Miesięczne archiwum: Grudzień 2010

Może oddać lub sprzedać zamiast wyrzucać?

„Dzień dobry! Właśnie dostałem e-maila z Allegro, że kupił Pan ode mnie zmywarkę. Chciałem zapytać kiedy ją Pan odbierze?”

Tak wyglądał początek mojej wczorajszej rozmowy z człowiekim, któremu oddaję zepsutą zmywarkę do naczyń.
Dzielę się z Wami tą historią, bo może macie podobne dylematy, co zrobić ze starymi urządzeniami. Sklepy sprzedające nowe sprzęty przyjmują starocie, by je potem wyrzucić. Już miałem odstawić do sklepu naszą zmywarkę, gdy pomyślałem, że szkoda marnować urządzenia, które może komuś jeszcze posłużyć.

W Polsce jest takie zróżnicowanie poziomów życia, że zwykle znajdzie się ktoś kto zrobi dobry użytek z tego co nam już niepotrzebne.
Zmywarka, o której tu piszę była zepsuta. Ogłosiłem ją w dziale z uszkodzonym sprzętem AGD na portalu aukcyjnym Allegro. Cenę wywoławczą ustaliłem na symboliczną złotówkę. Dodałem też możliwość kupienia za 100 złotych bez licytacji. Po paru godzinach dostałem informację, że ktoś mieszkający czterysta kilometrów ode mnie kupuje zmywarkę. Po Nowym Roku będzie służowo w Warszawie to wtedy ją odbierze.
Tak spodobał mi się pomysł z Allegro, że już kombinuję co następnego tam trafi.

Ludzie na Twojej drodze.

Czy ktoś nazwał Cię Aniołem?
Jeśli tak to pewno było to w sytuacji, gdy pomogłeś mu wyrwać się z tarapatów. Może znalazłeś się w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu w sposób zaskakujący osobę, która potrzebowała pomocy.

Wczoraj znajoma opowiadała, jak utknęła w zaśnieżonym Amsterdamie. Z zadziwieniem skonstatowała, że stawali na jej drodze ludzie jakby przysłani, by jej pomóc. Najpierw była jakaś kobieta w kolejce, która pomogła szybciej załatwić hotel. Potem biznesmen, który asystował jej w bezpiecznym dotarciu do odległego hotelu.
To byli ludzie z krwi i kości, a jednak zrobili anielską robotę.
Miewam podobne doświadczania. Parę lat temu w Johannesburgu, wyrosła przede mną osoba, która wyrwała mnie z lotniska sparaliżowanego strajkiem. Zresztą to się zdarza także poza lotniskiem.
Może i Tobie raz na jakiś czas ktoś „spada Ci z nieba”?

Jeżeli zmienisz się sam – zmienisz świat.

Powyższe słowa napisał Michael Laitman na swoim blogu .

Zdanie dla mnie tak oczywiste, że zaskakuje.  Ileż dyskusji słyszę o tym czy mamy wpływ na wydarzenia wokół nas, na to jaka jest Polska i jak się zmienia.

Najlepsze co mogę zrobić, aby świat był taki o jakim marzę to być człowiekiem ze świata moich marzeń.
Widzę, że to działa.

Ostatnio wracałem z Warszawy pociągiem podmiejskim. Wagon był nabity do granic możliwości. Przynajmniej tak mi się wydawało. W ręce trzymałem plecak i przełożenie go do drugiej ręki było bez szans. Na jednym z przystanków, kobieta stojąca obok mnie zawołała, abyśmy się przesunęli w głąb wagonu to wejdzie jeszcze trochę osób. Faktycznie zrobiliśmy w ten sposób miejsce dla pół tuzina ludzi stojących na mrozie. Pochwaliłem kobietę za to, że dzięki niej kilka osób mogło wsiąść. Ona odparła, że jak kiedyś została na zimnie, bo pociąg był przepełniony to teraz stara się pomagać, aby inni mogli wejść. Czasem zmienić świat można jednym zdaniem. Czy tylko małe zmiany są możliwe w ten sposób?

Adaptacja.

Przyjeżdzasz do Polski. Byłeś za granicą przez tydzień, lub może kilka tygodni. Jak wyglądają początki ponownego pobytu w kraju?

Pewno rozmaicie odczuwamy kontakt z naszym krajem.

Kilka lat temu znajomy powiedział, że jak opuszcza Polskę to opada z niego napięcie pędzenia w wyścigu i agresji. Miał je tylko w naszym kraju. Inny znajomy, zupełnie niedawno mówił, że ilekroć tu wraca to ma kłopoty z adaptacją.

Pomyślałem o moich ostatnich powrotach i myślę, że nie odczuwam trudności adaptacyjnych. Zwykle przybywam samolotem. Lądowanie na Okęciu, taksówka do domu, pogaduszki z kierowcą na dowolny wybrany przez niego temat, a w domu niezwłoczne rozpakowanie walizki. Lubię ją opróżnić z wszystkiego co było na wyjeździe i symbolicznie zamknąć podróż.

Potem żyję w tutejszym układzie współrzędnych. Jestem częścią tej rzeczywistości.

Jeśli macie ochotę, to podzielcie się tym co Wam utrudnia adaptację do polskiej codzienności po powrocie z krótkiego wyjazdu.

Cisza w sieci. Koniec ciszy.

Zamilkłem na kilka tygodni.
Można to zwalić na Telekomunikację Polską, która już trzeci tydzień trzyma mój dom na sieciowej bocznicy. Ot, ktoś pomylił ustawienia w ich komputerowej szafie, a skoro się przewróciło to niech leży. Tak sobie leży od 10 listopada, a co zadzwonię to słyszę, że sprawa będzie załatwiona w ciągu dwóch dni. W tym tygodniu zlitował się nade mną jeden z dyrektorów Urzędu Komunikacji Elektronicznej i poprosił TP SA o podłączenie mi internetu. Może do Świąt ktoś w TP SA się potknie o moją sprawę i postawi to co jego kolega przewrócił.
Brak internetu w domu tylko jedna moich wymówek. Do tego dołożę trochę podróży, masę spraw do załatwienia i ogólne brak chęci do jesiennego pisania.

Niniejszym przerywam ciszę, bo spadł śnieg, a zima zwykle dobrze mnie nastraja do życia. Wbrew narzekaniom na korki, chłód i ogólny chaos, ja lubię jak jest biało. Lubię zimę nawet wtedy, gdy zaspy sięgają dachu samochodu, a do biura trudno dojechać.

W ubiegłą środę siedzieliśmy ze znajomymi w restauracji rozmawiając o interesach, a nasza koleżanka z entuzjazmem oznajmiła, że projekt z pewnością będzie udany, bo właśnie spada pierwszy śnieg, co jest bardzo dobrym znakiem.

Przyznam uczciwie, że na obecne ekstremalne zmagania ze śniegiem patrzę z dystansu paru tysięcy kilometrów. W poniedziałek wsiadłem do pierwszego samolotu do Londynu i już po wylądowaniu usłyszałem, że zostawiłem za sobą dramatyczną kolaborację zimy z bałaganem organizacyjnym na Okęciu. Po moim wylocie, tego dnia, już nic normalnie nad Warszawą nie latało. A kolega, który miał do mnie dołączyć na kolację dotarł do Anglii po północy.

Na weekend planuję wrócić i zobaczyć jak moja terenówka znosi jazdę po śniegu.  Do tego dostałem wiadomość od zaprzyjaźnionego sąsiada, że lada dzień kupuje auto 4×4 i że tej zimy razem będziemy zwiedzać okoliczne bezdroża. Podniosło mnie to na duchu, bo będę się czuł bezpieczniej, gdy w razie potrzeby będę mógł liczyć na wyciągnięcie z tarapatów.

Na czas wyjazdu auto zostawiłem u elektryka, bo zasługiwało na pogrzebanie w zapłonie. A ja przemierzam śnieg wirtualnie. Między innymi poprzez wyklikanie na Allegro łańcuchów śniegowych. Mam nadzieję, że auto będzie zrobione, a łańcuchy dotrą przed weekendem.