczne skały, sąsiedzi utrudniali nam nawiązanie więzi z lokalną społecznością, a w pracy u krewkiego Włocha rozstrajały mnie jego histeryczne krzyki.
Nasza pierwsza wizyta w Polsce miał miejsce w Boże Narodzenie. Jechaliśmy z doświadczeniem kilkumiesięcznego, trudnego mieszkania wśród Szwajcarów. Podróż powrotna po Nowym Roku była smutna i łzawa. Miałem wtedy ochotę zamknąć ten emigracyjny rozdział i wrócić do Polski. Postanowiliśmy zostać jeszcze jakiś czas, żeby spłacić pożyczkę na zagospodarowanie, bo z polskiej pensji spłata byłaby trudniejsza.
Dobrnęliśmy do pierwszej rocznicy pomieszkiwania w Alpach. Wtedy nastąpił cud. Sąsiedzi ogłosili, że pozytywnie przeszliśmy okres kwarantanny, gdy byliśmy obserwowani i sprawdzani. Kolejne siedem lat było usłanych serdecznościami, wzajemną pomocą, sympatią i przyjaźniami. Nasz wyjazd ze Szwajcarii w 2008 był trudnym momentem. Zostawialiśmy na miejscu sporo bliskich nam osób.
Teraz, po dwóch latach, widzę jak nasza rodzina ponownie wrosła w polskie życie. Każdy z nas na swój unikalny sposób. Żona odnalazła swe zawodowe powołanie i robi masę dobrej roboty jako pedagog szkolny. Wygląda na to, że w Polsce zdecydowanie potrzeba zatrudniać w szkołach dodatkowych pedagogów, bo większość personelu szkolnego to nauczyciele przedmiotowi bez solidnego przygotowania do pracy z uczniami. To przeciwieństwo Szwajcarii, gdzie nauczyciele mieli głównie umiejętności pedagogiczne, a ich erudycja była drugoplanowa.
Starsza córka zbliża się do końca gimnazjum. Doskonale radzi sobie w szkole. Wygląda na to, że coraz bardziej docenia uroki polskiego życia. Młodsza córka, ze swoim otwarciem na innych, chyba bardziej pasuje do polskiego otoczenia, gdyż szwajcarska konwencjonalność mogłaby by być dla niej trudna. Zaś syn, po wakacjach rozpoczyna naukę w podstawówce. Paradoksalnie, to on najczęściej wspomina, że Szwajcaria to nasz kraj, w którym chciałby zamieszkać.
Ja dostałem od swojego szwajcarskiego pracodawcy możliwość „miękkiego lądowania” w Polsce. Jako konsultant pracuję przy jego międzynarodowych projektach. Daje mi to stabilność finansową. Mogę wykorzystać czas na odnalezienie w polskiej rzeczywistości miejsc, gdzie moje specyficzne umiejętności będą szczególnie przydatne. Od miesięcy, misternie buduję plan, którego realizacja może wypełnić przyszłe lata lub dekady. Jestem podbudowany tym jak ciekawie kraj zmienił się pod moją nieobecność. „Apetyt rośnie w miarę jedzenia”, więc chcę dalszego rozwoju i budowania tutaj takiego społeczeństwa, które zasłynie z międzyludzkiej solidarności i wzajemnego wspierania się w pomysłach gospodarczych, politycznych i społecznych. W tym kierunku idzie moje myślenie o tym co mam tutaj do zrobienia.
Tym co mieszkają na obczyźnie dedykuję kawałek tekstu Ewy Bem:
„Wracaj, złe drogi skracaj,
Wracaj, gdzie byś nie był Rzym czy Krym
Wracaj, wracaj tam gdzie się na ogół ma gigant kaca
Lecz przynajmniej jest się napić z kim
Wracaj, tam właśnie wracaj
Gdzie się całkiem nie opłaca żyć
Stary, stary pomyśl, że ojczyzna to kumpli paru
Z nimi znów szczęśliwy,
Z nimi znów szczęśliwy spróbuj być”

6 myśli nt. „Wracaj, tam właśnie wracaj.

  1. bp

    Ponieważ patrzę z dwóch stron, to ciekawi mnie czy zastanawiałeś się gdzie byłbyś dzisiaj, gdybyś nie zrobił tego wyjazdu.
    Pytam z ciekawości, bo to tylko gdybanie. Jesteś dynamicznym człowiekiem, więc pewnie byłoby też świetnie, ale inaczej.

  2. sylwia

    Dziękuję tobie Swojaku za tą odpowiedz na mój list.I chociaż boję się powrotu,wracam!mąż jeszcze trochę musi tutaj zostać bo również spłacamy kredyt ale wiem już gdzie chcę być.I chociaż mieszkam na wsi w Polsce i nie wiem jak z pracom będzie dla mnie to będę się starać z całych sił ją zdobyć.Syn także chce powrotu bo widzi jak się tu meczę. w Polsce byłam nie zależną osobą od nikogo radziłam sobie jak umiałam,w Niemczech jestem nikim i uzależniona od kogoś,dlaczego ma tak być ,PAN BÓG nam dał tylko jedno życie i ja mam je stracić o pieniądze NIE!!! pieniądze są ważne w tych czasach ale nie najważniejsze.pozdrawiam serdecznie Sylwia.

  3. witka

    Życie na wygnaniu nie jest łatwe, a decyzja o powrocie lub pozostaniu na emigracji stwarza wiele wątpliwości o słusznści decyzji.
    Twoja decyzja powrotu Swojaku okazała się słuszna, ale czy inni będą mieli tyle szczęścia, czy jak powrócę los okarze się dla mnie równie szczęśliwy – tego nie wiem?
    Wiem jednak jedno, że bez wsparcia rodziny, samotnie, skończyłabym marnie, ale i tak chcę wrócić, choć niewiem kiedy to będzie.
    Może jest to tak jak mówi popularne przysłowie – wszędzie dobrze gdzie nas niema;)
    A tobie Sylwio, życzę mądych wyborów i radości z powrotu!!

  4. Swojak Autor wpisu

    @bp, @sylwia, @witka
    BP, od wczoraj chodzę i myślę nad Twoim pytaniem. Czy w roku 2000 zacząłbym budowę domu pod Warszawą i moja energia na kolejne parę lat uszłaby w kierunku budowlanym? Czy zmieniłbym pracę na jakiś polski oddział korporacji i stał bym się numerkiem w ogromnej, bezosobowej matrycy biznesowej? Czy popędziłbym w ślady znajomych, którzy pracują po to, by łapać coraz bardziej wymyślne i kosztowne hobby, które uzasadnia ich nudnawą, dobrze płatną pracę? Może nastąpiłoby coś, co byłoby dla mnie przebudzeniem do wyrwania się z ogłupiającego pędu Warszawy ubiegłej dekady?
    Nie wiem, gdzie byłbym dzisiaj, gdybym został w Warszawie w 2000. Lecz jestem przekonany, że moje córki byłyby o wiele bardziej ograniczone w widzeniu świata, gdyby wtedy zostały w Polsce.

    Sylwio, dziękuję Ci za słowa o tym, że Bóg dał nam życie, które mamy rozwijać, z nie zatracać w pieniądzach. Myślę, że masz swojego Anioła Stróża, który będzie przy Tobie w momencie podejmowania decyzji. Czasem wystarczy poprosić go o pomoc, a skutki mogą być zadziwiające. Podobnie jak Witka, życzę Tobie i Twojemu mężowi dużo mądrości, gdy będziecie decydować o przyszłości swojej i Waszego syna. Jak już będziecie wiedzieć co zrobić to nie oglądajcie się za siebie i bądźcie szczęśliwi tam, gdzie postanowicie żyć. Szczęście zależy od naszego nastawienia do życia, a nie od kraju, gdzie mieszkamy. Widziałem szczęśliwych biedaków w Indiach i widziałem żyjących w depresji bogaczy w Szwajcarii. To dało mi do myślenia.

    Witko, jeśli chodzi o przysłowia, to do mnie przylgnęło to, które dostałem ze dwadzieścia lat temu. Pracowałem przez wakacje w szkole dla obcokrajowców uczących się języka polskiego. Była tam szefowa jednej z dużych polsko-amerykańskich fundacji. Na pożegnanie dostałem prezenty i kartkę, gdzie było napisane: „rób swoje i nie oglądaj się!” Tak też staram się czynić przez te wszystkie lata. Tak też jest z decyzją powrotu do Polski. Robię swoje i nie rozdrapuję sprawy decyzji. Oglądając się za siebie traciłbym energię pakując ją w przeszłość. Mam tyle do zrobienia, że patrzę do przodu i… robię swoje! 🙂

  5. emigrantka_uk

    bardzo lubie wpadac na Twoj blogg
    ja juz od ponad 10 lat mieszkam na wyspie – i tak ciagle trudno sie zdecydowac na powrot, chociaz wiem ze to kiedys zrobimy.
    do dej pory nie zaluje mojego wyjadu do uk, bo jestem teraz zupelnie inna osoba. dzieki temu co tutaj przezylam, ludzi ktorych spotkalam – bardzo to mnie zmienilo i poszerzylo horyzont. Dzieki ryzyku jaki podjelismy wiele dobrego sie wydarzylo w naszym zyciu i rowniez bardziej doceniam to ze jestem Polka i z jakiego kraju pochodze. Czasami czuje sie jak ambasadorka polskiej kultury, bo wiele osob pyta sie o nasza historie, kulture, miejsca do zobaczenia etc. Tutaj bardzo malo osob wie o Polsce, chociaz dzieki naszej wzmozonej emigracji ludzie dowiaduja sie o Polsce wlasnie dzieki polskim emigrantom.
    Wiadomo, ze wszystko ma swoja cene, moze jak bym nie wyjechala mialabym bardziej ulozone zycie zawodowe, ale jak na razie nie zaluje i z pogoda patrze w przyszlosc.
    a cytowane slowa piosenki sa prawdziwe. Pozdrawiam

  6. Swojak Autor wpisu

    @emigrantka_uk
    Cieszę się, że piszesz o powrocie do Polski. Podjęłaś ryzyko emigracjii i w nagrodę dostałaś takie zmiany w Tobie, z których jesteś zadowolona.
    Myślę, że jak wrócisz do Polski to podejmiesz nowe ryzyko. Może nawet większe od tego sprzed dziesięciu lat.
    Swoją postawą, patrzeniem na życie w Twój specyficzny sposób i robieniem rzeczy po swojemu zmienisz Polskę. Zmienisz swoje najbliższe otoczenie, a ono będzie zmieniać innych.
    Uważam, że jest bardzo ważne, aby po powrocie być w środowisku ludzi, którzy patrzą na świat przez pryzmat tych samych wartości i zasad co Ty.
    Wtedy masz szanse wciąż żyć po swojemu i w sumie żyć beztrosko.

Możliwość komentowania jest wyłączona.