Miesięczne archiwum: Sierpień 2011

Herezje.

Po wakacyjnym tygodniu spędzonym w rozmodlonym Taizé trzymają się mnie tematy duchowe.
Po raz kolejny tam pojechałem, by zanurzyć się w ekumenicznej atmosferze stworzonej przed laty przez brata Roger.

Patrząc na zjednoczenie chrześcijan wysunąłem wnioski mocno heretyckie. Ekumenizm był, na mój gust, potrzebnym przełomem w dwudziestym wieku. Lecz dzisiaj orędownikom ekumenizmu stawiam wyzwania wykraczające poza wspólnotę uczniów Jezusa z Nazaretu.

Pozwólcie, że zacznę moją notatkę od innego końca.

Świat jest mały. W samolocie czy na youtubie skaczemy między kulturami i kontynentami. Odwiedzenie najbardziej wymyślnego zakątka planety jest na wyciągnięcie ręki wielu moich znajomych. Podróż poślubna do Nowej Zelandii? Od pomysłu do realizacji upłynęło kilka miesięcy i E. z T. byli na drugim końcu świata. Praktyki studenckie w Wenezueli? Córka kuzyna właśnie z nich wróciła. Wyjazd szkolny do Turcji i mieszkanie u rodzin? Moja córka miała to przed wakacjami.
Jeszcze łatwiej przemieszczać się przed ekranem komputera. Inspirujące filmy, czy animacje oglądane ostatnio na youtube to twory Japończyków, Nigeryjczyków, Amerykanów, Rosjan czy Hindusów. Na Facebooku mam wśród znajomych muzułmanów, buddystów, mormonów, katolików. Zresztą nawet nie wiemy jak i w co wierzą dziesiątki naszych globalnych znajomych.
Zburzyliśmy bariery. Naszą kulturą jest kultura całego świata. Wnosimy w nią to co wykuły pokolenia w naszej tradycji. Czerpiemy z tego co wnoszą inni.
Fascynujące i obiecujące doświadczenie.

Poznając ludzi z innych kultur widzimy jakimi ścieżkami szedł rozwój cywilizacji, a w tym rozwój ludzkiego ducha i poczucia sensu życia.
Myślę, że dzięki temu jedną z najciekawszych zmian jakie następują przed naszymi oczami, jest zmiana w obszarze duchowości – czyli w rozwijaniu świata wartości i sensu życia.

Im bliżej pracujemy, żyjemy i przyjaźnimy się z ludźmi innych tradycji, tym naturalniejsze jest widzenie podobieństw w tym co dla każdego z nas jest w życiu ważne.
Dla mnie intrygującym wymiarem jest spotkanie Wschodu z Zachodem. Obydwie cywilizacje odkrywają zaskakujące podobieństwo w potrzebach i pragnieniach ludzi z tymi na drugiej półkuli. Jesteśmy do siebie tak bardzo podobni. Spotkanie Wschodu z Zachodem wydaje się otwierać ciekawe horyzonty.

To chyba spore wyzwanie, głownie w naszym kręgu. Bowiem skoro dopiero w ubiegłych dekadach chrześcijanie rozmaitych kościołów zaczęli się spotykać, wspólnie modlić i wspierać w rozwoju duchowym, to jak im powiedzieć, że jogin czy buddysta to człowiek, z którym możemy wspólnie pojechać na rekolekcje.

Ekumenizm też pierwotnie uznawano za dziwaczne, czy nawet niebezpieczne działanie. Dialog chrześcijan jeszcze nie okrzepł, a ja widzę, że już wchodzimy w czas, gdy podobna bliskość będzie wzrastać między ludźmi rozmaitych tradycji duchowych. Pewno w naszym regionie będzie to tym powszechniejsze, im bardziej rozwiązania rozwoju duchowego proponowane przez Kościół Katolicki będą odstawać od potrzeb i wartości ludzi dbających o swój rozwój duchowy.

Myślę, że praktyki rozwoju duchowego łączą wszystkich ludzi. Jak świat długi i szeroki popularność zdobywają praktyki uważności (mindfulness). Jedni odwołują się przy tym do korzeni chrześcijańskich (do ojców pustyni), inni do buddyzmu lub jogi, ktoś czerpie z sufizmu. Wszyscy razem czuwamy w milczeniu i jesteśmy obecni. To się dzieje. To rośnie.

Dzieje się to na miarę naszych czasów, czyli nie poprzez synody i sobory, ale… przez iPhony, Androidy i nieformalne grupy.
Coraz mocniej czuję, że w ciekawych czasach przyszło nam żyć.

Czy macie ochotę podzielić się swoimi refleksjami?  Jak duży jest związek formalnych organizacji religijnych z rozwojem duchowym człowieka w 21. wieku? Co Waszym zdaniem przetrwa z europejskiej tradycji chrześcijańskiej? Jakie pierwiastki chrześcijaństwo wnosi i nadal będzie wnosić w duchowy rozwój człowieka?

Czy oni tam na Wschodzie wierzą w Boga?

Potoczne i powszechne patrzenie na duchowość zawiera się w pytaniu: „czy oni tam wierzą w Boga?”. Ostatnio wpadło mi w ręce podsumowanie podejścia do Boga ludzi Zachodu i Wschodu zebrane przez Marvina Levina. Poniżej dzielę się, bo temat uważam, za interesujący.

„Na Zachodzie mamy tendencję do myślenia o Bogu jako istocie zarówno wszechmocnej jak i kochającej. Wobec tego w niespokojnych czasach modlimy się do Boga o ulżenie naszej niedoli lub o zmianę otaczającego świata, tak by zniknęły trudności. Zatem modlimy się o zdrowie naszych bliskich albo o wyeliminowanie jakiegoś zagrożenia. W tych modlitwach zwykle odnosimy się do Boga, tak jak dziecko odnosi się do ojca. Faktycznie, naszym najpopularniejszym określeniem jest Bóg ojciec.

Zaś Iśwara [Najwyższy Bóg w hinduizmie – przyp. Swojak] jest raczej charakteryzowany jako Bóg guru. Iśwara powstał jako istota doskonale oświecona. Konceptualnie Iśwara jest esencją mądrej, przemienionej, jednostki o czystym spojrzeniu. Zatem jogin ma inne od zachodniego podejście do Boga. Jednoczy się z Iśwarą, aby wzmocnić podążanie swoją drogą. Gdy pojawiają się wątpliwości, zniechęcenie, czy jakiekolwiek psychologiczne przeciwności w podążaniu drogą, wtedy zwraca się do Iśwary. Jak doskonała istota ma pokonać te przeciwności? Gdy szukasz wsparcia w stawianiu czoła trudnym lub strasznym sytuacjom to zjednocz się z Iśwarą. Reasumując, nie modlisz się do Iśwary na zachodni sposób, bo Iśwara nie zmienia świata zewnętrznego, ani nie przysparza dóbr. Jednoczysz się z Iśwarą raczej dla wewnętrznej przemiany; po mądrość i po siłę. Iśwara jest wzorem, z którego czerpiemy inspirację.

W buddyzmie taki Bóg nie występuje. Choć Budda pełni dla buddystów rolę, jaką Iśwara pełni dla joginów. Słyszałem, jak zachodni przywódcy religijni, znający jedynie najbardziej powierzchowne aspekty buddyzmu, lekceważąco odnosili się do buddystów, uznając ich za ludzi modlących się do bożków. To oczywiste nieporozumienie. Liczne i popularne na Wschodzie posągi buddy, są reprezentacją doskonałego nauczyciela będącego wzorem idealnego postępowania. Posąg jest bodźcem do zjednoczenia z tą w pełni oświeconą istotą. Posąg sam w sobie nie jest konieczny. Za to jasne wspomnienie i medytacja obrazu Buddy są pomocą w podążaniu drogą, w taki sposób jak jest przywoływanie Iśwary poprzez jego wyraziste obrazy.”   

„Szczęście to pragnienie tego, co już się posiada.”

„Szczęście to pragnienie tego, co już się posiada.”

Powyższe zdanie  usłyszałem parę tygodni temu w Taizé. O ile dobrze pamiętam, zakonnik, który je przytoczył mówił, że to słowa świętego Augustyna.
Gdzieś w sieci znalazłem podobne słowa przypisane H. Howard. Chyba autorstwo jest tu drugoplanowe.

Zachęcam do refleksji nad tym zdaniem.

Śmieci.

Czy opłaca się segregować, a potem przetwarzać śmieci?
Podobno tak i do tego całkiem nieźle.

Ostatnio rozmawiałem z Australijczykiem, który „pracuje w śmieciach”.
Buduje spore stacje przetwarzania odpadów, zarządza nimi, a zyskiem dzieli się z lokalnymi społecznościami, w których prowadzi interesy.
Jedna stacja obsługuje około miliona mieszkańców.
Jak usłyszał, że za wywóz śmieci płacę miesięcznie około stu złotych, to stwierdził, iż jego australijscy klienci mają taniej. Lecz jak mu wspomniałem, że za oddanie kilograma makulatury trzeba w Pruszkowie zapłacić pięćdziesiąt groszy, to sprawdzał, czy dobrze zrozumiał, że to ja płacę, a nie mnie płacą.

Tak niestety jest w naszej okolicy. Nieliczne kontenery na makulaturę mają malutkie otwory i większe kartony trudno tam wrzucić. Zaś zakład oczyszczania przyjmuje makulaturę odpłatnie.

Australijczyk pokiwał głową, jednocześnie coś w myślach przeliczał. Po czym oznajmił, że może zapłacić kilka dolarów od każdej tony przyjętych śmieci.

Kilka tygodni wcześniej widziałem się z człowiekiem, który miał do czynienia ze śmieciami w Polsce. Jego zdaniem to jest kosztowny biznes i udaje się tam, gdzie jest dotowany z publicznych pieniędzy.

Wobec tego skąd Australijczyk bierze zysk w biznesie, który ponoć musi być dotowany?
Przetworzone odpady sprzedaje pośrednikowi, który dalej je upłynnia. Ponoć głównie w Chinach.

Tym sposobem poszerzyłem swoje horyzonty śmieciowe. W Polsce do segregacji trzeba dopłacać, a w Australii można z tego żyć.