Miesięczne archiwum: Styczeń 2012

Zatkało mnie, a Porcelanka pomogła.

Poprzez facebooka i blogi dotarły do mnie wieści o awanturze wokół ACTA. Uderzyła mnie masa wymiarów tej sytuacji. Każdy z poziomów zasługiwałby na osobną rozprawkę. Złapałbym się na początek za opisanie co od strony technologii odsłania mgła nowej regulacji; potem ugryzłbym temat śmierci (jeszcze przed solidnym narodzeniem) partycypacji obywatelskiej w naszym kraju; dalej pogaworzyłbym o wpływie świata korporacyjnego na instytucje publiczne w USA; w tej okolicy popływałbym w temacie nowego oblicza amerykańskiej cenzury wojennej na potrzeby wojny (lub przynajmniej stanu wyjątkowego), na którą Ameryka moim zdaniem dryfuje; doszedłbym do ewidentnego pozbycia się demokratycznych mechanizmów z instytucji europejskich; wróciłbym na nasze podwórko szukając odpowiedzi „kogo na pensje rządowe wyniosą nastolatki rozgoryczone zdradą Tuska?”; spojrzałbym na szanse jakie wolny internet dawał naszej młodzieży, która sprytem i pracowitością mogłaby wyrównać szanse na współdziałanie z dzieciakami z tłustego zachodu; doszedłbym do analizy korzyści utraconych przez Polskę przez delegowanie polityki na moralne i patriotyczne miernoty; tu wciągnąłby mnie temat pogodzenia patriotyzmu z duchową więzią z każdym człowiekiem na Ziemi; byłbym już w działce duchowości, która może przekształcić oblicze Ziemi w sposób jaki się filozofom nie śniło.

Jak się domyślasz Drogi Czytelniku, od takiej ilości ciężkostrawnych tematów najnormalniej mnie zatkało. Wydobyłem z siebie jedynie wpis o Matce Teresie, bo jej pomysł na skupienie się wokół dobra i pokoju wydał mi się najskuteczniejszą drogą wyprowadzenia nas wszystkich z labiryntu rozczarowania, złości, strachu i dezorientacji.

Jeśli rodzi się potrzeba bycia w takiej sytuacji razem z innymi, to pokojowe spotkania, medytacja i modlitwa wydają się drogą przemiany tych stanów we współczucie, miłość i chęć czynienia dobra.

Zatem po wrzuceniu na bloga słów i zdjęcia Matki Teresy, korek został tam, gdzie mi utknął. Na szczęście pomocna okazała się Porcelanka, czyli „Porcelanka – blog o książkach, poezji, herbacie, przyrodzie i filozofii”. Czytuję kilkadziesiąt blogów. Mam je podpięte pod Google Reader. Część z nich wrzuciłem do worka „Daily Reading” i codziennie tam zaglądam. To taka moja codzienna prasówka, bo gazet nie kupuję, telewizji nie posiadam, a radia unikam.

Właśnie mój Google Reader wyrzucił „List otwarty do miłościwie nam panującego Premiera” wysłany z bloga Porcelanki.

Z szacunkiem przeczytałem to jak Porcelanka wyraża swoje oburzenie zachowaniem Donalda Tuska.

Potem wdałem się z Porcelanką w blogowy dialog, czego zapis znajdziecie w komentarzach pod jej wpisem.

Z serca polecam Wam odwiedziny u Porcelanki.

Zakończę zawołaniem zasłyszanym w nowej piosence Marcina Stycznia: „zacznij żyć!”

Manifestacja na rzecz pokoju.

„I was once asked why I don’t participate in anti-war demonstrations. I said that I will never do that, but as soon as you have a pro-peace rally, I’ll be there.”

„Kiedyś mnie zapytano, dlaczego nie uczestniczę w demonstracjach antywojennych. Oparłam, że nigdy nie będę w nich uczestniczyła, lecz jeśli będzie manifestacja na rzecz pokoju, to się zjawię.” Matka Teresa

Serdecznie zachęcam Was do medytacji lub modlitwy na rzecz budowania pokoju, cierpliwości i współczucia. Myślę, że to ważny czas na ich budowanie wśród ludzi, czyli między każdym z nas na naszej planecie.

Śnieżny raj.

Nareszcie tej zimy zobaczyłem korony drzew pięknie pokryte grubą warstwą śniegu, a dachy domów i ich otoczenie lśniące czystą bielą. To wszystko z wysokości sześciu tysięcy metrów, przed okno samolotu wiozącego mnie z Zurychu do Lugano.

Miałem ogromne szczęście, że mój lot wypadł w idealnie słoneczny dzień. Niewielki, turbośmigłowy Saab 2000 przemykał tuż nad szczytami Alp.

Rocznie odbywam kilkadziesiąt rozmaitych podróży, ale ten półgodzinny przelot nad Alpami jest nieodmiennie na szczycie listy najładniejszych tras.

Chwilę po starcie z Zurychu, za oknami pojawiają się pagórki w okolicach Lucerny, a potem już wysokie, ostre, kilkutysięczne szczyty. Z lewej i z pawiej strony samolotu widać białe góry ciągnące się po horyzont.

Pięćdziesięcioosobowa maszyna leci dość nisko, wydaje się, że jest zaledwie kilkaset metrów nad ziemią. Śnieżny raj jest na wyciągnięcie ręki. Widać drogi prowadzące do góralskich chat, a nawet ślady na śniegu rozjeżdżonym przez narciarza lub snowboardzistę „sunącego na dziko” poza szlakami.

Po chwili biel zostaje w tyle, krajobraz ma coraz sięcej brązów i trochę zieleni.

Po południowej stronie Alp zniżamy się do Lugano. Przelatujemy nad płytą lotniska, która pozostaje w tyle. Lecimy dalej pomiędzy szczytami gór, a pod nami jest malownicze jezioro i domy przyklejone do zbocza stromo schodzącego do tafli wody.

Stok górski po naszej lewej stronie jest coraz niższy. Po chwili odsłania się dolina. Pilot wykorzystuje ją do zrobienia zwrotu o 180 stopni i teraz lecimy na północ. Lotnisko jest znowu przed nami. Jesteśmy coraz niżej. Za oknem autostrada prowadząca z Bazylei do Mediolanu. Wyraźnie widać samochody i ich pasażerów. I w tym momencie koła samolotu dosięgają betonowego pasa startowego. Koniec bajkowej podróży.

Na lotnisku czeka na mnie kierowca. Po dziesięciu minutach jestem już w biurze. Duszne pomieszczenie, sztuczne światło i wymyślanie biznesowych planów na najbliższy rok. Organizm protestuje. Dzień kończę z uciążliwym bólem głowy.

Doktor Google.

Usiadłem za kierownicą mojej Astry, wcisnąłem do samego końca pedał gazu wraz z hamulcem. Następnie przekręciłem kluczyk w stacyjne, ale tylko do pozycji gotowości, bo moim celem nie było odpalenie silnika.
Zrobiłem tą sztuczkę by zobaczyć szybkie miganie kontrolki serwisowej na desce rozdzielczej. Dziesięć szybkich błysków, czyli cyfra 0, potem sześć błysków czyli 6, a dalej 0 i 7. Kod błędu pokładowego komputera 0607.

Potem sesja z doktorem Google i już wiem, że z powodu niskiego poziomu oleju komputer dał się zmylić stukom silnika i wziął je za błąd jednego z czujników.
Sprawdziłem poziom oleju. Faktycznie, był poniżej minimum. Dolałem i tym sposobem naprawiłem auto.

Po raz kolejny zadziwiła mnie skarbnica zbiorowej wiedzy rozsiana w internecie.