Miesięczne archiwum: Czerwiec 2011

Moje auto moją twierdzą.

Przy kolacji opowiedziałem rodzinie, jak kolega z biura dał mi kluczyki do swojego auta, żebym pojechał coś załatwić.

Dziewczyny popatrzyły na mnie z niedowierzaniem. W Szwajcarii to była norma, ale w Polsce się z tym jeszcze nie spotkały. Dopytały co to za kolega. Miały rację. Kolega niedawno wrócił z emigracji. Wiele lat mieszkał w Stanach.

Piękni dwudziestoletni – do roboty!

Byłem pod wrażeniem dwudziestolatków, których spotkałem na marcowej konferencji. Jeden po drugim dzielili się ze mną pomysłami. Doskonale, że w tym pokoleniu są ludzie z inicjatywą i pomysłowi.
Podobne doświadczenie miała moja koleżanka z pracy. Jest pełna uznania dla samodzielności, odwagi społecznej i otwartości ludzi, którzy niedawno weszli na rynek pracy.

Gdy usłyszał o tym inny czterdziestolatek, przedsiębiorca, który rozwinął kilka firm, to sarkastycznie odparł, że zna tych wszystkich napotkanych przeze mnie nierobów. Jego zdaniem ci młodzi innowatorzy chodzą i przekonująco opowiadają o swoich pomysłach, lecz niczego nie robią, by zrealizować te wizje.

Chyba coś jest na rzeczy. Parę tych pomysłowych osób uzgodniło ze mną wspólne działania. To były drobne projekty, konkretne działania, które mogły się rozwinąć w coś trochę większego. Po kilku przypomnieniach tematy zostały w zawieszeniu. Potem widziałem te same osoby wśród uczestników innych konferencji, gdzie myślą przewodnią była przedsiębiorczość lub innowacyjność. Zresztą jako powód zwlekania z działaniami usłyszałem od jednego z facetów o napiętym kalendarzu w związku z jego udziałem w tych „eventach”.  Kwadratura koła, z powodu ciągłych spotkań w sprawie realizacji działań nie realizują działań.

Zaintrygował mnie ten problem. Czy to faktycznie jakiś specyficzny rys polskiego pokolenia urodzonego między 1980, a 1990?

Sąsiedzi.

Kochani, kilka razy czytałem poniższą notatkę prasową i cały czas jestem pod wrażeniem, że ta scenka rodzajowa pięknie oddaje nasze obyczaje. Przeczytajcie sami:

Około godz. 8.00 bielańscy mundurowi przejeżdżali obok bazaru Wolumen. Ich uwagę zwrócił mężczyzna, który oferował do sprzedaży aparat fotograficzny. Mężczyzna najpierw twierdził, że aparat dostał od brata, potem że znalazł, aż w końcu przyznał się, że okradł śpiącego sąsiada. Kryminalni z Bielan pojechali przeszukać mieszkanie, w którym przebywał Grzegorz K. Zastali tam dwóch mężczyzn, a na stole leżał twardy dysk. Mężczyźni zostali więc zatrzymani. Cała trójka trafiła do policyjnego aresztu przy ulicy Żeromskiego. Trzeci z mężczyzn został przesłuchany w charakterze świadka.
Policjanci z dochodzeniówki ustalili, że pokrzywdzony nad ranem wracał do domu z imprezy. Nie dał rady wejść do mieszkania i usnął pod drzwiami. 43-letni Grzegorz K. wyjął z jego torby aparat fotograficzny, a 58-letni Lucjan W. – twardy dysk. O kradzieży pokrzywdzonego poinformowali policjanci. Zatrzymanym mężczyznom grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności.

(„Okazja czyni złodzieja” Kronika kryminalna, Nasza Gazeta Żoliborza i Bielan, 3 czerwca 2011)

Dla mnie to jest nadwiślańska klasyka!
Impreza jest to po, by wlać w siebie tyle alkoholu, ile zniesie organizm. Od gimnazjum, aż po dom seniora, rodacy spotykają się, by się schlać. Potem z ułańską fantazją, zataczający się biesiadnicy sami wracają do domu. „Przecież nie jestem dziecko, nikt mnie nie będzie odprowadzał!”
Kurażu w rozpalonej głowie więcej niż siły w rękach. Szukanie kluczy i walka z uciekającym we wszystkie kierunki zamkiem do drzwi, to wyzwanie na inną okazję. „W końcu bezpiecznie dotarłem i jestem prawie w domu.”
Bielańska tragifarsa pokazuje nas także w roli zaradnych facetów. „Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje.” – Grzesiek i Lucek przekonali się o tym, jak nikt inny. Na spokojnej klatce schodowej uśpionego bloku, znaleźli całkiem przyzwoity aparat i jakieś urządzenie do komputera. Czasem nawet do steranego życiem biedaka uśmiechnie się los. To znaczy szczęściu trzeba pomagać. Znalezione fanty same do ręki nie wlazły. Były w torbie koło faceta, co spał pod drzwiami, pewnie sponiewierany po ostrym piciu. Szkoda człowieka, już prawie był w domu, a tu taki niefart. Głupi albo pechowiec, bo normalny człowiek to z takim cackiem nie śpi na schodach. No, może gdzieś na jakiś strzeżonych osiedlach, to można tak zaszaleć. Ale żeby na naszym blokowisku?! Przecież tu różni ludzie mieszkają, ktoś może okraść. Sam się prosił. Zresztą na biednego nie trafiło. A tak dobrze rozpoczęty dzień trzeba uczcić. Grzesiek skoczy na bazarek spieniężyć cyfrówkę, a Lucek zapuka do sąsiada spod czwórki, to pomyślą co zrobić z kawałkiem komputera, co był w torbie. Ten spod czwórki to porządny człowiek, zawsze można na niego liczyć. Wracając z Wolumenu Grzesiek kupi flaszkę i coś na ząb.

Drodzy Czytelnicy, jedziemy dalej. Czas na metapoziom. Czy zwróciliście uwagę na tytuł jaki redakcja nadała notatce? „Okazja czyni złodzieja”! Oczami wyobraźni widzę podobną notatkę w szwajcarskiej Luzerner Zeitung. Jaki tytuł? „Po wesołej imprezie gospodarz zapomniał zatroszczyć się o gościa w złej kondycji.” Lub może: „Bezduszność sąsiada. Zamiast pomóc okradł.”
Ale to nie Szwajcaria! U nas ludziska mają gorzej, bo taki przyzwoity Lucek wlecze się po schodach, aż „bęc” potyka się o cudzą torbę i okazja czyni go złodziejem!

Na zakończenie osobisty komentarz. Raz czy drugi usłyszałem, że jak mi się w tej Polsce tak nie podoba, to co tu jeszcze robię? Poza tym ktoś, kto był na wycieczkach w wielu krajach, na wielu kontynentach, widział i może to potwierdzić, że jesteśmy normalnym krajem, jak każdy inny, gdzie są rozmaici ludzie, więc zamiast ględzić powinienem zabrać się za coś pożytecznego.
Wyjaśniam, że tu, gdzie mieszkam jestem szczęśliwy i z radością znajduję dla siebie obszary sprawiania, by Polska była jeszcze lepszym miejscem do życia i rozwoju.
Ogromnym wyzwaniem jakie widzę w Polsce, jest to jak się do siebie odnosimy, jakim wzrokiem patrzymy na ludzi wokół siebie, jakich zasad uczymy dzieci, gdzie w wychowaniu widzimy kształtowanie charakteru, jak czynimy dobro i jak unikamy czynienia zła. Czy widzimy życie jako swoje osobiste zadanie, czy też wmawiamy sobie i swoim dzieciom, że każdy z nas jest tylko bezwolną skorupką miotaną na falach losu. Czy każdy z nas chce polubić samego siebie i swoje życie? Może wtedy zamiast uciekania ze swojego tu i teraz w pijacką nieświadomość, pozwolimy sobie cieszyć się z każdego dnia tutaj spędzonego. Ja widzę w tym klucz do swojego rozwoju, do rozwoju moich inicjatyw oraz do rozwoju naszego kraju.

Napisałem ten tekst o sąsiadach, bo myślę, że tak w roli pijanego imprezowicza, jak w roli sprytnego łapacza okazji odnajdujemy kawałek każdego z nas.  Morał z bajki taki, że jak się bawić to z głową, a jak łapać okazję to bez krzywdy drugiego człowieka.

Sztuka latania.

Podejdźcie do krawędzi.
Moglibyśmy spaść.
Podejdźcie do krawędzi.
Jest za wysoko!
Podejdźcie do krawędzi!
No i podeszli,
a on ich pchnął, i polecieli!

Come to the edge.
We might fall.
Come to the edge.
It’s too high!
Come to the edge!
And they came,
and he pushed, and they flew!
– Christopher Logue