Praca (?) społeczna po polsku.

Kiedyś poświęciłem sporo czasu na opisanie polskojęzycznych stron dotyczących Szwajcarii. Każdą z nich zweryfikowałem i podsumowałem. Robiłem to jako redaktor pustawego działu Otwartego Katalogu ODP. Postanowiłem skatalogować strony opisujące Helwecję, aby ułatwić rodakom zbieranie informacji o tym kraju. Z zadowoleniem ukończyłem robotę, gdy wkrótce przeważająca większość opracowanych przez mnie linków trafiła do kosza. Jak się dowiedziałem, inny społeczny redaktor, nadzorujący moją pracę, uznał, że zaśmiecam katalog tak obszernym katalogowaniem Szwajcarii. Na szczęście miałem kopię tego co zgromadziłem. Usuniętą zwartość opublikowałem na swojej stronie, gdzie linki do dzisiaj służą internautom.
Wtedy dyskusja z wolontariuszem na kierowniczym stanowisku przypominała rozmowę przysłowiowego chłopa z obrazem. Więc wyciągnąłem nauczkę i zająłem się swoimi prywatnymi stronami, zostawiając polskojęzyczne ODP ludziom o grubszej skórze i mniejszym przywiązaniu do swoich wytworów.

Minęło kilka lat. Podkusiło mnie, aby ponownie wejść w wolontarystyczną współpracę w polskojęzycznym internecie. Podjąłem się bezpłatnego przygotowaniu polskich napisów do wykładu na temat rynku mediów. Spędziłem trochę weekendowych i wieczornych godzin na dopieszczanie tekstu półgodzinnego wystąpienia znamienitego biznesmena z Doliny Krzemowej. Po przekazaniu materiału wydawcy, przydzielono mi korektora. Podobnie jak ja, pracował on społecznie. Zgodnie z formalnymi zaleceniami właściciela materiału, wysłałem koledze swój numer telefonu, skype i e-mail, deklarując dyspozycyjność podczas modyfikacji tekstu. Amerykański właściciel witryny skrupulatnie wypisał zalecenia w sprawie korekty, apelując o daleko idącą wstrzemięźliwość przy ingerowaniu w pracę tłumacza i systematyczną współpracę z autorem tłumaczenia. Przez kilka tygodni korektor milczał, aż pewnego dnia wydawca powiadomił mnie, iż moje tłumaczenie jest w drodze do publikacji. „Moje tłumaczenie” było moim już tylko formalnie. Większość zdań została zmieniona. Najwyraźniej pierwotny styl nie pasował redaktorowi-wolontariuszowi. Szyk zdań i słownictwo zostały skutecznie ustawione na modłę korektora. Na moje pytanie o zaskakującą skalę zmian i brak komunikacji ze mną, odparł, że robił to w ostatniej chwili, ale ze wszystkiego może się wytłumaczyć. Styl jego tekstu uważam za porządny, lecz nie jest to mój styl. Chcę byśmy wybrnęli z tej sytuacji, więc przerwy na lunch spędzam analizując linijka po linijce zmiany w tekście.  Mimo wszystko cieszę się, że internauci będą mieć możliwość zobaczeniu polskiej wersji filmu. Szkoda, że dokonuje się to po partyzancku. Mimo, że mieliśmy narzucone formalne ramy współpracy, był regulamin, było dość czasu i była możliwość partnerskiej współpracy ze mną.

Moje doświadczenia są zbyt skromne, aby wnioskować o tym, ile racji jest w słowach osób, które pouczały mnie, że w Polsce szacunek dla pracy i wysiłku innej osoby jest dużo niższy niż na Zachodzie, zaś praca społeczna nie jest tu uznawana za pracę. Trudno też powiedzieć ile prawdy było w pouczeniach tych co twierdzą, że dopiero zabójcza cena sprawia, że rodacy spoglądają z uznaniem na Twój produkt. Od zawsze angażowałem się społecznie. Wierzę, że to jeden ze skutecznych sposobów zmieniania świata. Chcę by inni mogli korzystać z mojego dorobku niezależnie od swojej sytuacji materialnej. Dalej będę tak czynił. Trochę rzeczy robię anonimowo (np. ten blog), pod innymi się podpisuję. Lecz jak trafnie wybrać formę pracy wolontarystycznej? Jak zbadać grunt wolontarystyczny, by unikać rozczarowań?

Jakie są Twoje doświadczenia angażowania się w zorganizowaną, formalną pracę społeczną w Polsce? Jak to wygląda? Jak sprawdzasz czy Twoja praca i zaangażowanie zostaną wykorzystane zgodnie z Twoją intencją?

5 myśli nt. „Praca (?) społeczna po polsku.

  1. Orest Tabaka

    Nie mam doświadczeń w formalnej pracy społecznej natomiast kilka w nieformalnych. Ktoś coś prowadzi, coś robi a ja pomagam. Zacząłem bardziej zwracać na to z kim współpracuję a mniej przy czym. Cel też jest ważny, natomiast ludzie ważniejsi.

    Natomiast widzę, że nie mamy kultury promowania, rozgłaszania zasług innych. Dla przykładu w nielicznych wypadkach osoby, którym zrobiłem zdjęcie podpisują, że są mojego autorstwa. Z drugiej strony staram się, aby promować pracę innych.

    PS: Mogę prosić o link do filmu? Chętnie obejrzę efekty Twojej pracy, o której już mi kiedyś wspominałeś w komentarzu. (jeśli nie chcesz tutaj to może być na maila)

    Uśmiechy!
    Orest

  2. Paweł Kata

    Ja raz chciałem wziąć udział w tworzeniu gazety studenckiej. Oczywiście za free. Zniechęciła mnie dezorganizacja i brak otwarcia na pomysły „nowych”. Suma summarum, zniechęciło mnie to do wolontariatu.

    Jak to wygląda w Polsce? Pracy – zwłaszcza tej wykonywanej z dobroci serca – się często nie szanuje. Nie powiem, są ludzie wdzięczni, ale generalnie mam wrażenie, jak by wolontariusze byli traktowani podobnie do „frajerów”, pracujących za darmo.

    Jak sprawdzić czy praca i zaangażowanie zostaną wykorzystane zgodnie z Twoją intencją? Tylko empirycznie, po fakcie. Przydałby się jakiś portal dla wolontariuszy, w którym można by oceniać grupy i organizacje potrzebujące pomocnych dłoni – może wtedy byłoby wiadomo, komu zaoferować czas, a od kogo trzymać się z daleka…

    P.S. Fajny blog 🙂

  3. Swojak Autor wpisu

    @Orest, @Paweł
    Orest, widzę, że dla Ciebie ważniejsze z kim pracujesz, niż to nad czym pracujesz. Daje mi to do myślenia. Przypuszczam, że bardzo wiele osób na pierwszym miejscu stawia to z kim działają. Weźmy się za kształcenie mądrych przywódców, a pewno poziom szczęścia w narodzie wzrośnie.
    Zaś jeśli chodzi o zasługi i wspominanie nazwisk to widzę w tym głębszą sprawę. Podpisywanie się pod swoją pracą jest w Polsce jakimś problemem. A tym samym podpisywanie innych bywa konfliktogenne.
    Jak otrzymuję e-mail z polskiego urzędu to zwykle jest podpisany: „Z poważaniem Urząd Miasta” lub „Z poważaniem Szkoła Podstawowa w…”
    Zaś w Szwajcarii zawsze podpisana była osoba, która się do mnie zwracała.
    Natomiast link do filmu wyślę Ci e-mailem jak już skończymy naszą korektorską sagę.

    Paweł, mam nadzieję przyczynić się do zmiany nastawienia do pracy społecznej w Polsce. Zmiana chyba będzie poniekąd związana z odejściem części ludzi od niewolnictwa do wolnego życia.
    Niewolnik jest opłacany za to co robi, pieniądze (od korporacji, rządu, kościoła, odbiorców) trzymają go w kajdanach. Jak już nie zarabia to oddaje się marnowaniu czasu.
    Człowiek wolny realizuje pasje i rozwija swoje talenty. Inni potrzebują jego unikalnych umiejętności i płacą za nie. W wolnym życiu człowiek robi to co uznaje za dobre i zgodne ze swoim powołaniem. Często najskuteczniej realizuje swoje zadanie społecznie angażując się w zmienianie otaczającego go świata.
    Niewolników i wolnych ludzi widziałem w każdym odwiedzonym kraju. Lecz w Polsce kultura niewolnicza ma się wyjątkowo dobrze. Na szczęście z tygodnia na tydzień spotykam w naszym kraju coraz więcej wolnych ludzi.
    Portal dla wolontariuszy? Tak jak oceniamy książki na amazon.com albo lekarzy na portalu medycznym? Pomysł mi się podoba. Paweł może to jest Twoja misja?
    Pawle, cieszę się, że blog przypadł Ci do gustu.
    Oreście i Pawle, dziękuję, że skomentowaliście mój atykuł.

  4. Orest Tabaka

    Dziś poprosiłem jedną osobę o podpisanie zdjęcia moim autorstwem – spotkało się to z obrazą i złymi emocjami 🙂 Coś jest na rzeczy z tym, że ludzie nie lubią promować pracy innych. A i też wstydzą się własnego nazwiska.

    Zbadam ten temat – jak to wygląda i jak to naprawić. Przyda się do kształcenia mądrych przywódców 🙂

    Uśmiechy!
    Orest

  5. Paweł Kata

    Kto wie, może i jest to moja misja, ale definitywnie nie na teraz. Choć, w duchu wspierania wolontariatu, mógłbym pomóc w tworzeniu takiego przedsięwzięcia…

Możliwość komentowania jest wyłączona.