Zgodnie z obietnicą zdaję raport ze zmian zaobserwowanych w Szwajcarii.
Tutejsza poczta jest w moich oczach tak mocno wpisana w krajobraz jak Alpy. Zatem zmiany pocztowe wyłapałem natychmiast. Najpierw zobaczyłem nowe skrzynki pocztowe. Jak się okazało, kosztem 30 milionów franków wymieniono dwadzieścia tysięcy tutejszych skrzynek na listy (czyli średnio 150 franków lub 400 złotych za sztukę).

Zdjęcie pochodzi z flickr.com od użytkownika jusoschweiz

Nowy model, zastąpił stare pudła, zaprojektowane jeszcze w latach 50. ubiegłego stulecia.  Szkoda było wyrzucać całkiem przyzwoite skrzynki, więc praktyczni Szwajcarzy podarowali je pocztowcom z Ekwadoru, Kostaryki i Aruby.


zdjęcie pochodzi z blick.ch

Listy to tylko jedna twarz szwajcarskiej poczty. Częściej niż z listonoszem mam tu kontakt z autobusem pocztowym (PostAuto), bo dyliżanse pocztowe zostały zastąpione nowoczesnymi autobusami, które przy okazji rozwożenia pasażerów w najodleglejsze górskie wioski trasportują worki z pocztą. Urlop spędziliśmy w takiej malowniczej miejscowości, gdzie serpentyny prowadzące do pobliskiego miasteczka przemierzały dwupięptrowe autobusy Neoplan pomalowane na żółto. Pojazdy są oklejone literami z napisem: “Die gelbe Klasse” (”Złota klasa”). Na jednym z nich ktoś oderwał literkę i zostało “Die gelbe Kasse” (”Złota kasa”).   Jest w tym dowcipie trochę prawdy, bo przejazd autobusem jest dość drogi. W końcu bilety muszą pokryć koszty gadżetów uświetniających transport.
Jednego zimnego poranka zszedłem z górskiej chaty na przystanek w centrum wioski. Autobus był pusty i zamknięty, bo kierowca pił kawę w pobliskiej knajpie. Kilka minut przed planowanym odjazdem pojawił się szofer i dostojnym krokiem szedł do pojazdu. Czekała już grupa pasażerów. Kierowca powitał nas swojskim “Grüezi mittenant” i wsadził dłoń do czytnika lini papilarnych otwierającego pojazd. Już prawie byłem pod wrażeniem takiego cudu techniki, gdy przez twarz pocztowca przeszedł grymas zaniepokojenia. Zamek nie reagował. Dopiero po kilku próbach udało się otworzyć pojazd.

Innym z nowych zakupów są automaty biletowe. Jeden znalazł się nawet w wiosce, gdzie spędzamy urlop. Przyszedł wraz z systemem biletów strefowych, integrujących transport okolicznych gmin z pobliską Lucerną. Bilety strefowe i automat są nowym wynalazkiem w Centralnej Szwajcarii. Na razie w wiosce nie widziałem nikogo korzystającego z maszyny. Każdego dnia pasażerowie kupowali bilety u kierowcy.


zdjęcie pochodzi z s-bahn-luzern.ch

Trzecia nowość jest ulotna. Rozmawiając z koleżanką, która wychowuje dwie sześciolatki usłyszałem, że czuje presję na pójście do pracy. M. jest szczęśliwa w domu. Wie, że jej obecność sporo daje dzieciom.

Presja pochodzi z otoczenia. Znajomi dziwią się, że marnuje czas nic nie robiąc. M. mówiła, że gdy dorywczo pomagała koleżance w prowadzeniu biura to właśnie wtedy czuła, iż wśród papierów trwoni życie. Prawdziwe życie było w domu, gdzie towarzyszy dzieciom w rozwoju. Wkurzają ją naciski koleżanek na znalezienie pracy.

Słuchałem tej opowieści z dużym zdziwieniem. Pamiętałem Szwajcarię, gdzie matka będąca w domu z dziećmi była tutejszą normą społeczną.

Mieszkasz w Szwajcarii? Bywasz tam jako turysta? Słyszysz o Szwajcarii w mediach? Proszę, podziel się tym jakie zmiany widzisz w Szwajcarii?