Motorem przez wieś.

Przyjechał do mnie motor. To znaczy sam go przywiozłem z Ursynowa.

Wyszła nam fajna roszada, bo znajomy przesiadał się ze swojej „iksjoty” (czyli z XJ 600) na większy motor sprzedając mi swoją  maszynę. Kilkanaście dni wcześniej  inni znajomi chcieli kupić naszego dziesięcioletniego Renault Espace.

Jako, że od ostatnich wyjazdowych problemów wiedzieliśmy, że nasza rodzinna Renówka potrzebowała nowego właściciela, który zna się na samochodach i zadba o naprawy, to chętnie zgodziliśmy się na transakcję.

 Teraz, przed wyjściem do pracy, ubieram się strój, który u napotkanych ludzi na przemian wzbudza skojarzenia z „Gwiezdnymi wojnami” lub z kosmitami i na dwóch kołach przemierzam trzydziestokilomentrową drogę do biura.