Miesięczne archiwum: Marzec 2011

Subiektywny rozkład jazdy TEDxWarsaw

Uczestniczyłem w TEDxWarsaw, czyli w konferencji, dla tych co mają pomysł i chcą go ogłosić w ciągu 18 minut. Dobrą wiadomością dla każdego z czytających te słowa jest możliwość zobaczenia prezentacji online.

Wszystkie wykłady będą lada dzień dostępne w sieci (szczegóły na stronie TEDxWarsaw.com).

No dobra, rozumiem, że poświęcenie prawie sześciu godzin na gapienie się w ekran komputera z gadającymi głowami to spore wyzwanie. Dlatego przygotowałem mój stronniczy wybór najciekawszych prezentacji.

Jest tu zarówno to co wywołało moje gorące oklaski*** (jest ich 7, czyli potrzebujecie dwie godziny z górką, aby to zobaczyć), są prezentacje, które uważam za godne uwagi** (5 prezentacji: około półtorej godziny), oraz takie, o których pewno dość szybko zapomnę* (jest ich 7 – zabierają dwie godziny).

(Uwaga: tam, gdzie tytuł jest po angielsku, tam też referat był w tym języku – pewno za kilkanaście tygodni będą w sieci wersje z polskimi napisami – tak było przed rokiem po TEDxWarsaw)

Nakamura & Wojkowska*** „an online marketplace for the developing world” – warto, moim zdaniem nawet bardzo warto posłuchać jak oni rozwiązują problem biedy na świecie: konkretnie, lokalnie i na temat.

Martin Varsavsky* „fostering Europe’s start-up ecosystem” – miły przedsiębiorca o wielkich osiągnięciach, ale czy warto go posłuchać? ja bym odpuścił.

Krzysztof Rybiński** „Poland next year – the most innovative country” – jadę kolejką podmiejską, a facet koło mnie czyta wywiad z Rybińskim; potem sąsiad uczestniczy w debacie ekonomicznej, a obok niego… Rybiński; przychodzę na TEDxWarsaw, znikam w łazience, aby zrzucić zbroję motocyklisty, a tam… Krzysztof Rybiński; ten gość wie jak być widocznym, co więcej on wie jak mówić; polecam, bardzo ładna prezentacja.

Mark Krawczyński** „architecture and national identity” – budowniczy opery w Sydney opowiada historię z morałem; a morał taki, że nawet jak budżet jest przekroczony o rząd wielkości, nawet jak koszmarnie droga sala koncertowa ma kiepską akustykę, to nawet wtedy Australijczycy potrafią okrzyknąć przedsięwzięcie wielkim sukcesem i zrobić z budynku narodowy symbol.

Kushtrim Xhakli * „the road to a national educational system” – Kushtrim to krater dobrej energii; spędziłem z nim kilkanaście minut, gdy opowiadał mi szczegóły swojego projektu, pokazywał prototypy na ekranie laptopa i dzielił się doświadczeniami z Kosowa; jestem zdeklarowanym sympatykiem Kushtrima, ale… jego prezentację radzę opuścić, mnie dała tyle, że wiedziałem, iż chcę tego gościa spotkać na osobności, ale co Wy z niej wyniesiecie?

Oskar Korkman** „insights of people’s everydays lives” – jak lubicie media społecznościowe i nowe technologie to prezentacja Oskara z Nokii będzie dla Was niezłym kęsem informacyjnym.

Tomek Sikora* „the Homeless Gallery” – w tle prezentacji były zdjęcia, bardzo mi się podobały; lecz sama prezentacja tak sobie przypadła mi do gustu.

Karol Okrasa*** „staropolskie smaki odkrywane na nowo” – krajobrazy polskich lokalnych smaków opowiadane z pasją i porywająco, dla mnie rewelacja.

Grzegorz Piątek* „góry dla Warszawy” – podobała mi się ta solidnie przygotowania i barwnie wygłoszona prezentacja; a pomysł, jak to pomysł gór wokół miasta, ma pewno swoich zwolenników i przeciwników; do mnie w ogóle nie trafił.

Marcin Kobylecki* „uruchom wyobraźnię designem” – było o tym jak promować Polskę dla młodych Niemców; jestem pewien, że nie jestem Niemcem, młody już chyba też nie jestem, bo dla mnie to było okropne.

Tomek Grzywaczewski*** „śladami uciekinierów z rosyjskich gułagów” – tą prezentację zobaczę jeszcze raz jak tylko będzie dostępna online; trzech facetów przedzierających się z Rosji do Indii; dla mnie bomba!

Paweł Golik* „emerging views on genetics” – okej, genetyka ma wiele wspólnego z matematyką, lecz czy potrzebuję 18 minut, aby o tym usłyszeć?

Marcin Jamkowski** „ghosts from the abyss of the Baltic Sea” –  historia przy której Titanic to drobiazg.

Wojciech Eichelberger* „ways of living in modern times” – to raczej nie była prezentacja; może to był występ? może zaproszenie do medytacji? może improwizacja? mnie się nie podobało.

Wojtek Sówka*** „performance – the biggest drums ever” – brawo, wielkie brawa! dzieci ulicy i blacha; chcę to zobaczyć i usłyszeć jeszcze raz!

Grzegorz Niedźwiedzki*** „powstanie dinozaurów – zapis z Polski” – ten facet nie dość, że wie co mówi, to do tego wie jak porwać za sobą publiczność; polecam.

Stanisław Karpiński*** „sekretne życie roślin” – to też zobaczcie, moim zdaniem warto – rośliny lepiej kombinują niż się niejednemu zdawało.

Grzegorz Piechota*** „historia narodzin mojego syna” – myślę, że to jedna z najlepszych prezentacji tego dnia; facet, który mówi o akcji „rodzić po ludzku” w taki sposób, że złapał mnie za serce.

Marianna Bednarska** „występ – niesamowite dźwięki marimby” – tego powinni zabronić! piękna dziewczyna z gracją wybijała dźwięki na marimbie; próbowałem zebrać myśli, żeby za chwilę pogadać z Grzegorzem Piechotą, ale zostałem pokonany, moja lewa półkula mózgu została zamordowana przez prawą!

Pieskie życie we własnym domu.

„W świecie w którym wszystko jest tylko na sprzedaż jeśli nie masz pieniędzy to nic nie masz. Jesteś kundlem wyrzuconym z domu.” – napisał Kartek w komentarzu do mojego ubiegłotygodniowego tekstu o materialnej przepaści między bogatymi i biednymi Polakami.

Smutno mi, jeśli ktoś obok mnie czuje się jak „kundel wyrzucony z domu”.
Co możemy zrobić, aby temu zaradzić? Ściślej, co konkretnego ja mogę zrobić, aby każdy czuł się wśród innych Polaków jak u siebie w domu?

Przede wszystkim uważam, że problem leży gdzie indziej niż pieniądze.
Czy jeśli każdemu napotkanemu nieszczęśnikowi dam 30 tysięcy złotych to już będzie zadowolony z życia? A może to od 100 tysięcy zaczyna się szczęście? Może się okazać, że chodzi o milion złotych? A może nie tędy droga?

Wczoraj, na spotkaniu z zaprzyjaźnionym małżeństwem, podjęliśmy ten temat. Oni też widzą tą drugą, smutną i żyjącą w poczuciu beznadziejności część naszego narodu. Rozmawialiśmy kilkadziesiąt minut kombinując co takiego możemy zrobić?
Rozstaliśmy się bez konkretnej odpowiedzi.
Lecz została mi w głowie myśl, która padła podczas rozmowy. Szansą Polaków byłaby wzajemna współpraca, współdziałanie i wspólne inicjatywy. Nastawienie na indywidualny sukces i rywalizację z otoczeniem może prowadzić nas w niebezpiecznym kierunku. Co by było, gdyby Polska była wzorem pracy z innymi i wspólnych osiągnięć? Czy wtedy zniknęłoby poczucie „kundla wyrzuconego z domu”?

Dać na mszę za rodaka.

„Jako pracownik fizyczny w Anglii zarabiam lepiej, niż w Polsce manager.” Tak znajomej Brytyjce powiedział jej sąsiad.

Dzisiaj po południu, po biznesowej prezentacji, uciąłem sobie z K. dłuższą pogawędkę o Polsce. K. wie o naszym kraju bardzo mało. Trochę wyniosła z wystawy o Holocauście, którą widziała kilka miesięcy temu w Londynie, a trochę z zasłyszanych informacji związanych z Polakami na Wyspach.

Wyzwalaczem rozmowy był mój wyjazd ze Szwajcarii parę lat temu. Lubię takie pytania z boku, o to czemu jestem teraz w Polsce, bo prowokują mnie do zastanowienia.
Czy często rozmyślacie dlaczego mieszkacie w Polsce? O tym co takiego jest w kraju rodzinnym co mnie tu trzyma?
Moją głowę zwykle zaprzątają inne pytania. To w Szwajcarii częściej się zastanawiałem dlaczego tam mieszkałem, niż teraz w Polsce.

K. sama doszła do wniosku, że w Polsce musi być spora dysproporcja w dochodach między różnymi grupami. Skoro dla jej sąsiada przeprowadzka do Anglii była gwałtownym awansem materialnym, a dla mnie zarówno zamieszkanie w Szwajcarii, jak i wyjazd z niej tylko nieznacznie wpłynęły  na moje poczucie zamożności.

W Polsce znam ludzi zarabiających jedną dziesiątą tego co ja. Co więcej, było tak też przed moim wyjazdem do Szwajcarii. Zaś w Anglii, K. nie może sobie wyobrazić kogoś, kogo będzie dzieliła od niej taka przepaść dochodów.
Jesteśmy rówieśnikami i mamy podobny zakres doświadczenia. Nasza pozycja w biznesie jest porównywalna.  Pewno jej przeprowadzka do Polski, lub moja do Anglii, nie spowodowałaby przesunięć w naszej sytuacji materialnej.
Lecz podobny ruch sprzątaczek w naszych firmach byłby życiową rewolucją dla nich obydwu.

Myślę, że tu pogrzebany jest temat bycia w dwóch przeciwległych polskich rogach. Dla mnie Polska jest najlepszym miejscem do życia. Mogę robić to co lubię, czując, że jestem na swoim miejscu na Ziemi.
W tym samym czasie, w tym samym kraju, słyszę do głębi prawdziwie brzmiące głosy osób, które w Polsce trzyma tylko grawitacja. Osób, które uważają, że tylko emigracja będzie ich szansą na szczęśliwe życie.

Do myślenia dało mi też inne spotkanie. Ostatnio leciałem samolotem z Zurychu. Obok mnie siedziała aktorka, nieco starsza ode mnie. Z reakcji stewardessy domyślam się, że serial, w którym grała był popularny. (Po wylądowaniu usłyszałem od stewardessy, że powinienem dać na mszę, za szczęście siedzenia i rozmawiania z taką osobą) Zatem miałem do czynienia z osobą, która – jak wnoszę z kontekstu sytuacyjnego – odniosła sukces mediowy. Przypuszczam, że też jakoś wiąże koniec z końcem. Mieszkała i uczyła się aktorstwa w Stanach, zwiedziła kawał świata. Ogólnie osoba, z którą rozmowa sprawiała mi przyjemność.
Jej zdaniem Polska jest okropnym miejscem do mieszkania z racji tego jak ludzie się do siebie odnoszą, jak się traktują. W porównaniu z latami komunizmu jest ponoć dużo gorzej dlatego, że wtedy wszyscy byli podobnie ubodzy, a teraz na drodze do serdeczności stoją różnice materialne.

Czy faktycznie zgubiliśmy naszą polską solidarność? Czy stało się to przez pieniądze? Czy ograniczyliśmy swoją definicję „fajnych Polaków” do ludzi o naszym poziomie dochodów?

Może pieniądze były tylko żyznym nawozem i wyrosło co w nas i tak siedziało? Może i za komuny z lekceważeniem patrzyliśmy na ludzi o innym podejściu do życia niż nasze? Może i wtedy szacunek do osoby, z którą dyskutowaliśmy wynikał z jej ważności, a nie z samego faktu, że jest człowiekiem? Może Ci co mieli dużo więcej, lub dużo mniej, niż my byli wyszydzani? Może to wszystko tylko wyglądało na solidarną harmonię, bo wokół byli tylko ludzie, którzy znaczyli równie mało co my; mówili to co my; mieli takie wartości jak my; mieli takie marzenia jak my i mieli tyle samo pieniędzy co my?

Ostry brzeg szkolnego klifu.

Donald Ritchie, już jest po osiemdziesiątce. Jak tylko widzi, że nad klifem, opodal domu, przechadza się samobójca, to idzie porozmawiać. Często kończy się tym, że siadają wspólnie przy filiżance herbaty. Dzięki Donowi już 160 osób zrezygnowało z zamiaru odebrania sobie życia.

W naszych gimnazjach i liceach młodzież też spaceruje nad brzegiem klifu. Jak ważne, by w ich otoczeniu byli ludzie o wrażliwości Dona. By byli to nauczyciele uważnie słuchający i obserwujący swoich podopiecznych, mogący wyłapać sygnały nastolatków, których życie zbyt mocno przytłacza. Serdeczny uśmiech i rozmowa mogą mieć kapitalne znaczenie. Sytuacja – okiem nastolatka – pozornie bez wyjścia, której jedynym skutecznym rozwiązaniem jest zakończenie młodego życia, może z dojrzałej perspektywy być dość zwyczajnym życiowym wyzwaniem.

Jeśli wychowawcza wrażliwość może załagodzić ból młodzieńczych dramatów, to czasem równa się to wyciągnięciu człowieka znad krawędzi.

Lecz bywa, że wsłuchiwanie się w głosy i dusze uczniów nie pomoże. Pozostaje nam wtedy przyjąć, iż mieliśmy nikłe szanse, aby cokolwiek zauważyć i zrobić.

Samobójstwo nastolatka jest okropną stratą. Jest ból, są łzy. Sytuacja jest groźna, bo w powietrzu wisi szukanie winnych. Chcę przewrotnie powiedzieć, że uważam spotkanie z samobójstwem za ogromną szansę wychowawczą jaką dostajemy od życia. Wraz z podopiecznymi stajemy przed tematem śmierci. Jest to moim zdaniem bardzo ważny temat. Wartość, radość i bezcenność życia idą w parze z ulotnością naszego istnienia i nieuchronnością śmierci. Jakże ciężko poruszyć ten temat z człowiekiem nastoletnim, którego ciało kwitnie rosnąc i nabierając piękna w szybkiej drodze do dorosłości. Zaś śmierć rówieśnika budzi do zasadniczych pytań.  Razem możemy wtedy szukać odpowiedzi na te najprostsze i najważniejsze pytania o życie, o jego wartość, o jego przemijanie, o jego ulotność.
Drodzy czytelnicy, podjąłem temat, mimo, że trudno mi powiedzieć, jaka jest skala problemu. Wątpię, aby istniały rzetelne statystyki. W interesie wielu zaangażowanych stron jest uznanie samobójstwa ucznia, za nieszczęśliwy wypadek.

Ten wpis powstał pod wpływem „Sali samobójców” – filmu o nastolatkach i o samobójstwie. Zaś refleksje o reakcji szkoły, powstały z inspiracji gimnazjum mojej córki, które w ubiegłym roku straciło ucznia pod kołami pociągu.

Może zechcesz o tym napisać? Może podzielisz się tym, jakie są Twoje myśli i odczucie na temat samobójstw, szczególnie samobójstw nastolatków?

Karmienie ego – blogowy łańcuszek.

Życie dopisało ciąg dalszy mojego wpisu o blogosferze.
Dostałem wiadomość, że Wasp wymieniła swojak.info wśród swoich ulubionych blogów.
Tym samym dotarł do mnie łańcuszek sprawiania przyjemności zaprzyjaźnionym blogom pod hasłem „The Versatile Blog”. Oto jego zasady:

1. Podziękuj i napisz adres blogu, który wręczył Ci nagrodę .
2. Napisz 7 faktów o sobie.
3. Podaj siedem blogów, na której najczęściej i najchętniej wchodzisz.
4. Powiadom blogi o wygranej.

1. Wasp (z http://minimalistkaa.blogspot.com/), serdecznie Ci dziękuję. Miło mi, że lubisz tu zaglądać.

2. (i) Wcieliłem się w Łukasza Swojaka w styczniu 2008; (ii) narzuciłem sobie  zasadę publikowania nowego wpisu w każdą środę ok. 18:30; (iii) mam dobre i szczęśliwe życie; (iv) uwielbiam podróże; (v) dobrze odnajduję się w nowym środowisku; (vi) cieszy mnie bliskość lasu; (vii) mam sporo do zrobienia.

3.  W kolejności alfabetycznej, z blogów po polsku, stan na dziś (zmienia się często): http://appfunds.blogspot.com  (bo jest moim głównym, informatorem ekonomicznym), http://www.kartkazpodrozy.eu  (bo lubię), http://laitman.pl/(bo mnie inspiruje),  http://minimalistkaa.blogspot.com/(bo brzmi prawdziwie), http://olgierd.bblog.pl/ (bo cenię to co robi), http://porcelanka.wordpress.com/ (bo tam pięknie), http://pytania.wordpress.com (bo brzmi mądrze).

4. Postaram się (tj. wysyłam e-mail, tam gdzie autorzy podali go na blogu).

Blogosfera, czyli spacerkiem wśród znajomych.

Ostatnio zastanawiałem się nad znaczeniem blogosfery. Nad takim zupełnie prywatnym znaczeniem, czyli czym blogi są dla mnie?

Przede wszystkim jest to moje okno na świat. Kiedyś, gdy znajoma dowiedziała się, że prawie nie korzystam z telewizji, radia, ani gazet, drążyła temat pytając skąd czerpię informacje, co czytam? Odparłem, że między innymi czytam sporo blogów. Faktycznie blogosfera to moje mass media. Codziennie zaglądam do swojego Google Readera, gdzie mam ze dwa tuziny blogów. W jednym miejscu mam podsumowanie wpisów moich ulubionych autorów.

To taka namiastka spaceru przez centrum miasteczka, gdzie wszyscy się znają. Posłucham co słychać u tego faceta co kieruje sporą firmą; dowiem się jaka książka zrobiła wrażenie na mojej znajomej; zatrzymam się przy prawniku, który wyłapuje absurdy przepisów w naszej społeczności; wpadnie mi też w ucho kilka tematów ze świata i gospodarki itd.

Poza tym blogowanie jest w moim odczuciu bardzo ciekawą ewolucją tradycji pamiętnikarskiej. Dla mnie blog jest mniej osobisty niż dziennik, moje wpisy są z definicji przeznaczone dla publiczności, dając radość wymiany zdań z tymi, którzy czytają.
Co więcej, publikacja (zwykle pośmiertna) dzienników, robi z nich wydarzenie masowe, bo zapiski mają trafić do tysięcy czytelników.
Zaś moje ulubione blogi są kameralne, pod wpisami pojawia się kilka komentarzy. Czytelników jest pewno kilkudziesięciu, lub może kilkuset. Daje to niepowatarzalne poczucie bezpośredniego kontaktu z autorem.

Najpierw odkryłem radość blogowania, a dopiero po jakimś czasie zauważyłem istnienie blogosfery. Zaczynając prowadzenie bloga, zależało mi na uchwyceniu wrażeń związanych z dużą zmianą w moim życiu: przeprowadzką ze Szwajcarii do Polski. Niektórzy czytelnicy komentujący moje teksty, podawali adresy stron ze swoimi zapiskami. Zaglądałem na ich witryny, tam znajdowałem ich ulubione strony. W ten sposób wciąż odkrywam nowe blogi, które są dla mnie inspiracją lub źródłem informacji. Pod tekstami, które mnie szczególnie zainteresowały, pozostawiam swoje komentarze. Potem ktoś zagląda na mój blog, pisząc, że zrobił to pod wpływem mojej wypowiedzi u innego autora.

Blogi mają wpływ na moje postrzeganie świata; na książki, po które sięgam i na oglądane filmy. Wiem, że także moje teksty wywierają wpływ na innych.

Patrząc na rozwój internetu, i na przyniesione przez niego rozmaite narzędzia, to stawiam na bloga jako wynalazek, który darzę największą sympatią. E-mail, strony www, fora dyskusyjne, bankowość elektroniczna, sieci społecznościowe, komunikatory tekstowe i głosowe, serwery z filmami, wirtualne sklepy, aukcje, radio internetowe, chmura z dokumentami i zdjęciami to wszystko jest dostępne z mojego komputera. Lecz jeśli, któregoś dnia zabraknie prądu (lub coś innego na dobre odetnie mnie od internetu) to chyba mocno zatęsknię tylko za tymi kilkunastoma blogami z mojej blogosfery.
Cała reszta ma, moim zdaniem, zupełnie przyzwoite odpowiedniki poza internetem.

Jakie są Twoje refleksje na temat blogowania? Jak korzystasz z blogów? Co Ci daje blogosfera?