Miesięczne archiwum: Kwiecień 2010

Motorem przez wieś.

Przyjechał do mnie motor. To znaczy sam go przywiozłem z Ursynowa.

Wyszła nam fajna roszada, bo znajomy przesiadał się ze swojej „iksjoty” (czyli z XJ 600) na większy motor sprzedając mi swoją  maszynę. Kilkanaście dni wcześniej  inni znajomi chcieli kupić naszego dziesięcioletniego Renault Espace.

Jako, że od ostatnich wyjazdowych problemów wiedzieliśmy, że nasza rodzinna Renówka potrzebowała nowego właściciela, który zna się na samochodach i zadba o naprawy, to chętnie zgodziliśmy się na transakcję.

 Teraz, przed wyjściem do pracy, ubieram się strój, który u napotkanych ludzi na przemian wzbudza skojarzenia z „Gwiezdnymi wojnami” lub z kosmitami i na dwóch kołach przemierzam trzydziestokilomentrową drogę do biura.

Wulkan mnie też usadził.

Zadzwonił budzik w moim pokoju w lublańskim hotelu. Za chwilę zadzwoniła komórka. Żona miała najświeższe  informacje z lotniska. Będzie zamknięte od rana i nie wiadomo kiedy je ponownie otworzą.

Podobnie jak tysiącom innych podróżnych, chmura wulkaniczna skomplikowała także moje wyjazdy.
Od razu poprosiłem koleżankę z tutejszej firmy o załatwienie miejsca w pociągu.
Zrobiła rezerwację i po południu rozpocząłem piętnostogodzinną podróż do Warszawy.

Do Wiednia jechałem w pustawym wagonie, podziwiałem piękne widoki słoweńskiej prowincji.
Lecz potem przesiadłem się do pociągu wypełnionego po brzegi. Korytarz był zapchany podróżnymi i trudno było wnieść bagaż do przedziału, w którym czekało zarezerwowane dla mnie miejsce. Dotarłem po to by stwierdzić, że siedzi tam pan z tą samą miejscówką co ja. Na moją propozycję, abyśmy się zamieniali miejsce odparł wymijająco, że on jedzie tylko do Katowic. Czyli pięć godzin stania na korytarzu? Po paru godzinach coś mnie tknęło i jeszcze raz porównałem nasze miejscówki. Miejsce się zgadzało, wagon też, numer pociągu tudzież, ale… mój bilet był na piątek, a ten drugi na sobotę, czyli na następny dzień!

Od tego momentu miałem miejsce siedzące.
Nawet zasnąłem na kilka godzin.

Piszę te słowa z Warszawy, a powinienem z San Juan. Mój poniedziałkowy lot został odwołany i to jest druga wulkaniczna komplikacja moich podróży.

Nowa Polska.

Podczas ostatniej rozmowy matka skarżyła się na zdrowie, mówiła, że nie wie ile jeszcze pożyje. Syn chciał ją pocieszyć i odparł czule: „Mamo, wszystko będzie dobrze, zobaczysz, jeszcze nas przeżyjesz”.

Tak mogła wyglądać rozmowa Lecha Kaczyńskiego z matką przed wylotem do Katynia.

Matka go przeżyła, podobnie jak bliscy innych osób, które zginęły 10 kwietnia. W jakiej Polsce będą teraz żyć ?

Może swoją śmiercią Lech Kaczyński wniesie do polityki więcej pokoju, szacunku dla oponentów i solidarności, niż wnosił swoją aktywnością w życiu publicznym.

Życie jest usłane znakami. Coś się nam wydarza; jakieś niecodzienne spotkanie, dziwny zbieg okoliczności itp. – myślę, że warto się nad tym zatrzymywać i zastanawiać. Podobnie teraz, gdy roztrzaskał się samolot z wieloma znanymi politykami.

Klasa polityczna w Polsce robi na mnie wrażenie kłótliwej zbieraniny dość przypadkowych osób. Osoby te mają w zwyczaju skakać do gardeł swoim kolegom z pracy (tj. innym politykom). Chyba uznają, że na tym polega praca, za którą są bardzo dobrze wynagradzani.

Natomiast dzięki pracy, którą ja wykonuję zarabiam pieniądze, z których kilkadziesiąt tysięcy rocznie jest wysyłanych na konto bankowe Państwa Polskiego. Z tego są wynagradzani politycy. Jestem niezadowolony ze sposobu wykonywania przez nich pracy, którą opłacam.

Widzę, że kochający mąż, czuły syn, wrażliwy filantrop w godzinach pracy przepotwarza się w bestię kipiącą nienawiścią, zaśmiecającą świat obraźliwymi atakami na inne osoby. Po pracy polityk racjonalizuje sobie sprawę komentarzem, iż to tylko gra polityczna.

Ja nie widzę w tym nic co kojarzyłoby mi się z zabawną grą. Ja widzę, że mamy Polskę i jesteśmy odpowiedzialni za ludzi żyjących w jej granicach.

Chcę zobaczyć jak politycy dają wyraz temu poczuciu odpowiedzialności, gdy w ramach burzy mózgów znajdują najlepsze dla Polaków rozwiązania. Chcę by każdego dnia przychodzili do pracy z wolą ułatwienia życia mieszkańcom Polski. Chcę, aby pamiętali, że ich praca to umacnianie i usprawnianie Polski. Chcę, aby pamiętali, że Polska jest większa od ego każdego z nich. Chcę, aby wiedzieli, że ich jedynym pracodawcą jest polskie społeczeństwo, a ich pierwszą codzienną myślą ma być refleksja czy pomysł dyskutowany w debacie jest dobry dla Polski.

Może w sobotnim wypadku straciliśmy polityków, którzy uważali, że Polska jest wartością, dla której warto zapomnieć o swoich ambicjach, o swoim przekonaniu o nieomylności, zapomnieć o etykietkach partyjnych i pieniądzach lobbystów. Straciliśmy też na pewno pieniaczy, o chorobliwych ambicjach, poniżających osoby o innych poglądach, uważających swoje koncepcje państwa za jedyny interes kraju.

Mniejsza o to, w którym rzędzie Tupolewa siedzieli ludzie z jednej, a w którym z drugiej grupy. Być może każdy pasażer należał po trochu do obydwu grup. W tej chwili jest dla mnie ważne znaczenie tego wypadku.

W moich oczach ta śmierć to wołanie o zmianę reguł gry. Czas na zmianę. Czas na zmianę od samego dołu, od każdego z nas.

Uważam, że neurotyczne awantury polityków były jedynie zwierciadłem takich samych pyskówek w domach, na drodze, w sklepie, czy w knajpie.

Wypadek w Smoleńsku przetrzebił prymitywizm społeczny z pierwszych stron gazet. Szkoda tych śmierci, żal cierpienia ich najbliższych. Lecz odejście tych ludzi jest wezwaniem, aby zakończyć politykę jadu, złośliwości, lekceważenia i obrażania bliźnich. Zastąpmy ją nową polityką.

Nowa polityka to wytrwałe trzymanie się zasad szacunku dla drugiego człowieka, uporczywa próba zrozumienia tego co druga osoba ma na myśli, budowanie na talentach i sile każdej osoby zaangażowanej w życie publiczne, noszenie koszulek z napisem „Polska” zamiast koszulek „Platforma Obywatelska” czy „Prawo i Sprawiedliwość”.

Nowa polityka zaczyna się w klasie szkolnej, na spotkaniu rodzinnym, przy stłuczce na drodze, w kolejce w sklepie, w rozmowie z kelnerem, w dialogu z własnym dzieckiem, w załatwieniu sprawy z sąsiadem, w niedzielnym kazaniu i w poniedziałkowym komentarzu do niego.

Bądźmy serdeczni, wsłuchujący się w drugiego człowieka, kwestionujmy swoją nieomylność, pogódźmy się z tym, że intencje i motywy innych są szczelnie zamknięte w ich sercach, do których nie wsadzamy swoich nosów. Pozostaje nam ufne zakładanie, że innym zależy na dobrym rozwiązaniu tak mocno jak i nam.

Każdy z nas ma w sobie potencjał serdeczności, ciepła, współdziałania, rozumienia zdania innych i harmonijnego życia. Rozwijajmy te zalążki we wszelkich sytuacjach społecznych w jakich się znajdujemy. W ten sposób rozpoczniemy lawinę nowej polskiej polityki, która dosięgnie szczytów polityki i nada wielkie znaczenie śmierci kilkudziesięciu ludzi z przegranego pokolenia polityków.

Gdzie Ci wspaniali mężczyźni?

Chłopcy tracą motywację do jakichkolwiek osiągnięć, a jako mężczyźni dryfują bez celu. Jedna trzecia młodych mężczyzn, mimo upływu lat od zakończenia nauki, wciąż mieszka z rodzicami. Ostatnie kilka dekad to niesamowita zmiana w tym jacy mężczyźni chodzą po Ziemi. Na pocieszenie powiem, że mowa tu o ziemi amerykańskiej, być może w Polsce jest nieco lepiej. Nasze zacofanie cywilizacyjne może dać nam chwilową przewagę.

Te informacje pochodzą z książki pt. Boys Adrift (Dryfujący chłopcy), którą napisał lekarz rodzinny i psycholog Leonard Sax. Statystyki, wyniki badań i przykłady pochodzą zza Oceanu, lecz obserwacje wydały mi się mocno intrygujące. Jestem przekonany, że wiele konstatacji Sax’a trochę mówi także o polskich chłopcach i facetach.

Blogowe dwieście słów tylko muśnie dwieście stron książki. Jeśli temat Was zainteresuje to kupcie Boys Adrift i przeczytajcie (po angielsku, bo nie ma polskiej wersji). Polecam!

Zamykając temat w kilku zdaniach, mamy pięć elementów krzyżujących życie facetom:
– gry wideo sprawiają, że zmagania z realnymi wyzwaniami codzienności są dla chłopaków nieatrakcyjne;
– zmiana metod nauczania, odchodzenie od praktycznego doświadczania świata na rzecz bardziej abstraktycjnej wiedzy zniechęciły wielu chłopców do szkoły;
– powszechne stosowanie leków na ADHD miewa nieodwracalny wpływ na ośrodki mózgowe odpowiedzialne za motywację;
– estrogeny środowiskowe z plastikowych butelek PET przenikając do organizmu chłopców mogą obniżać poziom testosteronu, czynić kości bardziej łamliwymi i rozwalać układ hormonalny;
– nastąpiła dewaluacja męskości i  radykalnie zmienił się wzorzec męskości.