Globalny Polak w Afganistanie.

W poniedziałek kuzyn K. wsiadł do samolotu i odleciał na swoją roczną misję do Afganistanu.

W zasadzie to względnie dobra wiadomość, bo jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że pojedzie do Iraku. Koniec końców, dostał robotę w odrobinę spokojniejszym zakątku regionu miotanego walkami. Afganistan był jednym z krajów, do którego Amerykanie szukali specjalistów od rozwoju lokalnej przedsiębiorczości. K. robi to od kilkunastu lat. Większość czasu spędził pracując za granicą, trochę na Bałkanach, trochę w Azji. Amerykański rząd finansuje programy pomocowe i obok Amerykanów rekrutuje do pracy międzynarodowych specjalistów. K. jest tam, gdzie są pieniądze przyznane przez Kongres USA.


© AP Images

Polska stoi otworem na świat. Żyjemy w globalnym społeczeństwie na globalnym rynku. Każdy z nas może łapać okazje, gdzie tylko zapragnie. Latamy do pracy, dla rozwijania swoich pasji, na urlopy, na spotkania z przyjaciółmi, czy po prostu na zakupy. Lubię to poczucie bliskości świata. Tylko po co pakować się tam, gdzie pomocowe pieniądze mają wybielić krwawe plamy amerykańskiego militaryzmu? Przypuszczam, że K. rozumie po co tam poleciał. Ja nie rozumiem.