To już prawie osiem lat od dnia, gdy zadzwonił do mnie kolega z centrali naszej firmy i zapytał, czy nie miałbym ochoty na pracę w szwajcarskim biurze. Kilka miesięcy później nasza mała rodzina mieszkała już u podnóża Alp.
Wiele wskazuje na to, że niedługo przeprowadzimy się w przeciwnym kierunku i Alpy zamienimy na Wisłę.
Ktoś mi powiedział, że powrót do swojego kraju po pięciu latach to jest przeprowadzka do innego, nieznanego kraju, bo nie będzie on taki jak w naszych wspomnieniach. Było to chyba po angielsku i miało być prawdą uniwersalną, dotyczącą każdego kraju, a nie konkretnie Polski. Polska rozwija się szybciej niż “normalne” społeczeństwo.
Zatem zdaję sobie sprawę, iż wracam do innego społeczeństwa, niż to pozostawione we wspomnieniach z roku 2000.

Domyślam się, że niniejsze notatki są czytane głównie przez mieszkańców Polski. Pewno poszukują tu zaspokojenia tak oczywistej potrzeby porównania siebie i swojego kraju do innych. Cóż może lepiej opisać nadwiślańską rzeczywistość niż odczucia rodaka, który przez kilka lat napawał się dobrobytem, spokojem i łatwością życia w jednym z najlepiej zorganizowanych państw świata, a teraz wskakuje w rwący nurt życia społeczeństwa na dorobku.
Wiem, że zaglądają tu też Polacy mieszkający za granicą. Bowiem niewielu jest takich, którym nigdy przez myśl nie przemknęła chęć powrotu do Ojczyzny.
Tutaj mają okazję odbyć wirtualną podróż śladami swojej mrzonki o powrocie. Mogą się wcielić w autora tych słów i wyobrazić sobie swoje lądowanie w starym-nowym kraju ojców.

Zatem ja zbliżam się - krok po kroku - do przeprowadzki. Mimo nawału spraw postaram się - mniej lub bardziej systematycznie - przekazywać Wam swoje obserwacje polskiej rzeczywistości.

Na razie mieszkam w Szwajcarii, a w Polsce bywam z nasilającą się częstotliwością.
Lubię te przyjazdy. Zresztą zawsze je lubiłem.
Chyba nawet bardziej polubiłem tą kosmatą krainę, gdy zamieszkałem setki kilometrów od niej. Po chwili zastanowienia dodam, że to nie chodzi o odległość. Swoją polskość mocno poczułem żyjąc i pracując wśród obcokrajowców. Sposób komunikowania, ulubione potrawy, podejście do życia, sposób pokonywania przeciwności i wiele innych drobiazgów definiowały mnie (na mój zupełnie prywatny użytek) jako Polaka.
Jako osoba z natury pogodnie nastawiona do rzeczywistości polubiłem swoją świadomość bycia Polakiem. Ci z Was którzy nie doświadczyli długich miesięcy życia wśród “nie-Polaków” mogą potrzebować wyjaśnienia pewnej oczywistości: Kim się czułem mieszkając w Polsce? Czy dopiero po trzydziestce stałem się Polakiem? Otóż, moi drodzy, mam podstawy sądzić, iż przed wyjazdem do Szwajcarii myślałem o swojej polskości nie mniej i nie więcej niż każdy z Was urodzonych, wychowanych i wykształconych w Polsce. Ot, po prostu, byłem tu u siebie i nieczęsto miałem potrzebę odpowiadać (sobie i innym) na pytanie narodowościowe. Dziadkowie byli Polakami, rodzice to Polacy, ja też jestem Polakiem i nie było się nad czym zastanawiać.
Zaś żyjąc wśród “innych” niemal każdego dnia widziałem szwajcarską linię demarkacyjną rozdzielającą swoich od obcokrajowców. To była dla mnie ciekawa szkoła refleksji nad tym na ile jesteśmy postrzegani przez pryzmat swoich indywidualnych cech, a na ile poprzez to czym wyróżnia nas nasza narodowość.
Tym przydługim wywodem dochodzę do stwierdzenia, że jestem szwajcarskim Polakiem.
Po kilku latach zamierzam zmienić ten status.
Dlaczego to robię? Dlaczego właśnie w czasie, gdy najmodniejszym kierunkiem przeprowadzek jest emigrowanie z Polski?

Być może warto o tym napisać. Skoro postanowiłem dzielić się z Wami tym co mnie spotyka to wiedzcie też dlaczego tak się dzieje.
Tak jak początek mojej szwajcarskiej przygody był związany z pracą, tak i decyzja powrotu miała z tym związek. Postanowiłem “przewietrzyć” swoją karierę zawodową; no i tak doszedłem do ciekawych pomysłów biznesowych rozwijanych w Polsce, a w ślad za nimi do decyzji o przeprowadzce.
Zmiana kraju zamieszkania to dla mnie dość prosta sprawa. Przez ostatnie lata sporą część czasu pracy spędziłem zarządzając projektami w rozmaitych miejscach globu. Spędzałem po kilka tygodni lub miesięcy w mniej lub bardziej ciekawych krajach. Lecz to samo co dla mnie jest dość łatwe jest jednocześnie sporym wyzwaniem dla rodziny. Po latach spokojnego, przewidywalnego szwajcarskiego życia dzieci miały zamieszkać w kraju znanym im z wakacyjnych i świątecznych wypadów. Córki przeszły kilka klas w szwajcarskiej podstawówce, gdzie zadanie domowe to jakiś drobiazg pochłaniający zwykle pół godziny dziennie. Były uczone przez nauczycieli, którzy zarabiali prawie trzykrotność tamtejszej średniej krajowej, a zatem cieszących się poważaniem społecznym. Przypuszczam, że szkoła w Polsce będzie dla dzieci interesującym doświadczeniem.

Starsza córka kończy podstawówkę, więc Polskę powita z ławki gimnazjalnej. Młodsza ma trafić do czwartej klasy. Zaś nasz czteroletni syn ma szansę być w pełni produktem polskiej szkoły, bo był za młody na szwajcarską edukację.